Recenzja horroru

Horror Backwoods

Backwoods (Ostępy)

Tytuł oryginalny:

Backwoods

Reżyseria:

Dean Crow

Scenariusz:

Dean Crow, Charles Joseph

Obsada:

Christina Noonan, Brad Armacost, Jack O’Hara, Dick Kreusser, Leslie Denise

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1987

Czas trwania:

86 min.

Horror Backwoods - zdjęcie 1Horror Backwoods - zdjęcie 2Horror Backwoods - zdjęcie 3Horror Backwoods - zdjęcie 4Horror Backwoods - zdjęcie 5Horror Backwoods - zdjęcie 6

Wycieczki rowerowe to jedna z ulubionych form spędzania wolnego czasu przez mieszczuchów. Lekki, ekonomiczny, przyjazny środowisku pojazd jednośladowy, jest znacznie skuteczniejszy w pokonywaniu leśnych kniei niźli niejeden wóz terenowy. A te jak dobrze wiemy mają tendencje to psucia w najbardziej nieodpowiednich momentach oraz miejscach. Rower ma zupełnie inne zadanie. Nienawykły do usterek w filmowym świecie, stał się elementem skutecznie potęgującym grozę w obrazach jak "Blood Trails" Roberta Krause, bądź doskonale sfotografowane "And soon the darkness" Roberta Fuesta. Niestety w "Backwoods" nie skorzystano z jego niezwykłych właściwości, a cała rowerowa wyprawa to jedynie sytuacja wyjściowa dla przyszłych wydarzeń, będących próbą rozbudzenia szaleństwa na miarę "Deliverance" czy "Just Before Dawn". Szkoda tylko, że twórcy "Ostępów" zatrzymali się na pozorach, uświadamiając nam z każdą minutą, iż prawdziwym obłędem jest kontynuowanie seansu.

Jamie, pozbawiony dobrych manier lekarz, wraz ze swą siostrą Karen, udaje się na kolarską wycieczkę po wiejskich zakątkach Kentucky. Trasa ich podróży biegnie oczywiście przez leśne tereny, gdzie rozbijają obóz i mimo bliskiego pokrewieństwa (najbliższego z możliwych!), zabawiają się całą noc. Na tym kończą się przyjemne chwile wypadu za miasto. Kolejny dzień Jamie rozpoczyna od przeprowadzenia zabiegu tracheotomii na małej dziewczynce. Jej ojciec Eben postanawia się odwdzięczyć i zaprasza rodzeństwo do swego domu. W zapuszczonej chacie poznają trzeciego, niezbyt urodziwego członka rodziny, który będzie główną przyczyną horroru, jaki rozegra się w tych grobowych ostępach.

Mowa tu o upośledzonym synu Ebena Williamie, którego Jamie określa w połowie seansu terminem "geek", będącym również alternatywnym tytułem filmu (głównie na kasetach VHS w Wielkiej Brytanii). Tajemniczo brzmiący zwrot oznacza wariata naśladującego niezrozumiałe dźwięki lub wykonującego groteskowe i zboczone czynności. Dokładnie taki jest William, a grający go Jack O’Hara, uczynił wszystko, co w jego mocy, aby wyglądało to autentycznie. Staje się przez to najmocniejszym argumentem przemawiającym za dociągnięciem seansu do końca, mimo, iż fabuła skrywa liczne dłużyzny i absurdalne rozwiązania. Zachowanie Williama jest tak przerażające, że każdego przepędziłoby z lasu. Jamie jest absolutnie gotowy na ten krok, jednak Karen w samarytańskim odruchu postanawia zaopiekować się córką Ebena póki stan jej zdrowia się nie polepszy. W swym mieszczańskim odczuciu, zobowiązana jest nieść pomoc zacofanym wieśniakom, czego manieryczny doktor nie pochwala do końca. Tym sposobem na własne życzenie wpadają w sidła, których nawet nikt nie zastawiał. Zignorowany początkowo fakt podobieństwa Karen do zmarłej matki Williama, szybko odbije się nie tylko na jej zdrowiu, ale i brata.

Projekcja "Backwoods" to przede wszystkim konfrontacja widza z absolutnym pomyleniem. Akcja obrazu Crowa jest "poszarpana", a postawy bohaterów wobec nietuzinkowego zachowania Williama, wprawiają odbiorcę w całkowite ogłupienie. Po zapuszczeniu się w leśną gęstwinę, fabuła filmu ani na moment nie wkracza na tory stereotypowego slashera. Zdaje się je omijać i to szerokim łukiem, brnąc ku survivalowej przygodzie. Bardzo to zacne, jednak szybko się okazuje, że droga do prawdziwego koszmaru, jest dłuższa niż byśmy sobie tego życzyli, a publiczność by odkryć to, co czai się na jej końcu, zmuszona jest przeżywać katusze większe od filmowego rodzeństwa. Dzieje się tak głównie za sprawą fatalnego aktorstwa, gdyż nikt w tym horrorze, poza O’Harą, nie dba o to czy coś z tego zrozumiemy czy nie. Pytania bez odpowiedzi, beznadziejne dialogi, zmarnowany potencjał kilku autentycznie dobrych motywów, z których można było wycisnąć więcej niż tylko ciche westchnięcie widza. Operator próbuje przyprawić nas o uczucie klaustrofobii, skupiając się zazwyczaj na tych samych planach, a twórcy tłumaczą to zamierzonym zabiegiem artystycznym, za sprawą, którego ścianę lasu ujrzymy jako mur dzielący mieszczuchów od wieśniaków. Takie rozumowanie wpędza postaci w uczucie izolacji i ciasnoty, z którego według reżysera, wyzwolić się można jedynie poprzez wyzbycie typowej dla ludzi z miast ignorancji i poznanie prawdy o życiu poprzez picie lokalnej berbeluchy.

Nie ma sensu ukrywać, filozofia "Ostępów" powala na łopatki. Crow sili się jednak na mydlenie oczu widzom, wstawiając do filmu scenę kolacji, w której Eben próbuje uświadomić wycieczkowiczom, że "wy mieszczuchy gówno wiecie". Jak się zapewne domyślacie, "Deliverance" z tego nie wyszło, choć przyznać muszę, iż źdźbło survivalu, na które długo czekałem, wkręciło się w tryby topornej maszyny pana Crowa. Ostatecznie Karen zmuszona zostaje do walki o przetrwanie, budując w finale jedną z najbardziej nieprawdopodobnych pułapek w historii kina grozy.

Twórcy "Backwoods" spotkali się również na planie thrillera "Twice Under" (w Polsce znany jako "Dwa razy na dole"), popełniając kolejny nudnawy produkt, z którego jedynie O’Hara wychodzi zwycięsko. Gdyby duet Crow-O’Hara nie zatrzymał się na dwóch projektach stałoby się to zapewne regułą. Jeśli już musicie sięgnąć po jakieś "Backwoods" to wybierzcie francusko-hiszpańskie "Basque de sombras" (tytuł angielski: "BackWoods") z 2006 roku, gdyż jedyne, czym fabuła horroru Crowa może się pochwalić to toczący pianę William. Obdarty dzikus z wieńcem zepsutych zębów, które wystawia do kamery już przy pierwszej okazji. Widok zgoła nieciekawy, ale jakże cieszy znudzone oko, wpatrujące się to w drzewa, to w bohaterów wygłaszających beznadziejne frazy, to znowu w drzewa…

Ocena: 2/6

Autor: Lobo