Opis książki

Mario Bava - Master of Horror

Luigi Cozzi

Opis książki Mario Bava - Master of Horror

Wydawnictwo:

Mondo Ignoto / Profondo Rosso

Rok wydania:

2004

Oprawa:

miękka

Format:

130 mm x 200 mm

Język:

angielski

Ilość stron:

212

Króciutka książeczka o Bavie trafiła w moje ręce podczas wizyty we Włoszech, w słynnym sklepiku Profondo Rosso, który ufundował w 1989 roku Dario Argento. Szczęśliwie dla mnie jej autor był akurat w tym czasie na miejscu, tak więc wykorzystałem okazję i poprosiłem o autograf. Nabytek o tyle cenny, że Luigi Cozzi, którego piórem napisana została lwia część "Mario Bava – Master of Horror", jest przecież nie tylko znawcą tematyki, ale również reżyserem kilku mniej lub bardziej udanych filmów, które z pewnością znane są fanom włoskiego kina ("Contamination"). Wpis "To Marcin with friendship" zdecydowanie podniósł wartość tej książki jako egzemplarza w mojej kolekcji, ale nie wpłynął na jej merytoryczną zawartość. Jak się okazuje nie jest wcale łatwo pisać o jednym z największych twórców gatunku, nawet – czy może zwłaszcza – jak się było z nim w dobrych kontaktach.

Postawmy sprawę jasno: każdy kto podejmuje się takiego wyzwania musi być świadom, że jest to zadanie trudne i wymagające od autora bardzo dobrej znajomości nie tylko tematyki i poszczególnych dzieł, ale i również osoby samego twórcy: jego inspiracje, obsesje, cechy charakteru itp. Tylko wtedy można w pełni poznać i zrozumieć istotę kina danego reżysera. Cozzi’emu, dziennikarzowi filmowemu oraz człowiekowi, który znał gatunek od strony praktycznej, kompetencji zawodowych na pewno nie brakuje. Dodatkowo miał jeszcze to szczęście, że poznał reżysera osobiście, przez wiele lat pozostawał z nim w dobrej komitywie. Wydawać by się mogło, że w takiej sytuacji napisanie dobrej książki traktującej o kinie Bavy nie powinno nastręczać większych trudności. Zwłaszcza, że Cozzi pióro ma całkiem lekkie, pisze w miarę interesująco przyswajalnym dla każdego językiem. Problem jednak w tym że trzeba jeszcze umieć zaprezentować swoją wiedzę. Po drugiej lekturze książki odnoszę wrażenie, że Luigi Cozzi chciał wykorzystać fakt swojej znajomości z Bavą i jedynie wypełnić lukę na rynku wydawniczym.

Trudno bowiem nazwać tę publikację wyczerpującym i w pełni satysfakcjonującym dziełem, które dokonuje rzeczowej, sprawnej i przekonywującej analizy twórczości Bavy. Właściwie to nawet nie można traktować tej książki jako samoistnej całości, bo składa się ona w dużej mierze z kilku wywiadów przeprowadzonych na przestrzeni kilku lat przez Luigi Cozzi’ego, wygrzebanych z zapomnianych magazynów poświęconych grozie. Materiał niezbyt obszerny i trochę przypadkowy, nie dający wyraźnego wglądu w kino Bavy, mający jednak dla czytelnika trochę inną wartość. Znajdziemy w nim kilka naprawdę interesujących stwierdzeń począwszy od stosunku Mario Bavy do kina po szereg ciekawostek, o których przeczytacie z wybałuszonymi oczami. Można się z nich dowiedzieć m.in. jaki był pierwotny tytuł "Bay of Blood", czy też za jaki film i dlaczego skazano Bavę na trzy miesiące więzienia. Te wywiady, stanowiące rdzeń książki dają też bardzo namacalny obraz Bavy jako zwykłego człowieka: pełnego humoru, zdystansowanego i wrażliwego. Człowieka, dla którego kino było czymś niezwykłym, intelektualną zabawą oraz wyzwaniem dla samego siebie. To ukazanie "ludzkiego" oblicza reżysera, podparte dodatkowo licznymi anegdotami z życia prywatnego i opiniami innych twórców (wypowiada się m.in. Riccardo Freda), kontrastujące z jego brutalnymi i przerażającymi filmami to najmocniejszy punkt tego wydawnictwa.

Tyle że Cozzi zbyt daleko idzie w próbach przedstawiania osobowości Bavy zapominając w istocie o samych jego filmach. Brak jest próby zgłębienia całej twórczości reżysera, kompleksowego podejścia, wyciągnięcia cech wspólnych jego dzieł, charakterystycznych motywów. Moim skromnym zdaniem monolityczna twórczość wielkiego Włocha idealnie nadaje się do napisania obszernego tomiska gruntownie badającego jego kino. Niestety, brak tutaj zwykłej, suchej i akademickiej analizy dorobku Bavy. Wydaje mi się, że było to po prostu zadanie ponad siły autora, ciężko bowiem krytycznie oceniać twórczość swojego bardzo dobrego znajomego. I to jest największa wada tej książeczki, bo Cozzi nawet nie podejmuje prób spojrzenia na kino Bavy obiektywnym okiem. Wszystko jest prezentowane jednostajnie pozytywnie, co, muszę przyznać, nawet mnie – miłośnika kina Włocha – dość mierzi. Dodatkowo odnoszę wrażenie, że Cozzi troszeczkę chciał wykorzystać sytuację i przy okazji pisania o swoim wielkim koledze, postanowił wypromować również i swoją osobę. Nie uchyla się od częstych wtrąceń o swoich filmach, znajomościach z Dario Argento itd. Niby nie powinno to dziwić, bo w końcu jest częścią włoskiego kina, jednak pewien drobny niesmak pozostaje.

Cozzi unika za to pisania szerokiej rozprawki na temat kina Bavy. Prezentuje dość minimalistyczne podejście, wychodząc najwyraźniej z założenia, że szereg podstawowych, obecnie w dobie Internetu, powszechnie znanych faktów, w zupełności zadowoli czytelnika. Przedstawienie filmografii zostało ograniczone właściwie do krótkiego opisu fabuły każdego z filmów oraz podania łatwo dostępnych informacji (scenariusz, obsada, czas trwania itp.). Autor poświęcił dwa odrębne, samodzielne rozdziały jedynie dwóm filmom: "Black Sunday" oraz "Planet of the Vampires". I tutaj kolejne rozczarowanie. Pierwszy ze wspomnianych to jedynie rozwlekłe na kilka stron streszczenie debiutanckiego horroru Bavy, pozbawione jakiegokolwiek odautorskiego komentarza i nie wnoszące nic do całości opracowania. Drugi natomiast poświęcony został "Planet of the Vampires" – jak zastrzega się autor, jednego z jego ulubionych filmów Bavy. I od razu widać, że to prawda, bo Cozzi nie szczędzi szczegółów dotyczących okoliczności powstania i samej realizacji: zawirowań wokół scenariusza czy doboru obsady, pomysłów na scenografię, inspiracji, szczątkowej analizy czy kilku ciekawostek (m.in. dotyczących nigdy nie zrealizowanej kontynuacji). Gdyby Cozzi postanowił potraktować resztę filmów Bavy, tak jak to zrobił w tym przypadku, książka zdecydowanie nabrałaby na wartości.

Niewątpliwym atutem książeczki jest bogaty zbiór czarno-białych zdjęć, ilustracji (np. starych plakatów reklamowych) oraz szkiców samego Bavy. Te ostatnie to prawdziwa gratka dla fanów jego twórczości, bo niektóre z tych materiałów z pewnością są nie do zdobycia nigdzie indziej. Autoportret Bavy, storyboardy, graficzne przedstawienie sceny z falującymi włosami Darii Nicolodi z "Shock" to nie tylko interesujący dodatek do tekstu, ale też i okazja, aby podpatrzeć sam warsztat Bavy.

Ostatnie trzydzieści stron książeczki zarezerwowano na przedstawienie oblicza zupełnie innego reżysera. Tak się już niestety przyjęło, że pisząc o Mario Bavie zawsze wspomina się o jego potomku, Lamberto, który również para się filmowym rzemiosłem. Luigi Cozzi nie stanowi tu wyjątku i postanowił wzbogacić swoją pracę o swoisty suplement obejmujący przekrój przez twórczość Lamberto, przygotowany przez Antonio Tentori’ego, kilkustronicowy wywiad oraz filmografię. Dla mnie to dodatek raczej zbyteczny, bo twórczość Lamberto nie jest w żadnym stopniu tak interesująca jak jego ojca i nie wydaje mi się aby zasługiwała na miano umieszczenia w tym opracowaniu. Choć przyznaję, że kilku interesujących rzeczy o jego filmach się dowiedziałem.

Jeżeli chcielibyście poczytać o twórczości Mario Bavy, wgłębiając się w temat, myślę, że książka Cozzi’ego nie jest dobrym punktem wyjściowym. W ogóle mam pewne problemy z określeniem grupy docelowej odbiorców – dla początkujących będzie zbyt mało edukacyjna, bo przeznaczona dla tych, który znają już co najmniej część twórczości Bavy, z kolei dla fanów zbyt powściągliwa w próbach analizy jego filmów. Niemniej chyba najlepiej samemu się przekonać i zaopatrzyć się w opisywany tytuł, choć z pewnością nie będzie to łatwe. O ile mi wiadomo, pozycja jest dość trudno dostępna i możecie ją nabyć właściwie jedynie w Profondo Rosso. Gdyby nie udało Wam się w żaden sposób sięgnąć po książkę Cozzi’ego, pozostaje poszukać innych tytułów (choć poza "Mario Bava: All the Colors of the Dark" Tima Lucasa oraz dość przeciętnym ponoć "The Haunted World of Mario Bava" Troy’a Howartha może być to dość kłopotliwe) albo po prostu obejrzeć któryś z filmów wielkiego Włocha. Ile by książek o nim nie napisano, to i tak najlepiej jest po raz kolejny zanurzyć się w magiczne i przerażające kino Mario Bavy.

Autor: Mort