Recenzja horroru

Horror 976 - EVIL

976 - EVIL (Telefon do piekła)

Tytuł oryginalny:

976 - EVIL

Reżyseria:

Robert Englund

Scenariusz:

Rhet Topham, Brian Helgeland

Obsada:

Stephen Geoffreys, Patrick O'Bryan, Jim Metzler, Maria Rubell, Lezlie Deane

Kraj:

USA

Rok produkcji:

1989

Czas trwania:

102 min.

Horror 976 - EVIL - zdjęcie 1Horror 976 - EVIL - zdjęcie 2Horror 976 - EVIL - zdjęcie 3Horror 976 - EVIL - zdjęcie 4Horror 976 - EVIL - zdjęcie 5Horror 976 - EVIL - zdjęcie 6

"Witaj w grocie wielkiej tajemnicy...", gdzie Robert Englund zaprasza do skorzystania z wyjątkowo wymagającego horoskopu. Szkoda tylko, iż sam nie wymaga od widza tyle co złowieszczy telefon od bohaterów opowieści. "976 - Evil" to nie zabawa schematami, to jedynie desperacka próba wyrwania się z ich oślizgłych macek, która z początku nawet się udaje.

Spike to typowy "młody gniewny", dla którego liczy się w życiu wyłącznie jego motor. Niestety podczas kolejnej, zalanej piwem partyjki pokera, przegrywa swą maszynę, a jedyny sposób na jej odzyskanie to zdobycie odpowiadającej wartości harleya sumy pieniędzy. Przygnębiony pogrąża się w swym mieszkaniu w lekturze napotkanego po drodze do łóżka magazynu, z którego wypada tajemniczy numer telefonu. Spike wypróbowuje go, a głos po drugiej stronie podpowiada wyborny wręcz pomysł na zorganizowanie forsy. Prowadzi on jednak do kolejnego konfliktu z ciotką-dewotką, zakończonego niesamowitym deszczem ryb. Gdy Spike po raz kolejny korzysta z koszmarnej linii i nie zaleca się do usłyszanych wskazówek, pada ofiarą wypadku z którego cudem wyrywa go zainteresowany rybnym deszczem dziennikarz. Młodzieniec pozbywa się numeru, lecz niezbyt skutecznie, gdyż trafia on w ręce jego ofermowatego kuzyna Hoaxa. Fajtłapa Hoax również korzysta z 976, a propozycja jaką składa mu piekielny głos, okazuje się być dla niego szansą na zemstę za wszystkie doznane upokorzenia.

Odtwórca roli Freddy'ego Kruegera, Robert Englund, swym "976 - Evil" zaserwował widzom historyjkę jakich w latach 80-tych opowiedziano już wiele. Reżyser wielokrotnie stara się nas zaskoczyć nieszablonowymi pomysłami, jednakże większość takich prób kończy się fiaskiem. Naprawdę szkoda, gdyż Englund zaczął całkiem przyzwoicie, odrobina dramatu, ździebko humoru oraz aktorzy, którzy łaskawie zdecydowali się zinterpretować swoje role, nadając z początku opowieści świeżego kolorku. Godny uwagi jest tu występ Stephena Geoffreysa, znanego z "Postrachu nocy", jednak tylko do momentu, gdy jako Hoax odtwarza postać drugoplanową. Skryty w cieniu swego zbuntowanego kuzyna, ciamajdowaty kujon, sprawiający wrażenie opóźnionego w rozwoju, to warta pochwały kreacja. W chwili, gdy dzięki koszmarnemu horoskopowi, staje się w swych oczach lepszym od Spikea, jego rola nabiera pierwszorzędnej wagi. Zgrabne zagranie scenarzystów, głos w telefonie obiecuje uczynić Hoaxa na wzór i podobieństwo swoje, pozwalając mu zaistnieć jako istota wyższa, natomiast autorzy spychają Spikea w kąty scenariusza, skupiając się wyłącznie na jego przechodzącym metamorfozę kuzynie. Demoniczna wyrocznia miała rację, a widz w pełni to odczuwa, szkoda tylko, że Geoffreys przestał przykładać się do roli. Odtąd będą to oklepane gesty, groteskowe miny i znane wszystkim na pamięć kwestie, które wysypują się z jego ust niczym z rozprutego worka pełnego słowników standardowych tekstów do filmów grozy. Zastrzeżenia mam również do postaci ciotki Lucy, która wyraźnie inspirowana matką Carrie z powieści Stephena Kinga, zdaje się być elementem wymuszonym. Po prostu kolejna owieczka do zarżnięcia, której nie warto obdarowywać głębszym znaczeniem, gdyż i tak w końcu zawiesi swe wnętrzności na ostrzu noża.

Niestety film nie rozpieszcza scenami gore, jakie na ogół prowokuje w fabule motyw zemsty. W "976 - Evil" jest ona równie krwawa co zabijanie much gazetą, słyszymy głośne plaśnięcie, lecz jego skutek zostaje naszym oczom oszczędzony. Wyjątek stanowi chłopak z odcięta dłonią i ciotka Lucy pożerana przez własne koty, wątpię jednak aby ktokolwiek poczuł mrowienie w plecach z tego powodu. Wiele w tym obrazie ratuje scenografia. Obskurne pomieszczenia skryte w bladym świetle dogorywających żarówek (szczególnie zaplecze kina ozdobione plakatami do "Maniaka", "Postrachu nocy" i "Mechanicznej pomarańczy") oraz wnętrze rodzinnego domu Hoaxa, przeobrażone w finale w zamarznięte piekło, nadają całości odrobinę osobliwego klimatu. Zaciera się on jednak w gęstniejących oparach powielanych przez lata schematów.

"976 - Evil" choć jest typową produkcją końca lat 80-tych, a atmosferą zbliża się niekiedy niebezpiecznie do "Deadly Friend" Wesa Cravena, gwarantuje garść przyzwoitej rozrywki przy której można się odprężyć i poczuć niekiedy przyjemne łaskotanie w gardle, jednakże nie ze strachu, lecz śmiechu.

Ocena: 3-/6

Autor: Lobo