Recenzja horroru

Horror Blood of the Vampire

Blood of the Vampire

Tytuł oryginalny:

Blood of the Vampire

Reżyseria:

Henry Cass

Scenariusz:

Jimmy Sangster

Obsada:

Donald Wolfit, Barbara Shelley, Vincent Ball, Victor Maddern

Kraj:

Wielka Brytania

Rok produkcji:

1958

Czas trwania:

87 min

Horror Blood of the Vampire - zdjęcie 1Horror Blood of the Vampire - zdjęcie 2Horror Blood of the Vampire - zdjęcie 3Horror Blood of the Vampire - zdjęcie 4Horror Blood of the Vampire - zdjęcie 5Horror Blood of the Vampire - zdjęcie 6

"Blood of the Vampire" to film, który pojawił się na ekranach wkrótce po hammerowskim "Draculi". Wampiryczna tematyka okazała się nieść ze sobą obietnicę sukcesu. I choć "Blood..." nie jest firmowany przez wytwórnię Hammer, to okazuje się być w dużej mierze z nią spokrewniony, zarówno stylistycznie, jak i poprzez osobę Jimmy'ego Sangstera, jednego z najlepszych scenarzystów potentata brytyjskiej grozy i jednocześnie autora scenariusza do "Draculi" właśnie.

Już sam początek filmu ścina krew w żyłach - jako widzowie jesteśmy świadkami przebicia serca trupa leżącego w trumnie wyciągniętej z cmentarnej ziemi. Wszystko to dzieje się, rzecz jasna, w Transylwanii, w latach 70. XIX w. Zaraz po tym pewien ohydny garbus pędzi do najwyraźniej uprzedzonego wcześniej doktora, raczącego się trunkami w miejscowej gospodzie i ów dokonuje transplantacji świeżego, żywego serca w miejsce przebitego kołkiem.

Akcja przenosi nas w czasie o 6 lat, jesteśmy świadkami skazania młodego, ambitnego lekarza za niezawinioną śmierć pacjenta. Doktor John Pierre (Vincent Ball) zostaje wtrącony do lochu z pospolitymi rzezimieszkami, skąd wkrótce tajemniczy powóz przewozi go do ponurego więzienia dla psychicznie chorych kryminalistów. Okazuje się, że nie był to przypadek – placówką kieruje charyzmatyczny doktor Callistratus, parający się badaniami nad krwinkami i grupami krwi. Potrzebuje on pomocy zdolnego lekarza, obeznanego w temacie, którym wszak jest John Pierre. W międzyczasie narzeczona Pierre'a, Madeleine (gwiazda wytwórni Hammer, Barbara Shelley) otrzymuje wiadomość o śmierci ukochanego, w którą nie wierzy. W celu zbadania sytuacji, Madeleine postanawia się zatrudnić u Callistratusa w charakterze gospodyni. Już wkrótce przekona się, że w więziennym szpitalu dzieją się rzeczy niepojęte. Doktor Callistratus stosuje bowiem pewne niekonwencjonalne metody badawcze, za które z pewnością zapłaciłby życiem... a może już kiedyś zapłacił?

Opis fabuły być może tego nie sygnalizuje, ale jest to dość osobliwa mieszanka motywów, czerpanych z klasyki grozy, zarówno literackiej, jak i filmowej. Callistratus to kolejne wcielenie szalonego, złego doktora, która to postać wiele zawdzięcza zarówno Faustowi, jak i Frankensteinowi. Wygląd Callistratusa, charakterystycznie zaczesane włosy i kosmate brwi to dość stare, znane już z przedwojennych filmów grozy zabiegi mające na celu ukazania zła siedzącego w osobie, którą charakteryzują. Przypominają się tutaj "Faust" i postać z niego – Mefisto, ale też Dracula odtwarzany przez Lugosiego. Wydaje mi się, że to właśnie jego charyzmatyczne, złe, ale i fascynujące postaci miały decydujący wpływ na wygląd i zachowanie filmowego Callistratusa. Zagrał go Donald Wolfit, uznany aktor teatralny, który za swoje zasługi (specjalizował się w rolach Szekspirowskich) otrzymał tytuł szlachecki, jednak wystąpił w kilku znanych filmach, np. "Svengali" i "Lawrence z Arabii".

Tropy od użytkowników imdb.com prowadzą również do osobliwego działka "The Return of Doctor X" (z samym Humphrey’em Bogartem w tytułowej roli), którego nie widziałam. Patrząc na zdjęcia Bogiego w filmowej charakteryzacji i czytając opis fabuły, można przypuszczać, iż faktycznie, również ów tytuł mógł stanowić jakiś punkt wyjścia dla twórców "Blood of the Vampire".

Z drugiej strony mamy Karla (Victor Maddern)– odrażającego garbusa, lojalnego sługę doktora. Dołącza on do całego szeregu sług rozmaitych filmowych złoczyńców, ale swoje korzenie ma w postaci Quasimodo, czyli tytułowego dzwonnika z Notre Dame ze słynnej powieści Victora Hugo. Co ciekawe, postać Karla najwyraźniej spodobała się hammerowskim twórcom – jego "bliźniakiem" jest np. Klov ze "Scars of Dracula" Roya Warda Bakera z 1970 r. Owych nieszczęśników, prócz szpetnego wyglądu, łączyło serce mięknące w obecności pięknej kobiety, co zazwyczaj sprowadzało na nich nieszczęście.

Aktorstwo w tym filmie jest dość mocną stroną, choć dwaj wyżej wymienieni panowie mają najwięcej do powiedzenia. Jakoś tak się często składa, że najciekawsze są szwarccharaktery ;)

Wypada się teraz zastanowić nad tytułem. Pierwsze sceny filmu sugerują, iż pociągnięto tematykę Draculi, jednak późniejsze wydarzenia nieco niwelują to skojarzenie.

Ale czy do końca? Czy Callistratus jest wampirem? Warto przekonać się samemu, zwłaszcza, gdy lubi się stylowe horrory z wytwórni Hammer i przedwojenną klasykę grozy. A potem obejrzeć np. 2 lata późniejszy "Il mulino delle donne di pietra" (Mill of the Stone Women) Giorgio Ferroniego i poszukać skojarzeń :)

Ocena: 4-/6

Autor: Kamikadze