Recenzja horroru

Horror Death Trap

Death Trap

Tytuł oryginalny:

Eaten Alive

Reżyseria:

Tobe Hooper

Scenariusz:

Alvin L. Fast, Kim Henkel, Mardi Rustam

Obsada:

Neville Brand, Mel Ferrer, Carolyn Jones, Marilyn Burns, William Finley

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1977

Czas trwania:

91 minut

Horror Eaten Alive - zdjęcie 1Horror Eaten Alive - zdjęcie 2Horror Eaten Alive - zdjęcie 3Horror Eaten Alive - zdjęcie 4Horror Eaten Alive - zdjęcie 5Horror Eaten Alive - zdjęcie 6

Dawno temu żył sobie Joe Ball ochrzczony przez prasę Aligatorem czy bardziej dosadnie Rzeźnikiem z Elmendorf. Zamordował ponad 5 kobiet, ich poćwiartowane zwłoki rzucił na pożarcie hodowanym aligatorom. Po powrocie z europejskiego frontu I wojny światowej Joe osiadł w Elmendorf w Teksasie, gdzie aż do czasu wprowadzenia prohibicji trudnił się przemytem alkoholu. Potem otworzył w teksańskiej mieścinie gospodę, której główną atrakcją był staw z pięcioma dorodnymi aligatorami. Za pokarm dla gadów często służyły zbłąkane psy i koty. W 1938 roku w okolicach Elmendorf zaczęły znikać młode kobiety, w tym zatrudnione przez Balla barmanki. Kiedy policja zaczęła węszyć i wtargnęła do gospody właściciela, aby go przesłuchać, Joe wyciągnął rewolwer z komody i strzelił sobie w serce. Czarnoskóry wspólnik mordercy, Clifton Wheeler, zeznał, iż widział jak Joe ćwiartował ciała dwóch zastrzelonych kobiet. Wokół sprawy Aligatora narosło mnóstwo niepotwierdzonych plotek i przypuszczeń, które do tej pory nie zostały należycie zweryfikowane. Zainspirowany zbrodniami Joe Balla "Eaten Alive" Tobe Hoopera co prawda żyje w cieniu nieśmiertelnej "The Texas Chainsaw Massacre" (1974), lecz w jego żyłach płynie ta sama szaleńcza krew.

Stuknięty Judd (Neville Brand) prowadzi zatęchły hotelik Starlight położony pośród bagiennych terenów Lousiany. W pobliskim stawie pływa maskotka Judda – wygłodniały aligator karmiony świeżym ludzkim mięsem. Pierwszą ofiarą właściciela hotelu pada Clara (Roberta Collins), młoda prostytutka zbiegła z burdelu. Jej zaszlachtowane grabiami zwłoki trafiają prosto do paszczy gada. Niebawem pojawiają się kolejni nieproszeni goście poszukujący noclegu: Faye (Marilyn Burns), Roy (William Finley) i ich mała córeczka Angie (Kyle Richards). Kiedy piesek rodziny zostaje pożarty przez aligatora, wściekły Roy próbuje zastrzelić bestię na co Judd reaguje przemocą spychając go do bagna. Zanim maskotka nasyci się ludzkim ścierwem Judd przywiązuje Faye do łóżka, a następnie ściga rozwrzeszczaną Angie w zamkniętej przestrzeni pod hotelem. Wnet nadjeżdżają Harvey (Mel Ferrer) i Libby Wood (Crystin Sinclaire), ojciec i siostra zaginionej Clary. Wyostrzona kosa Judda musi pójść w ruch przy akompaniamencie niekończącej się kakofonii krzyku, darcia, drapania i ryków...

Akcja "Death Trap" ma miejsce na bagiennych terenach Louisiany, tam gdzie kręcili swoje filmy eksploatacji Jack Weis ("The Crypt of Dark Secrets") oraz Fred & Beverly Sebastian ("Gator Bait"). W odróżnieniu od "The Texas Chainsaw Massacre" drugi horror Hoopera został zrealizowany w całości w studio przez co traci duszny realizm poprzednika na rzecz nie mniej niepokojącego antynaturalizmu. Dzięki temu każde ujęcie sprawia wrażenie nierealnego, pochodzącego jakby z innego wymiaru. Zwariowany Judd działa niczym rozregulowane radio, raz jest łagodny, wręcz dobroduszny, innym razem ogarnia go kompletna mordercza psychoza. Hotel Starlight składa się z trzech poziomów: recepcji i pomieszczeń mieszkalnych Judda, pierwszego piętra, na którym znajduje się pokaźna większość pokoi hotelowych oraz z oblepionej brudem przestrzeni pod budynkiem, w której schronienie odnajduje przerażona dziewczynka. W ciągu ostatnich 20 minut filmu wszystkie trzy poziomy wypełnia chaotyczna warstwa hałasu narastająca stopniowo w istne crescendo szaleństwa: zdławione krzyki związanej Burns, postukiwanie łóżka, plujące dźwiękami radio Judda w hotelowym foyer, muzyka country z trzeszczącego patefonu, szloch dziewczynki i piski wystraszonych szczurów, gdy aligator wychodzi niemrawo z bagna i zbliża się do skulonego dziecka... Wszystko to miesza się z brzęczącym, atonalnym soundtrackiem elektronicznym Wayne’a Bella. W paru momentach w "Eaten Alive" dochodzi do eksplozji histerii, co zbliża film do oszałamiającego debiutu Hoopera pod kątem autentycznego mentalnego terroru.

Gwiazdą filmu staje się Neville Brand, w którego postaci eks-żołnierza można wyczuć ślady wszystkich członków rodziny Leatherface’a: tępy sadyzm Autostopowicza, pseudocywilizowany wdzięk Kucharza i żądzę krwi Skórzanej Twarzy. Nad filmem unosi się także niepokojąca aura seksualnej dysfunkcji i absurdu: dziwka odmawiająca lokalnemu wieśniakowi (Robert Englund, alias Freddy Krueger w jednej z pierwszych ról) analnego seksu, groteskowo rozkładające się małżeństwo Faye i Roya. Przerażona Angie przypomina hobgoblina uciekającego przez spowity pajęczynami labirynt przed dzierżącym kosę Juddem, mamroczącym perwersyjnie: "Mała dziewczynko, wyjdź i zobacz, co wujek Judd dla ciebie przyniósł..." "Eaten Alive", pomimo kilku nużących i bardziej konwencjonalnych scen (vide wizyta na posterunku szeryfa, spotkanie ze Stuartem Whitmanem w barze, powrotna wizyta w burdelu i rozmowa z Carolyn Jones) nadal nosi w sobie znamię histerycznego obłędu "The Texas Chainsaw Massacre". Czuć wyraźnie, iż jest to film Hoopera od "Teksańskiej...", a nie Hoopera od "Poltergeista". I chwała mu za to!

Ocena: 5-/6

Autor: Embalmer