Recenzja horroru

Horror Boogeyman (2005)

Boogeyman (2005)

Tytuł oryginalny:

Boogeyman

Reżyseria:

Stephen T. Kay

Scenariusz:

Eric Kripke, Juliet Snowden, Stiles White

Obsada:

Barry Watson, Emily Deschanel, Skye McCole Bartusiak, Tory Mussett

Kraj:

USA, Nowa Zelandia, Niemcy

Rok produkcji:

2005

Czas trwania:

95 minut

Horror Boogeyman - zdjęcie 1Horror Boogeyman - zdjęcie 2Horror Boogeyman - zdjęcie 3Horror Boogeyman - zdjęcie 4Horror Boogeyman - zdjęcie 5

"Film o potworze z szafy nakręcony w Hollywood ma mnie przenieść w świat absolutnego horroru, z którego nie będę mógł się otrząsnąć jeszcze długo po projekcji?", zadałem sobie retoryczne pytanie przed seansem "Boogeymana". Nie wydaje mi się, zwłaszcza że na produkcjach z Fabryki Snów, już z założenia ciąży domniemanie, że film będzie słaby. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Postanowiłem jednak dać horrorowi Stephena T. Kaya szansę na obronę, może moje uprzedzenie do współczesnego kina amerykańskiego, które cały czas w sobie pielęgnuję jest niesłuszne a "Boogeyman" udowodni, że jestem w błędzie? Nic z tych rzeczy.

Historia zaczyna się w dziecięcej sypialni. Młody Tim nie może zasnąć, każdy cień, każdy przedmiot w pokoju wzbudza jego przerażenie i zwiastuje przyjście straszydła schowanego w szafie, o którym opowiadał mu ojciec przed snem. Kiedy tatuś przychodzi, aby uspokoić synka, coś wciąga go do wnętrza owej szafy... Mija kilka lat. Tim nadal nie może otrząsnąć się z traumatycznego przeżycia. Okazuje się, że jedyną skuteczną metodą, aby pozbyć się problemu z dzieciństwa ma być wizyta w rodzinnym domu, w którym wydarzyła się tragedia.

Jeden z krytyków filmowych napisał o "Boogeymanie", że to "film o walce człowieka z szafą". To się zgadza. Niestety to walka mało ciekawa, schematyczna, niebywale nudna i nieuczciwa, bo z góry wiadomo, że szafa, po początkowym uzyskaniu przewagi, przegra. Tak więc nie ma co oczekiwać większych emocji, bardziej ekscytujące jest stanie w kolejce na poczcie. Dlatego też podczas gdy Tim walczy z szafą, widz boryka z pokusą zaśnięcia. I niestety trwa to przez cały seans, z wyjątkiem może sytuacji, w których niecierpliwe spogląda się na zegarek, odliczając pozostałe do końca minuty. Mnie też na przykład zdarzyło się w pewnym momencie zastanawiać się co też będzie w jutrzejszym programie TV... Ale żeby być sprawiedliwym to powiem, że jedna scena była w porządku. Jedna! Dziewięćdziesiąt pięć minut i jedna scena! Ho ho! To się chłopaki postarali... Choć wydaje się, że na tle historii przedstawionej w filmie, która jest płaska jak stolnica i tak należy to uznać za sukces.

"Boogeyman" jest utrzymany w stylu do jakiego skłania się współczesne kino amerykańskie. Teraz ma być szybko, dynamicznie, z werwą. Nie może być mowy o powolnym, skrupulatnym budowaniu atmosfery, po co tracić czas, skoro można osiągnąć podobny efekt w zupełnie inny, ekonomiczny oraz efektowny, choć artystycznie i efektywnie wątpliwy sposób: i tak mamy tzw. grozę budowaną przez nachalne, głośne dźwięki, szybkie migawki mające wprowadzić efekt niesamowitości i zagrożenia (walka Tima z wieszakami w szafie) oraz inne techniczne sztuczki, które jednak w ogólnym rozrachunku nie zdają egzaminu. Ażeby uatrakcyjnić widowisko dodano też "lynchowskie" wstawki, zabawy czasem, motyw dziewczynki-ducha itp. Kompletna porażka, bo Stephen T. Kay sam się w tym wszystkim odnaleźć nie może. Nie mówiąc już o tym, że próba balansowania na granicy jawy i snu jest przedstawiona bez pomysłu, a zabiegi mające na celu wymieszanie wybujałej wyobraźni dziecka i autentycznego stwora zamieszkującego szafę nie są nawet w małym stopniu przekonywujące. Mimo to twardo czekałem na końcówkę. Czytałem bowiem wcześniej (tutaj Ci, którzy będą chcieli oglądać "Boogeymana" powinni przestać czytać, malutki spoiler), że tytułowa postać jest zabawna. I w rzeczy samej! Upiór z szafy wytworzony przy użyciu technik cyfrowych przypomina mi jakąś postać z gry komputerowej, bynajmniej nie przerażającą. Niech żyje CGI...

Warto odnotować, że "Boogeyman" to drugi projekt założonej przez legendarnego Sama Raimi'ego wytwórni filmowej "Ghost House Pictures". Pierwszą produkcją była "Klątwa", która mimo iż też nie do końca była satysfakcjonująca, to jednak pewien przyzwoity poziom trzymała. Gdy porównać do niej "Boogeymana" to okazuje się, że oba filmy dzielą lata świetlne! Wygląda na to, że jeśli GHP nadal będzie zatrudniać takich fachowców od kina grozy, to szybko pójdzie w ślady Dark Castle Entertainment, która sknociła już parę filmów. Szkoda mi Raimi'ego, bo się chłop wpakował, firmując to badziewie swoim nazwiskiem.

Przy okazji trzeba sobie też jasno powiedzieć, że "Boogeyman" A.D. 2005 nie jest w żadnej mierze remake'iem słynnego horroru Ulli Lommela z 1980, a co ciekawe często jest jako taki przedstawiany. I dobrze, bo gdyby Stephen T. Kay zabrał się za to nic by z tego ciekawego nie wyszło, a film mógłby przysporzyć tylko problemów oryginałowi.

"To przez niego boisz się ciemności" - tak brzmi slogan reklamowy, który miał zachęcić nas do zajrzenia do szafy. Ale po co tam zaglądać, skoro dobrze Wam znane wnętrze kryje wygenerowane przez CGI, zupełnie nie straszne straszydło?

Ocena: 1/6

Autor: Mort