Recenzja horroru

Horror August Underground's Penance

August Underground's Penance

Tytuł oryginalny:

August Underground's Penance

Reżyseria:

Fred Vogel

Scenariusz:

Fred Vogel, Christie Whiles

Obsada:

Fred Vogel, Christie Whiles, Shelby Vogel, Jerami Cruise

Kraj:

USA

Rok produkcji:

2007

Czas trwania:

84 minuty

Horror August Underground's Penance - zdjęcie 1Horror August Underground's Penance - zdjęcie 2Horror August Underground's Penance - zdjęcie 3Horror August Underground's Penance - zdjęcie 4Horror August Underground's Penance - zdjęcie 5Horror August Underground's Penance - zdjęcie 6

Kiedy mowa o filmach snuff, najczęściej wymienia się filmy, gdzie w fabułę wplata się sekwencję pozorowaną na prawdziwą śmierć przed kamerą. Miłośnicy horroru ekstremalnego jednym tchem wymienią takie tytuły jak 'Cannibal Holocaust', 'Last House On Dead End Street' czy 'Emanuelle in America'. Ideą przyświecającą twórcom serii 'August Underground' było nakręcenie całego obrazu w konwencji snuff - kamera z ręki, nielinearna fabuła, czy też właściwie jej brak i brutalne morderstwa dokonywane na potrzeby filmu. Fred Vogel i reszta ekipy ToeTag Pictures osiągnęli na pewno jedno - wprowadzili nowy tytuł do świadomości odbiorców celuloidowego undergroundu, który jest wymieniany jednym tchem obok tak ikonicznego filmu dla nurtu gore jak 'Guinea Pig' Hino Hideshi. Jeśli chcecie zetknąć się z jednymi z najbardziej zdeprawowanych kawałków kina, ci ludzie mają coś dla was. Chociaż po seansie trzeciej części cyklu zastanawiam się - po co to było?

W tej odsłonie serii śledzimy dokonania dwójki bohaterów - chłopaka i dziewczyny. A to szwendają się gdzieś po obrzeżach anonimowego amerykańskiego miasta (choć to pewnie Pittsburg, bo tam mieści się siedziba ToeTag Pictures), to potorturują jakiegoś nieszczęśnika w piwnicy swojego domu. Innym razem, na wycieczce obrzucą kamieniami bezdomnego, by później go zmasakrować we wspomnianej piwnicy. Są również zdjęcia z jakiejś imprezy. A i relacja z koncertu się zdarzy – miłośnicy seksu w szaletach miejskich niech podniosą rękę. A także, uwaga! uwaga! sceny psychologicznego napięcia, do którego dochodzi między dwójką protagonistów;-)

Do pewnego stopnia jestem w stanie zrozumieć intencje Vogela, jeśli chodzi o zamysł serii - chodziło o pewną dekonstrukcję mitu seryjnego mordercy. W końcu to Hannibal Lecter włada masową wyobraźnią, a nie bohaterowie 'Angst' Kargla czy 'Henry: Portrait of a Serial Killer' McNaughtona. Oczywiście filmy o wielokrotnych zabójcach powstają całkiem regularnie, od pewnego czasu wręcz masowo - jednak jest to kino niszowe, skierowane do specyficznej grupy odbiorców. Być może nieco na wyrost, bo kompletnie mnie ominęła fala obrazów dokumentujących działania takich osobników jak Gein, Dahmer, Bundy i inni, ale wydaje mi się, że przez sam fakt mniej lub bardziej rozbudowanej fabuły, takie filmy starają się choć w minimalnym stopniu uczłowieczyć swoich bohaterów, sposób opowiadania i przedstawiania morderstw estetyzuje mordercę i jego działania. Vogel pokazuje natomiast zło odarte z jakiejkolwiek romantycznej otoczki, przychodzące znikąd, nie dające się uzasadnić, usprawiedliwić czy zracjonalizować. Tyle tylko, że tego wszystkiego dokonał w 'August Underground', 'Penance' jest już tylko odcinaniem kuponów od niechlubnej sławy (zresztą nawet w napisach końcowych filmu pojawia się zdanie, że nakręcono go dla fanów serii). O ile z perspektywy czasu potrafię również obronić zasadność powstania 'Mordum' - jako najbardziej chorego i zdeprawowanego filmu w historii kinematografii (choć tu mnie może Embalmer poprawi, może Japończycy nakręcili coś jeszcze bardziej zwyrodniałego;-), to trzecia część jest nikomu niepotrzebna i zwyczajnie nudna. Na dodatek zamysł dekonstrukcji mitu seryjnego mordercy spalił na panewce z dwóch powodów. Filmy z serii widział mały ułamek fanów horroru na świecie, pewnie jakiś promil tych, którzy widzieli 'Silence Of The Lambs'. Po drugie, wizja Vogela zyskała grono zaprzysięgłych miłośników, którzy taplają się w bezmózgiej ekstremie, co jest przypuszczalnie bardziej niepokojące (lub niesmaczne, zależnie od punktu widzenia) od fascynacji Hannibalem.

Widać, że ToeTag Pictures w końcu kupiło sobie porządną kamerę i obraz jest wyraźny i ostry jak żyletka. Przyłożono się również do efektów specjalnych, które naprawdę robią wrażenie (jeśli oczywiście widz dotrwa do tych kilku momentów splatterfestu). Jednak z ekranu wieje tak przeraźliwą nudą, że trzeba wiele silnej woli, by dotrwać do końca seansu. Pierwszą część serii otwierało kopnięcie widza w twarz z siłą młota pneumatycznego, 'Penance' otwiera papkowata seria sekwencji dokumentujących niewiadomo co i taki nastrój utrzymuje się przez większość projekcji.

Pokazanie bezmózgiego psychola, który nie ma innego celu w życiu jak tylko komuś nakłaść po pysku, schlać się i przelecieć panienkę to w kinie żadne novum. Ci, którzy obcują z polskim kinem niezależnym mają tego przesyt. Po co komu kino, skoro wystarczy się przejść wieczorem po jakimś blokowisku, żeby zobaczyć takich potencjalnych bohaterów filmowych na pęczki. Vogel poszedł nieco dalej - jego bohaterowie przyjemność znajdują w znęcaniu się nad ludźmi i mordowaniu ich. W kolejnej odsłonie serii nie mam już kompletnie poczucia, że reżyser przekazuje mi jakąkolwiek prawdę o rzeczywistości. Mimo całego dokumentalnego sztafażu, silenia się na naturalizm, odwoływania się do tradycji cinema verite 'AUP' jest sztuczne do granic możliwości. O ile pierwszy film Vogela był kinematograficznym ciosem, którego zadaniem było otwieranie oczu, pokazanie prawdziwej twarzy mordercy, to "Penance" jest tylko licytowaniem się w efektach specjalnych z wcześniejszymi dokonaniami. Ta licytacja odbywa się również na innym poziomie. Ci którzy oglądali "Henry: Portret seryjnego zabójcy" pamiętają na pewno jedną z kluczowych scen filmu, gdy Henry i Otis atakują przypadkową parę w ich własnym domu, dokumentując swoje czyny na kamerze video. Vogel i Whiles również na tym polu postanowili pójść dalej niż ktokolwiek inny. Inwazja dwójki psychopatów na dom przypadkowej rodziny w Boże Narodzenie stawia włosy na głowie. Nie chodzi o samą przemoc tam zaprezentowaną, bo niczym specjalnym twórcy nie są już chyba w stanie już widza zaskoczyć. Żeby zwiększyć więc siłę rażenia oprócz męża i żony ofiarą dwójki morderców staje się również córeczka (w filmie McNaughtona trzecią ofiarą był chłopak, nastolatek). Nie mam pojęcia, kto zgodził się na kręcenie scen takiej deprawacji i agresji w obecności dziecka. O ile w takim 'Murder-Set-Pieces' reżyser, Nick Palumbo, tłumaczył się, że młodociana bohaterka była umiejętnie filmowana, była pod ciągłą opieką matki i traktowała efekty specjalne jak dobrą zabawę, to w przypadku 'AUP' nie widzę żadnego usprawiedliwienia. Sceny seksualnej degradacji i poniżenia na oczach małoletniej to jest przysłowiowe przegięcie pały! Ale żeby nie było tak nihilistycznie to reżyser twierdzi, jakoby w tym obrazie było więcej treści, rozwój postaci, jakaś głębia. No cóż, jeśli za punkt odniesienia wziąć "Mordum" to da się w omawianym dziele zauważyć jakieś rudymentarne zarysy psychologii postaci. Ale gdyby potraktować te bajania Vogela poważnie, to pozostaje jedynie pusty ironiczny uśmieszek (a już wyczytane w jakiejś recenzji zdanie, że AUP to film, którym 'Natural Born Killers' chciałoby być, wywołało lekkie spazmy śmiechu).

'August Underground's Penance' to film bez scenariusza, bez pomysłu, bez siły wyrazu, bez właściwie żadnych wartości. Dla publiki zaprawionej w bojach podczas poprzednich odsłon serii nie zaspokoi on głodu krwi - jako shocker jest słaby (choć oczywiście, gdyby obejrzał go ktoś z rodzimej KRRiT, najpewniej zszedłby na zawał;-). Jedyne, co naprawdę straszy to Vogel paradujący w zbyt luźnych spodniach i świecący połową gołego tyłka, który nader chętnie eksponuje do kamery. Z największego skandalisty reżyser stał się okropnym nudziarzem. Mam nadzieję, że 'The Redsin Tower' pokaże nową twarz ToeTag, bo Vogel zdecydowanie nie jest głupim facetem ani złym twórcą. Po prostu zdaje się nie wiedzieć, kiedy należy powiedzieć "dość".

Ocena: 1+/6

Autor: grzEGOrz