Recenzja horroru

Dead Friend
Tytuł oryginalny:
Ryeong
Reżyseria:
Tae-kyeong Kim
Scenariusz:
Tae-kyeong Kim
Obsada:
Ha-Neul Kim, Sang-mi Nam, Bin Yi Shin, Hie-ju Yeon, Yun-ji Lee
Kraj:
Korea Południowa
Rok produkcji:
2004
Czas trwania:
98 minut
Zgryźliwi mogą od razu oznajmić, że "Dead Friend" to jeszcze jeden rutynowy azjatycki horror o żeńskim duchu z zakrytą długimi włosami twarzą, który ukazuje się znienacka przy wtórze głośnych efektów dźwiękowych i straszy nieszczęsne ofiary na śmierć. Takie stwierdzenie nie mija się dalece z prawdą, ale pomimo braku oryginalności "Ryeong" ogląda się przyjemnie, bez przykrego poczucia zmarnowanego czasu.
Ha-Neul Kim odtwarza postać Ji-won, cierpiącej na amnezję studentki collegu. Dziewczyna usilnie próbuje powrócić do normalnego życia, ale niewiele pamięta ze swojej przeszłości. Regularne wizyty u lekarza nie przynoszą żadnych rezultatów, a fragmentaryczne obrazy w podświadomości Ji-won wprawiają ją w stan niepewności co do tego, kim rzeczywiście jest. Kiedy jej dwie przyjaciółki z czasów szkolnych umierają w zagadkowych okolicznościach, dziewczyna zaczyna podejrzewać, że ktoś lub coś zaczyna ją prześladować. Przy pomocy przyjaciela rozpoczyna poszukiwania i trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie przebywa jako pacjentka Mi-kyeong, jej kolejna była koleżanka z liceum panicznie bojąca się wody. Gdy i ona wkrótce umrze utopiona, Ji-won stopniowo zacznie odkrywać karty swojej zamazanej przeszłości. Dowiemy się, że jako nastolatka przewodziła grupce szkolnych tępicielek tyranizujących inne dziewczęta. Ofiarą ich złośliwości padła między innymi uboga Su-in, która próbowała przystąpić w szeregi popularnej kliki, ale zawsze była odtrącana. Po roku zniknęła i od tego momentu nikt nigdy jej nie widział...
Tak jak zaznaczyłem na wstępie, "Dead Friend" oferuje w zasadzie niewiele nowego ponad to, co zostało już wcześniej opowiedziane w niezliczonych reprezentantach nowej fali azjatyckiego klimatycznego horroru. Co bardziej krewcy fani kina grozy od razu zarzucą reżyserowi kopiowanie pomysłów zawartych w "Ringu" oraz "Dark Water" Hideo Nakaty. Mamy więc Ji-won nawiedzaną przez ducha, co zmusza ją do grzebania w swej przeszłości zanim sama stanie się ofiarą zjawy, czy wreszcie motyw wody wywołującej strach i niosącej za sobą widmo nieuchronnej śmierci. Duchem jest znajoma skądinąd postać dziewczyny z długimi czarnymi włosami skutecznie zasłaniającymi jej oblicze, a początkowa scena przestraszenia na śmierć siostry jednej z trójki uczestniczek seansu spirytystycznego razi wtórnością, choć jest efektownie zrealizowana (pasma kruczoczarnych włosów wypływające z odpływu zlewu ala "Dark Water"). Ogólnie rzec biorąc, Tae-kyeong Kim nie popisał się zbytnim nowatorstwem w zakresie scenariusza, lecz za samo niebanalne zakończenie filmu należą mu się soczyste brawa. Zapewniam was, końcowy twist rozkłada na łopatki, a ogląda się go z szeroko rozdziawioną gębą. Od czasu obejrzenia genialnego "House with the Windows That Laugh" nie byłem tak silnie zaskoczony i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Podobnie jak pokaźna większość koreańskich horrorów "Dead Friend" jest świetnie nakręcony. Poszczególne kadry obficie nasycone zielenią wyglądają prześlicznie, a obsada prezentuje odpowiednio wysoki poziom sztuki aktorskiej. W paru momentach podskoczyłem ze strachu, głównie za sprawą nagłych manifestacji zjawy, ale film nie przeraża do szpiku kości. Inna sprawa, że widziałem już wystarczająco wiele azjatyckich obrazów o żądnych zemsty zza grobu duchach i chyba troszkę mi się one przejadły. Pomimo mych utyskiwań "Dead Friend" zasługuje na obejrzenie, bo jest całkiem dobry. Zatem pogaście wszystkie światła, słuchawki na uszy i niech strach chwyci was za gardło albo przynajmniej miło połaskocze wasze trzewia.