Recenzja horroru

Horror Desolation Angels

Desolation Angels (Czysta gra)

Tytuł oryginalny:

Desolation Angels

Reżyseria:

Christopher Fitchett

Scenariusz:

Christopher Fitchett, Ellery Ryan

Obsada:

Kim Trengrove, Kerry Mack, Marie O'Loughlin, Karen West, Jay Mannering

Kraj:

Australia

Rok produkcji:

1982

Czas trwania:

91 min.

Po zaliczeniu egzaminów można odetchnąć na jakiś czas od nauki i poczuć się wolnym. Z takiej właśnie wolności korzysta Lisa, która podkrada swej matce klucz do domku letniskowego i wraz z dwiema koleżankami postanawia spędzić w nim weekend. Ku zaskoczeniu towarzyszek Lisy, domek okazuje się niebanalną willą z altaną na szczycie, który został perfekcyjnie wkomponowany w malowniczą okolicę. Widok ten zdołał nawet przyćmić wspomnienie incydentu, jaki miał miejsce w drodze do posiadłości. Niestety nie na długo, gdyż po okolicy krąży grupa zdziczałych degeneratów.

"Desolation Angels" Christophera Fitchetta można określić terminem australijskiego rape and revenge bez "rape", a z minimalną ilością "revenge". Prościej sprawę ujmując, wszelkie formy eksploatowania przemocy, jakie ten podgatunek horroru zakłada, ograniczają się w owym "dziele" do kilku szarpanin i rozdzierających ekran krzyków. Reżyser nie poddaje widza żadnej presji, osoba zasiadająca do seansu ani razu nie zostaje zaatakowana obrazami konsekwentnie przekraczającymi granice filmowej przyzwoitości. "Czysta gra" wyraźnie wywodzi się z tego samego nurtu co legendarne "I Spit on Your Grave", lecz atmosferą bardziej skłania się ku przeciętnym widowiskom typu "Curfew" Gary'ego Winicka. Zamiast utożsamiać widza z wydarzeniami, tak by ukazana w filmie przemoc była odczuwalna i wręcz nie do zniesienia, "Curfew" i "Desolation Angels" sprawiają wrażenie usiłujących owego zabiegu świadomie unikać, przez co całość przybiera niewinny wydźwięk. Dodatkowo w "Desolation..." owo uczucie potęgują sylwetki miejscowych psycholi, którzy, nie dość, że zachowują się jakby mieli jeden mózg do spółki, do którego zapomniano dołączyć instrukcję obsługi, to jeszcze nieudolnie próbują przekonać widza, że ich bezwzględność przerasta samego Davida Hessa ("House on the Edge of the Park", "Hitch-Hike"). Zdają się być zagubieni, zapracowując tym samym na tytuł najłagodniejszych niegodziwców w historii rape and revenge. Konfrontacja pomiędzy nimi, a dziewczętami staje się przez to nieco śmieszna i naciągana, czego w żaden sposób nie tuszuje aktorstwo. Serialowa obsada jaką zebrał Fitchett, autor scenariusza do innego australijskiego horroru "Cassandra", raczy nasze oczy armadą teatralnych gestów, które w większości sytuacji są przesadzone lub odwrotnie, "wyciszają" sekwencje sugerujące autentyczną grozę. Mimo wszystko horror Fitchetta to rape and revenge. Nieskomplikowane, nieco "ślamazarne" I krótko mówiąc "bez ikry", ale dające się strawić, choć głównie ze względu na swą "unikatowość" (nieczęsto Australia angażuje się w podobne projekty).

Film otwierają słowa głównej bohaterki, będące prologiem do dalszych wydarzeń, które jak sugeruje dziewczyna opływać mają w wypadki spędzające sen z powiek. Niestety pogłębia to tylko rozczarowanie jakie spływa na widza po seansie, gdyż tak naprawdę nic szczególnego się nie zdarzyło. Rozczarowujący finał nasuwa jedynie przypuszczenia, iż w tej opowieści kryje się jakiś morał zalatujący niedoścignionym "Deliverance". W całym filmie jedynie początek przykuwa naszą uwagę, pozwalając w śladowych ilościach zaistnieć gęsiej skórce na rękach. W drodze do domku, Liz, Jilly i Joanne zostają wciągnięte przez dwa czarne karawany w grę a la "Duel". Chora zabawa jaką toczą złowrogie auta z dziewczętami jest wybornym wstępem pobudzającym apetyt widza liczącego z każdą kolejną minutą na coraz to mocniejsze sceny. Niestety dalej będzie już spokojniej, choć sama napaść na młode niewiasty, mimo iż nie wyszła najciekawiej, rozbudza nieco "uśpioną" fabułę. Do tego kilka ładniutkich kadrów autorstwa Ellery Ryana (również współscenarzysta), ujęcie zmasakrowanego kota i blondyneczka z sąsiedztwa. Owe drobne pierwiastki pozwolą przebrnąć do końca wszystkim, którzy skuszą się na ten horror, występujący niekiedy pod tytułem "Fair Game", ale ostrzegam, to może być "nieczysta gra".

Ocena: 2/6

Autor: Lobo