Recenzja horroru

Cruelty
Tytuł oryginalny:
Mu Zan E
Reżyseria:
Daisuke Yamanouchi
Scenariusz:
Daisuke Yamanouchi
Obsada:
Yuki Emoto, Naohi Hirakawa, Kenichi Kanbe
Kraj:
Japonia
Rok produkcji:
1999
Czas trwania:
65 minut





Daisuke Yamanouchi ("Red Room 1", "Red Room 2") to postać, która znana jest zapewne tylko miłośnikom ekstremalnego kina japońskiego. I dobrze, bo w takim razie całej reszcie nie muszę go przedstawiać. "Mu Zan E" bowiem to film, który zadowoli tylko wielbicieli totalnej ekstremy w kinie.
Młoda dziennikarka próbuje przeniknąć do podziemnego świata tzw. "snuff movies". Jej poszukiwania kończą się, kiedy sama staje się ofiarą własnej obsesji...
Nie od dzisiaj wiadomo, że Japończycy potrafią przekroczyć wszelkie granice wyznaczone w kinie. "Mu Zan E" to kolejny taki bezkompromisowy kopniak w twarz w wykonaniu skośnookich, który z pewnością zadowoli jedynie maniaka kina ekstremalnego. Kopniak, który jest może niewyobrażalnie brutalny i okrutny, ale nie do końca jest takim bezmyślnym pokazem przemocy. Film Yamanouchi'ego ciut różni się bowiem od innych bezsensownych produkcji typu "Guinea Pig". Nie jest to tylko i wyłącznie atak na widza, który ma wzbudzić li tylko szok i obrzydzenie. W przypadku "Mu Zan E" mamy bowiem fabułę! Mamy historię, która w momencie, kiedy dotrze do finału z pewnością będzie stanowić dla niejednego widza niemałe zaskoczenie. Zwroty akcji zaprezentowane w "Mu Zan E" są bowiem naprawdę przemyślane. Ponadto, pod maską perwersyjności i zepsucia reżyser starał się przemycić np. kilka interesujących pytań. Zdradzić ich nie chcę, bo ich odkrycie z pewnością da Wam wiele satysfakcji. Zresztą sam pierwotnie nie zwróciłem na nie uwagi, bo muszę się przyznać, że podszedłem do filmu Yamanouchi'ego z pewnym uprzedzeniem, co było olbrzymim błędem. Bo tzw. drugie dno "Mu Zan E" jest naprawdę ciekawe, o ile oczywiście ktoś jest w stanie przedrzeć się przez niespecjalnie miłą warstwę podstawową. Nadal bowiem jest to obraz, który spokojnie zniszczy niejednego widza obeznanego nawet z japońską ekstremą, momentami jest przecież filmem prymitywnym aż do bólu (zwłaszcza w pierwszej połowie), pełnym brutalności, sadyzmu, okrucieństwa i seksualnej przemocy, który u przeciętnego widza może wywołać, oprócz odruchów wymiotnych, również trwały uraz na psychice. Już sam pomysł wciśnięcia tematu "snuff movies" w konwencję filmu pinku eiga jest popaprany, a to, co faktycznie można zobaczyć na ekranie, niejednego naprawdę może doprowadzić na czworaka do muszli klozetowej. Oczywiście pewnie można posunąć się jeszcze dalej (przychodzi na myśl chociażby "Niku Daruma"), ale "Mu Zan E" należy z pewnością do najbardziej chorych filmów, jakie kiedykolwiek ujrzały światło dzienne.
Do obejrzenia, podkreślam jeszcze raz, tylko i wyłącznie dla maniaków zakopanych po uszy w ekstremalnym kinie z Japonii. Ponieważ się do takich nie zaliczam, ocena już na starcie była niska. Została podniesiona po ponownym obejrzeniu, kiedy to udało mi się zauważyć dużo więcej niż za pierwszym razem. Wtedy stwierdziłem, że niesłusznie go od razu skreśliłem.