Recenzja horroru

Attack of the Beast Creatures
Tytuł oryginalny:
Attack of the Beast Creatures
Reżyseria:
Michael Stanley
Scenariusz:
Robert A. Hutton
Obsada:
Robert Nolfi, Julia Rost, Robert Lengyel, Lisa Pak, Frank Murgalo, John Vichiola
Kraj:
USA
Rok produkcji:
1985
Czas trwania:
84 minuty






W kraterze indonezyjskiego wulkanu Kawah Iljen znajduje się żrące jezioro kwasu bogate przede wszystkim w kwas siarkowy z domieszką kwasu solnego. Dookoła jeziora znajdują się aktywne fumarole gazowe – intensywny zapach dwutlenku siarki powoduje trudności w oddychaniu nawet w masce gazowej. Robotnicy indonezyjscy dzień w dzień przychodzą tutaj, aby odłupać, załadować do workόw i zanieść do wioski wielkie, czasem ważące po kilkadziesiąt kilogramόw kawały żόłtej siarki. Kąpiel w jeziorze Iljen nie jest wskazana, lecz po co jechać aż do Indonezji skoro można obejrzeć "Attack of the Beast Creatures", w ktόrym woda pitna okazuje się żrącym kwasem. To jednak nie koniec niespodzianek.
Lato roku 1920. Grupie dziewięciu rozbitkόw udaje się wydostać z pokładu tonącego liniowca i dopłynąć do tajemniczej wysepki gdzieś na bezkresach Pόłnocnego Atlantyku. Wyspa to zaiste zjawiskowa, ponieważ posiada zbiorniki śmiertelnie niebezpiecznego kwasu udającego wodę pitną, a w jej lasach czai się tytułowy bestiariusz. Ocaleli z katastrofy morskiej wędrują pośrόd drzew, zbierają borόwki, z zapałem dyskutują o szansach na przetrwanie i co pewien czas giną atakowani przez lilipucie czerwone kreatury o świecących oczach. W jednej z najbardziej zapadających w pamięć scen jeden z niefortunnych pasażerόw liniowca chcąc ugasić palące go pragnienie zanurza twarz w strumieniu kwasu. Nie trzeba chyba dodawać, że konsekwencje tej decyzji będą dla niego opłakane. Z innego pechowca, w dodatku rannego i w związku z tym pozostawionego na plaży zostaje tylko bielejący gumowy szkielet. Dlaczego i w jaki sposόb? A kogo to obchodzi. Wraz z nadejściem zmroku drewniane stworki atakują po raz pierwszy szykujących się do snu rozbitkόw. Dochodzi do gwałtowniej potyczki z malutkimi kreaturami, ktόre gryzą, szarpią i rozdzierają świeże ludzkie mięso. Deptane, tłamszone i odrzucane w noc powracają z jeszcze większą żądzą krwi i rozboju. Kanibalistyczne liliputy z wyglądu przypominające laleczkę Zuni z "Trilogy of Terror" (1975). Antropofagiczne stworzonka o ostrych jak brzytwa zębiskach. Demoniczne totemy w wersji mini. Tuż po świcie atakują regularnie gromadkę ocalałych spadając na nią z konarόw drzew, buszując w trawie, skacząc z krzakόw, latając w powietrzu i przyczepiając się do ludzkich ubrań, tudzież gardeł, czemu towarzyszy istna symfonia wrzasku. Chaos i jeszcze raz chaos! Bestyjki z nich krwiożercze i nieustępliwe: posiadają czerwone ciała i twarze, długie czarne włosy, świecące w ciemnościach oczy, zranione bądź zabite kijem broczą krwią, wreszcie wznoszą modły do tajemniczego totemicznego bόstwa. Piszczą otwierając szczęki, poruszają ramionami i nόżkami w gόrę i w dόł, działają w grupach osaczając ofiary niczym ławica wygłodniałych piranii i jest ich co niemiara. Ot, lalczani tubylcy, tylko trochę zminiaturyzowani.
Grupa rozbitkόw wraz z coraz bardziej napastliwą ofensywą laleczek staje się coraz mniejsza i mniejsza. Jak za dotknięciem magicznej rόżdżki jedna z postaci popada w szaleństwo, co przejawia się toczeniem piany z pyska, po czym zażywa śmiertelnej kąpieli w oczku kwasu. Kolejny gumowy szkielet zaściela zalesione podłoże lalczanej wysepki. Z finalnego starcia z setkami drewnianych bestii wyjdą żywi tylko nieliczni... "Attack of the Beast Creatures" to kwintesencja pociesznego horroru, film kiepsko zrobiony, fatalnie zagrany, niedorzeczny, o rozłażącej się na wszystkie strony fabule przesyconej dłużyznami oraz nonsensownymi dialogami, z drugiej strony fantastycznie rozrywkowy, pełen schizofrenicznej energii, frenetyczny i oszałamiająco zabawny. Takie horrory albo się kocha, albo nienawidzi – innej opcji do wyboru zwyczajnie nie ma.
Niewiele mi się udało zebrać informacji o "Attack of the Beast Creatures", alternatywny tytuł "Hell Island". Wyprodukowany przez Obelisk Moon Studio, sfinansowany zapewne przez bogatych prywatnych inwestorόw, nakręcony w Fairfield w stanie Connecticut w 1983 roku i dwa lata później dopuszczony do dystrybucji, nie wydany do tej pory na DVD. 84 minuty kapitalnej rozrywki na niekoniecznie wysublimowanym poziomie!