Recenzja horroru

Berserker
Tytuł oryginalny:
Berserker
Reżyseria:
Jefferson Richard
Scenariusz:
Jefferson Richard
Obsada:
Joseph Alan Johnson, Greg Dawson, Valerie Sheldon, Shannon Engemann, Beth Touissant
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1987
Czas trwania:
79 min.






Według starych nordyckich wierzeń berserkerami byli wojownicy wikingów, których cechowała ogromna odwaga, straszliwa siła i granicząca z obłędem wściekłość. W czasie licznych podbojów wikingowie używali ich w do walk z wrogiem. Ponieważ berserkerzy żywili się ludzkim mięsem, Odyn rzucił na nich przekleństwo zakazując im wiecznej śmierci. Zaledwie tyle na temat owej stareńkiej legendy odnajdziemy w filmie, bo cała reszta to niezwykle nudny i trudny do przebrnięcia slasher, zahaczający niemalże o żałosny poziom takich filmideł jak "Don’t Go in the Woods", "Blood Lake" czy "Camp Blood".
Sześcioro nastolatków wybiera się samochodem do Rainbow Valley w stanie Utah, aby beztrosko spędzić czas w leśnej głuszy. Kłopoty zaczynają się tuż po wyruszeniu w podróż, gdy rozbawiona grupka zostaje zatrzymana i upomniana przez miejscowego szeryfa za picie piwa i śmiecenie. Po przybyciu na miejsce, mimo ostrzeżeń brodatego Norwega Pappy’ego Nyquista (George ‘Buck’ Flower), młodzież wprowadza się do drewnianej chatki przeznaczonej dla turystów i obozowiczów. Szóstka nastolatków nie zdaje sobie jednak sprawy z grożącego im śmiertelnego niebezpieczeństwa. Po okolicy grasuje wszakże odrodzony i ogarnięty furią zabijania duch wikinga, który zdążył już zabić w prologu filmu dwójkę staruszków, a teraz posmakuje znacznie młodszej krwi...
Pomysł wyjściowy jest nawet intrygujący (nawiązanie do nordyckiej mitologii), niestety całkowicie zawodzi jego wykonanie. "Berserker" to slasher sztampowy aż do porzygania, pozbawiony energii i piekielnie nudny. Reżyser filmu wciska do fabuły wiele długaśnych scen błądzenia po lesie oraz uciekania z wrzaskiem przed nieznanym prześladowcą, a o jakimkolwiek suspensie można jedynie pomarzyć. Niepotrzebnie wydłużona sekwencja rozmowy między szeryfem, a Nyquistem wystawiła moją cierpliwość na ciężką próbę, podobnie jak snuta przez Larry’ego przy ognisku opowieść o kanibalistycznych berserkerach. Postaci nastolatków są nieciekawe, ich wzajemne interakcje wzbudzają odruch ziewania, zaś dialogi często ubliżają inteligencji widza. Ze stanu bliskiego śpiączki wytrąciła mnie na moment sekwencja, w której Shelly (Beth Touissant) rozbiera się do rosołu, aby uprawiać w lesie seks ze swoim chłopakiem. W tym samym czasie żądny krwi berserker morduje inną dziewczynę, która zgubiła drogę powrotną do chatki po wyjściu za potrzebą. Jej agonalne krzyki mieszają się z odgłosami rozkoszy wydawanymi przez kopulującą parkę. Szkoda tylko, że sceny morderstw w "Berserker" są wyjątkowo nieudolnie wykonane, bo widzimy zazwyczaj włochatą łapę berserkera rozsmarowującą krew (ketchup?) na ciałach aktorów. Tytułowy czarny charakter, czyli ubrany w skórę zabitego niedźwiedzia i noszący jego paszczę jako maskę agresor, zamiast grozy wzbudził u mnie atak gromkiego śmiechu. Jego "mrożący krew w żyłach" pojedynek z niedźwiedziem nazwanym Bart to kolejna dziwaczna "atrakcja" filmu.
Kilka słów należy rzec na temat ekipy realizatorskiej. Jefferson Richard był współreżyserem bardzo krwawego "The Executioner" (1978), wyprodukował także takie filmy jak "Maniac Cop", "The Witch Who Came from the Sea" (1976, video nasty) oraz "Wrong Turn" Roba Schmidta. George ‘Buck’ Flower, prawdziwy weteran kina klasy B, pojawił się min. w "Ilsa: She Wolf of the SS" Dona Edmondsa oraz w "Escape from New York" i "They Live" Johna Carpentera, a John F. Goff grający tutaj szeryfa, napisał wespół z "Buckiem" Flowerem scenariusz do tandetnego "Drive-In Massacre" i zagrał u Carpentera w drobnych epizodach ("The Fog", "They Live"). Z kolei Joseph Alan Johnson zabłysnął scenariuszem do kiepskiego śnieżnego slashera "Iced" z 1988 roku. Tyle notek biograficznych, przejdźmy lepiej do ostatecznej oceny "Berserkera", a ta już na starcie była niska. Naprawdę szkoda waszego cennego czasu na tak nudny i fatalnie zagrany gniot. Jedynie najbardziej zatwardziali fani slasherów mogą sięgnąć po ten obraz, pod warunkiem, że nie zapomną przy projekcji o takich wspomagaczach jak odpowiednio schłodzone piwo.