Recenzja horroru

Horror DeepStar Six

DeepStar Six (Oddział)

Tytuł oryginalny:

DeepStar Six

Reżyseria:

Sean S. Cunningham

Scenariusz:

Lewis Abernathy, Geof Miller

Obsada:

Taurean Blacque, Nancy Everhard, Greg Evigan, Miguel Ferrer, Nia Peeples

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1989

Czas trwania:

103 min.

Horror DeepStar Six - zdjęcie 1Horror DeepStar Six - zdjęcie 2Horror DeepStar Six - zdjęcie 3Horror DeepStar Six - zdjęcie 4Horror DeepStar Six - zdjęcie 5Horror DeepStar Six - zdjęcie 6

Sean S. Cunningham, reżyser kilku komedii (np: "Spring Break"), rewelacyjnego "Striking Back" oraz legendarnego "Piątku trzynastego", podobnie jak James Cameron w swej widowiskowej "Otchłani", odsłania przed nami czeluści morskich głębin, równie mroczne co bezmiar okalającego naszą planetę kosmosu. W ich topieli budzi się forma życia zupełnie inna od tych jakie twórca "Terminatora" ukazał w swoim podwodnym obrazie. To nie będzie próba nawiązania przyjacielskiego kontaktu, tylko próba zawiązania nowego łańcucha pokarmowego, w którym istota ludzka zdecydowanie stanowi to słabsze ogniwo.

Po półrocznym przebywaniu w morskich głębinach, załoga "DeepStar Six", będzie mogła powrócić na powierzchnię i odetchnąć świeżym powietrzem. Montaż wyrzutni rakiet balistycznych na dnie oceanu dobiega końca. Niestety nagle sprawy ulęgają komplikacji, w miejscu kotwiczenia platformy sonda wykrywa niespotykanie głęboką jaskinię. Specjalistka od fauny morskiej snuje teorie na temat jej ewentualnych mieszkańców, zapiski sprzed stu lat świadczą o pokazywaniu się przedziwnych stworów na tej szerokości geograficznej. Jednak napięte terminy są ważniejsze od żeglarskich opowieści i na rozkaz dowódcy stacji jaskinia zostaje wysadzona. Eksplozja przynosi niespodziewane efekty, zapada się potężny fragment dna, odsłaniając swe cudowne wnętrze, skrywające przez setki lat wyjątkowego rezydenta.

Sytuacja wyjściowa przywodzi na myśl niezapomniany klasyk Eugene Louriego z 1953 roku, "Bestia z głębokości 20 tysięcy sążni". Podobnie jak w "Oddziale" dochodzi w nim do eksplozji, która budzi do życia prehistoryczne zwierzę w szybkim czasie zagrażające życiu mieszkańcom Nowego Jorku. U Cunninghama, akcja po wybuchu zmierza troszkę w innym kierunku, bardziej klaustrofobicznym, gdyż potwór spędza sen z powiek jedynie garstce ludzi zamkniętej na małej przestrzeni i nie sprawia wrażenia istoty na tyle inteligentnej by pokusić się o zdewastowanie gęsto obsianej "homo sapiens" metropolii. Stąd znaczną część obrazu o wiele trafniej byłoby przyrównać do tak legendarnych pozycji jak "Obcy- ósmy pasażer Nostromo" lub "Coś", mimo, iż monstra w nich grasujące wykazują znacznie większe zużycie szarych komórek na godzinę, niźli "krabopodobny" stwór terroryzujący załogę "DeepStar Six". Poza "naparzaniem" w ściany platformy i batyskafów oraz czajeniem się na członków podwodnej ekipy w kolejno zalewanych wodą pomieszczeniach, nie czyni nic szczególnego by zasłużyć na miano jednostki wysoko rozwiniętej. Wygląda imponująco, jego złaknione mięsa szczęki przywodzą na myśl te za pomocą których "chwytoidy" z horroru Rona Underwooda potrafiły wciągnąć samochód pod ziemię, jednak pojawia się zbyt rzadko, co wpływa ujemnie na poziom posoki w filmie. Wszak odgryza pewnemu nurkowi nogi i to na długo nim zdążył je wyjąć z masywnego kombinezonu lecz innych konsumpcji dokonuje już pod wodą, gdzie widzom "ograniczonym" okiem kamery nie dane jest zajrzeć. Na szczęście, na otarcie łez wielbicieli kadrów maczanych w wannach krwi, reżyser zaserwował całkiem przyjemną atmosferę, podpartą w kilku scenach skutecznie łechtającym nerwy suspensem. Pomimo, że sytuacja jest typowa, niekiedy niebezpiecznie przewidywalna, to i tak zauracza całym tym klasycznym podejściem do tematu. Platforma jest uszkodzona, powietrza zostało na sześć godzin, kontakt z powierzchnią jest zerwany, a jeden z pracowników nie radząc sobie z przerastającą go sytuacją zaczyna zagrażać innym. Podręcznikowa fabuła wykwitła spod ręki Lewisa Abernathy (reżyser "House IV"), który w "Titanicu" Camerona zagrał Lewisa Bodine, mimo zagrożenia jakie nad nią wisiało, nie dała się pogrzebać wynikającym z niej schematom, dzięki czemu otrzymaliśmy przyjemny dla oka horror, z początku rozgrywający się podobnie niczym "Otchłań". Romans (parę głównych bohaterów czeka w tej kwestii niespodzianka), niewinne żarty, rzut oka na głębię oceanu (ciekawie ukazane wnętrze jaskini), jednak Cunningham szybko rezygnuje z kursu obranego przez reżysera "Piranii II" i zmierza niezwłocznie w kierunku kina grozy. Dobry wybór, po co dwa takie same filmy, a jeden potwór więcej w kolekcji X muzy z pewnością nie zaszkodzi. Rozkoszujemy się więc jego widokiem, gdyż o naprawdę żarłoczne monstrum dziś coraz trudniej.

Mówi się, że znacznie więcej wiemy o odległym Księżycu niż głębiach oceanu. Z pewnością wiele w tym prawdy, jak bowiem sklasyfikować przedziwne istoty, które fale wyrzuciły na brzeg brytyjskiej wyspy Canvey w 1953 i 1954 roku. Pierwsza pokryta była grubą, brunatną skórą o czerwonym odcieniu, druga, nieco różowa, kolorem przypominała świnie. Obie miały ostre zęby i dwoje wielkich, wyłupiastych oczu. A więc mieniące się błękitem w słońcu wody skrywają niejedną tajemnicę, może potężne krakeny z mitologii skandynawskiej, wyglądające jak pływająca wyspa, czają się jeszcze na zbłąkane okręty. Potraktujmy więc obraz Cunninghama nieco jako przestrogę, gdyż kto wie, może w przyszłości pluskając się w morskich falach coś namiętnie ugryzie nas w tyłek, trwale uszkadzając skrywane pod majtasami krągłości, nad którymi niektórzy miesiącami pracowali w siłowniach. Podejdźmy do niej jednak z drobnym przymrużeniem oka.

Ocena: 3/6

Autor: Lobo