Recenzja horroru
13 Gantry Row (Tajemnica domu przy Gantry Row)
Tytuł oryginalny:
13 Gantry Row
Reżyseria:
Catherine Millar
Scenariusz:
Tony Morphett
Obsada:
Rebecca Gibney, John Adam, Nicholas Hammond
Kraj:
Australia
Rok produkcji:
1998
Czas trwania:
90 minut
Niespecjalnie wciągający i niezbyt oryginalny telewizyjny horrorek prosto z Australii.
Młoda para próbuje znaleźć swoje wymarzone cztery kąty. Za bardzo korzystną cenę decydują się nabyć okryty złą sławą dom przy Gantry Row numer 13. Podczas remontu mieszkania natrafiają na dziwacznie zamurowaną ścianę, za którą znajdują starą brzytwę, należącą do mordercy zamieszkującego niegdyś ten dom. Peter przywłaszcza sobie znalezisko, ale wkrótce zaczyna się zachowywać w niepokojący sposób. Duch mordercy powoli przejmuje nad nim kontrolę...
Jeden z wielu telewizyjnych horrorków o dość mało oryginalnej fabule, który niczym szczególnym się nie odznacza. To typ filmu, który niezbyt głęboko zapada w pamięć - nie znalazłem w nim właściwie nic, co wyróżniałoby go spośród całej masy podobnych obrazów. No, może poza całkiem przyzwoitymi zdjęciami i tym cieniem wspinającym się po ścianie, który jednak akurat zupełnie mi się nie podobał. Nie ma tu specjalnie czego się bać, a wielbiciele gore więcej atrakcji mogą znaleźć u pierwszego lepszego rzeźnika za rogiem... Szczerze: trudno uznać ten film za jakieś niezwykle wciągające i przejmujące dzieło. Mimo to podejrzewam, że niektórym może się wydać interesujący, choć z drugiej strony jestem pewien, że tytuł tego filmu ucieknie Wam z głowy szybciej niż dusza z martwego ciała... A tak właściwie to o jakim filmie ja pisałem... ?