Recenzja horroru

Horror Dark Echo

Dark Echo (Mroczna głębia)

Tytuł oryginalny:

Dark Echo

Reżyseria:

George Robotham

Scenariusz:

Obsada:

Wolfgang Brook, Karin Dor, Joel Fabiani, Hanna Hertelendy, John Robotham

Kraj:

Austria / Jugosławia

Rok produkcji:

1977

Czas trwania:

91 minut

Horror Dark Echo - zdjęcie 1Horror Dark Echo - zdjęcie 2Horror Dark Echo - zdjęcie 3Horror Dark Echo - zdjęcie 4Horror Dark Echo - zdjęcie 5Horror Dark Echo - zdjęcie 6

Groza nadchodzi od strony zatoki. Dzierżąc haki rybackie, bosaki i szable. Setna rocznica powstania nadmorskiej mieściny Antonio Bay staje się okazją do rewanżu i rozlewu krwi. Czy to, co widzimy stanowi sen w śnie? Chyba nie ma miłośnika horroru, który nie widział "The Fog" Johna Carpentera, a jeśli nawet jest, to przez ostatnie lata najprawdopodobniej chował się w jaskini. Carpenter przyznał się, iż źródłem inspiracji do nakręcenia "Mgły" był dla niego "The Trollenberg Terror" (1958) traktujący o potworach ukrytych w chmurach, ale – uwaga! – istnieją jeszcze dwa kompletnie zapomniane horrory fabularnie zbliżone do kultowego przeboju Cieśli, a mianowicie japoński "The Living Skeleton" (1968) Hiroshi Matsuno oraz austriacki "Dark Echo" (1977). W pierwszym z wymienionych tytułów pojawia się mgła otaczająca rybacką wioskę, widmowy piracki statek śmierci, ksiądz ukrywający straszliwy sekret oraz kobieca zjawa Saiko o twarzy okalanej długimi czarnymi włosami. Reżyserski debiut uznanego podwodnego kaskadera George’a Robothama także odznacza się pewnymi podobieństwami do hitu z 1980 roku.

Austriacką wioskę położoną w górach, nieopodal bezkresnej toni jeziora nawiedza zło. Ataki na mieszkańców nasilają się niosąc za sobą terror i strach. Do przeklętej mieściny na wezwanie lokalnego inspektora policji przybywa medium (Wolfgang Brook), aby pomóc w rozwikłaniu zagadki kryjącej się w odmętach zimnej, kryształowo czystej wody. Sto lat temu doszło tutaj do straszliwej tragedii. Statek wycieczkowy dowodzony przez kapitana Manfreda Gohra zatonął w tajemniczych okolicznościach zabierając w objęcia śmierci 86 pasażerów. Winą za katastrofę obarczono martwego Gohra, którego gnijący trup co jakiś czas wyłania się z wodnej otchłani, by wyrównać rachunki.

Wielka szkoda, iż "Dark Echo" jest obrazem przeciętnym, bo nosi w sobie spory potencjał. Nakręcona na Węgrzech i w Austrii niskobudżetowa produkcja odznacza się kilkoma atmosferycznymi scenami rozgrywającymi się w rachitycznych wnętrzach niszczejących ruin klasztornych i zamkowych, gdzie spoczywają nadżarte zrębem czasu kości wyznawców. W katakumbach martwego kościoła ma miejsce złowrogi rytuał blasfemii, ale ów wątek nie prowadzi do niczego i wydaje się być doklejony na siłę.

"Mroczna głębia" stanowi debiut reżyserski George’a Robothama, cenionego kaskadera i okazjonalnego aktora, zastępującego na planie m.in. Johna Wayne’a i Rocka Hudsona. I właśnie z wprawą zrealizowane podwodne sekwencje są głównym magnesem filmu. Wynurzający się z jeziornej toni zmartwychwstaniec potrafi wzbudzić dreszcz niepokoju. Na myśl natychmiast przychodzą nazistowskie zombies w goglach powoli wychodzące z morza w pamiętnym "Shock Waves" (1977) Kena Wiederhorna... Ciało kapitana Gohra pozostaje mimo wszystko zadziwiająco nietknięte jak na trupa od wieku żerującego w zmurszałym wraku statku.

Ale tak naprawdę "Dark Echo" nie za bardzo wie, jakim filmem chce być. Robotham miał pewnikiem następujący zamysł: "Gut, nakręcę horror i jednocześnie zareklamuje cudowny rejon Austrii, gdzie zagraniczni turyści jeżdżą na nartach i zażywają kąpieli w hotelowych basenach". Przeto odwiedzamy lokalną tawernę, gdzie można skosztować pysznego austriackiego piwa i posłuchać zespołu przygrywającego skocznie na tradycyjnych instrumentach. Wkraczamy do tchnących oddechem historii monasterów podziwiając ich majestatyczne wnętrza i krypty rozpaczy. Ów pocztówkowy charakter filmu jest moim zdaniem całkowicie zbędny i maskuje mielizny scenariusza. Żeby jeszcze letargiczne tempo akcji nie usypiało tak skutecznie! Pewien wszak moment wyrywa widza z otępienia: topielec przybywa do starej czarownicy i przepoławia jej czaszkę na pół siekierą. Jedyna scena gore w filmie, choć kiepsko wykonana, zaskakuje!

Kompletnie zapomniany i obskurny przykład regionalnego Euro-horroru wydany dawno temu w Polsce na kasecie video pod tytułem "Mroczna głębia". Nawet ongiś (ten jeden jedyny raz) natknąłem się na tenże film w nieistniejącej już wypożyczalni w Tomaszowie Mazowieckim... Polecam obejrzenie wraz z "The Spirits of Jupiter" (1985) – innym horrorem, który niemalże zniknął z powierzchni ziemi pozostawiając za sobą recenzję Lobo na Danse Macabre. Być może przyśni się wam brnące po mulistym dnie widmo starego marynarza płaczące łzami zemsty... I w ułamku sekundy otworzycie oczy z przerażenia, zroszeni potem.

Ocena: 3/6

Autor: Embalmer