Recenzja horroru

Deadline
Tytuł oryginalny:
Deadline
Reżyseria:
Jonathan Kray
Scenariusz:
Jonathan Kray, Michel Bonset, Jan Willem Peters, Ruben Taneja
Obsada:
Cas Jansen, Anjali Taneja, Willem Emo, Dorus van der Meer
Kraj:
Holandia
Rok produkcji:
2002
Czas trwania:
23 minuty





"Deadline" to krótki, ale niezwykle przyjemny zombie horror, który z pewnością ucieszy oko każdego fana gatunku.
Film otwiera scena, w której dziennikarka przekazuje dwie mało optymistyczne informacje: pierwsza jest o pladze wyjątkowo agresywnych komarów, druga o wybuchu w fabryce chemikaliów. Później przenosimy się na miejsce katastrofy, gdzie grupa dziennikarzy stara się dotrzeć do fabryki, wchodząc do budynku znajdującego się obok. Trafiają do opustoszałego studia, w którym znajdują konającego człowieka. Resztkami sił opowiada on, w jaki sposób znalazł się w takiej mało komfortowej sytuacji...
Tak właśnie mógłby wyglądać każdy amatorski horror! Aż trudno uwierzyć, że twórcy tego holenderskiego filmiku wydali zaledwie 2000 dolarów na jego realizację! Efekt jest naprawdę fantastyczny i można tylko zachodzić w głowę, jak im się to udało przy tak skromnych nakładach finansowych. Wierzcie mi, to niesamowite jak treściwy i efektownie wykonany może być zaledwie 23 minutowy film zrobiony przez zapaleńców gatunku. Mamy więc historię o toksycznych komarach, zombiaki o oblepionych krwią gębach i świecących oczach, nie byle jakie gore (scena rozrywania mężczyzny, nieodparcie kojarząca się ze słynnym rozszarpaniem żołnierza z "Day of the Dead" George'a A. Romero!), urzekającą muzykę i niepokojącą atmosferę. Wszystko elegancko ze sobą połączone i utrzymane na wysokim poziomie, dzięki pewnej ręce reżysera Jonathan Kraya, który zdaje się znakomicie wiedzieć, czego widz od filmu oczekuje. Żadnych spowalniaczy, zbędnych ujęć, rozwlekłych dialogów. Po prostu 23 minuty czystej rozrywki na porządnym poziomie. I chyba o to chodziło!
"Deadline" jak na filmik amatorski prezentuje się naprawdę doskonale i bardziej mi podszedł niż większość wysokobudżetowych produkcji wysmażonych ostatnio w USA. Pozostaje mi tylko życzyć ludziom z Twisted Pictures aby nie spoczęli na laurach i wkrótce zaskoczyli nas czymś równie smakowitym co "Deadline"