Recenzja horroru

Horror Black Magic 2

Black Magic 2

Tytuł oryginalny:

Gou Hun Jiang Tou

Reżyseria:

Meng Hua Ho

Scenariusz:

Kuang Ni

Obsada:

Lung Ti, Ni Tien, Lily Li, Wei Tun Lin, Hui Lu-Jiu, Lieh Lo

Kraj:

Hong Kong, Indonezja, Singapur

Rok produkcji:

1976

Czas trwania:

89 minut

Mimo że słynna wytwórnia braci Shaw najbardziej znana jest przede wszystkim z produkcji filmów kung-fu (wuxia) i opowieści o wędrujących wojownikach, kręcono w niej także komedie, romanse, musicale i horrory. Filmy takich reżyserów jak Meng Hua Ho ("Black Magic", "The Oily Maniac", "The Rape After") i Chih Hung Kuei ("The Killer Snakes", "Hex", "Corpse Mania", "The Boxer’s Omen") na trwałe zapisały się w bogatej przecież historii azjatyckiego horroru i wywarły spory wpływ na eksploatacyjny boom III kategorii w latach 90-tych. Nie będę wymieniał wszystkich horrorów ze studia Shaw Brothers, bo mija się to z celem (artykuł na ten temat w planach), ale pragnę przypomnieć, iż "Black Magic" (1975), będący debiutem Menga Hua Ho na poletku kina grozy, okazał się sporym sukcesem komercyjnym w Hong Kongu, w związku z czym zapobiegliwy reżyser niezwłocznie postanowił nakręcić ciąg dalszy w myśl niepisanej zasady "Więcej gore! Więcej zombies! Więcej obrzydliwości!".

I tak w prologu widzimy, jak zażywająca kąpieli w wodach zamulonej azjatyckiej rzeki wieśniaczka kończy swój żywot w przewodzie pokarmowym krokodyla. Siwowłosy czarodziej chwyta bestię na wabik złożony z żywego kurczaka, rozpruwa jej jamę brzuszną i grzebiąc w trzewiach wyciąga amulet. Po napisach początkowych poznajemy dwóch sceptycznych doktorów z Hong Kongu, którzy zabierają żony na wakacje do ‘tropikalnego miasta’. W międzyczasie w ponurej piwnicy zły czarnoksiężnik tworzy z włosów łonowych i kobiecego mleka nektar pozwalający przywrócić do życia umarłych. Parający się czarną magią złoczyńca kontroluje zmartwychwstańców przy pomocy gwoździ wbijanych w czaszki (ich wyjęcie powoduje, że zmarli przechodzą przez proces gnilnego rozpuszczania się). Ofiarami zaklęcia rzuconego przez magika padają obie żony i jeden z małżonków. W dodatku miejscowy szpital cierpi na nadmiar pacjentów z ropiejącymi ranami na skórze, w których wiją się pasożytnicze larwy i węże, a pacjentki dokonujące zabiegu aborcji pozbywają się potworzastych nieumarłych płodów.

W przypadku "Black Magic 2" aka "Bewitched Tame Head" Meng Hua Ho dysponował większym budżetem, co widać na ekranie. W odróżnieniu od "Black Magic" więcej jest w ‘sequelu’ efektów specjalnych, choć pokaźna większość z nich pozostawia wiele do życzenia (vide szalona walka w sunącej nad ziemią gondoli czy trawiona przez ogień żenująca makieta domostwa czarodzieja w finale – od razu przypomina mi się tonąca w płomieniach Willa Płaczącego Dziecka z "Deep Red" Dario Argento). Obrzydliwości jest wszak co niemiara: larwy wypełzające z ran, konsumpcja gałek ocznych, czarnoksiężnik przebijający sobie twarz gwoździem, odrywanie paznokci, cesarskie rozcinanie gnijącej tkanki, pulsujące ropnie itd. Nie zabrakło także nielicznych (ale zawsze!) scen walki.

Abstrahując od kiepskiego aktorstwa i nie mniej kiepskiego dubbingu już po 10 minutach oglądania "Black Magic 2" moja uwaga prysła, nomen omen zły znak. I to jest największa wada filmu: nie zawsze potrafi przykuć do ekranu. Wspomnianego problemu nie miałem przy "The Oily Maniac" – nie wiem, być może przyczyną takowego stanu rzeczy było fizyczno-psychiczne zmęczenie. Dlatego też stawiam nieśmiało 3+ zdając sobie przy tym sprawę, iż "Black Magic 2" to i tak pozycja obowiązkowa dla wielbicieli orientalnej grozy. Na koniec mała ciekawostka muzyczna: piosenka grana w nocnym klubie w jednej z wczesnych sekwencji filmu została zsamplowana przez Beastie Boys w utworze "Looking Down the Barrel of a Gun" na albumie "Paul’s Botique".

Ocena: 3+/6

Autor: Embalmer