Recenzja horroru

Horror Cellar Dweller

Cellar Dweller (Mieszkaniec podziemi)

Tytuł oryginalny:

Cellar Dweller

Reżyseria:

John Carl Buechler

Scenariusz:

Don Mancini

Obsada:

Deborah Farentino, Yvonne De Carlo, Brian Robbins, Pamela Bellwood, Miranda Wilson

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1988

Czas trwania:

77 min.

Twórca komiksów, Colin Childress, w podziemiach zatopionego w głębi lasu starego domostwa, kończy pracę nad ostatnią częścią serii "Cellar Dweller". Tworzone przez niego dzieło zawiera oryginalne zaklęcia zdolne przywołać potwora, według których "rozmyślać nad złem, to zapraszać zło do domu". Jak napisano, tak też się stało i włochata bestia wypełzła z cienia gotowa zaspokoić żądzę krwi. Trzydzieści lat później budynek zostaje przerobiony na Instytut Sztuki, który zamieszkują wszelkiej maści artyści. W owo specyficzne towarzystwo trafia młoda graficzka pragnąca stworzyć nowy komiks, oparty na tradycji "Cellar Dwellar". Wraz z rozpoczęciem pracy, monstrum powraca do życia.

Jakże cudowna scena otwiera ten nostalgiczny utwór. Roznegliżowana panienka i masakrujący ją potwór rodem z horrorów lat 50-tych, razem w ponurej piwnicy, której wnętrze rozświetlają jedynie rozcinające niebo błyskawice. Krzyk, szybkie zbliżenie przerażonej twarzy i Jeffrey Combs pojawiający się nagle z toporem w ręku w epizodycznej roli. Oto wspaniały prolog do dalszych wydarzeń, po którym to oczy widza zostaną uraczone niezwykle pomysłową czołówką, zilustrowaną kartami komiksu "Cellar Dweller". Jej efekt dodatkowo spotęgowała ścieżka dźwiękowa jaką skomponował Carl Dante ("Slave Girls from Beyond Infinity"). Nie cechuje jej wyrafinowane brzmienie czy ciekawa linia melodyczna. Kompozycje brzmią jednostajnie, brak fragmentów odcinających się wyraźnie na tle całości, która mimo wszystko znakomicie oddaje klimat filmu, wyznaczając ostateczną granicę między gniotem, a nostalgicznym utworem utrzymanym w atmosferze kiczu, jakim jest "Mieszkaniec podziemi". Dlaczego po raz kolejny użyłem w tym akapicie słowa na "n"? Ponieważ to prawda. Rozkochani w niskobudżetowym kinie widzowie od razu poznają w czym rzecz. Wystarczy zwrócić uwagę na fakt, jak wiele wspólnego "Cellar Dweller" ma z legendarnym "Creepshow" czy serią "Opowieści z krypty" i nie chodzi mi wyłącznie o komiksowe inspiracje. Atmosfera charakteryzująca obraz Buechlera przenika również dzieło Georgea A. Romero, a w szczególności nowelkę "The Crate", o magazynie, w którym pojawia się pewna tajemnicza skrzynia. Oczywiście "Creepshow" będące w pełni utworem pastiszowym, świadomie ociera się o kicz i wykorzystuje go dla swoich potrzeb w sposób całkowicie kontrolowany. Podobnie czyni "Mieszkaniec podziemi", choć w czasie projekcji ogarnęło mnie zwątpienie w intencje twórców, które mogły być zupełnie inne od tych jakie zakładam, a efekt końcowy to jedynie przypadek. Film się jednak obronił, a Ci z was, którzy twierdzą inaczej niech pomyślą co by wyszło z "Creepshow", gdyby Stephen King zamiast pięciu historyjek, napisał jedną 115-minutową w identycznych klimatach co wspomniane wyżej "The Crate". Według mnie rezultat byłby podobny do tego jaki osiągnął Buechler i jego załoga.

Zapędźmy się zatem jeszcze raz w leśną gęstwinę, gdzie wrzaskom przerażonych ludzi przygrywają świerszcze. Raz jeszcze zapuśćmy się w otchłań piwnicy, które główna bohaterka w jednej ze scen obłaskawia płomieniem zapalniczki. Na tym etapie wyraźnie zaznaczył swą obecność operator Sergio Salvati ("Hotel siedmiu bram"), tworząc szereg klasycznych dla horroru ujęć i gier cieni. Powstające w jego kadrach mordy, w które wspaniale wkomponowano ilustracje z komiksu, wyglądają wręcz uroczo. Między innymi przyzwoita scena dekapitacji, za którą odpowiedzialny był także sam reżyser, będący również cenionym (choć nie przez wszystkich) specem od efektów charakteryzatorskich. Dowodem tego są trzy nominacje do nagrody Saturna, za "Forbidden World", "Re-Animatora" i "From Beyond". Niestety tytułowy stwór wygląda momentami nieco komicznie, przywodząc na myśl innego potworka z horroru Buechlera "Troll". Jestem w stanie to przełknąć i podejrzewam, że większość widzów uwielbiająca kicz z klasą, także nie powinna mieć problemów.

Szkoda, iż obok pojawiających się na polskim rynku komiksowym pozycji typu "Sandman", "Kaznodzieja", "AbraMakabra" czy "30 dni nocy", brakuje tych zbliżonych konwencją do "Cellar Dweller". Jest oczywiście "Dylan Dog" oraz "Nathan Never", lecz to nie ten format. Podejrzewam jednak, że ich fani, podobnie jak wielbiciele niskobudżetowego kina, strawią "Mieszkańca podziemi" i dostarczy im to mnóstwo przyjemności. Horrorek jest krótki, ale za to dynamiczny, co wyklucza zbędne dłużyzny. Rozrywka pełna mlaskania gwarantowana, kiczowate monstrum tylko czeka by chętnych na seans wygryźć z fotela.

Ocena: 3/6

Autor: Lobo