Recenzja horroru

Horror Centipede Horror

Centipede Horror

Tytuł oryginalny:

Wu Gong Zhou

Reżyseria:

Keith Li

Scenariusz:

-

Obsada:

Hussein Abu Hassan, Din Long Lee, Kiu Wai Miu, Lei Wang

Kraj:

Hong Kong

Rok produkcji:

1982

Czas trwania:

95 minut

Horror Wu Gong Zhou - zdjęcie 1Horror Wu Gong Zhou - zdjęcie 2Horror Wu Gong Zhou - zdjęcie 3Horror Wu Gong Zhou - zdjęcie 4Horror Wu Gong Zhou - zdjęcie 5

Skolopendry - bezkręgowce o podłużnym ciele zbudowanym ze spłaszczonych segmentów. Na każdym z nich, za wyjątkiem głowy oraz ostatniej pary, znajdują się kończyny kroczne. Głowa wyposażona jest w parę zębów jadowych oraz parę czułków, parę żuwaczek i dwie pary szczęk. Ostatnie dwa segmenty ciała są najczęściej wydłużone, zgrubiałe i pokryte kolcami. Skolopendry są drapieżnikami, zdobycz jest uśmiercana poprzez wstrzyknięcie jadu przez zęby jadowe do ciała ofiary, śmierć zwykle następuje bardzo szybko... Poznajcie głównych bohaterów niesamowitego "Centipede Horror" - filmu, gdzie słowo horror dokładnie odzwierciedla to co widać na ekranie a nie jest tylko wyjałowionym określeniem stosowanym na potrzeby idiotycznych i lukrowanych przypowieści dla nastolatków.

Młoda dziewczyna, Kay, odbywa podróż do Azji Południowej. Podczas wizyty zapada na dziwną chorobę. W ciężkim stanie wraca do Hong Kongu, gdzie natychmiast zostaje umieszczona w szpitalu. Stan pacjentki szybko się pogarsza a ciało pokrywa się niezliczoną ilością wrzodów i czyraków. Kiedy kobieta wydaje z siebie ostatnie tchnienie, z ropiejących ran wychodzą paskudne robaki. Brat zmarłej postanawia poznać przyczynę jej zgonu i udaje się do miejsca, w którym najprawdopodobniej kobieta zachorowała. Wkrótce dowiaduje się, że Kay padła ofiarą klątwy rzuconej przez złego czarownika, który w ten sposób dokonuje aktu zemsty za krzywdy doznane przed wielu laty.

Lata 70-te i 80-te w kinie z Hong Kongu to okres niezwykle specyficzny dla horroru. Kiedy gatunek zrobił się popularny w Stanach, Shaw Brothers, jedna z największych obecnie wytwórni filmowych na świecie, po mariażu z angielskim Hammerem ("Dracula and the Seven Golden Vampires", Roy Ward Baker, 1974) postanowiła sama spróbować sił w realizacji horrorów. No i tak rozpoczęła się historia kilku naprawdę niezwykłych tytułów, które do tej pory mogą budzić wśród fanów na całym świecie nie lada emocje... Podobnych filmów próżno bowiem szukać w jakimkolwiek innym kinie. Są to bowiem horrory, gdzie fabuła ma formę szczątkową a za to ważne jest to, że pierwszoplanowe role grają zwierzęta: robale, węże, jaszczurki, skorpiony, ciała bohaterów pełne są owrzodzeń, wszystko spowija czarna magia, a czarownicy rzucają śmiertelne klątwy i toczą między sobą pojedynki mocy. Aha, zapomniałbym o najistotniejszym: spora część spośród robactwa oglądanego na ekranie to najważniejszy składnik wymiocin... Tak, tak! Rzyganie robalami to znak rozpoznawczy tych horrorów! Jednocześnie warto podkreślić, że filmy gatunku z tamtego okresu to często połączenie tych wszystkich wątków. Jeśli ktoś ma odrobinę wyobraźni, zapewne jest sobie w stanie wyobrazić jak piorunującą, niecodzienną, dziwaczną i powalającą mieszaninę stanowi takie zestawienie.

I z tym właśnie obcujemy przy okazji "Centipede Horror". Film Keitha Li należy bowiem do najbardziej znanych i najlepszych horrorów tego charakterystycznego nurtu. Właściwie to już klasyczna pozycja, choć znana niewielkiej grupie fanów horrorów. Jest to też, obok niesławnego "The Devil" (1981) Jen Chieh Changa jeden z najobrzydliwszych horrorów lat 80-tych czy nawet w całej historii gatunku. Bo horror w nim pokazany jest równie prawdziwy i odpychający jak pełzające z całkiem dużą prędkością skolopendry. Taki, jaki powinien być - odrażający, wywołujący niesmak, wstręt. Dlatego też do zmierzenia się z "Centipede Horror" zapraszam tylko tych, którzy nie są skażeni hollywoodzką polityczną poprawnością lub przesiąknięci głupowatymi teen slasherami. Ci, niech lepiej nie sięgają po ten film. Zresztą do nich "Centipede Horror" skierowany z pewnością nie jest.

Gdy w pierwszych sekundach filmu moim oczom ukazały się skolopendry, wiedziałem już, że "Centipede Horror" będzie czymś więcej niż tylko standardową pozycją, którą odhaczę jako obejrzaną i schowam głęboko w zakamarkach pamięci, żeby ewentualnie przywołać przy jakiejś niezbyt znaczącej dyskusji. Mało przyjemny dźwięk, który towarzyszy przemykającym skolopendrom wywołał dreszcz oraz lekkie uczucie niepokoju, ale i ciekawości - doskonały początek choć jeszcze nie zapowiadający tego co będzie się działo później... Żeby nie opowiadać całego filmu postaram się skupić na trzech, moim zdaniem, najbardziej zapadających w pamięć scenach z "Centipede Horror". Pierwsza z nich to rytuał, mający na celu zdjęcie klątwy rzuconej na młodą dziewczynę. Czarownik pokrywa ciało nagiej kobiety tajemniczymi znakami, po czym za pomocą zaklęć i przy użyciu magicznych kości pokonuje złe moce. W finałowym akcie wyzwolenia młoda dziewczyna wymiotuje żywymi skorpionami (w tym przypadku jest to tylko stylizowane na prawdziwe haftowanie - i chyba dobrze). Ale to jeszcze nic takiego, najlepsze jeszcze przed nami. Druga scena to pojedynek czarowników. Próba sił między Dobrem a Złem jest naprawdę fascynująca, niezwykle dynamiczna i pełna kapitalnych pomysłów np. jeden z walczących używa dla potrzeb konfrontacji latających szkieletów kurczaków. Wiem jak idiotycznie i infantylnie to brzmi, ale w rękach Azjatów takie sceny nabierają życia, rozmachu i autentyczności! Jeśli ktoś z Was widział powiedzmy "Chińską opowieść o duchach" ("A Chinese Ghost Story", Siu-Tung Ching, 1987) to wie, jak niesamowite i pokręcone, a jednocześnie fantastycznie zrobione jest to kino. Z takich scen Azjaci zawsze wychodzą obronną ręką. Na koniec oczywiście twórcy (i tym samym ja również) zostawili najbardziej smakowite danie. Finałowe trzy minuty "Centipede Horror" to bezapelacyjnie jeden z najbardziej dosadnych, szokujacych i budzących odrazę, ale i niezwykłych kawałków kina, jaki kiedykolwiek utrwalono na taśmie filmowej - w szczytowym punkcie filmu kobieta wymiotuje żywymi skolopendrami! A co do tego, że są prawdziwe, nie mam żadnych wątpliwości - widać jak się wiją i uciekają w różnych kierunkach. Powiem tylko tyle, że niewiele razy zdarzyło mi się bezwiednie otworzyć usta ze zdziwienia podczas oglądania horroru. Moja reakcja na to, z czym zetknąłem się w "Centipede Horror" była jednak silniejsza ode mnie i na pewno nie była wymuszona. Tego nie da się opisać - to trzeba zobaczyć, żeby uwierzyć! I możecie być pewni, że nie ma w moich słowach ni grama przesady. Ta scena naprawdę zepchnęła mnie na chwilę w świat, w którym niedowierzanie mieszało się z odrazą i po części fascynacją. Jedno jest pewne: to co w finale zaproponowali nam twórcy "Centipede Horror" to widok, którego nie wyrzucę z pamięci, póki stąpam po tej ziemi.

Warto jednak wspomnieć, że przy wszystkich tych obrzydliwościach sączących się z ekranu, Keith Li nie zapomniał również o pewnej dawce grozy, podanej w sposób oszczędny, ale skuteczny. Zdecydowanie jednak klimat przesunięty został na dalszy plan, ustępując pola innym atrakcjom. Należy też podkreślić, że w trakcie kręcenia (przynajmniej na moje oko) ani jedno zwierzę nie zostało zabite, na co warto zwrócić uwagę chociażby w kontekście innych, podobnych produkcji tego okresu, na czele z "Calamity of Snakes" (William Chang, 1982), gdzie na potrzeby filmu uśmiercono setki żywych węży czy "Red Spell Spells Red" (Titus Ho, 1983).

Wszystko, co opisałem powyżej stawiam po stronie plusów. Takich filmów po prostu już się nie kręci i wątpię, żeby ktoś podjął się w chwili obecnej podobnego przedsięwzięcia. Dlatego też postanowiłem nie obniżać oceny z powodu kilku minusów "Centipede Horror", do których zaliczyłbym chociażby bardzo przeciętne, czasem wręcz nieco irytujące aktorstwo czy w pewnym momencie zbyt ślimacze tempo akcji. To wszystko jednak nie było mi w stanie popsuć seansu na dobre - "Centipede Horror" to z pewnością jeden z najciekawszych horrorów, jaki zdarzyło mi się od dłuższego czasu obejrzeć.

Jeśli uważacie, że macie na tyle silne żołądki i dość odwagi by zmierzyć się z skolopendrami i bez wahania przyjąć je z otwartymi ramionami (ustami?), spróbujcie sięgnąć po "Centipede Horror". Możecie być jednak pewni, że zagnieżdżą się one w Waszej głowie na zawsze...

Ocena: 5/6

Autor: Mort