Recenzja horroru

Horror Death Powder

Death Powder

Tytuł oryginalny:

Desu Pawuda

Reżyseria:

Shigeru Izumiya

Scenariusz:

Shigeru Izumiya

Obsada:

Takichi Inukai, Rikako Murakami, Shigeru Izumiya, Mari Natsuki

Kraj:

Japonia

Rok produkcji:

1986

Czas trwania:

62 minuty

Horror Desu Pawuda - zdjęcie 1Horror Desu Pawuda - zdjęcie 2Horror Desu Pawuda - zdjęcie 3Horror Desu Pawuda - zdjęcie 4Horror Desu Pawuda - zdjęcie 5

Mianem cyberpunk określa się nurt obecny w literaturze science-fiction oraz kinematografii dotyczący społeczeństwa i otaczającej je ze wszystkich stron technologii komputerowej i informacyjnej. W ramach literatury i kina cyberpunk funkcjonują ogromne miastowe molochy, których mieszkańcy nie mogą egzystować bez techniki, a młodzież często zażywa dragi przenosząc się w odmienne stany podświadomości. Podstawowym ogniwem cyberpunku wydaje się być maszyna czyli cyberprzestrzeń i szybki komputer, duże znaczenie odgrywa w nim również cybernetyka. Filmy takie jak kultowy w kręgach wielbicieli twórczości Philipa K. Dicka "Łowca androidów" Ridleya Scotta, "Tetsuo" Shinya Tsukamoto czy z najnowszych produkcji japońskich średnio udany "Meatball Machine" zaludniają cyborgi, sztuczne i sterylne humanoidy pozbawione ludzkich odruchów i uczuć. Świat wielkich korporacji, hakerów i genetycznie zmodyfikowanych ludzi zapoczątkował William Gibson w swej słynnej książce "Neuromancer", stanowiącej zresztą pierwszy tom Trylogii Ciągu. Krótkie opowiadanie Gibsona "Johnny Mnemonic" zostało w 1995 roku przeniesione na kinowy ekran, lecz film nie odniósł większego sukcesu. Nurt cyberpunk charakteryzuje także kinematografię Kraju Kwitnącej Wiśni. Obok wspomnianego "Tetsuo" i jego kiepskawego sequela "Tetsuo II: Body Hammer" oraz frenetycznych dziwactw Shozina Fukui ("964 Pinocchio", "Rubber’s Lover") na uwagę zasługuje najrzadszy i zarazem najbardziej dziwaczny obraz z wymienionych, a konkretnie "Death Powder" z 1986 – halucynogenny cyberpunkowy koszmar będący zarazem czystym psychodelicznym odjazdem w najczarniejsze i najbardziej mroczne zakątki ludzkiej jaźni.

Trójka konspiratorów dokonuje kradzieży kobiecego humanoida. Gynoid nazwany Guernica spoczywa w opustoszałej piwnicy niszczejącego fabrycznego magazynu z dziwaczną osłonką na twarzy. Kiedy jeden z badaczy (zagrany przez samego reżysera) zostaje obsypany tytułowym proszkiem śmierci film wkracza na obszar absolutnego surrealizmu, do świata połączonej podmiotowości, gdzie człowiek zdolny jest pojąć sekrety ciała. W tym samym czasie (w obłoku realnej rzeczywistości) do magazynu docierają pracownicy i niemalże natychmiast odkrywają w środku zmutowany organizm protoplazmy będący zapewne pozostałością po dotychczasowych rezydentach budynku.

Słowa nie są w stanie oddać, jak niewyobrażalnie dziwny i halucynacyjny jest to obraz. Jedna z postaci w toku akcji mówi do drugiej: "Próbuj udawać, że rozumiesz, o co w tym wszystkim chodzi. Tak jak życie, to nie ma sensu" i niniejsza kwestia stanowi esencję "Death Powder". Ciężko ten film objąć umysłem, niesłychanie wręcz ciężko. Po jego trzykrotnym obejrzeniu nasunęły mi się jednak pewne szczątkowe idee, koncepcje, myśli. Tak jak w "Tetsuo" punktem kluczowym surrealistycznego dzieła Izumiyi jest strach przed technologią, rosnący płynnie, systematycznie i nieubłaganie wraz z upływem dni, miesięcy, lat. Proszek śmierci zdaję się sugerować alegorię wszechogarniającej destrukcji ludzkości, której ucieleśnieniem jest zagadkowy gynoid nazwany Guernica, co samo przez się stanowi aluzję do znanego wszem i wobec obrazu Pabla Picassa. Ów żeński robot został stworzony przez naukowca stylizowanego na członka kapeli rockowej – gitara elektryczna dzierżona w jego dłoniach zakłada, iż nasza stechnicyzowana nowoczesna kultura bywa przesiąknięta śmiercią, fetorem rozkładu i krwią z rozerwanych ciał. Guernica posiada tajemną wiedzę (biblijny zakazany owoc), co niechybnie prowadzi do jej schwytania, uwięzienia i zakrycia ust. Ową mądrość usiłuje posiąść ludzkość bez żadnych konsekwencji. Obsypany proszkiem Izumiya eksploruje splot przyczynowy pomiędzy życiem a śmiercią, ponieważ "życie bez ciała to śmierć", na co zainfekowany badacz odpowiada "Nie ma śmierci bez życia. Nie ma odpowiedzi na to szaleństwo. Niebo egzystuje w moim ciele... martwe. A piekło... piekło jest wszędzie!". Ludzkość z wolna obraca się w proch, gdyż jej miejsce zajmuje zwiastująca nadejście nieludzkiej potworności technologia.

Eksperymentalny obraz Japończyka pełen jest niezwykłych ujęć z pierwszej perspektywy oraz intrygujących technik kręcenia. Na soundtrack składa się konglomerat industrialu a la Throbbing Gristle z muzyką techno. Nieco gore wydatnie komponuje się w abstrakcyjny świat przedstawiony w "Death Powder" i pomimo, iż brakuje w filmie logiki (ale czy oniryczne mary bywają logiczne?) warto zapukać do jego przeżartych rdzą i brudem bram. Wizja halucynogennej zmory wykreowana przez Shigeru Izumiya jest ze wszech miar unikalna oraz interesująca. Do tego towarzyszą jej industrialne pejzaże gnijącej metropolii spowitej trującymi oparami z fabryk, co każdego wielbiciela cyberpunka wprawi w stan ekstatycznej euforii.

Ocena: 4+/6

Autor: Embalmer