Recenzja horroru

Horror Blood Beat

Blood Beat

Tytuł oryginalny:

Blood Beat

Reżyseria:

Fabrice A. Zaphiratos

Scenariusz:

Fabrice A. Zaphiratos

Obsada:

Helen Benton, Terry Brown, Dana Day, James Fitzgibbons, Claudia Peyton, Peter Spelson

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1985

Czas trwania:

85 minut

Samuraj zgodnie z kanonem bushido miał obowiązek bezwzględnie służyć swemu panu, a w trakcie walki bądź w czasie popełniania samobójstwa (seppuku) nie okazywać strachu. Symbolem pozycji samuraja były dwa miecze: długi zwany katana i krótki o nazwie wakizashi. Jedna z zasad bushido mówiła, iż po wyjęciu miecza z pochwy należy umoczyć go we krwi, co też czyni majestatyczny wojownik z "Blood Beat" – jednego z najdziwniejszych slasherów lat 80-tych. Od czasu premiery "Halloween" w 1978 roku przez te 12 kolejnych lat powstało ponad 400 obrazów tego nurtu, w tym kilka wydatnie obcujących z wątkami nadnaturalnymi. Wnet wypada wyróżnić "Boardinghouse" (1982) Johna Wintergate’a, "The Ghost Dance" (1981) Petera F. Buffa, "Demonwarp" (1988) Emmeta Alstona, "Scalps" (1983) Freda Olena Raya czy "The Boogeyman" (1982) Ulli Lommela. Do tej skromnej grupki należy również zaliczyć "Blood Beat" – filmowy debiut Francuza Fabrice A. Zaphiratosa, scenarzysty "La Grande Firme" (1977).

Rodzeństwo Ted i Dolly przybywa do położonego w leśnych ostępach domu w związku z wakacyjną przerwą świąteczną. Matka często popada w trans, maluje surrealistyczne obrazki, cierpi na bóle migreny i ma zdolność do emisji czerwonych promieni za pomocą dłoni. Dziewczyna Teda, Sarah, przeżywa podobne ataki, co malarka – z czasem więź psychiczna obu kobiet nasila się. Sarah wierzy, iż była kiedyś w tym domostwie i miewa z tego powodu niepokojące wizje, w których wojowniczy samuraj zarzyna okolicznych mieszkańców. Chłopak mamuśki, Gary, lubi polować na jelenie i z myśliwską wprawą patroszy ustrzeloną zdobycz. W trakcie jednego ze wspólnych polowań Sarah natyka się na okaleczone zwłoki lokalnego włóczęgi. Okoliczni mieszkańcy zaczynają umierać, jedni od ostrza katany, inni od strzał...

Fan horroru, który stale poszukuje, od czasu do czasu natyka się na filmy tak dziwne, psychodeliczne i odrealnione, iż doprawdy trudno uwierzyć w ich istnienie. Z "Blood Beat" tak właśnie miałem. Nie ulega wątpliwości, że horror z tego jest kiepski: fabuła wprawia w stan konfuzji, efekty optyczne doprowadzają do salw śmiechu, aktorstwo razi po oczach. Wady można jeszcze wymieniać, lecz mija się to z celem. Z drugiej strony atypowość filmu potrafi zafascynować, choć wypełniając recenzencki obowiązek doszukuję się inspiracji w "Halloween" oraz "Poltergeist". Polowaniu na ofiary towarzyszy rzężący oddech napastnika i intensywna poświata wokół nadchodzącego cienia. Dopiero w konkluzji dochodzi do paranormalnego starcia z widmem spektralnym, czemu towarzyszy spadanie naczyń w kuchni, dewastacja pomieszczeń i wywoływanie przy pomocy ekstrasensorycznej percepcji (ESP) szkód psychicznych u przeciwnika. Kilka scen zakotwicza się w pamięci np. samuraj rozcinający starszą kobietę przy akompaniamencie erotycznych uniesień Sarah (gwałtowny montaż zapiera dech w piersi). Elegancka, pełna majestatu postać morderczego wojownika pokazywana jest zbyt oszczędnie – szkoda, bo jakaż to odmiana w stosunku do zastępów zamaskowanych slasherowych morderców. Głośny, chwilami wręcz hałaśliwy soundtrack składający się z kilku epickich kompozycji klasycznych sprzyja wykreowaniu niepokojącej atmosfery, ale...

..."Blood Beat" to specyficzna układanka składająca się z nie do końca przystających do siebie elementów i przez to raczej ciężkostrawna. Nie mam pojęcia, dlaczego widmowy samuraj terroryzuje ludzi w leśnej głuszy, a przydałoby się jakieś sensowne wyjaśnienie. Dlaczego w finale film zrywa z konwencją slashera na rzecz konfrontacji ESP rodem z "Poltergeist"? Szczypta golizny i gore uprzyjemnia oglądanie odrywając widza chociaż na moment od nieudolnych prób zrozumienia fabuły. Nie mniej jednak nie umiem skreślić tego filmu i zarazem nie potrafię w pełni uzasadnić jego rekomendacji - tkwi w nim coś dziwnego, nie do końca sprecyzowanego, ezoterycznego. Magiczna moc ociekającego krwią samuraja? Tego nie wie pewnie nikt...

Ocena: 2+/6

Autor: Embalmer