Recenzja horroru

Horror Absurd

Absurd (Z Piekła Rodem)

Tytuł oryginalny:

Rosso Sangue

Reżyseria:

Peter Newton, (Joe D'Amato)

Scenariusz:

George Eastman

Obsada:

George Eastman, Edmund Purdom, Annie Belle, Katya Berger, Kasimir Berger, Charles Borromel

Kraj:

Włochy

Rok produkcji:

1981

Czas trwania:

94 minuty

Horror Rosso Sangue - zdjęcie 1Horror Rosso Sangue - zdjęcie 2Horror Rosso Sangue - zdjęcie 3Horror Rosso Sangue - zdjęcie 4Horror Rosso Sangue - zdjęcie 5Horror Rosso Sangue - zdjęcie 6

Joe D'Amato to człowiek wielce zasłużony dla kinematografii pornograficznej. Zanim jednak bez reszty poświęcił się tworzeniu filmów spod znaku narządów płciowych, popełnił kilkanaście interesujących (mniej lub bardziej) horrorów. Zapisały się one na trwałe w sercach fanów gatunku i chociaż nie uchodziły i nie uchodzą za arcydzieła kina (również w mniemaniu samego D'Amato), to wielu z nas ma do nich szczególny sentyment i darzy je nie mniejszym szacunkiem. Zatem pozwólcie, że przedstawię jeden z najbrutalniejszych filmów grozy, jakie wujaszek Joe był uprzejmy nakręcić. Film ten to niesławne "Rosso Sangue", znane również pod kilkoma innymi tytułami - "Absurd", "Monster Hunter", "Anthropophagus 2" czy "Zombie 6" (echh, chyba już wystarczy :))

Film rozpoczyna scena pościgu starszego mężczyzny w czarnym płaszczu za brodatym drabem. Brodacz próbując wdrapać się na nabite ostrymi kolcami ogrodzenie jakiegoś domu, ulega nieprzyjemnemu wypadkowi. Za chwilkę, domownicy witają w drzwiach brodacza dzierżącego w dłoniach własne trzewia. Zarośnięty dryblas trafia do szpitala. Podczas operacji, lekarze ze zdumieniem stwierdzają, że tkanki brodacza w błyskawiczny sposób się zrastają, ba! brodacz budzi się w czasie operacji i usiłuje opuścić stół operacyjny. Po końskiej dawce leku usypiającego daje jednak za wygraną i pozwala gronu lekarskiemu zoperować do końca swój rozorany brzuch. Tymczasem tropem naszego brodacza podąża tajemniczy starszy pan w czarnym płaszczu. Po krótkim spotkaniu z miejscowym szeryfem, trafia do szpitala, gdzie brodacz odpoczywa po operacji. Brodaty drab w dość dziwny sposób reaguje na jego widok. Szeryf bierze starszego pana na rozpytki, a tymczasem brodacz podnosi się z łóżka - z całkowicie zrośniętym brzuchem - i z niewiadomego powodu okrutnie morduje pilnującą go pielęgniarkę, po czym ucieka ze szpitala w nieznanym kierunku. Po całym wydarzeniu, przyciśnięty do muru gość w czarnym płaszczu, po pierwsze: okazuje się być księdzem, po drugie: opowiada policji historię brodacza - Greka o nazwisku Mikos Stenopolis. Mikos pracował przez lata przy materiałach radioaktywnych, co spowodowało nieodwracalne zmiany w jego organizmie (tu wyjaśnia się tajemnica błyskawicznej regeneracji jego ciała). Niestety, jego mózg w wyniku tych zmian, nastawiony został wyłącznie na zabijanie. Unicestwienie Mikosa jest o tyle trudne, że mając tak szybko odnawiające się komórki, gość jest wręcz nieśmiertelny. Jedynym jego słabym punktem jest mózg, który należy odciąć od reszty ciała, by być całkowicie pewnym że Mikos nie żyje. Miejscowa policja oraz tajemniczy ksiądz ruszają tropem okrutnego Mikosa, który nie zasypia gruszek w popiele i nieubłaganie zbiera krwawe żniwo. Na jakiejś szosie zostaje potrącony przez pędzący samochód, a życzliwy motocyklista, który próbuje mu pomóc, zostaje rzecz jasna zamordowany. Splot niesamowitych okoliczności sprawia, że Mikos trafia do tego samego domu, na kraty którego nadział się w prologu i do tego rozpoznaje stojący tam samochód, który potrącił go kilkanaście minut wcześniej. Nie pozostaje mu nic innego jak przekroczyć progi posesji i dać upust swym chorym żądzom. Tutaj właśnie dojdzie do ostatecznej konfrontacji między zwyrodniałym Mikosem a sparaliżowaną dziewczynką, namiętnie rysującą cyrklem kółka w bloku rysunkowym.

Ufff, rozpisałem się co niemiara, ale mam nadzieję, że nie zdążyłem Was zanudzić czy broń Boże zniechęcić do oglądania filmu. Przyjrzyjmy się zatem kilku istotnym kwestiom. Scenariusz ewidentnie inspirowany jest kultowym dziełem Johna Carpentera "Halloween". Jest i opiekunka do dzieci, jest i tajemniczy – choć w tym wypadku niezamaskowany – morderca, mamy wreszcie człowieka, który wie o mordercy dużo i podąża jego śladem. Brak tylko tej samej unikalnej atmosfery – ale nic to! "Rosso Sangue" przesycone jest specyficznym włoskim chorym klimatem i gwarantuję, że fani włoszczyzny od razu to poczują i docenią. Ważnym tego elementem jest z pewnością muzyka autorstwa Carlo Marii Cordio – przypominająca po trosze niektóre dokonania Goblinów – dziwaczny, progresywny rock z domieszką elektroniki wyjątkowo drażni zmysły i nie pozwala spokojnie usiedzieć w miejscu. Również główna rola George’a Eastmana sprawia, że odczuwamy lekki niepokój – wyobraźcie sobie spotkanie z takim zarośniętym drabem w ciemnej uliczce! Scenariusz co prawda jest okropnie nieprawdopodobny i popełniony według wszelkich prawideł "holyłudu", ale tandem D’Amato/Eastman wyszedł z tego obronną ręką wkładając w to iście europejską duszę. Ostatnie 20 minut filmu autentycznie trzyma w napięciu, choć końcówka jest w zasadzie dość przewidywalna. Nie mogło w "Rosso Sangue" zabraknąć krwi (w końcu tytuł zobowiązuje, prawda? – rosso sangue w dosłownym tłumaczeniu oznacza "czerwona krew"). I to jakiej krwi! Pierwsze dwie sceny morderstw to bezlitosna jatka, co może zapowiadać jeszcze krwawszy ciąg dalszy. Tu niestety stwierdzam z lekkim smutkiem, że po ultramocnym początku tempo akcji nieco siada (chyba chłopaki chcieli dać widzom trochę oddechu), ale jak przed chwilką wspomniałem końcówka ponownie nabiera tempa i jeszcze trochę czerwonego płynu się leje.

Czy "Rosso Sangue" zwane także "Anthropophagus 2" można porównać z jego poprzednikiem "Anthropophagusem"? Absolutnie nie! Podczas gdy "Anthropophagus" jest horrorem ze staroświeckim można by rzec klimatem (stary dom, opuszczona wioska, katakumby), to "Rosso Sangue" jest w pełni nowoczesnym (jak na ówczesne lata oczywiście) brutalnym thrillerem. Jedyny czynnik wspólny (prócz reżysera oczywiście) to narodowość głównej postaci (tu przypomnę, że w obu przypadkach antybohater pochodzi z Grecji) i rzecz jasna aktor, który wcielił się w obie role. Nie da się nawet porównać krwawych scen, które diametralnie różnią się od siebie – tu już Wasze zadanie, by te różnice odnaleźć i przeanalizować.

Jako, że uwielbiam ciekawostki, podzielę się kilkoma:

1. W epizodycznej roli pechowego motocyklisty wystąpił Michele Soavi – późniejszy twórca kilku ciekawych włoskich horrorów.

2. Rolę nieszczęsnego woźnego zagrał Goffredo Unger (taki łysiejący pan z rudą brodą) – spec od kaskaderki, współpracownik Lamberto Bavy, który zagrał też epizody w takich filmach jak "Monster Shark", "Cannibal Apocalypse", czy "Demons"

3."Rosso Sangue" – choć teraz właściwie niedostępne na oryginalnym nośniku (jedyne wydanie DVD /niemieckie/ zostało wycofane ze sprzedaży), było wydane wiele lat temu na kasetach video w Polsce pod tytułem "Z piekła rodem". Tytuł został przetłumaczony z wersji niemieckojęzycznej pt. "Ausgeburt der Hölle".

4. Rzecz to oczywista, ale przypomnę, że "Rosso Sangue" zajmuje poczesne miejsce na liście Video Nasties.

5. George Eastman, pytany po latach o "Rosso Sangue", odpowiedział jedynie, że nie ma tu o czym gadać. Ot, zwykły thriller inspirowany ówczesnymi amerykańskimi produkcjami :)

Cóż, po przeczytaniu tak obszernej recenzji czas zasiąść do oglądania. Życzę wielu mocnych wrażeń podczas oglądania "Rosso Sangue". Mam nadzieję, że polubicie ten film tak samo jak ja i obdarzycie nieodżałowanej pamięci Joe D’Amato jeszcze większą sympatią. Polecam z całego serca.

Ocena: 5-/6

Autor: Buio Omega