Danse Macabre
Forum miłośników Horroru

Rozmaitości - Swiezo obejrzane dobre filmy rozmaite

LeonPL - Pon 07 Lis, 2005
Temat postu: Swiezo obejrzane dobre filmy rozmaite
Chyba nie ma juz sensu zakladac nowego tematu dla kazdego nie-horroru
co mnie zainspirowalo?corpse bride Tima Burtona. bylem wczoraj w kinie i sie doskonale bawilem.duzo niewymuszonego humoru(czesto czarnego), genialna animacja, dobra muzyka. bez dubbingu na szczescie :D wady-krotki(1h15m), choc moze to i lepiej, ze nie ciagneli na sile, i 10 minutowa,beznadziejna reklama H&M przed filmem, po ktorej reklamy proszkow do prania wydaja sie przyjemnoscia

grzEGOrz - Pon 07 Lis, 2005

imho, analogiczny temat już istnieje w "Co w horrorze piszczy", bo wypowiedzi są tam nie tylko o grozie filmowej, ale ogólnie co tam się widziało. zastanawiam się czy jest sens dublować tematy. może jest...

swoją drogą na "Corpse Bride" ostrzę sobie zęby. bo co Burton to Burton, no nie?

LeonPL - Wto 08 Lis, 2005

zasugerowalem sie troche nazwa dzialu-co w horrorze piszczy
ale moze faktycznie, jesli drobny oftopik dostaje blogoslawienstwo w tamtym dziale, to zeby burdelu nie tworzyc lock ten temat :roll:

Embalmer - Sro 16 Lis, 2005

Zachęcony opisem LeonaPL dzis odwiedzilem kino, aby zobaczyc "Corpse Bride" Tima Burtona (w koncu nie samymi eksploitami czlowiek żyje :wink: ). I film mnie bardzo pozytywnie zaskoczyl. Animacja jest po prostu genialna, historia jest na tyle oryginalna, ze bylem pod wrażeniem, piosenki sa swietne, a muzyka Danny'ego Elfmana chwyta za serce. Filmik jest momentami ckliwy, ale pomimo sporej dawki lukru oglada sie go z prawdziwą przyjemnoscią. Animacja wszelkich szkieletow i innych truposzy zamieszkuących podziemny swiat zadziwia, a humor rozwesela. Burton znowu bawi sie raczej ponurymi tematami takimi jak smierc czy morderstwo i spina je w przyjemny musicalowy romans o potędze miłosci. Two thumbs up. :lol:
Borg - Nie 20 Lis, 2005

"Samuraje i Kowboje" zakupiony dzisiaj w Tesco w promocji i obejrzany z uwagi na zły nastrój do oglądania czegoś cięższego. Proste, łatwe i przyjemne, no i T. Mifune na dzikim zachodzie :D
jako samuraj contra rewolwerowcy. Trochę nawiązań do "Siedmiu Wspaniałych" czy filmów Sergia Leone. Jak ktoś chce trochę rozrywki to polecam !
Zakupiłem również "Dom Latajacych Sztyletów" (2 DVD, masa dodatków) ale czekam to więcej czasu wolnego by całość obajrzeć w jednym ciągu bo ponoć niezłe to jest. Spotkalem się z ocenami, iż od strony wizualnej przebija "Hero" i całą masę innych azjatyckich filmów. No ale wkrótce (mam nadzieję) zobaczymy.
"Corpse Bride" czekam na DVD !

Jurandek - Sob 03 Gru, 2005

Olivier Marchal : 36 - wczoraj byla polska premiera no i postanowilem sie wybrac, ze wzgledu na reklame filmu ktora glosila : najlepszy meski pojedynek od czasow goraczki" (cos w tym stylu). przez to patrzylem z poczatku na film jako nasladowce goraczki - jednak nie jest to zadna kopia(choc porownania nasuwaja sie przy wielu scenach - np napadu na furgonetke, strzelaninach, nawet zdjecia - chlodne, w tonacji niebieskiej - wydaja sie zblizone do tych z filmu manna). jak dla mnie - bardzo dobry film kryminalny ze swietnie skonstruowanymi postaciami (nie przeszkodzily w tym nawet tak znane twarze jak auteuil i depardieu). jest to prawdziwie meskie kino - kobiety zajmuja w nim marginalną pozycje (co zreszta nie jest dziwne w tego typu produkcjach). muzyka odgrywa tu tez bardzo wazna role (i podobnie jak w goraczce - nadaje rytmu filmowi, sceny wzniosle czyni bardziej wznioslymi, sceny dynamiczne dynamizuje badz dodaje im dostojenstwa a sceny pelne spokoju czyni jeszcze bardziej harmonijnymi). ogolnie rzecz biorac swietny kryminal - nie za duzo akcji, nie za duzo przestojow, dobrze prowadzona narracja, dobre zdjecia, niejednoznaczne i niebanalne postacie - podsumowując goraco polecam

J.

flagg - Pią 09 Gru, 2005

xmyersx: kawał dobrego kina, prawda, ale strasznie mnie drażnił przesyt sentymentalnej muzyki, szczególnie w drugiej połowie. Jeeez, ja wiem, że wszyscy płaczą, ale momentami trochę z tym przeginali. Z francuskiego kina akcji ostatnich lat jednak dalej rządzi dla mnie "Nid de guepes" Florent Emilio Siri ("Gniazdo os", w Polsce przetłumaczyli to jako "Ostatni skok")...
chorus - Pią 09 Gru, 2005

Jesli jestesmy przy Francuskim kinie akcji to polecam inny film twórcy " 36 " , mianowicie " Gangsters " ( 2002 ) , jeszcze bardziej dynamiczny i miejscami brutalny
A " 36 " jest klasą samą w sobie , szkoda że Hollywood zabrało sie już za realizację remake'u

Embalmer - Sro 14 Gru, 2005

"Faster, Pussycat! Kill! Kill!" (1965. Russ Meyer) - Klasyk wczesnego kina eksploatacji Russa Meyera o trzech agresywnych tancerkach go-go, ktore zostają przestępczyniami, scigają sie samochodami po pustyni i leją po ryjach facetów. W glównej roli bryluje Tura Satana, a jej ogromny biust przyciąga do ekranu. :wink: Fajniutkie kino eksploatacji z mocnymi akcentami feministycznymi i kultowymi one-liners.
Oto link do strony Tury Satany: http://www.turasatana.com/ :wink:

Borg - Nie 18 Gru, 2005

"The Shogun's Samurai " aka "The Yagyu Conspiracy " reż. Kinji Fukasaku, 1978r
Klasyka kina samurajskiego. Historia walki o schedę po śmierci shoguna pomiędzy jego synami.
Polecam kazdemu kogo interesuje japońska kinomatografia. Ciekawa rola Sonny Chiba jako syna podstępnego nauczyciela szermierki.

Borg - Sob 24 Gru, 2005

W ramach oddechu po dwukrotnym obejrzeniu "Eat the School Girl" (na potrzeby recenzji) zapodałem sobie serię "Lone Wolf and Cub" (wspaniałą japońską serię) :D . Dla pasjonatów japońskiego kina rekomendacja zbędna. Dla pozostałych informacja: jest to pierwowzór "Shogun's Assassins" z tym, że lepszy. Polecam.
Embalmer - Nie 15 Sty, 2006

Wczoraj na TVP 2 oraz TVP 1 dwa filmy Jina Wonga i Coreya Yuena z Jetem Li w roli glównej "The Legend of the Red Dragon" (1994) i "High Risk" (1995) - Ten drugi obraz bardziej przypadł mi do gustu. Opowiada o ochroniarzu (Jet Li) znanej gwiazdy filmów kung-fu, ktory zmuszony jest walczyc o zycie zakładników, gdy na hotel, gdzie odbywa sie wystawa rosyjskich klejnotów napada grupa terrorysty zwanego Doktorem. Fabuła wtórna, dialogi głupie, ale fantastyczne sekwencje walki, znakomita kaskaderka i sporo humoru. :)
http://www.imdb.com/title/tt0110054/combined
http://www.imdb.com/title/tt0114437/combined

grzEGOrz - Nie 15 Sty, 2006

a ja w końcu obejrzałem "Harakiri" Masaki Kobayashi'ego, które przesłał mi Król Zombich i mocno polecał. i cóż mogę powiedzieć? ten film jest niesamowity. akcja dzieje się teoretycznie w jednym miejscu, a film nie pozwala oderwać oczu. świetny aktorsko i koncepcyjnie. wymowa humanistyczna daje dobrze w łeb - i nakręcono to w Japonii (tekst, że kodeks bushido jest gówno warty po prostu zamiata). to trzeba oglądać kilkukrotnie, żeby smakować. po prostu wypas!
Borg - Nie 15 Sty, 2006

Tja. Harrakiri to jeden z najlepszych filmów z tzw. kina samurajskiego. EGO obejrzyj tez sobie "Bunt" tego samego rezysera.
grzEGOrz - Nie 15 Sty, 2006

wiem, wiem. mam "Samurai Rebellion" i czeka na obejrzenie 8)
flagg - Nie 15 Sty, 2006

I "Bunt" i "Harakiri" zmiażdżyły mnie swego czasu. Kurczę, tylko niektóre filmy Kurosawy mogą się z tym równać...
grzEGOrz - Czw 19 Sty, 2006

a ja w ramach poprawiania sobie humoru na obczyźnie, zbadałem będąc jeszcze w irl "Idi i smotri" Elem Klimova - i po prostu usiadłem. film maksymalnie siada na psychikę. wojna pokazana z perspektywy zwykłych ludzi, z dala od wielkich działań frontowych. koszmar tamtego okresu ukazany tak, że jeszcze długo po projekcji nie można się otrząsnąć. już nawet nie chodzi o zezwierzęcenie hitlerowców, ale tragedia ludzi pozbawionych domów, ucieczki przez bagna. do tego skontrastowane z wcześniejszą idylliczną zabawą dwójki bohaterów w lesie. zdjęcia ukazują raz to piękno (we wspomnianej sekwencji) raz to brud, syf i tragedię. wiadomo, gdzie i kiedy film był kręcony, więc sytuacja jest dość jednostronnie pokazana, ale spokojnie można uogólnić wnioski płynące z "Come and See" i robi się z dzieła Klimova porażający manifest antywojenny.

polecam!!!

Mort - Nie 22 Sty, 2006

"Star Wars II" - zaatakowane na kacu, bo tylko wtedy przyjmuję takie chujawe filmy. Nawet nie dotarłem do końca - kupsztal jakich mało!


grzEGOrz napisał/a:
"Idi i smotri" Elem Klimova


Proszę przesłać kopię na adres rednacza, bo inaczej usunę z redakcji! :mrgreen:

LeonPL - Nie 22 Sty, 2006

kawa i papierosy- moje 2 starcie(po ghost dog) z jarmuschem. film sklada sie z kilku nowel, lacza ich oczywiscie tytowe(tez lubie) uzywki. ciekawe spostrzezenia-o nierownym traktowaniu ludzi, o nieumiejetnosci rozmowy, o interesownosci. swietna obsada, duzo, czasem gorzkiego humoru, dobre puenty. warto.
trocu - Nie 22 Sty, 2006

LeonPL napisał/a:
kawa i papierosy[...]warto.


W takim razie "Noc na ziemi" tez powinna Ci sie spodobac - podobny motyw, tyle ze w taksowce. Na 3 starcie bedzie w sam raz. Zdecydowanie nie polecam natomiast "Inaczej niz w raju" - w moim odczuciu to flaki z olejem.

LeonPL - Nie 22 Sty, 2006

na 4 starcie, bo jeszcze broken flowers obejrzalem. tez mile. o panu ktory dowiaduje sie z anonimowego listu ze przed 20 laty sporzadzil syna, i wyrusza po kobietach jakie mial wtedy zeby sie czegos dowiedziec. spokojne tempo, piekne panie, muzyka fajnie pasujaca. i bill muray. ostatnio duzo filmow ogl z tym panem. strach lodowke otworzyc, zeby mi nie wyskoczyl :wink:
Mort - Nie 22 Sty, 2006

LeonPL napisał/a:
strach lodowke otworzyc, zeby mi nie wyskoczyl

:lol:
Chyba sobie obejrzę "Broken Flowers", bo mnie zainteresowałeś tym filmidłem.

KANIBAL - Nie 22 Sty, 2006

Miasto Boga :mrgreen: żem oglądał ostatnio. Widział kto ?? Podobało się ??
Carandiru także żem oglądał. Podobne nieco klimaty, nawet ten sam gość jeden gra.

Borg - Pon 23 Sty, 2006

"Miasto Boga" czy to o tych brazylijskich dzieciakach ze slamsów bawiących się w gangsterów ?
Jesli tak (mogłem pomylic tytuły bo oglądałem to dawno temu) to jak najbardziej polecam, smutny film jednakże zmuszający do myslenia no i w stylu "Amores Peros".

trocu - Pon 23 Sty, 2006

LeonPL napisał/a:
[...]jeszcze broken flowers obejrzalem

Kiedys czytalem, nie wiem czy to prawda - bo nie pamietam gdzie, ze rola zostala specjalnie napisana przez Jarmuscha z mysla o Bill'u Murray'u. Jesli to prawda - a nie widzialem tego filmiszcza - to znaczy, ze obraz musi byc kozacki. Szanuje Billa - szczegolnie od czasow Lost in Translation.
Pozdrawiam

Killa - Pon 23 Sty, 2006

trocu napisał/a:
LeonPL napisał/a:
kawa i papierosy[...]warto.


W takim razie "Noc na ziemi" tez powinna Ci sie spodobac - podobny motyw, tyle ze w taksowce. Na 3 starcie bedzie w sam raz. Zdecydowanie nie polecam natomiast "Inaczej niz w raju" - w moim odczuciu to flaki z olejem.



W Nocy... straszie podobal mi sie epizod we Wloszech :D Dynie rzadza :D

Snejk - Pią 27 Sty, 2006

Ja sobie obejzalem Droge Smoka z Brucem Lee i Chuckiem Norrisem. Bardzo dobry. Lee swietnie zagral i jak zwykle pokaza spore umiejetnosci tak samo jak Czak :)
trocu - Nie 29 Sty, 2006

Snejk napisał/a:
Lee swietnie zagral i jak zwykle pokaza spore umiejetnosci tak samo jak Czak Smile

O tak ... Lee zagral po mistrzowsku, jako scenarzysta i rezyser doskonale wiedzial co robi obsadzajac samego siebie w roli glownej. Na szczegolny podziw zasluguje mimika jego twarzy - nawet nie wiedzialem, ze czlowiek potrafi robic takie miny. A jesli chodzi o Chuck'a ... hmm mam wszystkie odcinki "Straznika z Teksasu" + 2 specjalne w wersji Director's Cut :D

Kamikadze - Nie 29 Sty, 2006

LeonPL napisał/a:
na 4 starcie, bo jeszcze broken flowers obejrzalem. tez mile. o panu ktory dowiaduje sie z anonimowego listu ze przed 20 laty sporzadzil syna, i wyrusza po kobietach jakie mial wtedy zeby sie czegos dowiedziec. spokojne tempo, piekne panie, muzyka fajnie pasujaca. i bill muray. ostatnio duzo filmow ogl z tym panem. strach lodowke otworzyc, zeby mi nie wyskoczyl


No własnie, ja tez sobie ten film niedawno obejrzałam i mam przyjemne wrażenia. Film naprawdę udany, może nie żadne arcydzieło, ale na pewno warto obejrzeć. Zawiera tez pewne subtelne odniesienia (np. pierwsza pani i jej córka - Lolita, jak żywcem wyciągnięte z Lolity Nabokova właśnie :) ), różowy leitmotiv i tę niepewność. Dobrze, że reżyser pozostawił widzowi pole do własnej interpretacji, a nie, kawę na ławę.

Borg - Nie 29 Sty, 2006

"Goyokin" (Honor Samuraja), 1969r
http://www.imdb.com/title/tt0064387/
Historia samuraja, który w obronie wioski rybackiej staje przeciwko swojemu klanowi.
Ciekawa fabuła, momentami oniryczny klimat, wizualny majstersztyk i świetna muzyka.
Film ten spokojnie może konkurować z dziełami Kurosawy lub Kobayashiego.
Lubiący filmy samurajskie mogą ten tytuł łykać w ciemno. Polecam.

LeonPL - Czw 02 Lut, 2006

sekretarka- urocza komedia romantyczna o sekretarce uwiklanej w romans z nutka bdsm z swoim szefem. duzo smiechu jak kto lubi inne spojrzenia na relacje damsko/meskie

mind game- wywalajacy w kosmos film animowany o kolesiu ktory dostaje od Boga druga szanse i postanawia tym razem czerpac z zycia. niby z japoni, ale nie ma duzych oczu, czesto przeplatane elementami nieanimowanymi, ogolnie forma bardzo dynamiczna, troche eksperymentalna. szczeke z podlogi zbieralem troche czasu-jak kto lubi animacje to mus

LeonPL - Sro 08 Mar, 2006

post pod postem, ale nie ma jak inaczej podbic, zeby ktos to przeczytal :?
Wyznania gejszy- mloda dziewczynka zostaje sprzedana przez rodzicow do szkoly gejsz. tam uczy sie wszystkich atrybutow koniecznych mistrzyniom zawodu, probujac jednoczesnie uniknac efektow intryg zazdrosnej rywalki. w filmie dano 3 najpiekniejsze aktorki jakie widzialem, bajeczne krajobrazy, genialna muzyke. nie idzie podniesc szczeki z podlogi takie to wszystko robi wrazenie. in minus jedynie drazniace kazdego fana kina azjatyckiego amerykanska wizja dramatyzmu i romantyzmu(glosna muzyka itp. tanie chwyty majace wywolac rzeki lez na widowni). pomimo tego 5+/6 z czystym sumieniem, i marsz do kina fani azjatek :mrgreen:

loo - Czw 09 Mar, 2006

Wyznania gejszy- amerykański film zrobiony na postawie amerykańskiej książki napisaneł przez kogoś kto gejsze podobnno znał :? . I to troche przeszkadzalo mi w odbiorze tego filmu. Poza tym czytałam wcześniej książke i to sprawilo troche wialo nudą miejscami. Ogolnie - film ładny , ale prosty i nawiwny , ocena 3+/6. Dobry do obejrzenia "z dziewczyna" :D
Wieczór z anime czyli:
Vampiere Hunter D
Ninja Scroll
Akira
Nigdy jakoś nie pociągały mnie te klimaty , ale po obejrzeniu w/w przynajmniej wiem dlaczego cieszą się tak duża popularnościa. 1,5 h poświęcone na każdy z tych filmów nie jest czasem zmarnowanym :D

loo - Pią 31 Mar, 2006

Sekretrka czyli masochizm poztywnie :wink: Dobry film na poprawienie nastroju :D \

Odyseja kosmiczna 2001 - film genialny, wykracza poza skalę. Zawsze gdy go oglądam nie jestem w stanie uwierzyć , że nakręcono go w 1968 roku. Dzieło które nigdy się nie zestarzeje.

LOBO - Sob 01 Kwi, 2006

"Oszukać przeznaczenie 3" - wszystko co wyróżnia ten film to niebanalne sceny gore. Jak zwykle czeka na widzów spora dawka nieprawdopodobnych zgonów, które przerywają rozwlekłe i monotonne dialogi tak tępe jak wyrazy twarzy głównych bohaterów. Odrbina nagości (ale naprawdę odrobina) oraz szczypta humoru pozwalają stłumić cisnący się w ich trakcie sen na powieki i skupić na kolejnym, oryginalnym zejściu. Ale tak ogólnie to słabo, bardzo słabo.
Embalmer - Sob 08 Lip, 2006

"Come and See"/"Idi i Smotri" (1985) po raz drugi - jeden z najbardziej przygnębiających i dosłownych filmów wojennych (czy w zasadzie antywojennych), jakie miałem okazję oglądać. Halucynacyjne, bezkompromisowe i mroczne arcydzieło przedstawiające w niezwykle realistyczny sposób wojenny koszmar z punktu widzenia 12-letniego chłopca-partyzanta. Przeprawa przez bagno, uformowanie twarzy Hitlera z gliny, masowy mord dokonany przez Niemców na mieszkańcach białoruskiej wioski to tylko niektóre z niezapomnianych momentów - ten film chwyta za gardło i nie puszcza aż do końca. Cudowne zdjęcia, posępna ścieżka dzwiękowa, wybitne aktorstwo i "Requiem" Mozarta słyszane w zakończeniu, które wydobyło ze mnie łzy wścieklości. Majstersztyk kina!!! :!:
flagg - Nie 06 Sie, 2006

- "The Proposition", reż. John Hillcoat - dowód na to, że western nie umarł. Wielkie, wielkie kino ze scenariuszem i muzyką Nicka Cave`a, rzadką na ekranach dawką okrucieństwa (eksplodująca głowa, długa scena biczowania i finałowa masakra) i kadrach, które można wprost kontemplować! Po prostu: A-Must-See-Movie!

- "Day Night Day Night", reż. Julia Loktev - gdyby nie finałowa sekwencja pisałbym o arcydziele. Apsychologiczna, surowa rejestracja ostatnich (?) 24 godzin z życia kobiety, która dobrowolnie ma się wysadzić powietrze na środku Times Square. Plus niezapomniane zdjęcia jednego z najwybitniejszych współczesnych operatorów Benoit Debie ("Nieodwracalne", "Kalwaria", "Innocence"). Być może bardziej eksperyment niż czyste kino, ale obok takiego doświadczenia estetycznego nie sposób przejść obojętnie.

- "United 93", reż. Paul Greengrass - nakręcić dobry film o 11.09? Nieprawdopodobne, a jednak się udało. Twórca znakomitej "Krwawej niedzieli" nakręcił za pomocą charakterystycznej dla siebie surowej stylistyki dzieło na wskroś przejmujące. Ostatni ukłon dla ofiar tego pamiętnego dnia ze strony wielkiego filmowca - to się ceni.

- "Dave Chapelle`s Block Party", reż. Michel Gondry - znakomity dokument muzyczny, od którego nie można się oderwać ani na sekundę. Uczta wizualna i akustyczna najwyższych lotów. Plus Erykah Badu, The Roots, The Fugees, Kanye West, Mos Def...

- "Tristram Shandy", reż. Michael Winterbottom - coś w rodzaju ekscentrycznej komedii o kręceniu adaptacji "Tristram Shandy`ego" Sterne`a. Plus za znakomitą scenę będącą odwołaniem do "Lancelota" Bressona.

- "13 (Tzameti)", reż. Gela Babluani - czarno-biały francuski thriller wyreżyserowany przez Gruzina i jedna z większych, tegorocznych niespodzianek w europejskim kinie gatunku. Można mieć parę zarzutów, ale tak czy inaczej, polecam z czystym sumieniem.

Kamikadze - Pon 07 Sie, 2006

Mam pytanie. To w końcu gdzie się wpisujemy z obejrzanymi filmami, tu, czy w pierwszym od góry dziale :?: Chyba, że tutaj nie-horrory :|
Embalmer - Pon 07 Sie, 2006

W zasadzie tutaj pojawiają się nie-horrory, ale w tej chwili to sam już nie wiem. :roll:
flagg - Pon 07 Sie, 2006

Kamikadze napisał/a:
Mam pytanie. To w końcu gdzie się wpisujemy z obejrzanymi filmami, tu, czy w pierwszym od góry dziale Chyba, że tutaj nie-horrory

Wydaje mi się, że w dziale "Co w horrorze piszczy" piszemy o obejrzanych horrorach, a tutaj o filmach pozagatunkowych. Tak na zdrowy rozum :wink:

LeonPL - Pon 07 Sie, 2006

taki mialem zamiar zakladajac ten temat.no i popromowac corpse bride, ktore mi sie bardzo spodobalo :mrgreen:
ja teraz jestem swiezo po najnowszym kevinie smithie, czyli clerks 2, i przyznam, ze to jeden lepszych sequeli jakie w zyciu widzialem. smith pokazuje, ze nadal potrafi byc zabawny(jesli kto lubi humor tworcy dogmy), swietne dialogi i trzymajaca sie kupy fabula(choc podobnie jak w jedynce nie ona jest najwazniejsza).zmiotla mnie scena Jay'a nasladujacego buffalo billa z Milczenia owiec :lol: fanom Sprzedawcow polecam

Killa - Pon 07 Sie, 2006

LeonPL napisał/a:
taki mialem zamiar zakladajac ten temat.no i popromowac corpse bride, ktore mi sie bardzo spodobalo
ja teraz jestem swiezo po najnowszym kevinie smithie, czyli clerks 2, i przyznam, ze to jeden lepszych sequeli jakie w zyciu widzialem. smith pokazuje, ze nadal potrafi byc zabawny(jesli kto lubi humor tworcy dogmy), swietne dialogi i trzymajaca sie kupy fabula(choc podobnie jak w jedynce nie ona jest najwazniejsza). fanom Sprzedawcow polecam




oo swietnie obawialem sie ze Smith moze odwalic kiche z tym filmem, film widziales w kinie czy w "domu" ? bo nie wiem czy jest juz dostepny tam i owdzie. Cieszy mnie to ze film jest dla fanow sprzedawcow to moim zdaniem to najlepszy film Smitha (reszta tez jest swietna ale Sprzedawcy to Sprzedawcy..noo i jeszcze Chasing Amy :D ) Pozdr.

Kamikadze - Pon 07 Sie, 2006

Mam nadzieję, że Clerks2 będą lepsi od Szczurów, czy Dogmy. Mnie się podobali tylko Sprzedawcy, więc z wielką obawą podchodzę do sequelu.
LOBO - Wto 08 Sie, 2006

Pierce Bronsnan to aktor, na którego filmowy wizerunek zawsze byłem obojętny. Nie ma się czemu dziwić, każda rola taka sama. Beznadziejnie nudny twardziel, wygłaskany, wychuchany. Dziś jednak cofam wszystko, byłem bowiem świadkiem niezwykłej metamorfozy tego zdawałoby się ograniczonego aktora. Wracam właśnie z kina, gdzie nieziemsko bawiłem się oglądając nietypową komedię "The Matador", znaną również pod beznadziejnym polskim tytułem "Kumple na zabój". Według wielu opini zasłyszanych wśród znajomych, film pozbawiony ikry, z czołgającą się fabułą, który zamiast bawić usypia. Bzdura! To co zrobił Brosnan przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Gburowaty, bezczelny, wulgarny, a jednak na swój sposób szalenie sympatyczny płatny zabójca Julian Noble, to najlepsza kreacja aktorska jaką w tym roku miałem okazję podziwiać na szerokim ekranie. Co tam Phoenix czy Hoffman, co mnie obchodzą ich nominacje do Oscara, jedyny Tommy Lee Jone, który coś pokazał w "Trzech pogrzebach...". Jednak Pierce Brosnan zdołał mnie rozbawić, wzruszyć i zaskoczyć, kilka razy w ciągu 90 minut, a to nie lada sztuka. Krótko mówiąc "The Matador" to wspaniały film :!:
vegangore - Wto 08 Sie, 2006

Kamikadze napisał/a:
Mam nadzieję, że Clerks2 będą lepsi od Szczurów, czy Dogmy. Mnie się podobali tylko Sprzedawcy, więc z wielką obawą podchodzę do sequelu.

ja kocham 'W Pogoni za Amy' :D

vegangore - Sro 09 Sie, 2006

za rekomendacją LoBO - The Matador :) kreacja Brosnana świetna -taka jak się spodziewałem :arrow: tandetny wąs, dziara 'mamusia', grubiańskie zachownie, wyrachowanie i cynizm :D Sam film w paru miejscach kulał(przynajmniej ja miałem takie wrażenie), ale w ogolnym rozrachunku moge polecić :)
Scena jak Julian sunie przez hall pełen gości, z drinem, w kąpielówkach i butach - mistrz :)

Kamikadze - Pon 14 Sie, 2006

Dobra, zaczynam wpisywać tu nie-horrory ;) dziś widziałam Dzieje grzechu Borowczyka, tak, tego pana świńtuszka :) Sama fabuła, wywiedziona ze skandalizującej w swoim czasie książki Żeromskiego, jest dziś raczej zramociała, no i torchę nieprawdopodobna, coś jak dzieje markizy Angeliki albo innej Katarzyny (to, jakby panowie nie wiedzieli, takie kostiumowe serie przygodowe - Angelika była wszędzie przez facetów porywana i wykorzystywana w filmach z lat 60., natomiast Katarzyna w serialiku z lat 80., chyba trochę naśladującym serię z Angeliką, przeżywała różne przygody, w tym miłosne, jeżdżąc po całym świecie w poszukiwaniu ukochanego. W zasadzie te filmy to takie zakamuflowane erotyki, gdzie babka jest trochę towarem przechodnim, w wersji dla kobiet ;) ), ale wszystko ratuje ładna realizacja, z raczej wysmakowanymi scenami erotycznymi oraz wiernie oddanymi realiami epoki. Warto obejrzeć - Borowczyk nie skupiony na erotyce, ale zdradzający pewne zainteresowania w nie-erotyku;)
grzEGOrz - Pią 18 Sie, 2006

'Where The Truth Lies' - taki sobie noir Egoyana. młoda dziennikarka stara się odkryć prawdę o tajemniczej śmierci sprzed lat, w którą zamieszani byli dwaj sławni komicy. akcja meandruje, czyni zwroty i w ogóle, ale ogląda się to kompletnie bez zainteresowania. jakoś mało mnie obchodziło kto naprawdę zabił, a kolejne zwroty fabularne nie wywoływały większych reakcji. chociaż jest parę ciekawych rzeczy, dla których warto jednak po film sięgnąć. jak dla mnie Colin Firth tutaj wygląda i gra świetnie. bardzo dobre zdjęcia - film naprawdę ładnie nakręcony, niektóre kadry naprawdę można kontemplować. ładna główna bohaterka i sporo golizny tu i ówdzie to też zawsze plus.

ale ogólnie to jednak rozczarowanie, choć nakręcone jako powiadam sprawnie...

Kamikadze - Nie 20 Sie, 2006

Dziś - dwa udane seanse: Metropolis Fritza Langa (można było sobie tylko w trakcie projekcji wymieniać tytuły filmów, których reżyserzy czerpali z niego pełnymi garściami :wink: ) oraz Sid i Nancy z Garym Oldmanem, który nie był jeszcze taki mainstreamowy ;) (w tle majaczyła Courtney Love, dość papuśna, ale mimo to do rozpoznania). Metropolis, choć sama historia, wielokrotnie wykorzystywana później przez scenarzystów, nie wydaje się dziś szczególnie oryginalna , trzyma poziom, a ówczesne triki i technika wciąż robią spore wrażenie. No i wizja całości. I wspaniała jakość DVD :mrgreen:
Sid i Nancy mnie zdołował, niestety :/ ale mimo to, cieszę się, że wreszcie obejrzałam ten film.

flagg - Czw 24 Sie, 2006

"Reefer Madness", reż. Andy Fickman [2005] – niesamowita, psychodeliczna komedia muzyczna, przewrotnie stylizowana na anty-narkotykowy film z lat 30-tych. Błyskotliwa mieszanka gatunków i styli (wystarczy zobaczyć ten fenomenalny początek z zombiakami!), a zarazem inteligentna i wysmakowana liberalna satyra wystosowana w obrońców moralności wszelkiej maści. A za scenę z Jezusem film ten mogę zaliczyć do jednej z czarnych pereł ostatnich miesięcy. Dla fanów odjazdowego, niekonwencjonalnego kina pozycja obowiązkowa!

"Bangkok Loco", reż. Pornchai Hongrattanaporn [2004] – kolejny film z działu psychodelicznych, z tym, że tym razem zupełnie innej klasy. Oglądnie mówiąc: fabuły streścić się nie da, narracja biegnie w tempie wideoklipowym, pełno chorych pomysłów, gagów i nawiązań do innych filmów. I choć inwencji filmowi momentami odmówić się nie da, przez pierwsze pół godziny znakomicie się go ogląda (wyróżnienia dla sceny gore :zadowolony: , ptasiej grypy i dubbingu w kinie), to w pewnym momencie mówimy dość: dowcip staje się jałowy, pomysły się kończą, a my zaczynamy odczuwać zmęczenie tą konwencją wymuszonego filmu kultowego.

"Mean Creek", reż. Jacob Aaron Estes [2004] – zaskakująco udany dramat niedawno wydany u nas na dvd. Trochę się bałem tej etykietki: Sundance Film Festival, ale muszę przyznać, że czekało mnie miłe rozczarowanie. Dobrze rozegrany, ze świetnymi rolami młodych aktorów i bez cienia pretensjonalności, z którą zwykle kojarzy się kino niezależne. Ktoś powie, że to już było ("Stand By Me", anyone?), że zakończenie jest przewidywalne od początku, ale cóż z tego. Filmowi nie da się odmówić klasy, napięcia, klimatu (szczególnie pod koniec!), a ogląda się to świetnie i bez cienia znużenia. I taka mała refleksja na koniec: jak to jest, że w kinie tak dobrze sprawdzają się fabuły, które odwołują się do tematu dzieciństwa, dojrzewania i w ogóle inicjacji jako takich?

"Spiele Leben", reż. Antonin Svoboda [2005] – bardzo efektowny austriacki thriller z elementami fantastyki. Całość tyczy się uzależnienia od hazardu, która w pewnym momencie przeradza się w obsesję. Otóż bohater zaczyna w pewnym momencie uzależniać wszystkie swoje życiowe decyzje od wyników rzutów kością, przekonany o jej nadnaturalnych właściwościach (skojarzenia z poschizowanym Harveyem Dent jak najbardziej uzasadnione). Coś w stylu: "pójść, czy nie pójść do fryzjera? 1-3 idę, 4-6 mówię fryzjerowi `a wała!` ". No i tu problemu nie ma, gorzej gdy nasz miły Austriak zaczyna stawiać sobie poważniejsze pytania: „rzucić dziewczynę, czy nie rzucić?”. Mówiąc krótko, w pewnym momencie przestaje być zabawnie i zaczyna się robić tragicznie na europejską modłę. Ale nie martwcie się: z dala od kina autorskiego, Svoboda postawił na czyste kino gatunku, nie dość, że dobrze nakręcone, to jeszcze całość przyjemnie się ogląda. Szkoda, że film praktycznie nie do zdobycia (w necie go chyba także nie znajdziecie), ale gdybyście przypadkiem kiedyś na niego natrafili, obejrzyjcie go bez wahania!

"Palimpsest", reż. Konrad Niewolski [2006] – polski thriller i do tego wyreżyserowany przez twórcę bardzo udanej "Symetrii"?? Cóż, czekałem z utęsknieniem, a tu takie rozczarowanie. Fabuły nie ma co zdradzać ze względu na końcowy twist, ale, mój ty boże… Czegoś równie kompromitującego moje oczy dawno nie widziały. Nieprawdopodobnie nachalny i pretensjonalny od początku do końca film, który wprowadza widza w stadium głębokiego uśpienia. W pewnym momencie nie wytrzymałem, wyszedłem z sali, ale gdy dowiedziałem się, że film trwa 80 min. wróciłem i dzielnie wymęczyłem to żenujące dzieło do końca. Btw, czy Chyra musi grać ostatnio w każdym, ale to każdym polskim filmie ostatnio?

Kamikadze - Czw 24 Sie, 2006

Ja dziś z kolei widziałam Samuraja Melville'a z Alainem Delonem w roli amancko wyglądającego twardziela - płatnego zabójcy ;) Wcześniej widziałam już późniejszy o 3 lata W kręgu zła, gdzie miał podobną rolę; można powiedzieć, że i film podobny. Różnica polega na tym, że główny bohater jest tu samotnikiem (a nie, jak w W kręgu zła, działa ze wspólnikami), który żyje z zabójstw, sęk w tym, że pewnego razu, mimo żelaznego alibi, budzi podejrzenia policji, a zleceniodawcy się to zainteresowanie i węszenie władz nie podoba. Tutaj też mamy szpanerski klub, gdzie zachodzą bogate snoby (cudny design końcówki lat 60.), twardego zawodowca, do tego piekielnie inteligentnego zawodnika. W oczy uderza oszczędność i asceza realizacyjna - mało dialogów, ponury koloryt zdjęć, co kontrastuje z wieloma filmami z tamtego okresu, eksponującymi psychodeliczne barwy epoki flower-power. Film z pewnością doskonały, choć tchnie powagą i pewnego rodzaju chłodem. Ale jest też dyskretnie zaznaczone uczucie między bohaterem Delona a jego dziewczyną, której postać odtwarza ówczesna pani Delone :) Na pewno klasyk czarnego kryminału europejskiego, że się tak wyrażę :D
Zauważyłam też dwie sceny, które z pewnością zainspirowały wczesnego Argento :mrgreen:

A wczoraj i dziś - Wesele Muriel oraz Englar alheimsins.
Pierwszy to w zasadzie komedia z gorzką nutą, drugi - komediodramat. Wesele Muriel, choć fabuła zdaje się zwiastować komedię romantyczną z Kopciuszkiem, na szczęście takim filmem nie jest. Opowiada, co prawda, o dziewczynie ze sporą nadwagą (w tej roli Toni Colette, teraz, 12 lat po tym filmie wygląda młodziej oraz jest super-wylaszczona), która pragnie wyrwać sięz głupiej, tępej rodzinki nierobów i spod dyktatury ojca - w tym celu chce jak najprędzej wyjść za mąż, ale poza tym film jednak wyłamuje się ze schematów kom-romów dodatkami poważnymi, jak kalectwo przyjaciółki, czy dramat poniewieranej matki; ślub jest, ale nie ma wielkiej miłości. Można obaczyć, choć panowie pewnie pogardziliby ;)
A islandzki film z 2000 roku jest zupełnie innym doświadczeniem - młody malarz i perkusista, człowiek obdarzony bujną wyobraźnią oraz wybujałym idealizmem, zakochuje się w dziewczynie pochodzącej ze snobistycznej rodziny, która, po przelotnej fascynacji, pod wpływem swego środowiska go odtrąca. Zawód, jakiego doznaje Pall, powoduje ujawnienie się u niego schizofrenii. Od tego momentu film pokazuje jego życie w zakładzie psychiatrycznym, z nielicznymi momentami przepustek. Ale nie ma w tym dramatu - przeciwnie, osoby zgromadzone w wariatkowie są niesamowicie zabawnymi i barwnymi typami (facet - faszysta, który wziął kredyt w banku jako Adolf Hitler, inny, który uważa, że to on wymyślił piosenki, które telepatycznie ukradli mu Beatlesi, nieważne, że akcja dzieje się współcześnie, no ale logika nigdy nie idzie w parze z chorobą psychiczną), a scena w restauracji jest po prostu genialna. Oczywiście, wymowa filmu, jak i końcówka, nie tchnie zbytnim optymizmem - w zasadzie wszystko, co wesołe, jest podszyte niewymownym smutkiem. Dialogi są bardzo dobre. Mam w zasadzie uwagę jedynie do samej końcówki, która może razić nieco zbyt natrętną symboliką, ale cały film jest zdecydowanie godny uwagi. Choć trzeba się dać wciągnąć - kilkanaście początkowych minut jest dziwne, ale potem juz "wchodzi się" w fabułę.

LeonPL - Pon 28 Sie, 2006

a scanner darkly- kolejny z filmow , ktore na zachodzie robia dobre wrazenie, a w polskich kinach pewnie sie nie pojawia. mamy czlonka :wink: grupy do zwalczania niebezpiecznego narkotyku zwanego substancja a, ktory sledzi grupke cpunow majaca z tymze specyfikiem powiazania. jako, ze nasz glowny bohater(keanu reeves) sam nie stroi od narkotyku, dostaje wkrotce rozszczepienia osobowosci. ekranizacja powiesci philipa k. dicka, zrobiona przez richarda linklatera, utrzymana w podobnym stylu co wczesniejszy film tego pana, waking life: obraz filmowy z nalozonymi filtrami graficznymi, przez co wyglada jak animacja. kolejny raz pomysl sie doskonale sprawdzil, w Waking life budujac atmosfere swiadomego snu, tutaj zycia na narkotykach. warto
Kamikadze - Sro 30 Sie, 2006

Dziś obejrzałam obecne na naszych ekranach Życie ukryte w słowach. Mimo powierzchownego podobieństwa do Przełamując fale von Triera (rozchwiana, "dogmatyczna" kamera, platforma wiertnicza), film jest jednak zupełnie inny. Podobał mi się, ale mam 2 uwagi: widziałam wersję z hiszpańskim dubbingiem - hiszpański sam w sobie mnie nie razi (np. w filmach Almodovara, które bardzo lubię), ale dubbing doprowadza mnie do szału!!!! Nigdy nie jest się w stanie odtworzyć rzeczywistych emocji aktora innym głosem - tu mnie to nieco rozkojarzało. Po drugie - recenzenci filmowi są beznadziejni - zbyt dużo wypisują w swoich, pożal się, Boże, gazetowych recenzjach, zdradzając pewne rzeczy, które powinny wyjść same :zly:
A przy okazji - to nie wada, ale mi dziwnie :mrgreen: cholera - mam sobowtóra! Tylko o innym kolorze włosów!!!

Mort - Czw 31 Sie, 2006

LeonPL napisał/a:
a scanner darkly

Czekam na ten film z niecierpliwością! "Przez ciemne zwierciadło" to jedna z najlepszych, moim zdaniem, książek Philipa K. Dicka, którego uważam za genialnego pisarza. Ciekaw jestem jak twórcy poradzili sobie z, niełatwą przecież do przeniesienia na ekran, prozą Dicka. Co prawda nie wiem po co te filltry graficzne, bo wolałbym "czystą" interpretację, ale ok, niech będzie. Nie wiem LeonPL czy czytałeś książkę, ale jeśli tak, to Twoje "warto" nabiera innego znaczenia.

LeonPL - Czw 31 Sie, 2006

ksiazki nie czytalem, Ci co czytali nie byli juz tak zachwyceni, zarzucali splycenie(co oczywiste) i przeklamanie wymowy(tu sie nie zgadzam,bo odebralem film jak fani ksiazke). ostudz wiec Mort swoj zapal :wink: , ale po film siegnij, bo naprawde warto
Kamikadze - Pią 01 Wrz, 2006

Palindromy Todda Solondza. Widziałam kiedyś inny film tego reżysera, więc raczej nie byłam zaskoczona ani tematyką, ani stylem wypowiedzi ;) jednak Palindromy zrobiły na mnie duże wrażenie. I przygnębiające, niestety. Moim zdaniem Solondz to fatalista, który dodatkowo tej dominującej roli losu i przypadku nadaje czarny koloryt, nie dając żadnej nadziei. O ile w Happiness było dość sporo humoru (czarnego raczej), to tu już go tyle nie ma, a jego miejsce zajęła groteska. Tematyka, jak zwykle, dość poważna, obnażająca zakłamanie "świętych" instytucji, przede wszystkim rodziny i religii. W zasadzie to nie wiem, czemu jeszcze LPR i inne PiS-y się nie przyczepiły do tego filmu ;) Powiem szczerze, że filmy tego reżysera naprawdę odsłaniają całą tę fałszywą otoczkę, a nie udają, że to robią, jak w takim American Beauty, który prywatnie uważam za nieprawdziwy i mizdrzący się do widza.
Reasumując: Palindromy to ciężki kawał filmu, raczej nie na beztroskie posiedzonko z rodziną i żarłem ;)

Kamikadze - Pon 04 Wrz, 2006

Wpiszę się pod sobą, bo to już parę dni minęło.
Ostatnio oglądałam 2 filmy z 1977 r. (ach, lubię tę datę) - czyli z mojej ulubionej dekady w kinie. Pierwszy z nich to Ostatnia fala Petera Weira - oczywiście nie uniknie się tu porównań z Piknikiem, gdyż film, mimo akcji rozgrywającej się we współczesności, również opowiada o Tajemnicy, z którą styka się prawnik w osobie Richarda Chamberlaine'a, kiedy powierzona mu zostaje sprawa dziwnej śmierci Aborygena. Owego prawnika dręczą koszmarne sny, w których widzi tajemniczą postać, która wręcza mu kamień z dziwnym rytem. Później, w związku ze sprawą, mężczyzna poznaje osobiście młodego Aborygena, który pojawiał się w jego śnie. FIlm jest przepojony mistyczną atmosferą, potęgowaną przez dziwne zjawiska pogodowe, gwałtowne ulewy, gradobicia i burze z jasnego nieba; motyw wody jest tu zresztą symboliczny. Końcówka cokolwiek dziwna, ale sam reżyser ponoć nie miał na nią pomysłu ;) Warto obejrzeć, choć film, moim zdaniem, nie posiada jednak tej siły oddziaływania, co Piknik.
A dziś - Trzy kobiety w reż. Altmana. Pięnie sfotografowana opowieść o tytułowych kobietach; Sissy Spacek gra tu naiwną oraz, przyznam, irytującą Pinky, prowincjuszkę, która przyjeżdża do Kalifornii i zatrudnia się jako rehabilitantka starszych ludzi. W tajniki zawodu wprowadza ją równie irytująca Millie (Shelley Duval znana z Lśnienia), pozerka, której wydaje się, że jest duszą towarzystwa. Pinky, zauroczona Millie, przeprowadza się do niej jako współlokatorka. W okolicy bar prowadzą były kaskader - machoidalny Edgar - oraz jego milcząca, ciężarna żona Willie (Janice Rule), będąca malarką (niesamowite obrazy na dnie basenów, na ścianach, na betonie wprost na ziemi). Film, dość dziwny i raczej dla osób ceniących sobie psychologię, niż akcję, pokazuje, jak Millie i Pinky (które mają zresztą jednakowe imię - Mildred) zamieniają się osobowościami, w zasadzie są wzajemnymi odbiciami (co podkreśla wątek bliźniaczek, pracownic zakładu). Willie, przez film obecna tylko symbolicznie , dochodzi do głosu w końcówce filmu, dość zaskakującej i można rzec, feministycznej. Osobowość trzech pań stapia się wreszcie w jedno - w ten sposób znajdują wreszcie ukojenie i kres samotności, którą każda na swój sposób przeżywała. W tym świecie nie ma mężczyzn ;) Przedziwny, ale wartościowy film.

LeonPL - Pon 04 Wrz, 2006

mojej przygody z filmami Richarda Linklatera ciag dlaszy. dzis "Slacker", film, ktory ponoc zainspirowal Kevina Smitha do zostania filmowcem. Ciezko mi jakos sensownie strescic ten film-ogladamy zycie mlodych ludzi w Teksasie, obserwujac ich codzienne czynnosci, sluchajac ich pogladow na rozne sprawy. Ciekawa forma:sledzimy jednego z bohaterow, by za chwile podazyc sladem osoby, ktora zaczepil/minął. Fabuly w tym nie ma, sa za to naprawde swietne dialogi-niektorzy moga czesc z nich nazwac pustym filozofowaniem, mi sie podobaly. Jest tez kilka scen, ktore mnie bardzo rozbawilo. Zachecam do siegniecia, zwlaszcza fanow "Clerks"(tych co umieja angielski :wink: ).5+/6
Kamikadze - Wto 05 Wrz, 2006

Dziś widziałam Lolitę Stanleya Kubricka. W zasadzie mam mieszane odczucia - myślę, że tej książki po prostu nie da się dobrze sfilmować. Po pierwsze: film nie za bardzo nadaje się do pokazania literatury symbolicznej, aluzyjnej - u Kubricka, z przyczyn obyczajowych, nie było żadnego erotycznego napięcia, które przecież tak bardzo obecne jest w książce, natomiast pokazanie "wszystkiego" strywializowałoby historię, którą można odczytywać przecież na różne sposoby, nie tylko dosłownie. Film Kubricka jest ugrzeczniony i sporo przez to traci - dobrze, że choć zawiera spora dawkę humoru, równiez dzięki roli przebiegłego Quilty'ego, którą perfekcyjnie odegrał Peter Sellers. No cóż. Mnie bardziej podobają się inne filmy Kubricka, ten jest dla mnie poprawny, ale niewiele więcej. I na pewno nie może równać się z książką.
Aha - jest w Lolicie fajna scena, kiedy Humbert z matką Lolity i nią samą ogląda w kinie samochodowym co? Przekleństwo Frankensteina z wytwórni Hammer, a na ekranie widać twarz Monstrum, czyli Krzycha Lee, a potem Petera Cushinga :D

Mort - Sro 06 Wrz, 2006

LeonPL napisał/a:
a scanner darkly- kolejny z filmow , ktore na zachodzie robia dobre wrazenie, a w polskich kinach pewnie sie nie pojawia.


Dziś wyczytałem w gazecie, że faktycznie nie mamy co liczyć na pojawienie się tego filmu w naszych kinach :zly:

Kamikadze - Czw 07 Wrz, 2006

Za to pewnie pojawi się film, który widziałam dziś, czyli Lucky Number Slevin Paula McGuigana z br.
Jest to kryminalny thriller ( :roll: tak mi pasuje), w którym przybyły do NY chłopak zostaje wplątany w intrygę między dwoma gangami - murzyńskim i żydowskim, jako że został wzięty za kogoś innego. Ma w związku z tym załatwić syna Rabina, szefa Żydów (w tej roli Ben Kingsley), co zleca mu szef Murzynów (Morgan Freeman), a Żydzi domagają się od niego zwrotu gotówki, którą jakoby jest im winien. Sytuacja, zdaje się, bez wyjścia. I oczywiście byłaby, gdyby nie plot-twisty i inne podobne temu rzeczy.
Twórcy filmu mieli, zdaje się, ambicje dorównania Hitchcockowi. Stąd liczne nawiązania do Północy- północnego zachodu, Niewłaściwego człowieka, itp. Postacie nawet rozmawiają o filmach Hitcha. I o Bondzie. Oczywiście, ja wyżej cenięHitchcocka ;) w związku z czym widzę, że ambitne zamiary twórców nie za bardzo się powiodły. Moim zdaniem, film jest zbyt efekciarski. Nie, nie jest to kino zupełnie złe, gdzie tylko "sie strzelajom i wybuchy som" (choć i to jest), ale tym bardziej rażą spłycenia, banały, pogoń za efektem, wreszcie wydumana, moim zdaniem, historia. Humor jest momentami kiepskawy (jak o synu Rabina, geju, o którego homoseksualizmie wszyscy wiedzą, tylko nie tatuś), niektóre sceny bezsensowne (jak ta ze zdjęciem ręcznika z przyrodzenia, bo urocza sąsiadka sobie poszła, tymczasem ona wraca i widzi głównego bohatera w pełnej, hm, krasie ;) ) Nie wiem, czemu miało to służyć? Jeżeli była to aluzja, że panna wkrótce zapozna się z owym przyrodzeniem nieco bliżej, to darujcie...
Obsada strzela nazwiskami - oprócz Kingsley'a i Freemana mamay Bruca Willisa, pojawia się też Danny Aiello, a z młodszego pokolenia - Lucy Liu i główny Josh Hartnett. Jest to aktor, którego wraz z Affleckiem, Damonem i Di Caprio zaliczam do grona tych aktorów, którzy co prawda, są dobrze zbudowani i odżywieni, tacy wysportowani amerykańscy chłopcy, ale ich twarze zdają się zdradzać, że panowie nie korzystają za często z mózgu. Może ich krzywdzę, bo być może sa asami inteligencji, ale na mnie działają, jak płachta na byka. No, ale dość o osobistych uprzedzeniach...
Film pewnie będzie się podobał. Ma wartką akcję, miesza dramat, intrygę, romans, itp. Ale dla mnie fabuła jest z palca wyssana, przedumana, do tego dochodzi wspomniane efekciarstwo. Nie lubię, jak mi nadmiernie spece od montażu się chwalą. Howgh.
p.s. Widzę, że na imdb nie brak negatywnych opinii, w tym zarzutów, że cscenarzysta odcinał kupony w nieumiejętny sposób, od Ritchiego i Tarantino. Zgadzam się z tym (zwłaszcza Ritchie).
p.s.2 Widzę, że już go grają jako Zabójczy numer.

A dziś - film, który o wiele bardziej wart jest obejrzenia i który pokazuje, na czym polega magia kina (też z gangsterami ;) ), czyli The Cotton Club Coppoli. Wszystkie te Zabójcze numery to sieczka przy takim kinie, niestety.

Kamikadze - Sob 09 Wrz, 2006

Hm, poprzedni post się rozrósł, więc piszę pod sobą.
Widziałam dziś The Big Heat Fritza Langa, znany w Polsce pod tytułem Bannion. Jest to jeden z przykładów doskonałego kina, łączącego cechy czarnego kryminału, thrillera i dramatu. Lang według mnie był świetnym reżyserem, ten film potwierdza jego klasę.
Policjant popełnia samobójstwo. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości, więc sierżant Bannion chce szybko zamknąć sprawę. Jednak była kochanka denata, bywalczyni pewnego baru, upiera się, że jej wybranek nie mógł ot tak, po prostu się zabić. Choć Bannion nie traktuje jej serio, zwłaszcza po rozmowie z żoną samobójcy (świetny tekst kochanki: traktuje ją pan poważniej, niż mnie, a jedyna różnica między mną a nią jest taka, że ona ma obrączkę na palcu - nie cytuję dosłownie), zaczyna w końcu zauważać, że jest coś dziwnego w tej na pozór prostej sprawie. Jego podejrzenia zaczynają wzrastać, gdy policja znajduje zmaltretowane ciało kochanki samobójcy...
Atmosfera filmu jest gęsta, ale jednocześnie widz nie ma żadnej wątpliwości, o co chodzi. Mamy parę symbolicznych scen, np. kiedy córka Banniona buduje z klocków "komisariat", Bannion przekłada jeden klocek i cała budowla się wali. Oprócz tego w filmie roi się od gwiazd, m.in. zmarły dosłownie przed paroma dniami Glenn Ford w roli sierżanta, Lee Marvin w roli sadystycznego gangstera, Gloria Grahame jako jego kochanka; ciekawostką dla fanów Marlona Brando jest występ jego starszej siostry - Jocelyn - w roli żony Banniona.
Moim zdaniem, bardzo dobry film.

Wczoraj, czyli 10 września, widziałam wreszcie film, który bardzo chciałam zobaczyć - Dzień szarańczy Schlesingera z 1975 r. Wizualnie przypomina momentami wcześniejszego o rok Wielkiego Gatsby Jacka Claytona, z tą "mgiełką" i bikami świetlnymi na błyszczących przedmiotach, no ale mówi o czymś zupełnie innym. Mamy bohaterów, marzących o sławie w Hollywood - początkującego storyboardzistę, który ma duży talent rysowniczy oraz jego sąsiadkę - Faye, głupią i pustą blondynkę, pragnącą sławy aktorskiej. Jej ojciec był niegdyś rokującym nadzieję mimem i artystą estradowym, ale obecinie jest jedynie schorowanym domokrążcą. Blondi, w której beznadziejnie zakochany jest główny bohater, ma naturę swojej matki -początkowo pruderyjna, by stać się pozbawioną większych skrupułów puszczalską. Jednocześnie potrafi omotać każdego faceta, a byt zapewnia jej szlachetny i wielbiący ją, choć bojaźliwy i głupowaty... HOMER SIMPSON!!! Pewnie stąd wzięło się imię i nazwisko bohatera kreskówki ;) W tej roli doskonały Donald Sutherland. W tle fabuły widać narastający niepokój na świecie i dojście Hitlera do władzy (jest to ukazywane dyskretnie, poprzez kroniki filmowe, których nie oglądają bohaterowie, w nagłówkach gazet). Jest to ważne, gdyż, przynajmniej w moim mniemaniu, decyduje o kształcie miażdżącego finału filmu, naprawdę szokującego. Polecam - ambitne kino z lat 70., skąpane w złocistej poświacie i dające nieźle po głowie.

Kamikadze - Czw 14 Wrz, 2006

Hm. Czy tylko ja się tu wpisuję? ;)
Widziałam dziś Maratończyka Johna Schlesingera. Wprost brak mi słów, żeby wyrazić, jak bardzo podobał mi się ten film. Dla mnie jest doskonały pod każdym względem - reżyserii, scenariusza, aktorstwa, zdjęć (estetyka ich wręcz poraża), muzyki i efektów dźwiękowych... jedno z arcydzieł mojej ulubionej dekady.

grzEGOrz - Czw 14 Wrz, 2006

no dobra, to żebyś samotna nie była w tym wątku - 'Girl On The Bridge' - takie bajkowe filmidło, w sumie nie wiem sam co o nim sądzić, poza tym, że mi się podobało :wacky: zdjęcia rewelka, przyjemna dla ucha muzyczka, świetny Auteuil i Paradis, na którą patrzeć nie mogłem... porcja optymizmu i ciepła, której się nie spodziewałem. jak dla mnie zuch!
Kamikadze - Pią 15 Wrz, 2006

Dzięki, EGO ;)

Dziś widziałam sci-fi-thriller - One Point 0. Hm. Mnie nie przekonał, choć zapewne ma swoich zagorzałych zwolenników, z pewnością spodobał się ludziom żywo zainteresowanym techniką komputerową. A to nie moja działka ;) zatem powstrzymuję się od oceniania. Mnie ani grzał, ani ziębił.

A dziś, czyli w piątek, widziałam V jak Vendetta. Nie nastawiałam się na jakieś kino intelektualne, ale myślałam, że chociaż będzie lepsza rozrywka, czy wartka akcja. Jestem rozczarowana, a jeszcze bardziej - znudzona. Nie dość, że wszystko wyjaśniano wprost łopatologicznie, to nadęte, banalne dialogi powodowały u mnie odruch ziewania. No i momentami odpływałam, bo Wachowscy nie potrafili przykuć mnie do ekranu. Jak dla mnie - zmarnowane 2 godziny. Czy dziś się już nie kręci dobrych filmów rozrywkowych?


A dziś - w niedzielę - widziałam film początkującego reżysera i scenarzysty Grega Marcksa pt. 11:14. Bardzo miłe zaskoczenie. Fabuła przypomina nieco 21 gramów Innaritu w tym, że mamy różne postacie połączone ze sobą wydarzeniami, kóre miały miejsce około 11:14, a ściślej mówiąc, wypadkiem samochodowym, który wydarzył się o tej właśnie porze. No i dookoła tego :)
W przeciwieństwie do męczącego, moim skromnym zdaniem, gniota Innaritu, (silącego się na ja wiem, metafizyczne dumania? z zadumą rozważającego posępny los?) Marcks temat potraktował z przymrużeniem oka i zrobił z niego czarną komedię, nie umniejszając przy tym zła, jakie się dokonało. I w sumie wszyscy dostali to, na co zasłużyli ;) same historie kapitalne, brzmiące nieprawdopodobnie, ale jednak wiarygodne; miło mi też widzieć Patricka Swayze, który wreszcie gra, a nie pokazuje się w roli bożyszcza kobiet (moim nigdy nie był ;) ). Hilary Swank kapitalna w roli roztrzepanej ekspedientki, reszta aktorów też bardzo dobra. I straszno, i śmieszno; do tego doskonała muzyka (faceta, który pisał ścieżkę dźwiękową do Pi i Requiem dla snu). Polecam - dobry film rozrywkowy o złośliwym losie.

Kamikadze - Sro 20 Wrz, 2006

Ostatnio: Człowiek ze złotym pistoletem, czyli jeden z odcinków najdłuższej filmowej serii świata, czyli Bonda ;) Nie przepadam za tą serią, a najnowsze dokonania, które miałam okazję widzieć, napawają mnie szczególnym niesmakiem, lecz oldschoolem z Krzychem Lee nigdy nie pogardzę. Trójsutkowy, wredny Scaramanga to idealna rola dla Lee, który i w tym filmie był boski i piękny :***** Film, mimo że to typowa sensacyjna przygodówka dla wiecznych chłopców, momentami przynudzał, a Moore zgasł, moim skromnym zdaniem, zdmuchnięty przez Lee. Ale ogólnie, mimo zwyczajowego nieprawdopodobieństwa scenarusza - może być. Nie ma jak poświęcenie dla ulubionego aktora. Może nie tak duże, żeby zobaczyć go w roli prymasa Wyszyńskiego ;) w nabożnym obrazie, ale jednak...
grzEGOrz - Sro 20 Wrz, 2006

a ja żem wciera obejrzał 'Monster' z Charlize Theron. hmmm... mieszane mam wrażenia - po pierwsze jest to zadziwiający patent, że mało atrakcyjną prostytukę gra holiłudzka gwiazda, którą specjalnie do roli zbrzydzono. jest to cokolwiek zastanawiające. ale niech! do przejścia, choć na Charlize patrzyło mi się dziwnie - aż ciarki chodziły. sama historia, choć oparta na faktach, to jakaś momentami zbytnio stereotypowa i schematyczna. i mimo narracji z offu nie miałem poczucia obcowania z pogłębionym studium psycholgicznym postaci. trochę ładnych zdjęć, ale ogólnie przeżyłem rozczarowanie - choć zarazem pozytywną niespodziankę, bo za diabła nie chciałem tego filmu oglądać, a co by o nim nie mówić to przemyka przez ekran dość prędko i nawet nie nuży :wacky:

co więc robi tu obraz ten? a bo temat inszy niech będzie o horrorach...

TSR - Czw 21 Wrz, 2006

grzEGOrz napisał/a:
po pierwsze jest to zadziwiający patent, że mało atrakcyjną prostytukę gra holiłudzka gwiazda, którą specjalnie do roli zbrzydzono.



i jeszcze sie spasła do roli :)

a jak ci sie widziała rola Christiny?

grzEGOrz - Czw 21 Wrz, 2006

TSR napisał/a:
a jak ci sie widziała rola Christiny?


dziewczęcia, które ma oczy w połowie twarzy i fryzurę, która upodabnia ją do upośledzonej?

TSR - Czw 21 Wrz, 2006

tejże właśnie :)


Kamikadze - Czw 21 Wrz, 2006

Christina Ricci ma ciekawą urodę, moim zdaniem, dość oryginalną, na pewno nie jest typem hollywoodzkiej laleczki, ale można ją niesamowicie zmieniać, i to jest jej atut. Jak byłam w kinie na Jeźdźcu bez głowy, to jej nie poznałam :D

A wracając do tematu: wczoraj - Breakfast on Pluto, nowy film Neila Jordana; jest oczywiście temat dorastania i inności w Irlandii, znowu jest o trans ;) nie zabrakło Stephena Rea ;) no i ogólnie jest ok. Film w stylistyce mocno ocierającej się o kicz, czego Jordan nigdy się chyba nie bał, co zbliża go do Velvet Goldmine (te same czasy, malowani chłopcy ;) ). W głównej roli chłopak znany z 28 dni później i Dziewczyny z perłą - Cilian Murphy - obsadzony wprost idealnie, laleczkowata, dziewczęca uroda, doskonale opanowany słodki, szczebiotliwy sposób mówienia mężczyzny udającego kobietę, po prostu super. A w tle - historia, czyli IRA. Ciekawa rola Liama Neesona. Polecam.
Dziś z kolei - psychologiczny thriller Freeze Frame. Pierwsze ujęcia pokazują nam człowieka, który dziwacznie wygląda - jest łysy i ma ogolone brwi, nosi non stop gumowe rękawiczki i mieszka w jakichś zatęchłych kazamatach, które nieustannie filmuje szereg kamer. Oprócz tego facet non stop nosi przy sobie kamerę, która go filmuje (w sumie filmuje się 24 h na dobę), a efekty składa w ponurym domowym archiwum, starannie opisanym. Paranoik, po prostu. Ale nie wszystko jest takie, na jakie wygląda... W ciągu filmu dowiadujemy się, że 10 lat wcześniej popełniono bestialskie morderstwo; zabito kobietę i jej 2 sześcioletnie córeczki - bliźniaczki, zaś ojciec, ranny w rękę, powiesił się z rozpaczy. O morderstwo oskarżono właśnie "naszego" dziwaka, który się wybronił, ale czując na sobie presję policji, nie zgadzającej się z wyrokiem sądu, filmuje każdą chwilę swego życia, by nie zostać oskarżonym w kolejnych sprawach, do których mógł pasować...
Powiem tak: film ma mroczną atmosferę, zdjęcia są bardzo ciekawe, a i my jesteśmy robieni w trąbę :) Z początku akcja jest nieco powolna, ale z czasem nabiera tempa; pod koniec przypomina już trochę poprzeciąganą i wymyślną sztukę teatralną, ale mimo to daje radę. Ogólnie - zaskoczenie i duży plus, tym bardziej, że jest to produkcja irlandzko-brytyjska. Muszę powiedzieć, że do końca widzowie trzymani są w niepewności, co do tego, kto zabijał, bo nic tu jasne nie jest. Polecam.

grzEGOrz - Pią 22 Wrz, 2006

Cytat:
tejże właśnie


a genralnie mówimy o babeczce jako takiej czy o jej roli w tym właśnie filmie? :wacky:

TSR - Pią 22 Wrz, 2006

Chodzi o tą rolę. Pytam dlatego, bo przeczytałem sobie
"Osobną kwestią są natomiast kreacje aktorskie. Zaryzykuję stwierdzenie, że film opiera się w dużej mierze nie na obrzydzonej Charlize Theron, a raczej na dyskretnej i wywarzonej Christinie Ricci. Tworzy ona wszak naprawdę wiarygodną, lecz dwuznaczną postać. Prowadząc z rozmysłem swoją rolę, Ricci wywołuje u widzów całą gamę przeciwstawnych uczuć: od współczucia po nienawiść." - http://www.film.org.pl/prace/monster.html
...tymczasem u mnie postac ta wywoływała jedynie irytacje i jestem ciekaw twojej opinii.

flagg - Pią 22 Wrz, 2006

TSR napisał/a:
wywarzonej

To na film.orgu padają już takie ortografy?? Nigdy nie przepadałem za tekstami zamieszczanymi na tej stronie, ale mimo wszystko... :mrgreen:
Z tą opinią się zupełnie nie zgadzam. To Charlize rządzi na ekranie, a Ricci przy niej nie ma wiele dopowiedzenia. A, że jej rola irytuje, to mnie też nie dziwi - gra w końcu typ "słodkiej naiwnej"...
A "Monster" to bardzo zgrabny filmik. Nie wiem czego EGO się czepia :mrgreen:

Kamikadze - Sob 23 Wrz, 2006

Dziś widziałam Rycerza króla Artura, czyli First Knight w gwiazdorskiej obsadzie ;) Różne krążą o nim opinie, w imdb.com ma takie sobie oceny, ale uważam, że jest on trochę niedoceniony. To jeszcze jedna wersja legendy arturiańskiej, gdzie nie ma wątków fantastycznych, za to skupiono się na "trójkącie" miłosnym Ginewry, Artura i Lancelota oraz na sprawach ogólnie rzecz biorąc, państwowo-niepodległościowych ;) Zamiast czarów i fatum mamy więc psychologiczne relacje między szlachetnym królem i nie mniej szlachetną Ginewrą, która kocha i jego - za dobroć, odwagę, męstwo, i Lancelota - jako młodego, przystojnego mężczyznę, który naraża życie, by ratować ją z rozmaitych nieprzyjemnych przygód. Bardzo romantyczna historia ;) gdzie dużo znaczy honor - tu Ginewra go, mimo wszystko, nie straciła, wręcz obroniła. Muszę przyznać, że Ryszard Gere, mimo tego, że nigdy nie był moim ideałem urody, jest bardzo pociągający z tymi romantycznymi falami na głowie ;) choć mógłby miec chociaż ślad zarostu, jako wieczny wędrowiec. Julia Ormond jako Ginewra przekonująca, udało jej się oddać psychiczne rozdarcie i mękę kobiety, będącej obiektem westchnień 2 mężczyzn, a Sean Connery jak zwykle wspaniały. Bardzo mi się podobały zdjęcia, które ukazują, że filmy kręcone w latach 90. zawierają nikłą ilość komputera, przez co są bardziej wiarygodne. Niektóre ujęcia są wprost przepiękne. Romantyczna opowieść - miłość, honor, walka o ocalenie własnego państwa - może brzmi patetycznie, ale w realiach filmu sprawdza się idealnie. No i nie sposób się nudzić - cały czas coś się dzieje, o czym często zapominają dzisiejsi "reżyserzy", kręcąc przepełnione komputerowymi efektami gnioty z dziurami w scenariuszu, od których wieje nudą.
grzEGOrz - Sob 23 Wrz, 2006

wracając do 'Monstera' - ja wiem? Ricci w daje sobie radę z kreacją postaci, to scenariusz się wykłada - są sygnalizowane pewne zachowania, które wydają mi się wiarygodne i uzasadnione - tak mógłby wyglądać związek prostytutki i jakiegoś lesbianizującego podlotka - ale z tego nic nie wynika, wątki urywają się a historia jedzie dalej. irytująca? tak, ale w wiarygodny sposób. więc jak dla mnie Ricci gra zawodowo. ale film taki se :wacky:
Kamikadze - Pon 25 Wrz, 2006

Dziś - dopiero, aż wstyd przyznać, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że wcześniej nie miałam kopii filmu, obejrzałam wreszcie Dawno temu w Ameryce. Co tu kryć - film doskonały ;) moim skromnym zdaniem; jest doskonałym przykładem na to, że kiedyś kręcono naprawdę dobre filmy, nie obawiano się przy tym, że coś będzie za długie, czy nieciekawe, jak teraz, kiedy reżyserów interesuje tylko to, żeby przypodobac się publisi. Ta zaś pragnie romansu z happy endem, nawalanek, krótkich filmów dobrych jako podkład pod popcorn. Fabuły często są zbanalizowane do cna, łopatologia obraża inteligencję widza, ale wielu się to podoba. I dlatego rosną zastępy osłowatej, masowej publiczności, która daje sobie byle chłam wcisnąć. Na pohybel! Dobre filmy górą! :D Dawno temu w Ameryce rządzi :zadowolony:
Kamikadze - Czw 28 Wrz, 2006

Dziś widziałam Romper Stomper. Ten film włazi w łeb i prześladuje :) ale ja lubię, jak film nie daje się spławić z głowy. Według mnie doskonały i bez porównania z przeciętnym, żeby nie powiedzieć - bezbarwnym American History X. Mocne kino.
Kamikadze - Pon 02 Paź, 2006

Beetlejuice - Tim Burton taki, jakiego lubię. Bo już Duża ryba i Charlie i fabryka czekolady nie spełniły moich oczekiwań, jako kino typowo familijne, nie pozbawione wprawdzie nutki szaleństwa, ale zdecydowanie przesłodzone.
grzEGOrz - Pon 02 Paź, 2006

a ja ostatnio Woody'ego Allena odświeżam.

Zelig - rewelacyjny film o człowieku, który ze względu na strach przed odrzuceniem wykształcił zdolność do mimikry wyglądu i psychiki osób, z którymi przebywa. stylizowane na film dokumentalny - z pojawiającymi się w kadrze Susan Sontag i Bruno Bettelheimem i paroma jeszcze znanymi postaciami. ciekawe studium konformizmu społecznego, ale przede wszystkim świetne charakteryzacje Allena (oczywiście w roli tytułowej), który upodabnia się raz to do człowieka otyłego, raz do Murzyna, Indianina etc... no i przezabawny pastisz filmów z lat '30 jako film w filmie.

Bananas - wczesny Allen, z okresu slapstickowego. ot satrya na prawicowe dyktarury i rewolucjonistów. oprócz tego obrywa się prawie każdemu. przyjemne w odbiorze, ale żadne tam och ach...

Kamikadze - Wto 03 Paź, 2006

Mnie się oba podobały bardzo ;) Każdy w inny sposób :)
A dziś widziałam Spokojnego Amerykanina. Choć porządnie nakręcony (dobre rzemiosło; bardzo dobre zdjęcia), nie zachwycił, może nawet gorzej - pozostawił mnie całkowicie obojętną. Naprawdę, nie czułam sympatii do żadnej postaci, historia też mnie nie powaliła. Taki se, jak dla mnie.

LeonPL - Wto 03 Paź, 2006

spokojny amerykanin to przede wszystkim powiesc grahama greena.w filmie spodobal mi sie dobor aktorow, rewelacyjny jak zawsze michael caine, i jak zawsze mistrzowskie zdjecia chrisa doyle'a,dla ktorego obejrzalem ten film.
ja dzis matnie romana polanskiego obejrzalem.zamek zamieszkaly przez mlode,ekscentryczne malzenstwo i para opryszkow, ktora w nim laduje po nieudanym napadzie. te same odczucia jak Ty mialas po spokojnym... podziw dla wykonania, obojetnosc wobec fabuly.

vegangore - Wto 03 Paź, 2006

the Brick (2005) -neonoir przeniesiony w realia wspolczesnego amerykanskiego college'u :)czyli - zagmatwana fabuła, niejasne pobudki bohaterow, femme fatale, samotny 'detektyw', zdrada, pieniądze itp itd, kto lubi zabawe kliszami i konwencją będzie wniebowziety, polecam bardzo.
grzEGOrz - Wto 03 Paź, 2006

vegangore napisał/a:
the Brick (2005) -neonoir przeniesiony w realia wspolczesnego amerykanskiego college'u :)czyli - zagmatwana fabuła, niejasne pobudki bohaterow, femme fatale, samotny 'detektyw', zdrada, pieniądze itp itd, kto lubi zabawe kliszami i konwencją będzie wniebowziety, polecam bardzo.


jo, jo, dobre - gdziesik pisałem o tym na forum. wszystko pank, ino w momentach, kiedy następuje konfrontacja z dorosłymi film się trochę wykłada. ale godzien polecenia.

a 'Deepwater' waszmość widział? warto też 'Puritanem' się zainteresować, skoro już pryz neonoir jesteśmy...

Kamikadze - Sro 04 Paź, 2006

grzEGOrz napisał/a:
a ja ostatnio Woody'ego Allena odświeżam.


He, he, ja przypadkiem także ;) Obejrzałam bowiem Tajemnicę morderstwa na Manhattanie, świetną komedię, w której mistrz Allen składa hołd innym mistrzom - noiru i kryminału. Mamy więc odniesienia do Podwójnego ubezpieczenia (że tak se rymnę) Wildera, licznie cytowany jest Hitchcock (np. pani niby nie żyje, a tu nagle jedzie sobie autobusem, na którym jest napisane Vertigo, hi, hi), no i Orson Welles, z apogeum osiągniętym w finałowej scenie rozgrywającej się w starym kinie, w sali wypełnionej popękanymi lustrami, a w tle właśnie leci końcówka filmu Dama z Szanghaju ;) I ten tekst bohatera Allena, kóry mówi, że już nigdy nie powie, że życie nie naśladuje sztuki :D W ogóle - Allen w dobrej formie, dowcipy przednie, aktorstwo (prócz niego D. Keaton, A. Alda, A. Houston, ) również, mniodzio :)

vegangore - Sro 04 Paź, 2006

grzEGOrz napisał/a:
a 'Deepwater' waszmość widział? warto też 'Puritanem' się zainteresować, skoro już pryz neonoir jesteśmy...


Deepwatera zaraz będę miał :wink:

Embalmer - Sro 04 Paź, 2006

"Rolling Thunder" (1977. John Flynn) - Ten film najbardziej się zapewne spodoba Lobo. Nieco zapomniany i mocny jak diabli revenge thriller i zarazem jeden z ukochanych filmów Quentina Tarantino (jego dawna wytwórnia nosiła zresztą miano Rolling Thunder Pictures). William Devane wypada po mistrzowsku w roli powracającego z Wietnamu żołnierza, któremu bandyci z zimną krwią mordują rodzinę. Nadchodzi dla niego czas krwawej zemsty... Brutalny film z wyrazistymi postaciami i dużą dozą dramatu. Scenariusz napisał Paul Schrader, autor scriptu do "The Taxi Driver" Martina Scorsese. Końcowa sekwencja masakry w burdelu przywiodła mi na myśl zakończenie genialnego "Southern Comfort" Waltera Hilla - podobna dawka intensywności i przemocy. Trudno ten film dorwać (nie wyszedł w USA do tej pory na DVD), ale warto go odszukać.

http://www.imdb.com/title/tt0076637/maindetails

Kamikadze - Czw 05 Paź, 2006

Asfaltowa dżungla Johna Hustona - bardzo dobry noir, klasyk po prostu ;) Miasto jako siedlisko zła, gdzie tylko korupcja, ruja i porubstwo oraz wieczna noc (symboliczna też), co podkreśla końcówka filmu, kiedy bohaterowie wyjeżdżają z miasta, jest piękny dzień, przyroda, etc. Z piekła do raju, po prostu. Polecam tym, któzy nie widzieli. W małej, ale udanej rólce M.Monroe jako słodka blondynka - zabawka szacownego i skorumpowanego adwokata.

Wczoraj, czyli 5 października - Capote. Nie zachwycił mnie ten film, dłużyzny, chłód emocjonalny, gra aktorska Philipa Seymoura Hoffmana ograniczała się do udawania w najdrobniejszym szczególe Capote'a, nie było miejsca na nic innego, zdjęcia wyraźnie inspirowane filmem Z zimną krwią - lepiej obejrzeć właśnie to.

LOBO - Pią 06 Paź, 2006

Embalmer napisał/a:
"Rolling Thunder" (1977. John Flynn)


No bo się zaraz posikam, gdzieś ty to dorwał :shock: A do "Defiance" tegoż samego reżysera miałbyś dojście?

Embalmer - Pią 06 Paź, 2006

LOBO napisał/a:
Embalmer napisał/a:
"Rolling Thunder" (1977. John Flynn)


No bo się zaraz posikam, gdzieś ty to dorwał :shock: A do "Defiance" tegoż samego reżysera miałbyś dojście?


"Rolling Thunder" dostałem zgrany na DVD-R od kolekcjonera z USA. Znakomite wydanie, a i film świetny. "Defiance" pewnie też dałoby radę skołować. :wink:

Kamikadze - Sob 07 Paź, 2006

A ja dziś zaliczyłam kolejnego noira, tym razem nieco melodramatycznego - Human Desire Fritza Langa, czyli adaptację powieści Emila Zoli pt. Bestia ludzka. Pod tym właśnie tytułem powstał w 1938 film Jeana Renoira, który ponoć Lang niejako zremake'ował. W Gazecie Wyborczej napisali, że jest to właśnie film Renoira i mocno się zdziwiłam :lol: ale i tak warto było obejrzeć. Nie widziałam wszakże pierwowzoru, ponoć znacznie lepszego. Bo i też Human Desire nie jest arcydziełem, co nie znaczy, że to zły film. Jest dobry, choć Lang kręcił znacznie lepsze filmy. Kilka scen wymiata, ale zdarzają się dłużyzny.
A na deser kolejny raz Inferno Dario Argento, mniam, kocham, uwielbiam, wiążę buty reżyserowi :lol:

A dziś - MirrorMask duetu Dave McKean i Neil Gaiman. Zgrabna opowieść fantasy-baśniowa, która zdradza inspiracje klasykami w stylu Alicji po drugiej stronie lustra oraz wszystkimi innymi fantasy dla dzieci i młodzieży w formie książkowej i filmowej. Mamy dziewczynkę w wieku pokwitania, która wraz z ojcem i matką pracuje w cyrku (ojciec jest jego dyrektorem). Od pewnego czasu Helen nie za bardzo układa się z rodzicielką, obie bywają dla siebie niemiłe. Pewnego razu matka mdleje w chwili, gdy ma wykonać pewien numer, trafia do szpitala i czeka na poważną operację - ma ją przejść w nocy. Tej właśnie nocy bohaterka filmu, Helen, trafi we śnie do dziwnej krainy, gdzie będzie musiała zdobyć pewien talizman, który da siłę przetrwania Królowej, stojącej po stronie światła (uosabia ją słońce), by bronić jej przed Królową Cieni.
Oczywiście, wszystko to jest pretekstem do pokazania relacji matka-córka w kontekście, jaki znamy z Bettelheima. Królowa Cieni i Królowa Jasności mają tę samą twarz - matki dziewczyny. Helen jednocześnie drze koty z rodzicielką, co może doprowadzić do sytuacji, które w dziwnej krainie dziewczyna obserwuje przez dziwne okna, jednak też może pogodzić sięz matką i wtedy dziwaczne obrazy nie znajdą, nomen-omen, odzwierciedlenia w przyszłości. Film pod względem wizualnym jest perfekcyjny - tutaj obrazy, całkowicie wykreowane przez komputer wyjątkowo nie rażą, gdyż kraina jest tylko snem, choć znajdują się w nim realne osoby, a raczej ich para-realne odpowiedniki ;) Jest troszkę dłużyzn, ale mimo wszystko rozrywka to bardzo dobra, no i wpisuje się w młodzieżowy kanon fantasy. Polecam, nie tylko dojrzewającym dziewczętom ;)

Kamikadze - Pią 13 Paź, 2006

A dziś obejrzałam Dark Passage - klasyk noiru z Humphreyem Bogartem i Lauren Bacall. Fabuła, choć z leksza nieprawdopodobna (zwłaszcza postępowanie bohaterki Bacall), jest naprawdę wciągająca i zawiera niezbędne napięcie, a poza tym film oferuje świetne zdjęcia i triki (przywodzące na myśl dokonania twórców niemieckiego ekspresjonizmu), no i genialny pomysł z filmowaniem kamerą "od głównego bohatera", dopóki... ;) Nawet dość konwencjonalne i trochę naciągane zakończenie można wybaczyć ze względu na te plusy i największy - wspaniałą parę. Męski Bogie jest tu trochę zagubiony i zastraszony, a Bacall, jak zwykle piękna i przekonująca. Warto obejrzeć.

Dziś - czarno-biały thriller Otto Premingera z 1965 r. - Bunny Lake zniknęła. Sam pomysł przedni - młoda Amerykanka, która właśnie przeprowadziła się z bratem do Anglii, utrzymuje, że pierwszego dnia pobytu w przedszkolu zniknęła jej córeczka. Mało tego, z nowego mieszkania znikają również należące do dziecka ubranka, zabawki, etc. Policja zaczyna podejrzewać, że kobieta jest niezrównoważona i że wymyśliła zniknięcie dziecka, które nie istnieje.
Tyle pomysł. Do pewnego czasu jest naprawdę doskonale; choć akcja nie płynie wartkim strumieniem, to jednak jest miejsce na suspens. Ale samo rozwiązanie wydaje się nieco wydumane (może sprawia to niezbyt przekonująca gra aktorska jednej osoby?), a końcówka trochę przeciągnięta. Jednak mimo to warto obejrzeć.
Oczywiście, zapowiadają na przyszły rok remake, oczywiście kręcony w USA :zly: :evil:

LeonPL - Nie 15 Paź, 2006

Tape-mojej przygody z filmami Richarda Linklatera ciag dalszy.przy okazji spotkania po latach dwojki przyjaciol wychodzi na wierzch fakt, ze jeden z nich zgwalcil kiedys na imprezie swoja owczesna, wczesniej przyjaciela, dziewczyne. samo przyznanie sie do winy jest czyms bolesnym dla bohatera, ale czy bedzie potrafil przeprosic swoja ofiare, gdy okazuje sie, ze ta jest rowniez zaproszona? widac, ze to ekranizacja sztuki teatralnej-ciezar filmu nie opiera sie na barwnych sceneriach czy efektach specjalnych, a na swietnej intrydze i blyskotliwych dialogach.fantastycznie spisuja sie aktorzy-ethan hawke, robert sean leonard i piekna jak zawsze uma thurman.warto!
Kamikadze - Pon 16 Paź, 2006

A ja obejrzałam kolejny odcinek Arabeli :spoko: oraz Pieskie popołudnie Sidneya Lumeta. Miszcz :zadowolony: Kolejny klasyk z lat 70. Historia nieprawdopodobna, ale sęk w tym, że prawdziwa! :D


A dziś obejrzałam Starship Troopers Verhoevena z 1997 r. Nie rozumiem, jak ludzie mogą sądzić, że ten film ma wymowę serio. Przecież tam są ewidentne drwiny z wszelkich schematów filmów sf, akcji, z amerykańskiego patosu, itp. bzdur, włączając w to ostentacyjnie lalusiowatych i cukierkowych bohaterów! Jak widać, niektórzy muszą obejrzeć Mela Brooksa, żeby zorientować się, że oglądają komedię, bo jak coś robione jest "na poważnie", nie załapują kontekstu!
Mnie się bardzo widział, bo lubię tego typu pozornie "nieśmieszne" pastwienie się nad konwencjami, natomiast nie znoszę takich "bardzo śmiesznych" parodii jakiegoś typu filmów, bo jakoś nie wydają mi się śmieszne, a raczej dla tych, którym Bozia poskąpiła zdrowego rozsądku i zdolności odróżniania jaj od klimatów serio. W tym przypadku wszystko jest idiotyzmem wyolbrzymionym do potęgi n-tej, a podanym z miną profesora filozofii. Mundury a' la SS i Hitlerjugendpodobne formacje wojskowe zarąbiste! Podobnie też filmiki propagandowe.
Podobną drogę obrał też team od South Parku konstruując kukiełkową Ekipę Ameryka, ale moim zdaniem, Verhoeven zrobił to znacznie lepiej.

Kamikadze - Sro 18 Paź, 2006

Dziś obejrzałam ubiegoroczny, ale oczywiście nie wyświetlany w naszym zarąbistym kraju film pt. The Last Hangman. Rzecz, oparta na faktach, dotyczy zawodowego kata, który powiesił w sumie ponad 600 osób z wyrokami śmierci. Poza wykonywaniem zawodu, który praktykował był również jego ojciec, był też dostawcą sklepowym (w sklepiku poznał swoją przyszłą żonę). Jednak raz na jakiś czas otrzymywał zawiadomienie o egzekucji i jechał w dane miejsce Anglii, by wykonać wyrok.
Film na poziomie, podobny w charakterze do Very Drake Mike'a Leigh (choć wyreżyserował go Adrian Shergold), który nie potępia swojego bohatera, przedstawiając go jako narzędzie sprawiedliwości; facet stara się po prostu perfekcyjnie wykonywać swój fach i śpi spokojnie. Jak zwykle, do czasu ;) Oprócz dylematów moralnych, ważna jest też relacja kata z żoną, która jest, moim skromnym zdaniem, zakłamaną mieszczką, czego daje dowód w jednej z bardziej przejmujących scen, ale w jakiś sposób oboje potrafią skorzystać na jej hipokryzji - jest to dowód na mimo wszystko duże uczucie łączące tę parę. Warto obejrzeć.

Embalmer - Pią 20 Paź, 2006

Nie chcę mi się pisać trzykrotnie pod sobą (Borg, ratuj w temacie pink) piszę więc tutaj:)

"Rapeman" (1993. Takao Nagaishi) - Amerykanie mają Supermana, Batmana, X-Mena, Lobo, Spawna i cholera wie, kogo jeszcze, natomiast Rapeman to bohaterski obrońca uciśnionych z Japonii. Na codzień nieśmiały nauczyciel Keisuke, nocą przebiera się na czarno, nakłada maskę i atakuje swoje ofiary. Można go wynająć, jeśli planuję się rewanż na kimś za pomocą gwałtu. W pierwszej części zatrudnia go barowa hostessa, aby zgwałcił żonę jej dawnego chłopaka (obecnie skorumpowanego polityka). Japonia to dziwny kraj, a seria "Rapeman" jest tam ogromnie popularna. Film, choć należy go zaliczyć do nurtu pink, nie epatuje sadyzmem i przemocą jak rozliczne pinku, w zamian zawiera wiele humoru i jest autentycznie zabawny. Pomimo niepoprawnej politycznie fabuły śmiem twierdzić, że polubią go nawet Ci z Was, którzy uważają japońskie kino eksploatacji za przegięcie. Trzy kolejne części dokręcono w latach 1994-1996. :wink:

Borg - Pią 20 Paź, 2006

Embalmer napisał/a:
Nie chcę mi się pisać trzykrotnie pod sobą (Borg, ratuj w temacie pink) piszę więc tutaj:)


Jutro zamierzam obejrzeć Rape Airport więc coś napiszę :P

Kamikadze - Sob 21 Paź, 2006

Dziś owocny w seanse dzień z TV - pierwszy film to z TVP Kultura The Reckles Moment, drugi zaś - odświeżony po latach Chłopak rzeźnika Neila Jordana z ALe kino!
Pierwszy to przyzwoity noir z Joan Bennett (aktorka uświetniająca noiry Langa i film Suspiria Argento) w roli pani domu, która popada w tarapaty w związku z ciałem faceta jej córki - jest szantażowana, a jej mąż buduje w tym czasie most w Niemczech. Kobieta sama zmaga się z problemem spowodowanym przez córkę, a jednocześnie jest osaczona przez kłopotliwą i do tego wścibską rodzinę, potrzebuje na gwałt pieniędzy, których nie może zorganizować bez pomocy męża (tak, tak, moim zdaniem trochę tu oskarża się klasyczny model rodziny amerykańskiej z końca lat 40., gdzie kobieta borykała się z trudami życia codziennego, sama nie mogła podejmować ważniejszych decyzji finansowych, a mąż pracował i zazwyczaj był nieobecny, jak nie ciałem, to duchem). Ale fabuła szykuje kolejne niespodzianki, bo nie wszystko, co złe, do końca takie jest... Przyjemny film, trzyma w napięciu, rozwiązanie też ok.
A Chłopak rzeźnika woła o wydanie na DVD ;) Bardzo ciekawy film Jordana, jego bohaterem jest irlandzki chłopiec, którego matka zmaga sięz chorobą psychiczną, zaś ojciec cały czas pije; chłopak zamiast miłości otrzymuje bez przerwy cięgi od życia, co nie pozostaje bez wpływu na jego psychikę. Podane to wszystko zostało w tonie lekkim, momentami komicznym, ale wszystko to jest groteską, fikcja przeplata się z rzeczywistością, makabra ze śmiechem, a Sinead O' Connor jest Matką Boską :lol: Polecam.

grzEGOrz - Sob 21 Paź, 2006

wciera przypomniałem sobie 'Ostatni dzwonek' Magdaleny Łazarkiewicz. film przez długi czas dla mnie i kilkunastu moich znajomych kultowy, ale mało pamiętany. głównie przez muzykę Kaczmara wykorzystaną w nim. powiem szczerze, że dość miłe roczarowanie. spodziewałem się, że po tylu latach zawiodę się strasznie, ale nie... co prawda momentami film się wykłada i jest za bardzo moralizatorkski i stronniczy, aktorzy nie są zbyt mocną stroną i fabuła nachalnie propagandowa, ale ogląda się to bardzo przyjemnie. takie obrazoburcze porównanie przychodzi mi do głowy, że to takie <<solidarnościowe 'American Pie'>> [z zachowaniem należytych proporcji] :wacky:

a dzisiaj 'The Woods' czyli hołd Lucky'ego McKee dla 'Suspirii' - mniam!

Mort - Sob 21 Paź, 2006

grzEGOrz napisał/a:
a dzisiaj 'The Woods' czyli hołd Lucky'ego McKee dla 'Suspirii' - mniam!

Hołd niezwykle udany - mniam, mniam!

Kamikadze - Nie 22 Paź, 2006

Dziś: Śledztwo w sprawie obywatela poza wszelkim podejrzeniem, czyli Indagine su un cittadino al di sopra di ogni sospetto Elio Petriego z 1970 r. Film zadziwiający pod każdym względem. Po pierwsze: zaczyna się jak klasyczny kryminał, w którym widzimy, jak mężczyzna idzie do kochanki, po czym zabija ją na koniec aktu miłosnego. Widzimy, jak dość niedbale zaciera ślady, dzwoni na policję i zgłasza morderstwo. Zaraz potem wychodzi z dwiema butelkami szampana i kieruje swoje kroki na komisariat, gdyż jest... komisarzem policji, i to właśnie awansowanym na wyższe stanowisko! Nie będzie to spoilerem, bo dzieje się to w pierwszych minutach filmu, który traktuje o tym, jak toczy się śledztwo - nie jest to jednak klasyczny kryminał w stylu: zabił i zobaczymy, jak to odkryją. Film specjalnie nie obfituje w jakieś znaczące zwroty akcji, wręcz może się dłużyć, a do tego irytuje! Widz dowiaduje się za to, jakim człowiekiem jest komisarz, który zachowuje się, jak Mussolini, jest nadętym i bezczelnym typem, a do tego korzysta z władzy, by popisać się przed podwładnymi i wspomnianą kochanką (liczne retrospekcje). Końcówka wpędza w osłupienie i odkrywa, czym tak naprawdę jest film - satyrą na wszelkiego pokroju władzę, na jej nieudolność, ale jednocześnie nienaruszalność, ostatnie sceny to Witkacy, Kafka i wszyscy tego typu "wieszcze" razem wzięci! Nic dziwnego, że zaraz po tym pojawia się cytat z Kafki, złowieszczy i niepokojący.
Poza tym film ma różne inne plusy: piękne zdjęcia Luigiego Kuveillera (które zaraz przywodzą nam, miłośnikom grozy i gialli, filmy Argento - ten operator robił zdjęcia do Le cinque giornate i Profondo rosso, jak również do Una lucertola con la penne di donna i Lo squartatore di New York Fulciego), muzykę Ennio Moricone, a panowie zapewne docenią skąpo okryte wdzięki atrakcyjnej Florindy Bolkan, gwiazdy Una lucertola... i Non si sevizia un paperino. Puenta filmu jest zabójcza, a całość - zdecydowanie godna polecenia!

Jurandek - Pon 30 Paź, 2006

ostatnio po raz milionowy commando - film oczywiscie jest arcydzielem! akcja, humor, kult rodziny oraz gloryfikacja drwali ! film niesamowity - rąbanie drewna, karmienie sarenki, jedzenie lodów, wyrywanie budek telefonicznych, koszenie kwiatów za pomocą kałacha! bardzo dobry film, o niesamowitej fabule, swietnej akcji oraz niespotykanej glebi, ktorej moglby pozazdroscic antonioni i jemu podobni europejscy nudziarze !!!!
Snejk - Sro 01 Lis, 2006

i jeszcze niezapomniane teksty typu:

pamietasz jak mowilem, ze zabije cie na koncu?............Klamalem.

:!:
genialne..................

Jurandek - Sro 01 Lis, 2006

tym razem "dzika banda" - znaczy ze to jest najlepszy film wszechczasow to chyba nie trzeba nikogo przekonywac! za kazdym razem oglada mi sie coraz lepiej ten film - nie moge wprost uwierzyc ze takie cos stworzyl czlowiek! pierwszy cud świata! najlepsza scena w filmie - wymarsz bandy z meksykanskiej wioski - jest za kazdym razem jeszcze lepsza ! kocham ten film! kto nie lubi ten dałn !!!
LOBO - Pią 03 Lis, 2006

Dziś "Infiltracja" czyli nowy Scorsese. Zadziwiająca sprawa, po raz pierwszy nie irytowała mnie twarz Lenarda Di Caprio, co więcej, wypadł on całkiem przyzwoicie. Biorąc jednak pod uwagę osobę Jacka Nicholsona, to nie ma się czemu dziwić, respekt, po prostu respekt. Całość sprawna, dynamiczna i wciągająca, trochę w klimatach "Podejrzanych", trochę "Stanu łaski". Dobra muzyka, jak zawsze zresztą u Scorsese i zaskakujące zakończenie, są dodatkowymi argumentami przemawiającymi za wieczorną wycieczką do kina :D Teraz tylko pora bym zaliczył azjatycki oryginał.

A kilka dni wcześniej razem z Embem zaliczyłem "Ludzkie dzieci". Ale tu niestety zawód przeżyłem. Liczyłem na konkretny postapokaliptyczny SF, rodem z najlepszych powieści Johna Wyndhama, a ostatecznie otrzymałem nieco ospały film akcji, który w pewnym momencie zaczął przypominać "Helikopter w ogniu".

Jurandek - Pią 03 Lis, 2006

to ty juz byles na infiltracji? a ja liczylem ze cie wyciagne i naciagne na "darmówki" do multi :]
LOBO - Pią 03 Lis, 2006

Trza było mówić, że chciałeś na to iść, a tak sam siedziałem na sali :( ale przed nami wspaniały początek teksańskiej przygody i wiklinowy pamper z Nicholasem. Można też obcykać czy ten "Borat" będzie tak zabawny jak sugerują zwiatuny.
Kamikadze - Nie 05 Lis, 2006

A ja dziś obejrzałam Renaissance. To francuska produkcja z tego roku, zrealizowana w konwencji czarno-białego komiksu. Strona wizualna robi duże wrażenie (niektóre sceny i pomysły wprost zachwycają, trzeba obserwować bacznie również tło), historia też dość ciekawa (bywają gorsze, np. Strings), można obejrzeć.
Kamikadze - Sro 15 Lis, 2006

Sporo czasu mineło, więc się wpiszę, a co tam ;)
Dziś widziałam Earth vs. Flying Saucers. Kolejny sztandarowy przykład paranoicznego filmu sf z lat 50., gdzie oczywiście, Bogu ducha winnych kosmitów potraktowano z iście ziemską "gościnnością", waląc do nich z dział przeciwlotniczych, z kolei oni nie pozostali dłużni (i wcale im się nie dziwię). Ma wszelkie wady i zalety produkcji tego typu, z przewagą zalet, bo w poczet ich nalezy zaliczyć udane i zaawansowane - jak na tamte czasy - efekty specjalne, zapewnił Ray Harryhausen. Do wad zaliczyłabym przede wszystkim postawę Ziemian, która w zasadzie nie została dość potępiona, więc film jest dość taki... kolonizatorski w charakterze :D :D:D - Ziemianie mogą atakować, kosmici be i trzeba ich zniszczyć. No i te gadki, gadki, gadki... przyznam, że całe to chrzanienie wpędziło mnie w drzemkę, przy czym o zgrozo! przesypiałam co lepsze widoki, jak np. spodki spadające na Waszyngton i dokonujące tam siłą bezwładu spektakularnych spustoszeń. Ale ogólnie lubię to kino, więc ok :)

LeonPL - Sro 15 Lis, 2006

poza prawem-tom waits, roberto benigni w filmie jima jarmuscha o trojce ludzi poznajacych sie w wiezieniu do ktorego z roznych przyczyn trafili i ich ucieczce z niego przez mokradla Luizjany. przed trafieniem za kraty ogladamy fajnie pokazany nowy orlean:alfonsi, prostytutki, miejscowi nieudacznicy i drobni przestepcy-niczym sincity w wersji niekomiksowej. pozniej poznawanie sie w wiezieniu trojki bohaterow i calkiem fajnie przedstawiona ucieczka. jak to u jarmuscha akcja toczy sie niespiesznie, bardzo udanie dobrana muzyka i zdjecia, troche humoru opartego na przeciwienstwach charakterow tria. jesli komus sie podobaly inne filmy tworcy to i po ten warto siegnac
Kamikadze - Pon 20 Lis, 2006

LeonPL napisał/a:
poza prawem

Kupiłeś "Zwierciadło"?:)
A ja dziś widziałam film pt. Diva. Francuski kryminał (thriller?), w którym młody paryski listonosz zostaje "ukarany" za zbootlegowanie koncertu swojej ukochanej śpiewaczki (ma ona zasadę - daje wyłącznie koncerty na żywo, żadnych płyt), gdyż niechcący wplątuje się w aferę dotyczącą handlu żywym towarem i narkotykami. Film mozolnie się rozkręca, ale druga połowa jest już znacznie bardziej ciekawa. Ogromnym plusem filmu są przepiękne, wysmakowane zdjęcia z Paryża, ale nie pocztówkowe, lecz melancholijne, tajemnicze, filmowane chyba z użyciem przyniebieszczającego filtra :lol: ; w ogóle w filmie dużą rolę odgrywa kolor niebieski. Postaci są ciekawe, nietuzinkowe, a przestępcy ukazani w trochę krzywym zwierciadle. Niektóre sceny są kapitalnie śmieszne, jak ta, w której policjant goniący chłopaka na motorze, uczepia się ostatniego wagonika metra i chcąc, żeby mu otworzyć, pokazuje siedzącemu w środku mężczyźnie legitymację policyjną, na co facet robi minę i demonstruje osłupiałemu glinie legitymację kombatancką, nie ruszając się z miejsca :D W ogóle jest sporo ciekawych, efektownych pomysłów, jak np. szaleńcza jazda motocyklem po metrze, włączając w to rundki po schodach oraz wjazd do wagonika metra. Polecam, widziałam co prawda na Zone Europa, ale o dziwo, film jest dostępny na naszym zapyziałym rynku dvd.

Kamikadze - Czw 23 Lis, 2006

Dziś obejrzałam Crossing the Bridge: The Sound of Istanbul Fatiha Akina, reżysera Gegen die Wand, czyli Głową w mur. Crossing... jest muzycznym filmem dokumentalnym, który oglądamy z perspektywy i z komentarzem Alexandra Hacke, basisty grupy Einsturzende Neubauten. Niecodzienny to dokument, gdyż został poświęcony muzyce tureckiej, a ściślej - tej, którą gra się i śpiewa w Stambule. Mamy więc przegląd stylów i etniczny koktajl - prezentuje się muzykę typowo turecką, ale też cygańską i kurdyjską. Jest miejsce na tradycję oraz nowoczesność - posłuchajcie nieprawdopodobnego tureckiego hip-hopu! Tureccy raperzy (i raperki) nie ćpają i nie rymują o wypasionych brykach i "dupach", czy "suczkach" - ich melorecytacje to płomienne, buntownicze, oddające stan ducha i umysłu deklaracje, nieskażone mamoną i chęcią posiadania. Za to brawo - takiego hip-hopu mogłabym nawet ja słuchać :P Niektóre momenty filmu są przejmujące, np. pieśń śpiewana przez młodą Kurdyjkę. I to muzyka broni się w tym filmie najbardziej. Polecam.
grzEGOrz - Sob 25 Lis, 2006

wciera 'Jasminum' Jana Jakuba Kolskiego. łeeee... ale rozczarowanie! dawno nie oglądałem nic Kolskiego, aczkolwiek jakoś z licealnych czasów pamiętam, że jego filmy miały swój specyficzny klimat, taki polski filmowy realizm magiczny. i w Jasminum jest to jak najbardziej obecne - lewitujący mnisi, tajemnica przyjmowania zapachów przez medytujących w celach ojców i takie tam kwiatki. ale historyjka leżąca u podstaw cienka jak barszcz, a teksty padające z ekranu wołają o pomstę do nieba! takich dyrdymałów, frazesów i pretensjonalnych gadek nie słyszałem już dawno. jakiś mistycyzm w wersji for dummies, przewidywalna fabuła. i do tego jeszcze fatalne aktorstwo - Błęcka-Kolska to jest jakieś kompletne nieporozumienie, Linda to mógłby sobie naprawdę darować, nawet Pieczka gra na jednej nucie przez ostatnie kilka filmów. Jeszcze Gajos daje radę no i 5-letnia Gienia (jak na dziecko w polskim filmie to można powiedzieć, że zagrała rewelacyjnie).

jest jednak duży plus - zdjęcia - od strony wizualnej 'Jasminum' naprawdę robi wrażenie. mi się kojarzyło z dokonaniami włoskich operatorów. gra kolorów, przemyślane plany - bardzo wysmakowane. gdyby wyłączyć głos to byłoby naprawdę super. a tak spore rozczarowanie.

Kamikadze - Nie 26 Lis, 2006

To szkoda, bo też miałam na temat dokonań Kolskiego raczej pochlebne zdanie. Widać, kiczowatość to ostatnio popularna cecha w naszym rodzimym kinie (Kto nigdy nie żył, Pręgi, itp.).
Ja zaś wczoraj obejrzałam Full Metal Jackett Kubricka, no i wiadomo, Kubrick to je Kubrick 8)

To było wczoraj, choć wpis z dzisiejszą datą, a dziś podkusiło mnie, żeby zaliczyć seans Nikity na Polshicie. Jakoś nigdy nie miałam okazji obejrzeć tego filmu Luca B., więc stwierdziłam: czemu nie. Film nie jest jakąś rewelacją, choć różne już opinie czytałam, fabuła w zasadzie porusza się w schematach, ale wszystko nakręcone jest sprawnie. Taki dla rozrywki. Ale to, co wyprawia Polshit, przechodzi po prostu ludzkie pojęcie!!! Po 20 min. filmu blok reklamowy, potem zapowiedzi, a po nich znów reklamy - razem ok. 15 minut. W środku filmu, oprócz bloków wpierdzielanych byle jak, rwących fabułę, niespodzianki w postaci jakichś reklam społecznych i wyskakujących znienacka na ekranie zapowiedzi; ale wszystko pobiło na głowę losowanie totolotka - no po prostu śmiech na sali... być może każdemu znane są te praktyki, ja jednak nie oglądam komercyjnych stacji TV i nie pamiętam, jakie tam panują zasady, więc wszystko mi opadło... Polshit, jak o nim wdzięcznie pisał śp. Tomasz Beksiński, w pełni zasługuje na owe niechlubne określenie! To sterta kału Solorza!

grzEGOrz - Wto 28 Lis, 2006

ostatnie plony:

Clerks II - zaskoczenie pozytywne i negatywne jednocześnie. jak na sequel to nie jest tak źle. ale jak na Kevina Smitha to słabiutko. gdzieś się zapodział ten anarchiczny humor (oprócz motywu z inter-species erotica) i sporo tekstów wydaje się wymuszonych (jak choćby rozprawy o SW i LotR). film jakby trochę wymuszony. ale największe wrażenie robi widok postarzałych aktorów - różnica dziesięciu lat, a w niektórych przypadkach strach patrzeć. mam niejasne wrażenie, że bardziej mi się podobało 'Jay And Silent Bob Strikes Back'... a do pierwszej części to lata świetlne.

Beautiful Girls (1996) - o mnie za mnie to film rewelka. historia kilku kolesi z prowicjonalnej dziury gdzieś w hameryce, którzy nie potrafią poradzić sobie z dorosłością i uczuciami. mądry i ciekawy obraz. sporo trafnych obserwacji i cierpkich komentarzy na temat stosunków międzyludzkich. naprawdę warto.

Kamikadze - Nie 10 Gru, 2006

Dziś - staroświecka, stylowa czarna komedia Roberta Hamera z 1949 r. made in UK - Kind Hearts and Coronets, a u nas Szlachectwo zobowiązuje. Głównym bohaterem jest młody mężczyzna, którego matka, angielska arystokratka, popełniła mezalians wychodząc za mąż za bosko śpiewającego Włocha :wink: , żegnając się przy tym z prawem do dziedziczenia. Jednakże przekazała synowi świadomość pochodzenia i to, że gdyby jakimś trafem zmarli główni sukcesorzy tytułu książęcego, on byłby jego pełnoprawnym dziedzicem, wraz z rodowym zamkiem. Po latach upokorzeń i klepania biedy, nasz bohater wpada na pomysł, że może by tak dopomóc losowi ;)
Brytyjczycy zawsze mieli dryg do czarnych komedii, więc i tym razem się udało. "Zbrodnicza fabuła", błyskotliwe dialogi no i wspaniałe aktorstwo (zwł. Aleca Guinessa, wcielającego się w aż 8 różnych postaci, w tym kobiecą) czynią ten film obowiązkowym w planach każdego kinomana, zwłaszcza fana oldschoolowego brytyjskiego humoru. W roli głównej wystąpił Dennis Price - szkoda, że marnie skończył, z wątrobą zniszczoną alkoholem - znamy go również z późniejszych licznych filmów grozy (m.in. wytwórni Hammer), w tym Vampyros Lesbos Franco :wink:

Kamikadze - Wto 12 Gru, 2006

A dziś - Ritual dos Sadicos Ze- Coffin Joe'go vel Jose Mojica Marinsa. Ło Matko Boska! :lol:
Czego ten facet nie wymyślił... :wink:
Ten film przypomina mi również nieco Widmo wolności Bunuela, z tym, że dzieło Z jest wcześniejsze :wink:

grzEGOrz - Sro 13 Gru, 2006

V For Vendetta. hmmm... komiks czytałem dość dawno temu i w pociągu - nie za wiele pamiętam. film ogląda się całkiem przyjemnie, ale żadna rewelka to nie jest. parę fajnych scen, trochę grania na emocjach, niezłe zdjęcia, milutka Natalie Portman, ale siakoś historia lepiej się sprawdzała na kartach komiksu. rozczarowanie raczej...
Kamikadze - Sob 16 Gru, 2006

grzEGOrz napisał/a:
rozczarowanie raczej...

Zgadzam się z Tobą.
A ja obejrzałam ostatnio Match Point oraz Wiatr buszujący w jęczmieniu. Pierwszy - bardzo pozytywne zaskoczenie, Woody Allen jak nie on, ale też wspaniały, doskonała reżyseria, maestria wręcz, dyskretne sterowanie emocjami widza, widać też erudycję Allena, fascynację kryminałem, ale też "dostojewszczyznę"; wszystko, mimo poważnej formy, podane z porozumiewawczym mrugnięciem oka w stronę widza - perełka.
A Wiatr... to film solidny, ale żadna rewelacja. Historia, która może i czasem porusza, ale końcówka, która powinna być najbardziej emocjonująca, nie wywołuje większych wrażeń, może dlatego, że film nie przekazuje niczego nowego. Powstanie IRA, walki, potem przychodzą pierwsze zwątpienia, kompromisy i niezgoda na nie - nihil novi. Ale poziom dobry.

A dopisze się jeszcze - dziś wreszcie dane mi było obejrzeć Spellbound Hitchcocka. Niestety, film jak nie jego, porażka na całej linii - Bergman owszem, dobra, Peck - drewniany i w sumie żaden, brak suspensu (sic!), fabuła rozwleczona i rozmoczona w melodramatycznym sosie; jedyne lepsze momenty to plastyczne wizje senne, oparte na malarstwie Dalego (fajne wrażenie robią) oraz moment rozwiązania całej intrygi. Resztę z powodzeniem można pominąć ;) ogólnie - słaby film Mistrza. Dołącza tym samym do mojej subiektywnej kolekcji "odrzutów Hitcha", gdzie znajduje się już nieśmieszna komedia Kłopoty z Harrym oraz niedorzeczna i niezamierzenie śmieszna Rozdarta kurtyna (choć mimo swej niedorzeczności bardziej trzyma w napięciu i w sumie nawet lepsza od Spellbound!).

LeonPL - Wto 19 Gru, 2006

el topo- moj pierwszy kontakt z kinem jodorowsky'ego. widac, ze facet ma bardzo wiele pomyslow i nie gardzi psychodelikami. wszystko to jednak zostalo podane w ten sposob, ze spokojnie mozna film podzielic na kilka mniejszych calosci. pierwsza o rewolwerowcu przemierzajacym z synem pustynie i mszczacym sie na sprawcach brutalnego wymordowania wioski.pozniej, niczym w jakims filmie kungfu, bohater mierzy sie za namowa kobiety z czterema mistrzami, z ktorych kazdy ma jakas niezwykla ceche. no i na koncu opowiesc o przemianie duchowej.mimo niewielkiego budzetu film spodobal mi sie od strony technicznej, do aktorstwa tez sie nie przyczepie. nie codzien takie oryginalne wizje sie oglada, ja spedzonych dwoch godzin nie zaluje
Kamikadze - Wto 26 Gru, 2006

Dziś widziałam El laberinto del fauno. Trochę rozczarowań, trochę miłych wrażeń. Rozczarowania - trochę inaczej sobie wyobrażałam ten film ;) jest ciut niedopracowany, moim skromnym zdaniem, za dużo sentymentalizmu, pierwsza połowa dłuży się, a elementy fantastyczne jakoś nie porywają, za mało w nich konkretu i akcji (!)
Muzyka nie w moim typie. No i te oklaski, jak w amerykańskim filmie :lol: Miłe chwile - w sumie dobrze, że skończyło się tak, jak w zasadzie powinno, sam pomysł ciekawy - byłby rewelacją, gdyby zabrał się zań ktoś z pazurem!

flagg - Wto 26 Gru, 2006

Kamikadze napisał/a:
byłby rewelacją, gdyby zabrał się zań ktoś z pazurem!

Żeby del Toro tak obrywał po nosie :cry:

W ogóle to ja bym poczekał na premierę w kinie (09.03), a nie oglądał filmu na jakimś steranym divixie... Tym bardziej, że znając del Toro, to szykuje się prawdziwa wizualna uczta.

Właśnie, ciekawe że EGO widział ten film w sierpniu i do tej pory ani słowa komentarza :wink:

Kamikadze - Wto 26 Gru, 2006

Del Toro nie pasił mi już przy Cronosie. Jeszcze Kręgosłup diabła był ok, ale Labirynt, choć niezły, moim zdaniem pokazuje, że del Toro wcale nie jest takim fantastycznym reżyserem. Co do strony wizualnej - faktycznie, w kinie lepiej by to obejrzeć, ale też tak znowu nie powala. Wiadomo, sporo kompa ;)
Kamikadze - Sro 27 Gru, 2006

Wczoraj obejrzałam What Ever Happened to Baby Jane? Oczywiście w ramach odświeżenia po latach, bo właśnie przyszedł z tym do mnie Mikołaj :P Wiadomo-klasyk, tylko irytują mnie wypowiedzi amerykańskich krytyków, że to kicz, kiczowata "siostra" Bulwaru Zachodzącego Słońca, itp. pierdoły, które o kant tyłka można potłuc, jako że co innego kiedyś kiczem określano, ale jak widać, powiela się opinie sprzed iluśtam dziesiątków lat (u nas podobnie pisał o tym filmie Aleksander Jackiewicz, choć chyba go lubił). Można dziś za to spokojnie uważać za kicz gros produkcji hollywoodzkich z tamtych lat, kręconych li tylko dla glamour gwiazd, żeby mogły swoje perfekcyjnie wypracowane oblicza łaskawie pokazać.
A moja matka Święta uczciła obejrzeniem Omena (na szczęście TEJ, starej i jedynej wersji) :lol: Nie ma to jak horror o Antychryście w Boże Narodzenie :lol:

grzEGOrz - Czw 28 Gru, 2006

'Pan's Labirynth'? weeeeell... od strony wizualnej rewelacja (szczególnie uwzględniwszy budżet i to, że film powstał poza holiłud), postać Fauna jest niesamowita, biały demon również zmiata, labirynt, cały baśniowy świat robi ogromne wrażenie. z drugiej strony kontrast z rzeczywistością wojenną - skąpany w deszczy świat linni prostych (bo druga strona budowana jest na okręgach... chyba). aktorsko jest świetnie - Faun, kapitan Vidal (choć może nieco przerysowany), Ofelia. fabuła iskrzy świetnymi pomysłami, różnymi detalami, które zapadają w pamięć (choćby mandragora użyta jako lek dla chorej matki). 'strukturalnie' 'Labirynt' też jest skonstruowany imponująco. i wszystko składa się w oszałamiającą całość...

ale dwudziestominutowej owacji w Cannes nie rozumiem. mi również czegoś zabrakło, ale nie potrafię dookreślić czego. podejrzewam jednak, że to jest kwestia indywidualnego odbioru. ze swojej strony daję mocne 5/6. może po ponownej projekcji zmienię zdanie.

Kamikadze - Pią 29 Gru, 2006

Wczoraj - Clerks II. Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie to sterta kału, ale się przyjemnie rozczarowałam. Co prawda, wątki komedio-romantyczne i wyznania przyjaźni były nieco kiepskawe, ale TEN humor tu jest! A w Szczurach i w Dogmie nie było :P . Tak więc - udany powrót do korzeni, panowie troszkę dojrzeli (ale nie wszyscy :wink: ), tylko te słodkie perypetie romantyczne były nie na miejscu :| I to, że laska tak nagle zapragnęła zostać zaobrączkowana ;) Ale reszta - OK.
A dziś - Mysterious Skin. To dopiero jest dla mnie sterta kału. W zasadzie przewidywalny od pierwszej sceny, więc pseudouprowadzenie przez kosmitów naprawdę mogli sobie darować. Cała historia nudna; w zasadzie drażni mnie, że współczesne kino amerykańskie poruszające tzw. wstrząsające tematy jest takie samo: sugestywne, tzw. mocne sceny + miałkie, ale napuszone dialogi i ględzenie o wzniosłych rzeczach. Opowiedzieć o tym bez popadania w banał albo przesadę udaje się nielicznym, jak np. Solondzowi (rewelacyjne Happiness, Palindromy czy Welcome to the Dollhouse tego przykładami). Cała reszta, kręcąca te wszystkie Butterfly Effecty i inne Mysterious Skiny może mu co najwyżej buty czyścić i kawkę na plan nosić. Taka jest moja niezawisła opinia :D

flagg - Pią 29 Gru, 2006

Kamikadze napisał/a:
Mysterious Skin. To dopiero jest dla mnie sterta kału.

Nie zgadzam się pod żadnym względem. Mysterious Skin to naprawdę kawał (bardzo) dobrego kina. Znakomita rola Josepha Gordona-Levitta, niezwykła postać tego samotnego chłopca Briana i końcówka, która mnie dosłownie rozdarła na strzępy. Dla Arakiego z mojej strony: wielki szacun :mrgreen: !

A Palindromów też bym nie przeceniał... :wink:

Kamikadze - Pią 29 Gru, 2006

flagg napisał/a:
Nie zgadzam się pod żadnym względem.

Jak to dobrze, że każdy może miec swoje zdanie :D
flagg napisał/a:
A Palindromów też bym nie przeceniał...

Nie przeceniam - Happiness lepsze, ale Palindromy też ok :wink:

flagg - Pią 29 Gru, 2006

Kamikadze napisał/a:
Jak to dobrze, że każdy może miec swoje zdanie

Jasne! Dbam tylko o pluralizm poglądów :wink:

Kamikadze - Sob 30 Gru, 2006

flagg napisał/a:
Jasne! Dbam tylko o pluralizm poglądów


No i git! :D
A dziś widziałam Leave Her to Heaven Johna M. Stahla z 1945 r., czyli Zostaw ją niebiosom ;) To melodramat zmiksowany z noirem, taki trochę manieryczny, a dziwaczność podkreśla żarówiasta kolorystyka Technicoloru (nie dziwię się, że Technicolor stał się ważnym składnikiem wizualnym filmu Suspiria). Jest to studium patologicznej miłości i zazdrości, a wszystko to, "bo to zła kobieta była" - co nie dziwi w noirach. Tempo akcji płynie dość leniwie, ale warto obadać, zwłaszcza, że drugoplanową rolę ma tam sam VINCENT PRICE - niepodobny do siebie, jak diabli ;) , młody, z innym głosem - pozbawionym tej charakterystycznej maniery... a aktorka Gene Tierney podobna do... Catheriny Zeta-Jones :lol: choć może to odwrotnie, ze względu na odległość czasową. Tak, czy inaczej - obie panie jak siostry.

LeonPL - Sro 03 Sty, 2007

moonlight whispers-chlopak i dziewczyna razem spedzaja poranki na lekcjach kendo. wkrotce rodzi sie z tego uczucie, jednak na drodze do typowego szkolnego romansu staje fakt, ze dziewczynie trudno przychodzi pogodzic sie z mysla, ze jej facet jest fetyszysta i masochista. nielekki film o relacjach miedzyludzkich, bardzo ladne zdjecia, ladna bohaterka(i duzo ujec stopek,pozdro dla Buio :wink: ).. na pewno warto zobaczyc ta japonska pozycje, jesli kogos nie przeraza temat
Kamikadze - Czw 04 Sty, 2007

Dziś - fajne giallo Paolo Cavary La tarantola dal ventre nero. Fajne, ale... no właśnie, mocno nieoryginalne ;) widzę tu przede wszystkim liczne zrzynki z Dario Argento i jego Animal Trilogy. Dotyczy to zarówno pomysłów na konkretne sceny, jak i kwestii formalnych ("wodzenie" kamerą po przedmiotach). Jest tego w sumie sporo, poczynając od rozdzierania nożem koszulek nocnych (jak w L'uccello dalle piume di cristallo), poprzez gonitwy po dachach, jak w Il gatto de nove code (co zresztą D.A. zawdzięcza Hitchcockowi), no i sprawa dyskusyjna - widziałam kilka scen, które mogłyby być zainpirowane 4 mosche di velluto grigio, ale w zasadzie nie wiem, bo oba filmy powstały w 1971 roku (zresztą Il gatto... również). Optowałabym jednak za tym, że Dario ze swoimi pomysłami był pierwszy ;)
Mimo tego typu rzeczy, a może właśnie dzięki doskonałym wzorcom, La tarantola... jest filmem udanym i wciągającym, choć w pewnym momencie dość łatwo odgadnąć tożsamość mordercy działającego na zasadzie osy samotnicy atakującej pająki, które paraliżuje, by skonały potem, żywcem wyjadane przez larwy owada, z jaj składanych w ich rozprutych brzuchach. Oczywiście, morderca nie składał jaj :lol: , jednakże paraliżował swoje ofiary poprzez wbijanie w odpowiednie miejsce na szyi igły do akupunktury, by potem, świadome, lecz nieruchome, spokojnie zabijać ulubionym narzędziem zabójców rodem z giallo, czyli nożem. Polecam wszystkim miłośnikom gialli.

Kamikadze - Pią 12 Sty, 2007

Dziś - Ratcatcher z 1999, w reżyserii Lynn Ramsay. Film, będący przykładem brytyjskiego kina społecznego, opowiada historię dziejącą się w roku 1973, w Glasgow. Typowa robotnicza dzielnica - przygnębiający wydźwięk lokalizacji wzmaga dodatkowo strajk śmieciarzy, powodujący zaleganie przeraźliwie wielkich hałd worków z odpadkami, wokół których kłębią się szczury i inne związane z tym stanem rzeczy "atrakcje". Dzieciaki bawią się na zawalonych śmieciami podwórkach i nad zanieczyszczonym kanałem, gdzie ginie jeden z chłopców. Jego śmierć kładzie się ciężarem na innym chłopcu, który niechcący spowodował ów śmiertelny wypadek. Ta sprawa, jak i całokształt ohydnego życia, które wiodą ludzie w tym miejscu, prowadzą do dołującego finału. Nie polecam tego filmu nikomu, kto zmaga się z depresją, natomiast sam obraz oceniam jako bardzo dobry. W końcu życie to nie bajka, niestety.
LeonPL - Pią 12 Sty, 2007

lady snowblood- no wiec w wiezieniu pewna pani rodzi dziewczynke, ktora ma za nia dokonac zemsty na 3 niedobrych ludzi. no i mala trenuje pod okiem mistrza po smierci mamy i pozniej biega w kimonie w motylki z katana w reku krojac zlych na kawalki. bardzo dobre kino zemsty, rewelacyjne zdjecia, przepiekna pani grajaca yuki, no i wyrazna inspira do slynnej walki w sniegu z kill bill. bardzo warto!
grzEGOrz - Pon 15 Sty, 2007

'This Film Is Not Yet Rated' (2006) reż. Kirby Dick. świetny dokument o sposobie działania MPAA i jak organizacja ta cenzuruje filmy. to jest naprawdę ciekawa sprawa, bo członkowie oceniający są anonimowi, zakonspirowani jak cholera i reżyser, który nie zgadza się z ratingiem może im naskoczyć. film ogląda się rewelacyjnie - pada tam wiele gorzkich słów pod adresem systemu studiów w USA. są świetne zestawienia filmów różnie zakwalifikowanych - z jednej PG13 z drugiej NC17 - jak myślicie, które są brutalniejsze, bardziej ostre i w ogóle? w filmie wypowiadają się m.in. John Waters (kriste panie, jaki ten koleś ma imidż to po prostu szok, ale tytuł króla kiczu do czegoś zobowiązuje), Kevin Smith, Darren Aronofsky i sporo innych osób. naprawdę warto zobaczyć.
Kamikadze - Sro 17 Sty, 2007

Dziś obejrzałam Marię Abla Ferrary. Przyznam, że film powoduje niesamowite skupienie od pierwszych minut, a zostawia człowieka z prawdziwą zagwozdką. Oczywiście, raczej nie będzie oddziaływał w podobny sposób na ateistów, ale chrześcijanie na pewno powinni go obejrzeć. To w zasadzie jest doskonała riposta na Pasję Gibsona, w której liczyła się dosłowność, zaś brakło miejsca na wiarę. Tu jest bardzo dużo wiary, a film nie daje jednoznacznych odpowiedzi, pozostawiając interpretację widzom.
Kamikadze - Pon 22 Sty, 2007

A dziś widziałam 13 Tzameti - film gruzińskiego reżysera Gela Babluaniego, będący gruzińsko-francuską koprodukcją.
Fabuła wygląda następująco: młody Gruzin, pochodzący z rodziny niezamożnych emigrantów, podobnie, jak jego brat, haruje całymi dniami, wykonując roboty dekarskie. W jednym z domów podsłuchuje rozmowę pana domu, w której ów mówi o tym, że ma szansę na spore pieniądze, gdyż jest spłukany tak, że nie stać go na opłacenie robotnika. Kiedy gospodarz, będący narkomanem, przedawkowuje, chłopak widzi szansę na szybkie wzbogacenie się i kradnie adresowany do pana domu list z biletem na pociąg i rezerwacją miejsca w hotelu. Nie wie jednak, w co się wpakował, a to, co będzie musiał robić okaże się piekielną grą...
Można ten film oglądać jako trzymający w napięciu thriller, ale kiedy wgłębimy się w tę nieprawdopodobną fabułę, oczywistym stanie się, że mamy do czynienia z fabułą metaforyczną, gdzie bohater, everyman, musi zmierzyć się ze swoim fatum. Widać tu zapożyczenia z Kafki, ale niektórzy widzą też wpływy innych klasyków literatury, zwłaszcza rosyjskiej. 13 jest liczbą przynoszącą pecha - tu niby przynosi szczęście, ale czy może przynieść szczęście "czarci tuzin"?

grzEGOrz - Pon 22 Sty, 2007

ostatnio odświeżyłem sobie 'Smoke' Wayne Wang'a. ech... to jest film! te pięć nowelek połączonych w całość osobami głównych bohaterów ma w sobie nieodparty urok. praktycznie rzecz biorąc niezbyt wiele w tym filmie się dzieje, nie ma jako takiej akcji, to raczej zbiór historyjek z życia codziennego kilku osób. urokliwe toto bardzo. Harvey Keitel jako Auggie Wren jest świetny. w ogóle galeria postaci jest bardzo barwna - była dziewczyna Auggiego z przepaska na oku, Cyrus Cole z hakiem zamiast ręki... wszystko spowite kłębami dymu tytoniowego z papierosów, cygaretek i cygar... niby akcja dzieje się w NY, ale jednak zupełnie w innym wymiarze - nie ma tu wielkomiejskiego zabiegania, stresu - wszystko żyje innym rytmem.

obraz przesympatyczny, a 'Innocent When You Dream' Toma Waitsa na końcu po prostu miażdży swoją drogą, kiedy byłem na tym w kinie 10 lat temu, po projekcji publika pierwsze co robiła po wyjściu z sali kinowej to przypalała szluga. ja wiem, że tak jest z reguły, ale po tym akurat filmie to nabierało bardzo kompulsywnego charakteru :wink:

Kamikadze - Pon 29 Sty, 2007

Stage Fright, czyli Trema Hitchcocka z 1950 r. No cóż, jakoś nie byłam powalona historią, choć miała ona swoje lepsze strony, w tym efektowna śmierć pod koniec filmu (niestety, to nie czasy Argento i zabrakło spektakularnych zbliżeń, ale sam pomysł niezły :D ). Na plus należy zaliczyć piękne zdjęcia, no i Marlenę Dietrich, co jednocześnie może być lekkim minusem, ze wględu na "gwiazdorzenie" i wstawki śpiewane tejże. Można zobaczyć, ale nie zaliczyłabym tego do szczytowych osiągnięć Hitcha.
Jutro wstanę i oparzę się herbatą, czyli zwariowany czeski film o tym, jak w niesprecyzowanej przyszłości, wyglądającej jak podrasowane lata 70. (film powstał w 1977 r.), gdzie można zażywać pigułki przedłużające młodość i "zmywać" doszczętnie odpadki organiczne płynem BIO, grupa faszystów postanawia skorzystać z organizowanych wycieczek w czasie i przekazać bombę wodorową Hitlerowi w przededniu klęski wojsk niemieckich. Obsada znana m.in z Arabeli (jest król Hiacynt, czarownik Vigo oraz nieśmiertleny pan Majer, a w epizodzie miga sam Rumburak :lol: ), do tego zabawne efekty i pojechana nieźle muza w stylu disco, co czyni film niezapomnianą komedią :lol:
Police Python 357z 1976 r - policyjny dramat, bo nie przychodzi mi na myśl inne określenie. Jest dwóch mężczyzn, młoda kobieta i zabójstwo. W zasadzie wszystkiego dowiadujemy się na samym początku, kto i dlaczego zabił, a kto jest podejrzany i szuka zabójcy, jednakże od tego ważniejsze jest psychologiczne tło wydarzeń, osobisty dramat policjanta, który bezsilnie się miota, próbując oczyścić się z coraz bardziej obciążających go zarzutów i znaleźć prawdziwego zabójcę. W roli nieszczęsnej ofiary zabójstwa Stefania Sandrelli, która w tym filmie ma podobna rolę, jak w Black Belly of the Tarantula - czyli młodej dekoratorki wystaw sklepowych :wink: Ciekawe, czy był to zbieg okoliczności.

LeonPL - Czw 01 Lut, 2007

Babel - Inarritu ponownie prezentuje nam 3 powiazane (luzno) historie. jedna podaza za losami meksykanskiej opiekunki do dzieci Amelii i jej podopiecznych, druga o rodzinie zyjacych na pustkowiu Pakistanu pasterzy kóz, dla ktorych strzelba do polowania na kojoty stanie sie przyczynkiem tragedii. Ostatnia nowela opowiada o gluchoniemej nastolatce z Tokio. calosc swietnie nakrecona, z rewelacyjna muzyka i gra aktorska. cieszy mnie, ze pomimo zatrudniania gwiazd(C.Blanchett,B.Pitt), rezyser wciaz kreci poruszajace kino.
Kamikadze - Pią 02 Lut, 2007

Killer's Kiss mistrza Kubricka z 1955 r. Film z gatunku noir, jednak zaskakująco świeży dzięki nietypowemu, naturalistycznemu aktorstwu, paradokumentalnym zdjęciom oraz świetnym ujęciom samego Kubricka (scenariusz, reżyseria i zdjęcia, czyli film wybitnie autorski). Stojący na dworcu kolejowym w NYC mężczyzna, opowiada historię, która zaczęła się 3 dni wcześniej - mamy więc opowieść w formie retrospekcji. Nie opowiem szczegółów, może tylko to, że w godzinie filmu ujęto zbrodnię, miłość, sensacyjne pościgi, a wszystko to mocno trzyma w napięciu. Bardzo mi się podobało, jednak końcówka wydaje mi się sztuczna i nieprzekonująca. Ja wiem, że "miłość ci wszystko wybaczy", jak śpiewała Ordonka, ale wydaje mi się, że są pewne granice... :wink:
LeonPL - Pią 02 Lut, 2007

gojoe-mnich z niezle opanowana szabelka idzie na spotkanie, mordujacemu w ilosciach hurtowych okolicznych wojownikow, demonowi. efektownie niczym w grze tv blyskaja miecze, ladne stroje samurajow, rytmiczna muzyka, duzo akcji, mniej dialogow, a calosc skapana w lekkim fantasy(pojedynki na zaklecia). nie jest to kino silace sie na przekazanie czegos widzowi poza frajda z ogl blyskajacego oreza i jako takie niezle daje rade
Kamikadze - Wto 06 Lut, 2007

The Killing - kolejny wczesny film Kubricka, noir. Fabuła dotyczy perfekcyjnie zaplanowanego skoku na kasę z wyścigów konnych. Jest paru panów, którzy zamierzają się podzielić łupem, oczywiście jest zła baba (i ohydna do tego :shock: ), która swoje też robi, mąż-pantofel, kochanek baby oraz wszelkie perypetie wynikające z tegoż przekładańca. Wartka akcja, zdjęcia pędzących dżokejów, napięcie jakie trzeba - Kubrick już na początku był doskonałym fachowcem. Uwielbiam jego filmy. Jak dla mnie, jeden z najlepszych reżyserów w historii kina.

Dopisuję - dziś widziałam Prestiż - wg mnie bardzo dobry, doskonale skrojony film, ze świetnym aktorstwem, pewnych rzeczy można się domyśleć - np. co do postaci Christiana Bale'a ;) ale w zasadzie po seansie wciąż zastanawiam się nad sztuczką jego rywala - czy dopuścić wyjaśnienie sf, czy racjonalne też wchodzi w rachubę. Zresztą wystarczy spojrzeć, jaka kłótnia toczy się na filmwebie, tam jadą ostro po sobie :lol: Tak, czy inaczej, na łeb bije marnego Iluzjonistę z równie marnym Nortonem.

Kamikadze - Sro 07 Lut, 2007

A po Wczorajszym Prestiżu dziś coś z innej parafii - Flic Story Jacquesa Dearaya z 1975 r. Obsada doborowa - Alain Delon, Jean-Louis Trintignant, a w roli żony Borniche'a (Delona) wystąpiła Claudine Auger, znana z roli lesbijskiej właścicielki salonu piękności w The Black Belly of Tarantula.
Co do filmu - kolejny kawałek doskonałego kina kryminalnego z Francji, a do tego opowiada autentyczną historię gliniarza polującego na bardzo niebezpiecznego bandytę, która miała miejsce w 1947 r. Oczywiście, napięcie jakie trzeba, drastyczne sceny również, świetne aktorstwo oraz dobrze skrojona strona psychologiczna. Trintignant jako Emile Buisson genialny. Polecam.


Dodaję się do siebie: dziś Koniec z Hollywood Allena. Psy na tym filmie wieszano, ale dla mnie był uroczy. Podsumował Hollywood, napomknął o sytuacji Hitchcocka - on również został przez Hollywood wzgardzony, ale Francuzi, z Truffautem na czele, obwołali go Mistrzem - aluzja czytelnaja ;) A zwróciliście uwagę na to przepiękne nawiązanie do "Doczekać zmroku"? :wink:

LeonPL - Pią 09 Lut, 2007

infernal affairs- nareszcie obejrzalem ta azjatycka sensacje. wtyczka mafijna poluje na wtyczke policyjna. swietnie zagrane, doskonale nakrecone(chris doyle!), niezla muzyka, pomyslowa, swietnie skonstruowana intryga. nie mam pojecia dlaczego amerykance musieli to zrobic drugi raz(i jeszcze sie nominowac do oscara za to!)
LeonPL - Sob 10 Lut, 2007

kraina traw- rez.terry gilliam. historia mlodej dziewczynki, mieszkajacej z tata-heroinista w otoczonej trawami odludnej chatce. po jego smierci mala, wraz ze swoimi najlepszymi przyjaciolkami-glowami lalek barbie, zamieszkuje ze zwariowanymi sasiadami. swietny film, pieknie zrealizowany, z ladna muzyka, powalajacy niezliczona iloscia szalonych pomyslow. wspaniala basn dla doroslych
Kamikadze - Nie 11 Lut, 2007

LeonPL napisał/a:
wspaniala basn dla doroslych

Owszem, ale z gatunku smutnych i wstrząsających. Bardzo polecam - Gilliam w dawnej formie, w swoim stylu opowiada historię na pograniczu szaleństwa.

flagg - Nie 11 Lut, 2007

Mi tam nowy Gilliam jakoś nie bardzo podszedł.
Może nie powinienem sobie rościć prawa do głosu. Oglądałem go w trakcie festiwalu, 4 film pod rząd...
Ale jednak, jeśli wychodzi się na 20 minut przed końcem projekcji mówiąc, że "na dzisiaj mi już starczy", to jednak o czymś to świadczy. Owszem, początek bardzo "sympatyczny" :wink: , ale im dalej, tym niestety dla filmu gorzej... Jakoś żadnej magii nie poczułem :wink: .
Mam nadzieję, że w dziale filmów baśniowych lepiej sobie poradził McKean ze swoim "MirrorMask" (wciąż sobie obiecuję, że wreszcie się do tego filmu zabiorę) bo Gilliam cienko, cienko ("Bracia Grimm" także byli dla mnie srogim rozczarowaniem), a i ostatnie filmy Burtona zaczęły mnie zawodzić...

Kamikadze - Pon 12 Lut, 2007

flagg napisał/a:
Mi tam nowy Gilliam jakoś nie bardzo podszedł.


Kurczę, jak to jest, że jak coś się Flaggowi podoba, to mnie nie i na odwyrtkę... :shock: :?: Myślę, że jest nawet taka reguła, oczywiście nie mówię tu o jakiejś złośliwej przekorze, tylko gustach wprost przeciwnych :D
A MirrorMask dla mnie całkiem całkiem, tak więc uważaj, Flagg, bo może Ci nie podejść :lol:
Ale z tym, że Burton daje ciała oraz że Grimmowie są ciency, też się zgodzę. Może jednak jest jakaś szansa dla MirrorMask :D

flagg - Pon 12 Lut, 2007

Kamikadze napisał/a:
Kurczę, jak to jest, że jak coś się Flaggowi podoba, to mnie nie i na odwyrtkę... Myślę, że jest nawet taka reguła, oczywiście nie mówię tu o jakiejś złośliwej przekorze, tylko gustach wprost przeciwnych
A MirrorMask dla mnie całkiem całkiem, tak więc uważaj, Flagg, bo może Ci nie podejść
Ale z tym, że Burton daje ciała oraz że Grimmowie są ciency, też się zgodzę. Może jednak jest jakaś szansa dla MirrorMask


Nie martw się, to tylko kwestia mojego spaczonego gustu :wink:

Już mnie tak parę tygodni temu tknęło, po świeżo obejrzanym "Ils", który mi zupełnie nie podszedł (o zgrozo!)... Przez chwilę mnie tak kusiło, by się wyżalić na forum, ale w odpowiednim momencie się powstrzymałem, bo jeszcze mogłabyś mnie, nie bez racji, posądzić o nieczyste intencje :wink:

Ale nie no, może nie jest tak źle...

(...po przejrzeniu paru Twoich postów...)

Lemora - kocham! :mrgreen:

LeonPL - Wto 13 Lut, 2007

"las princesas" - opowiesc o przyjazni dwoch madryckich prostytutek-Caye i przybylej z Dominikany Zulemy. Hiszpania inna niz ta z folderow reklamowych-dziwki, narkomania, przemoc wobec kobiet, aids, niechec wobec imigrantow. dobrze zrealizowane kino obyczajowe, potrafiace wstrzasnac widzem, z ladna, choc chyba zbyt nachalnie dawkowana, muzyka manu chao. idealny przyklad na to, ze nie tylko almodowar potrafi tam krecic ciekawe filmy
Kamikadze - Sro 14 Lut, 2007

- Bogowie i potwory Billa Condona (uwielbiam to nazwisko :lol: ) z 1998 r., czyli rzecz o ostatnim okresie życia Jamesa Whale'a, legendy kina, reżysera m.in. Frankensteina oraz Narzeczonej Frankensteina. Dość przygnębiający, ale fan horroru powinien obejrzeć przynajmniej ze względu na fikcyjne retrospekcje z kręcenia Narzeczonej oraz różne odniesienia do legendarnego potwora stworzonego przez Mary Wollstonecraft Shelley.
- Ko to tamo peva Slobodana Sijana z 1980 r. - jugosłowiańska komedia z gatunku kończących się gorzko, opowiadająca metaforyczną historię pasażerów pewnego autobusu, którzy wiosną 1941 usiłują dostać się do Belgradu. Mamy więc przekrój społeczeństwa, różne zabawne i zaskakujące przygody, wszystko to okraszone przaśnym humorem, czyli rzecz w stylu, który charakteryzuje późniejsze dokonania Kusturicy - musiał wiele się od Sijana nauczyć. Para Cyganów, którzy pdsumowują tą samą piosenką ze zmieniającymi się słowami pierwszej zwrotki to, co właśnie się wydarzyło, nieodparcie kojarzy się z komentującym chórem z greckich tragedii. Oczywiście w finale śmiech zamiera nam gdzieś w gardle, ustępując miejsca refleksji. Świetny film.

Kamikadze - Pon 19 Lut, 2007

Powyżej pisałam o filmie Ko to tamo peva, a dziś widziałam kolejny wspaniały obraz tego samego reżysera - Maratonci trce pocasni krug z 1982 r. Dzieło to, zawarte w formie bardzo czarnej komedii, opowiada rozgrywającą się w połowie lat 30. XX w. historię wielopokoleniowej rodziny (od naprawdę absurdalnie starego prapradziadka) grabarzy Topalovićów (ich żony i matki dziwnie szybko ginęły w tej samczej rodzince) oraz prowadzącej z nimi interesy innej rodziny, Pitonów - miejscowych rzezimieszków. Odrobinę opóźniony w rozwoju i zahukany Mirko, najmłodszy przedstawiciel pogrzebowej familii, kocha bez wzajemności Kristinę, córkę Bili'ego Pitona. Bardzo chce się z nią ożenić, czemu przeciwny jest jego ojciec, wredny Laki. Z kolei Bili chętnie wydałby ją za Mirko, ale ma w tym swój interes - chciałby wejść w spółkę z Topalovićami przy budowie krematorium. W zasadzie dokładne streszczanie fabuły nie ma sensu, jest ona absurdalna, przesycona zwariowanym humorem w głębokim odcieniu czerni, czasem dość rubasznym, ale końcówkę można odczytywać jak ponure proroctwo dla Jugosławii, spełnione już w przyszłej dekadzie. Świetny film, gorąco polecam tego reżysera.
Kamikadze - Sro 21 Lut, 2007

Dopiszę się pod sobą, bo nikt się nie kwapi :mrgreen:
Widziałam dziś film Christophera Nolana z 1998 r. pt. Following. To jeden z pierwszych filmów tego reżysera (bodajże drugi w kolejności), kręcony w UK, ale naprawdę rasowy! Nolan pobawił się tutaj formułą noiru, z zachowaniem czarno-białej taśmy (mocne nasycenie czerni), zastosował znaną z póxniejszego Memento zakłóconą chronologię zdarzeń, nieźle namieszał w głowie widza, pozostawiając go z zagadkami ;) Ale mam pewne domysły, co do całości, na co naprowadziła mnie twarz Marilyn Monroe i pani w filmie... nie bez powodu są podobne :!:
Aha, uważam, że Nolan to jeden z najlepszych tworzących obecnie reżyserów, obdarzony ogromnym talentem na miarę Hitchcocka i podobnie, jak on, łączący najwyższą jakość fachu z inteligentną rozrywką. No, nie podobała mi się Insomnia, ale to dlatego, że jest remakiem lepszego oryginału, a Batmana nie widziałam, gdyż jakoś nie czuję specjalnego pociągu do Człowieka-Nietoperza, ale Following, Memento oraz Prestiż sprawiają, że nie tracę wiary w przyszłość kina :D

Kamikadze - Nie 25 Lut, 2007

Jeszcze coś i zapełnię stronę swoimi postami :lol:
Dziś obejrzałam wreszcie M.A.S.H. Altmana. Przyznam, że szykowałam sięna coś fajnego, bo słyszałam, że o wiele lepszy od serialu serwowanego kiedyś przez TVP. Jak wielkie więc czekało mnie rozczarowanie!
Nie dość, że w ogóle mnie nie bawił, to jeszcze był nudny. Jego wadą podstawową jest to, że adresowany jest najwyraźniej do mężczyzn - nie sądzę, żeby którakolwiek kobieta śmiała się z tego, że w szpitalu polowym pielęgniarki służą wyłącznie jako rozrywka męskich, wesolutkich lekarzy, którzy między jedną amputacją a drugą zabawiają się z nimi, popijając martini, a ewentualne wyrzuty sumienia kwitują tym, że przecież mąż jest ileś tam tys. km stąd, więc to nie jest zdrada. Poza tym babki mogły być cheerleaderkami podczas meczu futbolu amerykańskiego oraz przyszyć guzik do koszuli szefa. Jedna z kobiet, która przyszła na randkę z głównym bohaterem, zostaje przez tegoż poproszona o "wyleczenie" obozowego dentysty z przekonania, że jest gejem i wyjeżdża na drugi dzień z rozanielonym uśmiechem na ustach, bo dentysta (Polak zresztą) jest niby jakoś super obdarzony przez naturę. Wypływa z tego uroczy i jakże dowcipny wniosek, że nic nie robi lepiej kobiecie, jak duża pała. Doprawdy, pękałam ze śmiechu :? Poza tym panowie lekarze zabijają czas robieniem wrednych kawałów "sztywniakom", czyli nielicznym osobom odstającym stylem życia - służbistom, osobom nieco "moherowym", itp. Kto nie da się przekabacić - wylatuje w sprytny sposób, natomiast babkę zawsze można ewentualnie przelecieć, po czym ujawnia ona, że i tak była idiotką :roll:
Dodatkowo zostałam uraczona potężną dawką przyznam, że dobrze sfilmowanego, futbolu amerykańskiego, który jednakże interesuje mnie w równym stopniu, co skarpetki ojca dyrektora. Oj, dłużył mi się ten film nieziemsko, spodziewałam sięraczej czegoś w rodzaju Paragrafu 22, a tu - kupa. Wiem, że film ma sporo zwolenników, zapewne płci męskiej, ale ja nie zasilę tego grona. Nawet przy nie wiem, jak dużym poczuciu humoru, trudno było się bawić przy tym steku seksistowkich i nieśmiesznych skeczy.

grzEGOrz - Nie 25 Lut, 2007

się Karolino zagotowałaś :lol: feministyczny pazur pogroził Altmanowi :wink: ja tam nie bardzo już MASH pamiętam, ale że wynudziłem się na nim to fakt.
Kamikadze - Pon 26 Lut, 2007

grzEGOrz napisał/a:
się Karolino zagotowałaś feministyczny pazur pogroził Altmanowi ja tam nie bardzo już MASH pamiętam, ale że wynudziłem się na nim to fakt.


Eee, wiesz, można oko przymykać na różne rzeczy, o ile jest to inteligentnie rozwiązane, ale takie dowcipasy luzaków, którzy mentalnie przypominają chłopców z gimnazjum, są poniżej wszelkiej krytyki. Altman np. bardzo ładny film o kobietach nakręcił - Trzy kobiety - ale to było ładne parę lat później; widać dopiero wtedy, kiedy dorósł :zadowolony:

Mort - Nie 04 Mar, 2007

"Pachnidło" - w końcu się wybrałem i muszę przyznać, że bardzo mi się podobał. Wciągający równie silnie co książka, wizualnie piękny i plastyczny film, który pokazuje, że wielka literatura przy odpowiedniej wizji reżysera jest możliwa do przeniesienia na ekran. Bo Tykwerowi udało się niejednokrotnie uchwycić, coś co w kinie jest niemożliwe do uchwycenia - zapach! Dzięki znakomitym obrazom czuć smród rybiego targu, ale i słodką woń kwiatów. Świetne. Ponadto trzeba zwrócić uwagę na bardzo dobre aktorstwo (zwłaszcza doskonałą rolę Hoffmana jako Baldiniego), urocze panie oraz początkową scenę narodzin, przy której ponoć ludzie wychodzili z kina :) Szkoda, że postać Grenouille została zmieniona w urodziwego modela, bo w książce bardziej przypomina wieśniaka z uciętą ręką z komiksu o Thorgalu pt. "Wilczyca". Zresztą on miał budzić odrazę również fizjonomią, a nie tylko swoimi mordami. Ponadto w filmie przedstawiono go jako człowieka, który szuka zapachu miłości, a to kompletna bzdura i marne uzasadnienia popełnianych czynów, bo przecież on szukał zapachu absolutnego. Ale mimo tych wad film bardzo udany. Oczywiście jak dobry by nie był, to i tak, moim zdaniem, nie będzie lepszy niż książka - przyjemności z obcowania z pięknym językiem "Pachnidła" nie da się niczym zastąpić.
Kamikadze - Wto 06 Mar, 2007

A ja obejrzałam dziś Listonosz zawsze dzwoni dwa razy Tay'a Garnetta z 1946 r. Czyli wersję pierwotną ;) Bardzo ciekawy noir, z niejednoznacznymi postaciami - bohaterowie ani do końca źli, ani też dobrzy, czyli ludzcy po prostu. Lana Turner jako niewierna żona w bieli, dla odmiany złamanej raz czernią, niebywale glamour, John Garfield chłopięco-męski, miał w sobie coś, choć nie był typowym przystojniaczkiem :wink: Naprawdę warto obejrzeć, choć końcówka dość wzniosła, z morałem :D
Kamikadze - Pią 16 Mar, 2007

Jako, że minęło 10 dni, wpiszę się pod sobą bez zbędnych obiekcji ;) Obejrzałam film Cuarona pt. Ludzkie dzieci i uważam, że jest to arcydzieło :D . Rzecz dzieje się w przyszłości, ale nie aż tak odległej (2027 r.). Otóż ludzkość powoli wymiera, gdyż od 2008 roku nie urodziło się ani jedno dziecko. Kobiety stały się bezpołodne, te, które były w ciąży, traciły ją, reszta nie rodziła wcale. Najmłodszy mieszkaniec Ziemi - osiemnastolatek - właśnie zginął, gdyż obraził swego fana (tak, był traktowany, jak gwiazda, rozdawał autografy). Cały świat pogrążony jest w anarchii, terroryzmie, Wielka Brytania reklamuje się jako państwo, które jako jedyne panuje nad sytuacją, ale oczywiście, jest to nieprawda, co nie przeszkadza hordom uchodźców z całej Europy przyjeżdżać do niej, gdzie jako nielegalni imigranci, całymi stadami są wywożeni do obozów, w rzeczywistości koncentracyjnych. W tej oto tragicznej sytuacji jeden gość, Theo, który ma w rodzinie najwyższą szychę w rządzie, zostaje porwany przez swoją dawną miłość. Ma załatwić papiery, które kolorowej imigrantce ułatwią przedostanie się w pewne bardzo ważne miejsce. Okazuje się, że Murzynka jest w ciąży i wiele osób chce to wykorzystać dla własnych celów.
Film absolutnie kopie w czaszkę. Nie dość, że dzięki genialnym zdjęciom Emmanulela Lubezkiego daje wrażenie niesamowitej autentyczności, nie dość, że całość trzyma w napięciu jak najlepszy thriller i film akcji, to dodatkowo przesycony jest religijną symboliką, nadającą historii znaczenie Ewangelii. Niech Wachowscy pokazują swoje V jak Vendetta dzieciom z przedszkola - Ludzkie dzieci to film dla prawdziwych kinomanów, którzy docenią genialne, długie ujęcia (co widać na przykładzie kamery zabryzganej krwią - ile czasu ta krew jest widoczna), dramat ludzkości, świetne aktorstwo i wspaniałą ścieżkę dźwiękową. Cały czas jestem pod ogromnym wrażeniem tego obrazu. Ale uwaga - to nie filmik sf-pseudoantyutopijny, to nie Equilibrium ani V jak Vendetta, ani nawet Matrix. To kawał dramatu, thrillera, kina drogi, rzeźnickiego filmu wojennego i wizjonerskiego kina religijnego w jednym. Miazga, psze państwa 8)

flagg - Sob 17 Mar, 2007

A przy tym, jak genialnie odwołują się do czasów współczesnych! To rzeczywiście autentyczny film post-2001, z nawiązaniami do wojny w Iraku, do antyimigrancyjnej polityki w Europie, do Abu Ghraib, itd. Pod tym względem Ludzkie dzieci są autentycznym dziełem 'zaangażowanym' - prowokującym i niezwykle odważnym. Pod pozorami s-f kryje się kino społeczne i polityczne, podejmujące aktualną i palącą problematykę.
Cuaron wychodząc z tego prostego założenia, zrezygnowałem z tego całego rozbuchanego kostiumu s-f i nakręcił film nieprawdopodobnie realistyczny. Chwała mu za to!
A sceny w samochodzie, czy łapanka w autobusie, wreszcie długa finałowa sekwencja - autentycznie zmiatają.
Kawał świetnego kina i prawdziwa bomba 2006- Ludzkie dzieci miszcz!

Kamikadze - Sob 17 Mar, 2007

Ooo, Flagg - wreszcie mamy podobne zdanie nt. filmu :!: :piwo:
grzEGOrz - Nie 18 Mar, 2007

"The Queen" r. S. Frears. końmi trzeba było mnie do obejrzenia tego filmu zaciągać, ale w sumie nie żałuję. zgrabna historyjka o reakcji rodziny królewskiej na śmierć księżnej Diany i jak wypłynął na tym Tony Blair. Helen Mirren faktycznie dobra jako królowa Elżbieta, z Blaira zrobili niezłego gamonia. ciekawy wgląd w kulisy domu Windsorów. z zaskoczeniem stwierdzam, że mi się podobało 8)
Kamikadze - Sro 21 Mar, 2007

L'uomo senza memoria Duccio Tessariego - wszystkie spostrzeżenia wpisałam w dziale giallo - film na pewno ma przyzwoity poziom, nie razi śmiesznością ani kiczem, występują w nim znani gialliczni aktorzy (choć nie tylko), no i ma ciekawą fabułę. Polecam tego pana.
grzEGOrz - Sro 21 Mar, 2007

a ja ostatnio podróże sentymentalne uskuteczniam:

Seven Samurai - chyba nie ma co komentować. ten film znać trzeba i już! choć ja bym trochę przyciął, bo ponad trzy godziny to jest lekka masakra dla odwłoku widza :wink:

Hori, ma panenko! r. Milos Forman - kurczę, lubię takie filmy, gorzkie komedie, tak naprawdę o niczym, z miałką fabułą, ale które mają kilka celnych obserwacji o ludziach i ten czeski klimat. chyba muszę zaopatrzyć się w więcej pozycji czeskiej nowej fali.

Lock, Stock & Two Smoking Barrels - całkiem całkiem to wypada oglądane po latach, choć jak się nie ma 18 lat to już tak nie bawi i trochę nuży. dzisiaj może sprawdzę jak Snatch się trzyma, ale mam pewne wątpliwości...

Kamikadze - Czw 22 Mar, 2007

Dziś - The Island of Dr Moreau Dona Taylora z 1977 r. , adaptacja klasycznej już powieści sf-grozy H.G. Wellsa z gwiazdami - uznaną - Burtem Lancasterem w roli tytułowego doktora oraz już popularną - Michaelem Yorkiem. Solidna rozrywka, z zaskakująco dobrą charakteryzacją (z tamtego roku podobny był Chewbacca ze SW :wink: ) oraz wciąż budzącymi podziw scenami walk z dzikimi zwierzętami - na pewno były niebezpieczne, zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt :wink:
grzEGOrz - Czw 22 Mar, 2007

'Snatch' - parady wspomnień ciąg dalszy. lepsze to niż 'Porachunki', ale już nie bawi tak jak kiedyś. mam wrażenie, że dla pewnych filmów powinno się stworzyć kategorię "do lat 20"

'Hogfather' r. Vadim Jean. ekranizacja powieści Terry'ego Pratchetta "Wiedźmikołaj" - muszę przyznać, że jak na produkcję telewizyjną to jest to zrobione bardzo, bardzo dobrze. ten dwuczęściowy film dobrze oddaje fabułę książki. fabułę, bo klimat już nieco mniej. choć pojawiają się żarty znane z kart powieści, a dekoratorzy zadbali o wierne opisom przedstawienie Świata Dysku to ja zdecydowanie wolę czytać niż oglądać. mimo osobistych zastrzeżeń - zuch film.
teraz trzeba by się zakręcić za animowanymi seriami, bo zrobiono ich chyba dwie, ale niestety żadnej na podstawie książek o Straży Miejskiej :(

flagg - Pon 26 Mar, 2007

'300' - pamiętacie ironiczną sekwencję z 'Last Action Hero' z Arniem jako pompatycznym Hamletem w roli głównej? Wyobraźcie ją sobie w wymiarze pełnometrażowym i nakręconą na serio...
Widowisko wyjątkowo przykre w odbiorze...
:placze:

Embalmer - Czw 29 Mar, 2007

"Taxidermia" (2006, György Pálfi) - Moja reakcja po obejrzeniu tego filmu: o kurwa! :shock: Naprawdę odebrało mi mowę po projekcji. Fabuły nie będę opisywał, bo po co, ale "Taxidermia" jest przeznaczona dla ludzi o mocnych nerwach. Film oferuje kilka groteskowo-obrzydliwych scen m.in. wymiotowania, seksu z martwą świnią, zabiegu taksidermii na człowieku itd. Obraz dziwaczny, unikatowy, absurdalnie śmieszny, przepięknie nakręcony, wart ze wszech miar obejrzenia.
Kamikadze - Nie 01 Kwi, 2007

Time after Time - czyli bajeczka dla dorosłych o H.G. Wellsie (Malcolm Mc Dowell), który sam konstruuje wehikuł czasu i przenosi się w przyszłość (1979 r.), by dorwać Kubę Rozpruwacza (David Warner), którym jest jego osobisty przyjaciel, co skorzystał jako pierwszy z wynalazku w obawie przed londyńską policją :wink: Pomysł osobliwy, ale całość zgrabna, początek niemal dokładnie powtarzający sceny inicjujące Wehikuł Czasu George'a Pala, a potem trochę naznaczonego przemocą kina lat 70. + elementy romantyczne z Amy (Mary Steenburgen), trochę ładnych zdjęć San Francisco z tamtej cudownej dekady i happy end. Rozrywka dobra, ale Mary Steenburger rozstrzelałabym osobiście! Takiej "opóźnionej" baby, która nawet, kiedy się irytuje, dziamdzia w zwolnionym tempie, dawno nie widziałam! Jej aktorstwo również pozostawia tu wiele do życzenia. McDowell w roli angielskiego dżentelmena-idealisty, który jest zagubiony w przyszłości, wypada świetnie, a David Warner idealnie oddaje postać świetnie aklimatyzującego się seryjnego zabójcy. Warto się dać rozerwać temu filmowi :wink:
Kamikadze - Pon 02 Kwi, 2007

A dziś ujrzały me oczy najnowszy film Agnieszki Holland, czyli Kopia mistrza, jak dziwnie przetłumaczono tytuł Copying Beethoven. I cóż - nie zachwycił mnie. Owszem, strona wizualna z pięknymi zdjęciami Ashley'a Rowe'a, kostiumami, wnętrzami oraz "zewnętrzami" :wink: + muzyka cieszą oko, ale sam film... no cóż, Holland miała taki swój sznyt, pazur, który w tym filmie wyraźnie jest stępiony. Za to wszystko jest bardzo poprawne, a nie dość prawdziwe. Film momentami się dłuży, scena dyrygowania Beethovena przez główną bohaterkę nadmiernie "hollywoodzka" - Diane Kruger w roli Holz nadmiernie "wczuwa się" w robotę; nawet nierozpoznawalny pod charakteryzacją i dobrze grający Ed Harris miał banalne momentami kwestie do wypowiedzenia. Tak więc - nic specjalnego, ale obejrzeć można.
grzEGOrz - Wto 03 Kwi, 2007

w końcu 'Volver' Almodovara - hmmm... świat bez mężczyzn, a mimo to film przyjemny. choć Pedro dawno już się uspokoił i teraz to jakieś melodramaty na poważnie kręci, ale nadal ogląda się go z pryzjemnością.
Tristan Tzara - Wto 03 Kwi, 2007

grzEGOrz napisał/a:

teraz trzeba by się zakręcić za animowanymi seriami, bo zrobiono ich chyba dwie, ale niestety żadnej na podstawie książek o Straży Miejskiej :(

te seriale mozesz spokojnie olac, sa beznadziejne. film juz lepiej obejrzec drugi raz :) nie byl zly choc spodziewalem sie totalnego gowna. ale prawda taka ze nie da sie przeniesc SD na tasme filmowa tak aby zadowalao mnie jak i reszte fanow serii.

grzEGOrz - Sro 04 Kwi, 2007

ale widziałeś te serie, czy opierasz się na opinii innych?
Tristan Tzara - Sro 04 Kwi, 2007

ogladalem obydwa czyli wyrd sisters i soul music)domyslnie wyszly jako seriale ale w sieci najczesciej mozna spotkac polaczone w calosci podzielona na 2 party). soul music jeszcze da sie obejrzec ale wyrd sisters to tragedia jesli chodzi o wszystko(oddanie klimatu az po styl rysowania). ale z ciekawosci mozna zobaczyc jesli jest sie duzym fanem ksiazkowej serii.
Charles - Czw 05 Kwi, 2007

City of God- Wspaniały film, historia przedstawiona w rewelacyjny sposób, świetnie prowadzona kamera, szybkie cięcia, montaż i reszta techniczych aspektów (rwana narracja, częste przedstawianie tej samej sytuacji z innej perspektywy). Poruszająca historia, jest brutalnie i bardzo gorzko, reżyser dodał jednak trochę humoru. Zauważyłem niespotykane raczej przejścia, raz jest przejmująco, a raz zupełnie śmiesznie, zabieg zastosowany pewnie żeby w trochę mniej hermetycznej formie przedstawić ową historię. Film leci w fantastycznym tempie i ani się obejżałem a to już koniec. Wysoko rekomenduję.
Embalmer - Sob 07 Kwi, 2007

"Pusher" (1996. Nicolas Windig Refn) po raz drugi - Uwielbiam ten film. Kurewsko realistyczne sportretowanie narkotykowego półświatka Kopenhagi. Mocne, brutalne i intensywne kino. Ten dramatyczny thriller autentycznie przypomina mi dokument. Kim Bodnia rewelacyjny w roli dilera Franka, który musi zwrócić gangsterom mnóstwo forsy, bo inaczej... No i te postaci czarnych charakterów: Milo oraz Radovan. Polecam absolutnie.

"Pusher 2", "Pusher 3" - ktoś widział? Dobre?

http://www.imdb.com/title/tt0117407/

Jurandek - Sob 07 Kwi, 2007

druga czesc duzo lepsza jest - wiecej humoru, wiecej franka (w sumie to jego historia juz) - mi sie widziala bardziej niz 1. 3 nie widzialem
Kamikadze - Pon 09 Kwi, 2007

Ja dziś wreszcie obejrzałam Źródło Aronofsky'ego. Jeżeli chodzi o treść, to bardzo przypominała mi ona dawne arcydzieło Langa pt. Zmęczona śmierć. Chodzi mniej więcej o to samo - świadomość nieuchronnej utraty ukochanej osoby i rozpaczliwe działania mające na celu odwleczenie wyroku, a w finale - pojęcie bezowocności działań i odnalezienie ukojenia.
Oczywiście, film Aronofsky'ego jest jednak zupełnie innym obrazem, dziełem dzisiejszych czasów, a przede wszystkim - niezwykłym doświadczeniem wizualnym. To koniecznie trzeba oglądać na wielkim ekranie!
I choć miałabym parę zastrzeżeń, to jednak oczarował mnie ten film. Bardzo ładna baśń. Myślę, że Langowi też by się podobała :)

bub - Wto 10 Kwi, 2007

Cytat:
'Snatch' - parady wspomnień ciąg dalszy. lepsze to niż 'Porachunki', ale już nie bawi tak jak kiedyś. mam wrażenie, że dla pewnych filmów powinno się stworzyć kategorię "do lat 20"


dokladnie na odwrot uwazam ;)

grzEGOrz napisał/a:
w końcu 'Volver' Almodovara - hmmm... świat bez mężczyzn, a mimo to film przyjemny. choć Pedro dawno już się uspokoił i teraz to jakieś melodramaty na poważnie kręci, ale nadal ogląda się go z pryzjemnością.


dokladnie na odwrot uwazam ;)

grzEGOrz - Wto 10 Kwi, 2007

znaczy się co uważasz, że Snatch to super film a Volver to kicha i lepszy jest wczesny Almodovar? co do Ritchiego to nie będę się kłócił, bo moim zdaniem nie warto - fajne widowisko, tempo odpowiednie, ogląda się... nic ponad to. a może, że "Porachunki" lepsze? :oops:

a Almodovar to znowuż taki już refleksyjny bardzo, choć nadal z pazurem. skali porównawczej nie mam, bo ostatnio filmy Pedro oglądałem w liceum i pamiętam mało co - ostatnio jak próbowałem obejrzeć "Kobiety na skraju załamania nerwowego" to zasnąłem... :zadowolony:

Embalmer - Sro 11 Kwi, 2007

"13 Tzameti" (2005. Gela Babluani) - Kanadyjski posępny 'neo-noir' o 22-letnim imigrancie, naprawiającym dach, który wskutek śmierci właściciela budynku postanawia zastąpić go w tajemniczej profesji i trafia w centrum nielegalnych zawodów rosyjskiej ruletki. Mroczny, niepokojący film, mocno minimalistyczny, jeśli chodzi o dialogi oraz lokacje - opiera się przede wszystkim na znakomitym aktorstwie. Do tego smutne, przejmujące zakończenie oraz piękne czarno-białe zdjecia. Absolutnie warto.

http://www.imdb.com/title/tt0475169/

flagg - Sro 11 Kwi, 2007

Embalmer napisał/a:
"13 Tzameti" (2005. Gela Babluani)

Dobry film, aczkolwiek cała zabawa w rosyjską ruletkę wg mnie zupełnie pozbawiona suspensu - od początku wiadomo, jak się całość skończy.. A jeśli na tym motywie buduje się napięcie przez pół filmu, to najlepiej ten zabieg nie wypada (podobny problem miał moim zdaniem równie ciekawy film "Intacto" Fresnadillo). Do tego użycie czarno-białych zdjęć efektowne, ale czy ja wiem, czy jakoś formalnie uzasadnione (jeśli to w ogóle może być potraktowane jako zarzut)?
Ale poza tym absolutnie zgadzam się z Embalmerem!

grzEGOrz napisał/a:
choć Pedro dawno już się uspokoił

A widziałeś EGO 'Złe wychowanie'? Bo nie miałem wrażenia, żeby był to film 'spokojny'. :wink:
A 'Volver' rozczarowujący. Nostalgiczna podróż do dzieciństwa, ale jak na Pedro to jakoś zadziwiająco 'bezbolesna'... Pozostaje Penelope Cruz - ach... :mrgreen:

grzEGOrz - Sro 11 Kwi, 2007

flagg napisał/a:
A widziałeś EGO 'Złe wychowanie'? Bo nie miałem wrażenia, żeby był to film 'spokojny'.


nie widziałem. moja przygoda z Almodovarem naprawdę skończyła się w czasach licealnych, czyli prawie dekadę temu 8) ale dziewczę me ma wkrętkę na jego twórczość, więc jest szansa, że nadrobię zaległości :wacky:

a sam 'Volver' mi się podobał, może dlatego, że nie oceniam go przez pryzmat całej twórczości Pedro. co do Cruz to wcale nie jestem przekonany, że to taka zjawiskowa dama :P

Kamikadze - Sro 11 Kwi, 2007

flagg napisał/a:
Dobry film, aczkolwiek cała zabawa w rosyjską ruletkę wg mnie zupełnie pozbawiona suspensu - od początku wiadomo, jak się całość skończy.. A jeśli na tym motywie buduje się napięcie przez pół filmu, to najlepiej ten zabieg nie wypada (podobny problem miał moim zdaniem równie ciekawy film "Intacto" Fresnadillo). Do tego użycie czarno-białych zdjęć efektowne, ale czy ja wiem, czy jakoś formalnie uzasadnione (jeśli to w ogóle może być potraktowane jako zarzut)?


Ale w tym filmie nie o to chodzi! To tylko szkielet, bo fabuła musi się jakoś toczyć. Tak naprawdę ważniejsza jest wymowa symboliczna tego filmu - dość zagadkowa, kojarząca się z Kafką, mówi wiele o tzw. przypadku, który tak naprawdę wcale przypadkiem nie jest, a przeznaczeniem - w końcu numerem jest ni mniej, ni więcej, jak tylko 13 - tzw. czarci tuzin. Komu diabelska 13 przynosi szczęście? ;) Bohater mógł dalej robić te dachy w pocie czoła, ale uległ pokusie jakiejś szemranej, choć lukratywnej propozycji, niby nie kierowanej do niego, ale... licho nie śpi :wink: Tak naprawdę wybrał swoją przyszłość, zdecydował, którą drogą idzie. Myślę, że to nietuzinkowy film.

flagg - Czw 12 Kwi, 2007

Ok, ok, ale ja zupełnie nie o tym :)
Jeśli film wykorzystuje konwencję thrillera, to chyba w jakimś celu, czyż nie?
Piszesz o czym jest ten film (wg Ciebie), o symbolice (niezbyt zresztą bogatej, przyznasz), tropach, ale zapominasz, że Babluani posługuje się jednak gatunkowym sztafażem (interpretacja jest dopiero kolejnym etapem w odbiorze). 'Pod' zgrabną opowiastką, pełną napięcia (którego mi właśnie brak i cierpię z tego powodu straszliwie :( ) ma się kryć dopiero symboliczna opowieść o everymanie, który wyrusza w metaforyczną podróż i ta dalej (pies gonił krytyków filmowych!)... Kiedy mnie właśnie ta opowiastka nie satysfakcjonuje! Ot co, i żadna podtekstowa, głęboka symbolika tego nie zmieni :)
Tak mi się skojarzyło ze Scorsese i jego genialnym 'Po godzinach' (choć to zupełnie inne kino!). Tam masz niby także kino z mocnymi podtekstami religijno-politycznymi odwołujące się do kina noir, ale nie zmienia to faktu, że jest genialnie opowiedziany, świetnie się go ogląda, a napięcie aż widza zżera (że się tak niezgrabnie wyrażę).
A w przypadku '13 Tzameti' można się jakichś zgrabnych metafor doszukiwać, ale w niczym nie umniejsza to faktu, że suspensu niezbędnego dla konwencji gatunkowego thrillera, do którego reżyser jak najbardziej świadomie się odwołuje, brak (przynajmniej wg mnie) !

Kamikadze - Pią 13 Kwi, 2007

flagg napisał/a:
Jeśli film wykorzystuje konwencję thrillera, to chyba w jakimś celu, czyż nie?

Równiez po to, by ukazac okrucieństwo losu, posępne przeznaczenie i co tam sobie jeszcze dopiszesz.
Jak Ci się nie podobał, to nie :P Dla mnie był tam suspens, cały czas siedziałam, jak na szpilkach. No,a le nie zapominajmy, że nasze gusta filmowe się rozjeżdżają i czasem tylko zbiegną, raz na jakiś czas :D Mimo wszystko chyba się lubimy, prawda? :wink: :D

LeonPL - Pią 13 Kwi, 2007

survive style 5+ - zwariowana jazda made in japan.5 przeplatajach sie nowel, o facecie(t.asano) co to swoja powracajaca z grobu zone zabija, o biznesmenie, ktory po seansie hipnozy mysli, ze jest ptakiem, zwariowanej autorce reklam, 3 drobnych wlamywaczy, i vinnie jonesie, co to jak zawsze gra oprycha rzucajacego zabawnymi tekstami. burza kolorow, rewelacyjny montaz, sporo humoru, fajnie dobrana muzyka. mozna sie doczepic do braku ponadczasowego przeslania :wink: , ale wprawia w taki wesoly nastroj, ze szkoda czasu na marudzenie. bardzo polecam
flagg - Sob 14 Kwi, 2007

Kamikadze napisał/a:
Jak Ci się nie podobał, to nie


Ale kiedy mi się '13 Tzameti' podobał! Przecież napisałem wyżej, że:

flagg napisał/a:
Dobry film


Owszem, żadne to dla mnie tam 'europejskie odkrycie roku', jak pisali niektórzy, ale doceniam ten film pod niemal każdym względem! Mam tylko ten jeden podstawowy zarzut, zresztą bardzo subiektywny.

Kamikadze napisał/a:
Dla mnie był tam suspens, cały czas siedziałam, jak na szpilkach.

I to jest kontrargument, którego oczekiwałem! Dobra, to już tyle na temat '13 Tzameti' :mrgreen:

grzEGOrz - Nie 15 Kwi, 2007

'Proposition' reż. John Hilcoat. western australijski ze scenariuszem Nicka Cave. szczerze mówiąc, nie wiem co sądzić o tym filmie. aktorsko jak najbardziej tak (ale się Will Scarlet z Robin Hooda roztył, a Emily Watson to ma pecha do dziwacznego seksu :wink: ), historia też całkiem zgrabna, ale jakoś pozostawia niedosyt. no i te kiczowate zdjęcia zachodów słońca - brrr... plus za naturalizm przemocy - nie ma zmiłuj - scena flagelacji - uch och...
Jurandek - Nie 15 Kwi, 2007

no mi sie film kompletnie nie podobal - a sceny przemocy to zgapione od peckinpaha ;) w ogole otwierajaca film strzelanina w chacie, to taki "pat garret i billy kid" dla ubogich ;)
grzEGOrz - Wto 17 Kwi, 2007

mi się podobał, ale jak napisałem - pozostawia niedosyt.

nie czytałem wywiadów z Cave'm na ten temat, ale może 'Proposition' to miał być peckinpahowski z ducha western w australijskich warunkach właśnie? zresztą, taki klimat opowieści do Cave'a pasuje jak najbardziej. ja bym z czwórkę postawił.

Embalmer - Wto 17 Kwi, 2007

"The Zodiac" (2005. Alexander Bulkley) - Thriller o jednym z najsłynniejszych i do tej pory nie schwytanych seryjnych morderców naszych czasów - Zodiaku. Zodiak polował na młode pary w samochodach - zabijał pistoletem lub nożem. Zasłynął listami oraz kryptogramami wysyłanymi do środków masowego przekazu. Jego listy (przytoczone zresztą w filmie, co jest wielkim jego plusem) do prasy czyta się niesamowicie. Film dosyć wiarygodnie odtwarza masową histerię spowodowaną serią bezsensownych morderstw Zodiaka - tempo akcji jest raczej nieśpieszne, ilość brutalnych scen znikoma, ale gra aktorska przyzwoita. Zobaczymy, co z tym samym materiałem zrobił David Fincher w "Zodiac" (2006).

http://www.imdb.com/title/tt0371739/

Kamikadze - Czw 19 Kwi, 2007

Widziałam dziś Ambulans - film duńskiej produkcji, łączący elementy sensacji, thrillera, dramatu - w sumie nieprzekonujący, irytujący, choć na uznanie zasługują bardzo realistycznie oddane sceny krwotoków, ujęcia bijącego serca i krwawiącego serca - uwaga - we wnętrzu ciała (nie wiem, czy prawdziwe, czy osiągnięto to za pomocą kompa, ale realistycznie wyglądało). Akcja może płynie wartko, ale od początku nie wierzyłam twórcom, jak psom :wink: bo oto film opowiada o dwóch braciach - 26- i 39-ciolatku, którzy napadają na bank, gdyż są zdesperowani brakiem kasy na operację ich chorej na raka matki (baju, baju, baju :roll: ). Oczywiście w panice uciekają, ale chwytają nie ten samochód, co należy - ambulans, który kryje w środku niespodziankę w postaci umierającego na zawał faceta oraz pielęgniarki. Potem jest masa absurdalnych wydarzeń, sztampowych gadek i innych rzeczy, które w sumie przemawiają na niekorzyść filmu. Taka wprawka raczej, niż porządne kino :wink:
bub - Pią 20 Kwi, 2007

grzEGOrz napisał/a:
znaczy się co uważasz, że Snatch to super film a Volver to kicha i lepszy jest wczesny Almodovar? co do Ritchiego to nie będę się kłócił, bo moim zdaniem nie warto - fajne widowisko, tempo odpowiednie, ogląda się... nic ponad to. a może, że "Porachunki" lepsze?

a Almodovar to znowuż taki już refleksyjny bardzo, choć nadal z pazurem. skali porównawczej nie mam, bo ostatnio filmy Pedro oglądałem w liceum i pamiętam mało co - ostatnio jak próbowałem obejrzeć "Kobiety na skraju załamania nerwowego" to zasnąłem...


volver nie widzialem ale pewnie kicha
porachunki lepsze, przekret to to samo tylko gorsze ;)

grzEGOrz - Pią 20 Kwi, 2007

bub napisał/a:
volver nie widzialem ale pewnie kicha
porachunki lepsze, przekret to to samo tylko gorsze


'Volver' - hieh, widzę, że sposób oceniania filmów rodem z bucery zatacza szersze kręgi :wacky:

odnośnie 'Porachunków' i 'Przekrętu' - te pierwsze bardziej surowe, ale ogólnie filmy są takie same. ja wolę jednak 'Snatch' - zdaje mi się bardziej dopracowany.

bub - Pią 20 Kwi, 2007

to moj sposob oceniania ;)
Kamikadze - Nie 22 Kwi, 2007

Dziś - Śmierć pana Lazarescu, rumuńskiego reżysera Cristiego Puiu z 2005 r. Zaskakujący, zrealizowany w paradokumentalnej konwencji film o starszym mężczyźnie, który, źle się czując (bóle głowy, wymioty), wzywa pogotowie. To nadjeżdża dopiero po interwencji przygłupich i małostkowych sąsiadów (śmierdzi im u pana Lazarescu kotami - stary ma ich 3, przeszkadzają gazety i kurz), ale wyjazd karetki z pacjentem to dopiero początek długiej i upokarzającej drogi, jaką przechodzi tytułowy bohater, by w końcu godnie odejść, co zostało zasugerowane tytułem, bo samego momentu śmierci w filmie nie pokazano. Jest to swoisty film drogi, znaczonej pobytami w kolejnych szpitalach, gdzie królują: nieuprzejmość, humor lub jego brak u lekarzy, liczba pacjentów czekających w kolejce, itp. przyjemności. Panu Lazarescu towarzyszy pielęgniarka pogotowia, która, początkowo mało zainteresowana pacjentem, trochę się wciąga i usiłuje przyspieszyć tę skomplikowaną machinę, w której tryby wpadł bohater, ale w sumie na próżno. Film, mimo, iż jest przygnębiający i trochę kafkowski, czasem jednak potrafi nawet rozbawić widza, np. dialog między lekarzem a pacjentem: Ma pan jakichś krewnych? - na co pacjent, nie w pełni już świadomy, odpowiada: mam wrzody (żołądka) - co można naprawdę dwojako rozumieć... Gra aktorska bardzo dobra, a gdzieś wyczytałam, że w rolach niektórych pracowników szpitali występują... pracownicy szpitali, więc tym większe brawa, do tego kamera z ręki, sugerująca podpatrywanie prawdziwej sytuacji, brak jakiegolwiek patosu i póz, co sprawia, że Śmierć pana Lazarescu (i to symboliczne nazwisko!) jest naprawdę świetnym i filmem, dającym do myślenia, ale nie łopatą do głowy.
bub - Nie 22 Kwi, 2007

spoko film nawet
Charles - Pon 30 Kwi, 2007

Terminator, rewelacja po prostu. Rasowy thriller-SF z zaskakująco mrocznym klimatem, bardzo dobrze poprowadzonym wątkiem romantycznym, doskonałymi strzelaninami/pościgami (maskara na posterunku- gliniarze padają jak muchy, obecnie brakuje mi tego w kinie), niepokojącym motywem przewodnim Brada Fiedela. Czuć tu lata 80-te, tą bezkompromisowość i pasję w tworzeniu, za marną kasę zdolni ludzie tworzyli wspaniałe filmy.
Kamikadze - Pon 30 Kwi, 2007

Chłopcy z Brazylii Schaffnera z 1978 r. - ten film jest tak zły, że aż TRZEBA GO OBEJRZEĆ! Jeżeli chcecie zobaczyć, jak wygląda tragicznie głupi film obsadzony największymi sławami aktorstwa, ten film musi być Wasz! Laurence Olivier, Gregory Peck, James Mason, Lili Palmer i Bruno Ganz albo dostali głupawki, albo takie gaże, że zgodzili się zagrać w ciemno :lol: Pomysł jest następujący: młody Żyd z radykalnej antynazistowskiej organizacji (w tej roli debil z Akademii policyjnej - Steve Guttenberg), śledząc nazistów w Paragwaju, wpada na trop jakiejś większej afery - oto wybrani członkowie nazistowskiej, dla odmiany, organizacji, wyznaczeni przez samego doktora Mengele, mają zabić około setki 65-letnich mężczyzn w kilku państwach w dokładnie wzynaczonym czasie. Każda z przyszłych ofiar jest przeciętnym urzędnikiem, zwykłym mężem i ojcem. Bohater Guttenberga szybko ginie, jednak przed śmiercią udaje się mu zainteresować sprawą Ezrę Liebermana (wyraźnie wzorowanego na Szymonie Wiesenthalu), który postanawia dojść zagadki. Jej rozwiązanie jest tak głupie i niedorzeczne, że warto dla niej obejrzeć ten film, dać się wciągnąć i mieć radochę!
Najlepsza scena w filmie: Mengele w szale próbuje zabić jednego z wyznaczonych do zadania ludzi na bankiecie, dusi go, żona napadniętego woła: Lekarza! Mengele na to: Ja jestem lekarzem! Umarłam dosłownie :lol:
Enjoy!

Kamikadze - Sro 02 Maj, 2007

Doppelgänger Roberta Parrisha, czyli ładny kawałek SF w wydaniu brytyjskim, choć nakręcony przez Amerykanina. Bliżej nieokreślona przyszłość, choć, oczywiście, bohaterowie noszą ubrania i makijaże z końca lat 60. ;) Naukowcy odkrywają przesłanki świadczące o tym, że za Słońcem znajduje się planeta poruszająca się po tej samej orbicie, co Ziemia. Ponieważ prawdopodobne jest, że ów nieznany wcześniej glob wykazuje bliźniacze podobieństwo do ziemskiego, zostaje zorganizowana wyprawa, w której bierze udział 2 mężczyzn. Przed wejściem na orbitę nieznanej planety, opuszczają oni macierzysty statek i lądują na globie, jednak tak nieszczęśliwie, że ich kapsuła ulega zniszczeniu. Jeden z astronautów budzi się i ze zdziwieniem stwierdza, że jest na Ziemi. Jednak wszystko, co zastaje, wydaje się lustrzanym odbiciem ziemskiego. Czy to jedynie skutek wyprawy kosmicznej?
Film, choć oczywiście przepełniony gadżetami i techniką lat 60. udających przyszłość, jest atrakcyjny w oglądaniu. Era dzieci-kwiatów i zapewne też Odyseja Kosmiczna Kubricka odcisnęły na nim swoje piętno, więc mamy też przeróżne wizualne psychodelie, jak po Lucy in the Sky with Diamonds :wink: Ponadto, jakkolwiek fabuła wydaje się niedorzeczna, mamy zakończenie, które absolutnie nie mogłoby mieć miejsca w podobnym filmie produkowanym w tamtych czasach w USA. Warto obejrzeć :!:

LeonPL - Sro 02 Maj, 2007

"I'm a cyborg, but that's ok" - nowy film pana od trylogi zemsty to kino dalekie od brutalnych, depresyjnych obrazow. tym razem zaserwowal umieszczona w szpitalu psychiatrycznym bajke(nie animacje) o dziewczynie sadzacej, ze jest cyborgiem i musi zabic cala kadre szpitalna. fenomenalnie zrealizowana(zdjecia,muzyka,fx) burza zwariowanych pomyslow, bardzo duzo smiechu i nienachalny watek romantyczny pewnie zapewnia mi usmiech na twarzy do konca tygodnia. 5+
Jurandek - Sro 02 Maj, 2007

wczoraj po 6 latach powtorka "czasu apokalipsy" - wersji redux - niemilosiernie przez coppole wydluzonej. tak jak 6 lat temu bylem filmem oczarowany, tak teraz jestem rozczarowany. poza ladymi zdjeciami, muzyką, dużą iloscia mgly, pojedynczymi scenami ten film nie ma w sobie nic - zadnego pomyslu, zadnej linii fabularnej, ktorej moglby sie trzymac. sceny w filmie sie siebie w ogóle nie imają, zadna nie jest rozwinięciem poprzedniej, zero związku miedzy nimi - taka epizodyczna konstrukcja nijak sprawdza sie w filmie o takim czasie trwania. co do tresci - wielki znak zapytania jak dla mnie - ni to obraz wojny w wietnamie, ni to studium szalenstwa, po prostu film o łodzi, dzungli i zachodach słońca. koncowka calkowicie niejasna - jakies rojenia brando (ktore w sumie ladnie brzmią, są zagrane nienajgorzej, jak na mozliwosci tej sceny, fajnie sfilmowane) ktore okazują sie gadką o niczym, z niczcym nie związaną, a juz tym bardziej nie z wojną w wietnamie. bo jezeli 3,5 godziny przedzierania się przez dzungle łódką są pretekstem do uświadomienia mi dualizmu natury ludzkiej to ja wysiadam z takiej łódki. podsumowujac - wizualnie ok, muza ok, brak ciekawych postaci, setki dluzyzn, mnostwo scen z dupy, zero pomysłu na film, fajny łysy brando - 6/10
Kamikadze - Pią 04 Maj, 2007

Land of the Blind, u nas znany pt. Rewolta, film Roberta Edwardsa z 2006 r., czyli całkiem świeży. Film, będący groteską, ostrą satyrą polityczną, łączy w sobie wszelkie wątki dystopijne oraz miesza wszelkie reżimy, począwszy od XVIII-wiecznej monarchii absolutnej we Francji, przez wszystkie totalitaryzmy i tyranie, by udowodnić, że rewolucja niczego nie przynosi, a tylko przechodzi w kolejny reżim. W sumie nie jest to odkrycie na miarę Ameryki, ale w kinie nie liczy się, co, ważne jest, jak, czyli pokazanie konkretnego problemu w sposób oryginalny i świeży. Czy twórcy się udało? Moim zdaniem - jak cholera :D Dobry scenariusz, świetne role Fiennesa, Donalda Sutherlanda, Toma Hollandera, a nawet maksymalnie wygładzonej, kolagenowoustej (fuj!) Lary Flynn Boyle czynią ten film naprawdę udanym przedsięwzięciem; do tego dochodzi cudna scena inspirowana obrazem Śmierć Marata pędzla Jacquesa-Louisa Davida i w ogóle strona wizualna. Polecam!
Kamikadze - Nie 06 Maj, 2007

No ludzie, nikt nic nie ogląda? :P
Dziś obejrzałam Duchy Goi - długo oczekiwany film Formana. Krytycy kręcili trochę nosem, że nie do końca spełnił ich oczekiwania (może mieli zbyt wygórowane) - ja się naprawdę miło rozczarowałam! Film oszałamia swoją stroną wizualną, sceny i kadry wzorowane, rzecz jasna, na dziełach Goi, zarówno obrazach, jak i grafikach, a zarzut, że Goi za mało w tym filmie uważam za śmieszny, jako że nie jest to jego biografia, a tylko fabuła, w której się pojawia on, a przede wszystkim jego sztuka, obrazująca całe szaleństwo, dziejące się wokół. Śliczna Natalie Portman w 3 wydaniach (w jednym nie taka śliczna), jako Goya Stellan Skarsgard, ale moją uwagę przykuł Javier Bardem jako Lorenzo - tak bardzo przypominał młodszego Oliviera Reeda, że szok! I fajnie wyglądał ( :oops: ), mimo, że jego postać była mocno nieciekawa :wink:

flagg - Nie 06 Maj, 2007

Kamikadze napisał/a:
Krytycy kręcili trochę nosem, że nie do końca spełnił ich oczekiwania

Niestety muszę się do nich przyłączyć :kwasny:
Formana kocham, a Duchy Goi były niestety pierwszym filmem Czecha, który mnie zawiódł na każdym poziomie.
Miało być raz tragicznie, raz zabawnie (trochę jak na groteskowych płótnach Goi), a wyszło nijak... Brak tu jakiejś spójności, łagodnego przemieszania dwóch stylistyk. Forman gwałtownie zderza ze sobą te dwie konwencje bez pomysłu i wyczucia. Aktorsko także film wypada blado. Bardem grał moim zdaniem potwornie, kiedy pojawiał się na ekranie, marzyłem tylko, by zszedł z niego jak najszybciej... Z kolei pomysł by w drugiej części filmu obrazy Goi komentowały akcję strasznie był dla mnie tani i oklepany. Itd. ...
Dziwiłem się, że było cicho o nowym Formanie (toż to jego pierwszy film od lat!), ale po obejrzeniu nie mam wątpliwości: lepiej zbyć 'Duchy Goi' milczeniem i powtórzyć sobie, ot, np. 'Człowieka z księżyca' :wink:
Dla mnie największe filmowe rozczarowanie tego roku (co bynajmniej nie znaczy, że jakościowo jest straszny...).

Kamikadze - Nie 06 Maj, 2007

No cóż, w polemikę się wdawać nie będę, bo to bez sensu, pewne jest tylko to, że i tym razem nie znajdziemy porozumienia :wink:
flagg - Nie 06 Maj, 2007

Cytat:
No cóż, w polemikę się wdawać nie będę, bo to bez sensu, pewne jest tylko to, że i tym razem nie znajdziemy porozumienia

Ja z kolei skutecznie staram się wyprzeć ten film z pamięci, więc też nie byłbym dobrym oponentem 8)

Ze swojej strony, jeśli mogę coś polecić, to 'Twardziela' ('Knallhart', reż. Detlev Buck). Miałem sporo obaw przed pokazem (obawiałem się, jak to wynikało z niektórych opisów, czarno-białego obrazu dobrzy Niemcy vs. mniejszości narodowe) i gdyby nie namowa znajomych prawdopodobnie odpuściłbym sobie ten kawałek dobrze nakręconego, świetnie się oglądającego kina. Historia 15-latka, który z dnia na dzień wyprowadza się z bogatych berlińskich przedmieść do cieszącej się złą sławą dzielnicy Neukolln, jest celnym portretem 'miejskiej dżungli', gdzie, by przeżyć, trzeba przyjąć reguły bardzo nierównej gry. Psychologicznie wiarygodny, chwilami autentycznie przejmujący (końcówka mistrz!), ze świetną rolą głównego bohatera. Przy tym, 'Twardziel' pokazuje nam rzeczywiście Berlin jakiego nie znamy.
Nie jest to na pewno film, po obejrzeniu którego będziecie krzyczeć 'arcydzieło!', ale niemniej - dobre kino, którego nie warto przegapić.
A, mówiąc o niemieckim kinie, w czerwcu premiera świetnego 'Requiem' - takiej europejskiej rewizji 'Egzorcyzmów Emily Rose'.

Kamikadze - Pon 07 Maj, 2007

Ja dziś obejrzałam sobie film, który naprawdę robi wrażenie, pod każdym zresztą względem - reżyserii, aktorstwa, suspensu, no po prostu siedzieć i obgryzać pazury podczas seansu ;)
Piszę tu o Plein soleil Rene Clementa z 1960 r. (który został, a jakże, haniebnie zrimejkowany - nie to, żebym widziała, ale hańbą jest dla mnie umieszczenie w obsadzie Matta Damona :kwasny: Boże, jak ja nienawidzę tego debila! Ów rimejk to Utalentowany pan Ripley).
Film, którego fabułę oparto na powieści Patricii Highsmith, opowiada historię młodego Amerykanina bez grosza przy duszy - Toma, wysłanego do Włoch przez ojca innego, bogatego młodzieńca, kolegi Toma - Phillipa w celu przywiezienia tegoż z powrotem do USA. Jeżeli misja się powiedzie, Tom ma zainkasować niezłą sumkę. Niestety, Tom zaraził się hulaszczym trybem życia Phillipa i jednocześnie zdaje sobie sprawę, że zostanie na lodzie. Dodatkowo Philip pomiata nim i okazuje swoją wyższość. W Tomie narasta zimna furia, tym bardziej, kiedy widzi, jak Phillip traktuje swoją śliczną i dobrą dziewczynę, Marge. Więcej nie zdradzę, ale fabuła jest naprawdę zaskakująca i widz zachodzi w głowę, kiedy misterny plan Toma wreszcie ujawni swój słaby punkt.
Świetny film, po prostu - oglądajcie, jak tylko będziecie mieli okazję :!: :D

Killa - Czw 10 Maj, 2007

Chłopaki na Ibizie ( Kevin & Perry Go Large ) strasznie glupia i poj.... brytyjska komedia o dwoch dalnach ktorzy maja jedyna ambicje zaliczyc..jakie to oryginalne w filmie nie bylo kompletnie nic smiesznego poza zalosnym wygladzie glownych bohaterow a zapomnialem jedengo z glownych meskich bohaterow gra kobieta :shock: strasznie syfiasty film scena wyciskania syfow mnie rozwalila :P


the 51st State sredniawy w sumie sensacyjny filmik z S.L.Jacksonem w roli glownej 4/6

Critters - Pią 11 Maj, 2007

Job - Polska komedia z kilkoma smiesznymi tekstami tudzież sytuacjami, ale ogółem to bardzo cienko. Agnieszka Włodarczyk nic tu nie pomoże :lol:

Wakacje Jasia Fasoli - natrętne, beznadziejne i głupie muliste dno. Nigdy nie lubiałem serii z tym kretynem Atkinsonem, ale ta najnowsza część to już przegięcie. Niestety nie wziąłem i nie wyłączyłem bo bym z kina na kopach wyleciał :lol: :lol: :lol: :lol:

Kamikadze - Sob 12 Maj, 2007

Killa napisał/a:
Chłopaki na Ibizie ( Kevin & Perry Go Large ) strasznie glupia i poj.... brytyjska komedia o dwoch dalnach ktorzy maja jedyna ambicje zaliczyc..jakie to oryginalne w filmie nie bylo kompletnie nic smiesznego poza zalosnym wygladzie glownych bohaterow a zapomnialem jedengo z glownych meskich bohaterow gra kobieta strasznie syfiasty film scena wyciskania syfow mnie rozwalila


To chyba nie w tym dziale? Jest coś takiego jak Weź to wyłącz :)

Ja obadałam ostatnio 2 tytuły: Jestem zbiegiem ( I Am a Fugitive From the CHain Gang) Mervyna LeRoy z 1932 r. oraz Służącego (The Servant) z 1963 r.
Pierwszy jest oskarżycielskim w wymowie filmem o młodym mężczyźnie, który wraca z I wojny światowej, gdzie zdobył order. Niestety, rzeczywistość jest szara i chłopak naciskany przez rodzinę, wraca do pracy w fabryce, jednak długo w niej nie wytrzymuje, jako że będąc w wojsku zakochał się w inżynierii i budownictwie. Wyjeżdża więc z domu, poszukując pracy, spada coraz niżej, aż wreszcie w noclwgowni dla bezdomnych poznaje włóczęgę proponującego mu hamburgera. W barze kompan zmusza go do udziału w napaści na właściciela, co się źle kończy dla naszego bohatera - zostaje osądzony i skazany na 10 lat ciężkich robót w obozie, gdzie więźniów traktuje się jak bydło, skute łańcuchami. Udaje mu się zbiec; ciężką pracą, pod przybranym nazwiskiem osiąga wysoką pozycję społeczną jako uznany konstruktor. Szantażowany żeni się z niedobrą i wszeteczną ;) kobietą. Gdy chce uzyskać rozwód, bo kocha inną, żona z zemsty wydaje go policji. Jako szanowany i popierany obywatel, uzyskując poparcie ludzi w całym stanie ma wyjście - może ugodowo odsiedzieć 60 dni na lepszych warunkach, na co przystaje. Czy słusznie?
I tak dużo napisałam, dodam tylko, że końcówka jest świetna, a film naprawdę wciąga, ma wartką akcję (nie należy zrażać się początkiem, a zwłaszcza jego dialogami), do tego dochodzi super suspens - koniecznie obejrzyjcie!
Służący, z Dirkiem Bogardem w tytułowej roli, to z kolei film z gatunku nieznośnych i niepokojących. Oto zamożny gość z wyższej klasy średniej zatrudnia sobie służącego. Ten wydaje się być ideałem, jednak nie pasuje dziewczynie pracodawcy. Po pewnym czasie służący przedstawia panu dziewczynę - niby siostrę - a ten zatrudnia ją w charakterze pokojówki. Jednak para zaczyna dziwacznie pogrywać sobie z panem. Powoli relacje się zaburzają, by w końcówce była już istna schiza :wink: Warto wspomnieć, że scenariusz napisał Harold Pinter. Zdjęcia są genialne, aktorstwo również, strona wizualna filmu napełniła mnie podziwem - zwłaszcza wszechobecny klasycyzm, tak hołubiony przez Anglików, od kiedy zakochali się w palladianizmie, tutaj służący jako środek przekazu - sztucznie upozowani rodzice dziewczyny chlebodawcy Hugo w klasycystycznym wnętrzu, wszechobecne obeliski, rzeźby, obrazy, w które powoli, acz nieodwracalnie, wkrada się chaos. To świetna metafora upadku klasy dżentelmenów. Zdecydowanie nie dla wszystkich, ale dla lubiących kino z pazurem - obowiązkowe!

Borg - Sob 12 Maj, 2007

A ja ostatnio tj, wczoraj obejrzałem w TV "Pozwól mi uciec" japoński film o dorastaniu oraz smutnej i ponurej konfrontacji marzeń z rzeczywistością. Film dołujący i raczej dla osób wciągniętych we wspólczesne kino Kraju Kwitnącej Wiśni
Kamikadze - Sro 23 Maj, 2007

Dziś - London to Brighton Paula Andrew Williamsa z 2006. Fabuła jest dość prosta, choć sensacyjna - prostytutka z podbitym, spuchniętym okiem ucieka z Londynu do Brighton z 12-letnią dziewczynką. W trakcie filmu dowiadujemy się stopniowo szczegółów ucieczki, poznajemy bezmózgich alfonsów oraz ponurą historię dotyczącą dziecka. Niestety, nie jest to społeczne dzieło na miarę Leigh czy Loacha, temat w zasadzie jest samograjem i emocje, które wywołuje, choć dość silne, są jednak przewidywalne, podobnie jest z postaciami, prócz jednej (jednak pod koniec też już widz się domyśla, co i jak). W zasadzie w historii brak niuansów, wszystko jest albo czarne, albo białe. Motyw prostytutki o złotym sercu też jest stary jak węgiel. Można obejrzeć, jeżeli człowiek ma w sobie potrzebę wyładowania gniewu, ale arcydzieło to to nie jest, moim skromnym zdaniem :mrgreen: Może kolejne filmy tego pana będą lepsze? Jest to bowiem debiut reżysera.
Snejk - Nie 27 Maj, 2007

the good, the bad and ugly. Moim zdaniem najlepszy western Pana Leone, i jeden z najlepszych jakies ogladalem. Jest akcja, jest humor, jest Clint i Eli, wszystko co powinien miec rozrywkowy film. zajebisty :!:
Kamikadze - Pon 28 Maj, 2007

Ostatnio:
- Straw Dogs - długo okrążałam z nieufnością pana Peckinpaha, ale warto było zaczekać ;)
Dziś:
- The Hit Stephena Frearsa, czyli w polskiej wersji bodajże Wykonać wyrok. Świetne kino z doskonałym aktorstwem Terence'a Stampa (i jaki z niego fajny facet jest), Johna Hurta oraz szczawiastego tu Tima Rotha. Ciekawa fabuła zaprawiona specyficznym humorem, muzyka Paco de Lucii, wspaniałe zdjęcia Mike'a Molloya oraz zapierające dech w piersiach pejzaże Hiszpanii to gwarancja niezapomnianych wrażeń. Miszcz!

Jurandek - Wto 29 Maj, 2007

czemu z nieufnoscia do mistrza podchodzilas?
LeonPL - Pią 01 Cze, 2007

http://youtube.com/watch?v=obuV1KrvEYo

piosenka z filmu "before sunset". jeszcze zbieram po nim szczeke(i serce zachwycone) z podlogi i slucham. kontynuacja "before sunrise", tez wspanialego, opowiadajaca o tym, jak dwojka kochankow spotyka sie po latach opowiadajac o chwilach jakie spedzili kilka lat wczesniej, o swoim obecnym zyciu. cudowny film o uczuciach, daleki od gownianych lukrow made in hollywood. bardzo warto, oczywiscie lepiej w kolejnosci, czyli wpierw before sunrise, potem b.sunset

Jurandek - Pią 01 Cze, 2007

tez bardzo mi sie ta piosenka podobala swego czasu, plakalem prawie i serce mi pękało :(
Kamikadze - Sob 02 Cze, 2007

M napisał/a:
czemu z nieufnoscia do mistrza podchodzilas?

Bo Ty go lubisz :P a że lubisz też Spielberga... :lol:

LeonPL napisał/a:
jeszcze zbieram po nim szczeke(i serce zachwycone) z podlogi i slucham. kontynuacja "before sunrise", tez wspanialego, opowiadajaca o tym, jak dwojka kochankow spotyka sie po latach opowiadajac o chwilach jakie spedzili kilka lat wczesniej, o swoim obecnym zyciu. cudowny film o uczuciach, daleki od gownianych lukrow made in hollywood. bardzo warto, oczywiscie lepiej w kolejnosci, czyli wpierw before sunrise, potem b.sunset


Cudne filmy, tak jak piszesz, żadne tam hollywoodzkie hiwno, historia prosta, a taka piękna. Chyba sobie kiedy zmłócę raz jeszcze, oczywiście, w prawidłowej kolejności (jak zresztą kiedyś). Najlepsze jest to, że Przed zachodem słońca wcale nie ustępuje swojemu poprzednikowi, a każdy obawiał się obsuwy. Na szczęście, niepotrzebnie.

Snejk - Sob 09 Cze, 2007

The King of the Kickboxer 8) nawet niezly. myslalem, ze po kilkunastu lata strci swoj urok - i troche stracil ale oglaa sie calkiem przyjemnie jak na tego typu film. sa calkiem fajne walki, duzo zlej gry aktorskiej (Billy Blanks) i humoru. ale generalnie to dosc Zly film :lol:
grzEGOrz - Sob 09 Cze, 2007

a ja ostatnio

Scoop - W. Allen. w sumie całkiem miłe oglądadło. historyjka banalna, śliczna Scarlett Johansson, parę zabawnych dialogów. żadne rewolucyjne dzieło, ale Allen już takiego chyba nie nakręci. zresztą jak ktoś ładnie zauważył, ten magik, którego gra w filmie - pokazuje stare jak świat sztuczki, które wszyscy znają, mimo to cała publika klaszcze, to sam Allen - nikt nie oczekuje od niego rewolucjnych wolt - ludzie chcą oglądać Allena i tyle. ogólnie do przodu.

poza tym Vacancy - bardzo miłe zaskoczenie. więcej w recenzji.

grzEGOrz - Nie 24 Cze, 2007

Boys Don't Cry - strasznie mieszane mam uczucia po tym filmie. ok, Hilary Swank faktycznie rewelka, Chole Sevigny też, ogólnie aktorsko bardzo do przodu. bardzo fajny portret quasi socjologiczny zadupia Ameryki - beznadzieja i syf aż drapią w gardło. tylko mam wrażenie, że opowiadana historia była gdzieś na dalekim końcu listy reżyserskich priorytetów. przez pierwszą połowę filmu zastanawiałem się- po kiego diabła jest ten film.

ale ogólnie dość poruszający i w sumie warto.

grzEGOrz - Sro 27 Cze, 2007

'Suicide Kings' - sensacja z Christopherem Walkenem i kilkoma znajomymi skądinąd twarzami.

grupka młodych chłopaków porywa mafijnego bossa. chcą wymienić go na okup, który zapłacą za porwaną siostrę jednego z nich. jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem, pojawiają się konflikty w grupie, niektórych ogarniają wątpliwości. a szef mafii to nie jest jakaś tam płotka, z którą można sobie pogrywać w kotka i myszkę. i pewnie będzie miał bardzo za złe, że chłopaki obcięli mu palec...

całkiem przyejmne kino w klimacie 'Usual Suspects', neo-noir i czego tam jeszcze. galeria dość interesujących postaci - szczególnie zabójca pracujący dla Walkena - paluchy lizać. zakręcony scenariusz, [zdziwiłem się mocno, że to powstało przed 'Wild Things'] - bardzo przyzwoite kino klasy B. warto rzucić okiem, jak kto ma chwilę czasu.

grzEGOrz - Czw 28 Cze, 2007

właśnie przejechał po mnie walec...

myślałem, że kiedyś już oglądałem ten film, bo vhsa z nim mam od dawna. ale coś mi się musiało pochrzanić, bo zapamiętałbym to arcydzieło.

Once Were Warriors (1995) - obrazek z życia Maorysów na Nowej Zelandii - zepchnięci do gett, traktowani z góry przez białych, slumsy i beznadzieja. na tym tle historia kobiety, która próbuje ocalić to co najważniejsze w jej życiu - mimo męża alkoholika i brutala, urządzania z domu meliny, przemocy domowej, problemów z dziećmi.

naturalistyczny, brutalny kop prosto w pysk widza. do głowy przychodzi nazwisko Gaspara Noe - to gdzieś ta estetyka. film jest prawdziwy i nie ma w nim fałszywej nuty (może poza jedną sceną na końcu), rewelacyjne aktorstwo, przejmująca historia. jak dla mnie 6/6 - polecam gorąco.

ps. ostatnio oglądałem 'Wszyscy jesteśmy Chrystusami' [który, nota bene, nadaje się do topica Weź to wyłącz] i w porównaniu z filmem Tamahori, Koterski nakręcił bajeczkę dla dzieci.

Charles - Pią 29 Cze, 2007

Deadfall- Dobre to raczej nie jest, ale można obadać. Coś tam o tym czytałem na imdb w oczy rzuciła mi się absolutnie zajebista obsada, dlatego też chciałem sprawdzić ten film i ku mojej radości wpadł mi w łapy vhs (polski tytuł "Śmiertelna Pułapka"). Ewidentnie klasa B stylizowana nieco na film noir, standardowy scenariusz z maxymalnie przewidywalnym końcowym zwrotem akcji (który staje się jasny praktycznie już na samym początku). W głownej roli niezawodny Michael Biehn, w tle przemykają takie tuzy jak James Coburn, Charlie Sheen (miodny epizod) i Peter Fonda. Ale prawdziwą gwiazdą jest Nicolas Cage, to co on tu wyrabia po prostu w głowie się nie mieści, przezabawna rola no i jeszcze ta peruka i wąsy. :)
Jurandek - Pią 06 Lip, 2007

bad boys 2 - bardzo dobry film akcji, kupa fajnych dialogow, teledyskowy montaz, szybka akcja, fajne poscigi, trzyma poziom czesci pierwszej bez dwoch zdan
wyspa - tez michael bay - tez wyzyny, widowisko zrobione z wielkim rozmachem, za ogromną kase, pelno efektownych kolizji, scenograficznie przepiękny ( pierwsze pomeszczenia przypominajae te z THX, plenery skąpane w czerwonym słoncu no i wielkomiejskie pejzaze), wizja miasta przyszlosci zamiata ! jest dobrze!

Kamikadze - Sob 07 Lip, 2007

Zwolnienie warunkowe z Dustinem Hoffmannem i młodziutką Teresą Russel - dobry dramat obyczajowo-kryminalny, poruszający kwestię tego, czy człowiek jest kowalem własnego losu, czy tzw. działania resocjalizacyjne mają sens, ile zależy od trafienia na właściwą osobę, etc., ale nie będę snuć banałów. Film w sumie skromny, lecz nie daje jednoznacznej odpowiedzi na tacy, za to daje do myślenia.
Jurandek - Sob 07 Lip, 2007

czy to to gdze dustin przypiął swojego kuratora do płotu przy autostradzie? chyba jeszcze z opuszczonymi spodniami :lol:
grzEGOrz - Sob 07 Lip, 2007

pamiętam tę scenę!! totalnym szczeniakiem będąc oglądałem ten film (jeśli to ten) i ino to pamiętam!! :D
Kamikadze - Sob 07 Lip, 2007

Tak, to TEN film. Scena z kuratorem świecącym gołym dupskiem warta 1000 Oscarów :wink: oczywiście Oscarów z dawniejszych czasów, a nie przyznawanych jakimś gwiazdkom za to, że się raczą oszpecić.
grzEGOrz - Sro 11 Lip, 2007

pozytywne rozczarowanie czyli Die Hard 4.0

okazuje się, że można wrócić po ponad dekadzie do serii i nakręcić film, który ogląda się bez żenady. oczywiście spłakałem się momentami ze śmiechu nad idiotyzmem pewnych rozwiązań - samochód kontra helikopter i ciężarówka kontra F35B, człowiek pająk - przecież to się bardziej do kolejnej odsłony Jamesa Bonda nadaje! jest tu też sporo dialogów tak drewnianych, że uszy krwawią - jak to McClane umoralnia hakera, że ofiarami jego ataków są ludzie i państwo i że tak nie wolno i w ogóle. do tego nieustanne poczucie deja vu - wszystko to już widzieliśmy i to wykonanie i zagrane o niebo lepiej w poprzednich częściach cyklu. ale nakręcone to wszystko z rozmachem i werwą i zapewnia rozrywkę na dobrym poziomie, nawet jeśli grepsy McClane'a są już nie pierwszej świeżości...

Mort - Sro 11 Lip, 2007

Też sobie zbadam DH 4.0!

"Droga Smoka" z nieśmietelnym Bruce Lee, który przyjeżdża do Włoch, aby przegonić bandę opryszków, którzy nękają właścicieli chińskiej restauracji. Bruce to jednak czysty kult! Jęczy, głupio się uśmiecha i pierze po pysku każdego, kto mu podskoczy. Do tego fantastyczna muzyczka, piękna Nora Miao, włoskie lokacje i sławna już finałowa konfrontacja z Chuckiem Norrisem, w której Bruce wyrywa mu garść włosów z klaty :)

grzEGOrz - Sro 11 Lip, 2007

Mort napisał/a:
finałowa konfrontacja z Chuckiem Norrisem, w której Bruce wyrywa mu garść włosów z klaty


brzmi jak 'a must see' :lol:

Mort - Sro 11 Lip, 2007

No raczej!! :mrgreen: Mogę Ci przywieźć :)
Jurandek - Czw 12 Lip, 2007

grzEGOrz napisał/a:
pozytywne rozczarowanie czyli Die Hard 4.0

okazuje się, że można wrócić po ponad dekadzie do serii i nakręcić film, który ogląda się bez żenady. oczywiście spłakałem się momentami ze śmiechu nad idiotyzmem pewnych rozwiązań - samochód kontra helikopter i ciężarówka kontra F35B, człowiek pająk - przecież to się bardziej do kolejnej odsłony Jamesa Bonda nadaje! jest tu też sporo dialogów tak drewnianych, że uszy krwawią - jak to McClane umoralnia hakera, że ofiarami jego ataków są ludzie i państwo i że tak nie wolno i w ogóle. do tego nieustanne poczucie deja vu - wszystko to już widzieliśmy i to wykonanie i zagrane o niebo lepiej w poprzednich częściach cyklu. ale nakręcone to wszystko z rozmachem i werwą i zapewnia rozrywkę na dobrym poziomie, nawet jeśli grepsy McClane'a są już nie pierwszej świeżości...


no ale po tych kilku latach przerwy i tęsknoty za johnem ten film zaspokaja wszelkie oczekiwania i rozwiewa wszelkie watpliwosci i obawy. dla mnie genialny, swiat idzie do przodu, john zostaje z tylu, nadal na bakier z rozwijajaca sie techniką, nadal poslugujacy sie standardowymi metodami rozwiazywania problemow(czyli gnatem). a umoralniajaca gadka nie jest zla, nic mnie w niej nie zabolalo - zawsze byl to czlowiek prawy, wiec i to jakos ne uderza w widza. a akcja z samochodem wysmienita, podobnie jak z f-35 :lol: do takich filmow slowa "przesadzony" albo "idiotyzm scen" zupelnie nie pasuja. czlowiek pająk - fakt, srednio. ale bylo jupikajej i jeszcze odpowiedz johna na pytanie "masz jakis plan?" - "odbić lucy i zabić wszystkich" :lol:
poza tym fajnie rozprawil sie z malą azjatką !
jak dla mnie john powrocil i zyje i zyc bedzie! czekam na dvd!
a johna mcclanea moze pokonac w przyszlym roku jedynie inny john - john rambo :!:

Tristan Tzara - Czw 12 Lip, 2007

M napisał/a:


no ale po tych kilku latach przerwy i tęsknoty za johnem ten film zaspokaja wszelkie oczekiwania

dokladnie. film pelen widowiskowych scen(ktore wcale nie musza byc realistycze, to film w koncu) i smiesznych dialogow. lubie takie kino i nikt mi nie witlumaczy ze takie cos jest zle! nic tylko czekac na dvd(miejmy nadzieje ze wyjdzie se edition)
M napisał/a:

a johna mcclanea moze pokonac w przyszlym roku jedynie inny john - john rambo :!:

racje masz Jurandu moj drogi :*

Critters - Czw 12 Lip, 2007

M napisał/a:
johna mcclanea moze pokonac w przyszlym roku jedynie inny john - john rambo


I zrobi to !
:D

grzEGOrz - Pią 13 Lip, 2007

M napisał/a:
zaspokaja wszelkie oczekiwania i rozwiewa wszelkie watpliwosci i obawy


raczysz sobie żartować.


M napisał/a:
do takich filmow slowa "przesadzony" albo "idiotyzm scen" zupelnie nie pasuja.


zakładam, że znowu żartujesz. ale jeśli nie, to... konwencja jest konwencją i jakoś nie pasują tu wstawki rodem z Bonda czy Transportera.

M napisał/a:
ale bylo jupikajej


ocenzurowane, bo zamiast dokończenia frazy jest strzał z pistoletu. żeby rating MPAA dało dobry.

podobał mi się film, ale to już nie to...

Jurandek - Pią 13 Lip, 2007

nie zartuje w niczym, dla mnie jupikajej bylo, konwencja prawie niezachwiana. juz nie pamietasz scen z 2 czesci? (katapultowanie sie z wybuchajacego samolotu w ktory wczesniej wladowano milion naboi, ucieczka przed wielkim samolotem ktory 2 sekundy pozniej wybucha)albo czesci 3 ?(dzika jazda w tunelu, na dachu ciezarowki porwanej przez wodę, zlapanie sie kratki, wyrzut przez wode na 20 metrow w gore, koncowka - lodz, samochod, zaczep, wypadek, willis straca bandyte niechcacy lecac na linie podczas gdy samochod spada i rozwala czesc lodzi). jedyne co ne pasuje to czlowiek pajak za bardzo, bo wtedy czujemy sie jak w jakiejs grze albo filmie pokroju fantastycznej czworki.
a ze zaspokoil wszelkie oczekiwania - nadal tak uwazam.

grzEGOrz - Sob 14 Lip, 2007

M napisał/a:
dla mnie jupikajej bylo, konwencja prawie niezachwiana



ale Jurand, jak niezachwiana, jak została ocenzurowana, żeby się MPAA przypodobać? film mocno ugrzeczniono, żeby odpowiedni rating dostać. nie było jupikajej - było mrugnięcie okiem do widza, żeby zjeść ciastko i je mieć.

faktem jest, że poprzednie części oglądałem w czasach dość już prehistorycznych, pewnie musiałbym odświeżyć sobie - być może oglądane dekadę temu wywoływały inne reakcje. bo nie pamiętam, żebym stwierdził, że właśnie cały klimat i suspens szlag trafił, a kołek do zawieszania niewiary pękł z trzaskiem. chyba zaopatrzę się w trylogię, cheba jakieś przeceny ostatnio widziałem.

mi się nie podobało w DH4 - robienie z McClane postaci na modłę superbohatera, kompletnie zmitologizowanej, ograniczonej do coraz mniej śmiesznych i nieświeżych "onelinerów", który miota samochodami w helikoptery, a uzbrojony w gumkę od gaci rozpirzy w drebiezgi najnowocześniejszy samolot. jeśli pamięć mnie zawodzi i w poprzednich częściach też tak było - to podejrzewam, że dziś podobałyby mi się mniej.

mi się widzi, że twórcy poszli w stronę pastiszową - noż ten Kevin Smith to ni przypiął ni wypiął, normalnie. ja bym nie zmieniał idiotycznego scenariusza, bo oczywiście nie o to chodzi - łykam konwencję. ale do pewnego stopnia. zmieniłbym kilka scen i byłby as - a tak ze 4(+)/6 jeśli miałbym uciekać się do ważenia swoich odczuć.

Jurandek - Sob 14 Lip, 2007

na amazonie trylogia tania, na allegro mozna tez tanio kupic te angielska 6plytową za 97 zł z przesyłką (co jakis czas sie pojawia). naszej nie warto bo transfer i dzwiek gorszy, tak samo drogo, a dodatkowych plyt nie ma.
w 1 czesci nie byl jakims tam superbohaterem, ale to jego superbohaterstwo roslo wlasnie z czesci na czesc i juz w 2 bylo widoczne, a w 3 byl juz superbohaterem z krwi i kosci, alkoholikiem na dodatek, bo wszystko co zrobil to zrobil na kacu :lol:
a co do ocey to przeciez wysoką mu dajesz, ja myslalem ze twoja ocena to tak z 2/6 max ;)

LeonPL - Nie 15 Lip, 2007

kojak- juz niemal zapomnialem jak rewelacyjny byl ten serial z tellym savalasem. tvp puszcza go sobotnimi nocami i szczerze nie moge doczekac sie niedzielnych porankow z nagranymi dwoma odcinkami. rzecz jest mocna jak na produkcje tv(gwalty,gangi itd), telly jest boski, intrygi interesujace. zupelnie nie rozumiem po co zrobili teraz serie z jakims murzynem, co to tylko tytul, lizaka i lysine bohatera ma wspolna, skoro stary klasyk broni sie doskonale.
Kamikadze - Nie 15 Lip, 2007

A ja jednym okiem Borewicza podglądałam - zajebioza :!: 8) Świetne teksty!
grzEGOrz - Pon 16 Lip, 2007

Factory Girl - kurka, mieszane mam uczucia. ładnie sfilmowana historia Edie Sedgwick - jednej z muz Andy Warhola - od przyjazdu do Nowego Jorku aż po samobójczą śmierć. łądnie to wygląda jak wspomniałem, tylko wydaje mi się nieco płytkie i utopione w banale. Lou Reed skomentował scenariusz tego filmu - że to żenada, przekłamanie i oszczerstwo. zresztą Bob Dylan też zagroził procesem za sugestie płomiennego romansu, jaki miał łączyć Edie i jego. ogląda się to dobrze, gdy przymknie się oko na ową powierzchowność - nie, żebym się znał na kilmacie NYC w latach '60 - ale poza kilkoma scenkami rodzajowymi - ten film jest takim trochę romansidłem bez przewodniej idei.

chociaż to sposób ukazania Warhola jako wsiowego głupka i pretensjonalnego blagiera bardzo mi odpowiadał :twisted:

Kamikadze - Nie 22 Lip, 2007

Dziś obejrzałam Wóz do Wiednia - czechosłowacki film z 1966 r. Skromny, czarno-biały, lecz niezwykle bogaty w emocje, opowiada o tym, jak w końcówce II wojny młoda wieśniaczka, której hitlerowcy zabili męża z błahego powodu, wiezie drabiniastym wozem, pod przymusem, 2 żołnierzy Wehrmachtu do granicy austriackiej (czyli ich rodzinnego kraju). To niby wszystko, co się w filmie dzieje, ale, oczywiście, najwięcej dzieje się w sferze emocji - wieśniaczka ukradkiem wyrzuca broń wojaków, a sama trzyma w ukryciu siekierę, chcąc w odpowiednim momencie zemścić się na "Niemcach" za śmierć męża, kórego zabili pewnie inni żołnierze. Jednak jeden z nich okazuje się być całkiem sympatycznym chłopakiem, który, jak wielu innych młodych, zapewne bez własnej zgody został wcielony do niemieckiej armii... Zjawiskowo piękny las, tonący we mgle, jest tu zamkniętym światem, w którym jest i pięknie, i niebezpiecznie. Wróg okazuje się być człowiekiem, zaś swoi - kanaliami, a takie postawienie sprawy, w 20 lat po wojnie, w dobie Klossów i Czterech pancernych, było z pewnością czymś nowym i odważnym. Film naprawdę wart obejrzenia :!:
grzEGOrz - Pon 23 Lip, 2007

Breakfast Club (1985) - w końcu obejrzałem. uczucia mam bardzo mieszane, bo w tym filmie mało co się kupy trzyma, zachowania bohaterów zawieszone są w komplentej próżni przyczynowo skutkowej, filozofowanie na poziomie mocno niewyszukanym, przerysowane postaci dorosłych, i nakręcone momentami tak, że człowiek sam się chichra. ale! dzięki temu zupełnie innego wymiaru nabiera takie 'the Faculty' - które jest przeróbką tego właśnie filmu i "Inwazji porywaczy ciał" - będę musiał sobie chyba przypomnieć film Rodrigueza.
grzEGOrz - Pią 10 Sie, 2007

A Guide to Recognizing Your Saints

trochę :-? ale jednak do przodu bardzo. historia koleżki, który uciekł z Queens do Kalifornii i bardzo jest rozdarty wyrzutami sumienia. opowiedziana w dwóch planach czasowych - jedno to obraz przeżartej przemocą dzielnicy, świat dzieciństwa Dito, drugie to współczesny Queens, gdzie przyjeżdża odwieźć ojca do szpitala, pojednać się z tymi, których zostawił.

film o mitologizowaniu tego co było między innymi, o starych dobrych czasach, które wcale nie były tak znowu dawno, a już na pewno nie tak dobre. co mi najpierw zgrzytało, a później totalnie mnie kupiło to fakt, że ta idealizacja przeszłości, ten niespłacony dług wobec niej, nie jest jakoś kompletnie odrealniony, polukrowany, czy też wreszcie jakoś dopięty fabularnie (to nie jest 'Stand by Me' Reinera, które nota bene kocham) - ot kilka różnych scen mniej lub bardziej powiązanych ze sobą. niby jest jakaś myśl przewodnia, ale to tak naprawdę ciąg luźnych epizodów - pokazane tak jak funkcjonuje ludzka pamięć.

do tego ostatnie słowa wypowiedziane w filmie, które są jak porządny cios w głowę (albo ja się sentymentalny robię na starość i zżera mnie poczucie winy :wacky: )

grzEGOrz - Sob 11 Sie, 2007

flagg napisał/a:
A widziałeś EGO 'Złe wychowanie'? Bo nie miałem wrażenia, żeby był to film 'spokojny'. :wink:


wiera obejrzałem w końcu 'Mala educacion' - o rany! mocny pank! :mrgreen: parę razy szeroko otworzyłem oczy.

LeonPL - Pon 20 Sie, 2007

Princess- historia o ex-duchownym, co to bierze w opieke po zmarlej siostrze, gwiezdzie porno, jej mala coreczke. doprowadzony do obledu probami chronienia malej przed jej przeszloscia wypowiada wojne producentom filmow siostry. mozna sie doczepic, ze tak jednostronne przedstawienie swiatka porno(i jego ofiar) zaprezentowal nam A.Morgenthaler (wspoltworca znanego webkomiksu http://www.wulffmorgenthaler.com/ ), ale wizji tej na pewno nie brakuje wyrazistosci i bezkompromisowosci. po guineapigach czy aftermath mozna by sadzic, ze sie czlowiek znieczuli, ale przy paru scenach bylem wdzieczny tworcy, ze zdecydowal sie zrobic film w wiekszosci animowany, co na choc troche dystansu pozwalalo. 4/6
LeonPL - Wto 21 Sie, 2007

story of ricky-rzadko ogladam lubudubu, ale tu powod mialem konkretnie krwisty. historia dosc standardowa-ricky trafia do wiezienia za zemste na zabojcach ukochanej, i tam musi stawic czola psychopatycznym zarzadcom. ponoc pierwszy film z HK co to dostal 3 kategorie wylacznie za przemoc. wydaje sie, ze imdb moze miec racje, bo krwi i rozrywanych na strzepy ludzi to bez liku. w polaczeniu ze srednim aktorstwem, uroczo naiwna fabula i makabrycznym humorem wyszla mieszanka niezbyt madra, ale zapewniajaca dobra zabawe.4+/6
bub - Nie 26 Sie, 2007

Ghost Rider znakomity ;)
Kamikadze - Sro 29 Sie, 2007

Morderstwo na zlecenie (1979)- czyli Sherlock Holmes na tropie Kuby Rozpruwacza. Fabuła w zasadzie ta sama, co we From Hell, z tym wyjątkiem, że opowiedziana ponad dwadzieścia lat wcześniej, w dobrym, starym stylu, przez nieodżałowanego Boba Clarka, no i zamiast opiumisty Abberline'a - J. Deppa mamy heroinistę Holmesa w osobie Christopera Plummera ;) ( w filmie jednak nie ma ćpania). Jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy From Hell ma coś wspólnego z tym filmem (bo w sumie powstał na podstawie komiksu), to radzę przyjrzeć się oczom mordercy i porównać je z oczami Iana Holma ;) No i porównać pokoje Mary Kelly, a nawet ich położenie. A sama historia to jedna z narosłych wokół sprawy słynnego mordercy spekulacji, zawarta w książce The Ripper File, którą potem wykorzystali w swym komiksie Alan Moore wespół z Eddie Campbellem.
Sam film jest przewyborny, z doskonałą obsadą (prócz Plummera James Mason w roli doktora Watsona, John Gielgud jako brytyjski premier, David Hemmings jako komisarz policji i inne sławy, z arcyciekawym epizodem Donalda Sutherlada w roli medium), umiejętnie dozowanym humorem oraz przewspaniałym napięciem, a niekóre sceny sprawiają, że film ten straszy, jak dobry horror, co chyba nie dziwi u twórcy m.in. Black Christmas. I choć najsłabiej wypadły tu studyjne dekoracje, naprawdę polecam tę perełkę Holmesowsko-Rozpruwaczowską. Przy okazji - są tu podobne patenty, co w BCh - oko w szparze i lśniące ostrze :spoko:

grzEGOrz - Nie 02 Wrz, 2007

Sidewalks on New York (2001) - Burns ciągle o tym samym - czyli miłości, zdradzie, wierności i takich tam. tym razem zmienił aktorki, nie ma Maxine Bahns, za to jest Rosario Dawson i Heather Graham. dużo całkiem wnikliwych obserwacji dotyczących związków międzyludzkich i ciekawa galeria postaci i postaw. zuch!

Casablanca - wstyd się przyznać, ale chyba po raz pierwszy oglądałem :oops:

Embalmer - Nie 02 Wrz, 2007

grzEGOrz napisał/a:


Casablanca - wstyd się przyznać, ale chyba po raz pierwszy oglądałem :oops:


I?

grzEGOrz - Nie 02 Wrz, 2007

oglądałem będąc maksymalnie zmęczonym, więc na pewno będę musiał w najbliższym czasie powtórzyć seans, ale generalnie - rewelka! historyjka taka sobie, przerysowane aktorstwo, ale kopalnia takich tekstów, że proszę siadać. fajny Bogart, śliczna Bergman - super!

ale jako mówię, muszę powtórzyć, bo praca/kurs po 17 godzin na dobę nie sprzyja oglądaniu filmów i kilka razy przysnąłem na chwilkę. w przyszły łikent powtórka :wacky:

Kamikadze - Nie 02 Wrz, 2007

Jak we śnie Michele'a Gondry'ego - lekki, a jednocześnie niebłahy film, opowiadający historię pewnego uczucia w zwariowany i zakręcony sposób (w sumie nie dziwota, gdyż Gondry wyreżyserował też Zakochanego bez pamięci, choć tam akurat scenariusz napisał Kaufman - widać Gondry sporo się od niego nauczył, albo po prostu dobrze się rozumieli, stąd zbieżność pokręcenia). W głownej roli wystąpił Gael Garcia Bernal i muszę przyznać, że się do tego aktora już zupełnie przekonałam. Obawiałam się, że po Amores perros i I twoją matkę też jego kariera potoczy się zupełnie pospolicie - trafi do Hollywood, a tam zrobią z niego kolejnego "legolasa" , czyli lalusia-gogusia w typie Orlando Blooma:wacky: Zresztą Diego Luna, który wystąpił z nim w I twoją... , właśnie tak chyba skończy - przynajmniej wziął rolę w Dirty Dancing 2 :sciana: Na szczęście, Bernal dobrze sobie dobiera role, występuje w ciekawych filmach, jest otwarty na wyzwania i nie zależy mu widać na opinii pierwszego Latynosika Hollywoodu. Za to go uwielbiam!
Przypadek Harolda Cricka Marca Forstera - również pokręcona historia miłosna z literaturą w tle, gdyż główny bohater filmu w pewnym momencie orientuje sie że jest... postacią z pisanej właśnie książki,a co więcej, jej autorka zamierza go uśmiercić. Oczywiście, fabuła jest zabawna i niebanalna, ale zakończenie niestety zawodzi, choć zawsze można się wyłgać, że autorka nie miała w sobie na tyle sił, by zabić bohatera, więc happy end był nieunikniony. Jednak Jak we śnie bardziej mi się podobało.
Drowning Pool, czyli Zdradliwa toń - neonoir na podstawie powieści Rossa Macdonalda, z Paulem Newmanem jako prywatnym detektywem Lew Harperem (w tej roli wystapił już we wcześniejszym filmie pt. Harper wg powieści tego samego autora), który przyjeżdża na amerykańskie Południe, poproszony przez swoją dawną kochankę o rozwiązanie na pozór banalnej sprawy. Oczywiście, sprawa wcale nie jest banalna, zaczyna się słać trup, a dialogi są cięte i dowcipne, co tygrysy lubią najbardziej :mrgreen: Młodziutka Griffith w roli przewrotnej lolitki niezmiernie wkurza, ale film ze wszech miar godny polecenia :spoko:

grzEGOrz - Pią 07 Wrz, 2007

hie hie, jestem po powtornym seansie Casablanki. podtrzymuje swoje zdanie - rewelka - jest to rewelacyjny sernik! groteskowe wrecz aktorstwo, fabula rodem z najgorszych pulpowych powiesci, Bergman - jak oni to zrobili, ze ma wiecznie zalzawione oczy, ktore sie tako pieknie blyszcza? :wink:

ale podobalo mi sie nawet bardziej niz za pierwszym razem. jest w tym filmie jakas lekkosc, mimo calej glupoty w nim zawartej. oglada sie wysmienicie, jak sie tylko uda przelknac tych aktorow dukajacych niczym poczatkujaca trupa teatralna, anachronizmy i takie tam drobnostki :wink:

no i:

"-What is your nationality?
- I'm a drunkard.
- That makes Rick a citizen of the world."

genialne!!! :mrgreen:

LeonPL - Pią 07 Wrz, 2007

"Inland empire", rez. D.Lynch- fabularnie jak to u Lyncha bywa nie do konca wiadomo o co chodzilo, wiec nie bede streszczac. wrazenia bardzo pozytywne, seans mi przypominal gabinet strachu w wesolym miasteczku, w ktorym za kazdymi drzwiami czeka na widza nowa atrakcja. jest momentami zabawnie, momentami efektowne zdjecia staraja sie wykreowac nastroj tajemnicy rodem z "Lost highway" czy "Mullholand dr.". troche zal, ze muzycznie daleko do poprzednich filmow rezysera, i ze widac, ze zaczyna powtarzac patenty, ale nie przeszkadzalo mi to w dobrej zabawie
ślepy51 - Wto 11 Wrz, 2007

Wczoraj poszło po raz kolejny genialne "The Dark Crystal" Hensona i Oza, i o dziwo, mój tępy i gruby brat spytał, czemu dziś takiego kina sie już nie kręci... Sam jestem ciekaw, pomijając fakt, ze zajmuje to od cholery czasu - animacja kukiełek, ich wcześniejsze wykonanie itp., ale nie jest to dziwne, tym bardziej, że dziś w Hollywood liczy się tylko dolar, niestety... film 6/6, bo to jak dla mnie klasyk fantasy i ma klimat taki, że cała reszta tego typu kina (oprócz prawie tak samo dobrego "Labyrinth", "Neverending Story" i genialnego heroic fantasy "Conan the Barbarian") ginie w przedbiegach, a taki ceniony przez 'motłoch' "Władca Pierścieni" z tymi swoimi smieszno - głupim CGI się chowa i nawet głowy zza szafy nie wystawia

Poza tym dziś polsatowskie "Bad Boys 2" pod browar... po którymś tam piwku zaczęło byc nawet zabawnie, akcja cały czas - komputer w ilosciach znikomych - oprocz wk...denerwujacych ujec typu tani "Matrix" (swoja drogą słabiutka ta trylogia ), reszta krecona na "żywca" - wiadomo, fabuła głupia jak but, nawet może głupsza, ale fajnie się to wszystko ogląda, nie angażując zbytnio szarych czy też innych kolorystycznie komórek. Ogólnie filmidło jak na kino akcji fajne, stąd Majkiel Bej dostanie całe 3,5/6

ślepy51 - Sro 12 Wrz, 2007

Wczoraj "Dogma" Kevina Smitha, świetna komedia, w szczególności dla inteligentnych katolików (do których się nie zaliczam gdyż jestem człowiekiem nie wierzącym, ale walory obrazu dostrzegam); jak ktoś lubi tego reżysera to szybko odnajdzie się w konwencji tegoż filmu, do tego humor na poziomie różnym, ale większość dialogów dających do myslenia, nie tylko na temat wiary czy wpływu różnych religii na człowieka. Zakończenie mistrzowskie, a fani Jaya i Silent Boba powinni zobaczyć koniecznie. Po "Chasing Amy" wg mnie najlepszy film Smitha. 5/6
grzEGOrz - Sob 15 Wrz, 2007

yep, "Dogma" całkiem pozytywnie. zresztą jak większość filmów Smitha.

ja dzisiaj natomiast zaliczyłem seans "Walk The Line" - filmowa biografia Johny Casha. z racji tego, że tak naprawdę niewiele wiem o nim, mogę oceniać sam film, a nie jak oddano wczesne lata jego kariery. cóż, myślę sobie, że niezłe kino, choć momentami mocno łopatologiczne i nachalne. ale ogląda się bardzo przyjemnie. dwójka głównych bohaterów niezmiernie sympatyczna - Phoenix (vegan jihad!!! :mrgreen: ) i Whiterspoon, miło na nich popatrzeć. żadne wielkie kino, ale godziwa rozrywka i dobrze spędzone dwie godziny.

Kamikadze - Pon 17 Wrz, 2007

Życie na podsłuchu - świetny film, Niemcy ostatnio się starają, szkoda tylko aktora, który zagrał podsłuchiwacza ze Stasi, gdyż zmarł parę m-cy temu :-|
Frantic - jakoś wcześniej nie bardzo miałam okazję obejrzeć, ale w ciemno kupiłam na DVD, obejrzałam i nie żałuję - świetne kino, pełne smaczków, no i piosenka Grace Jones - super sprawa :spoko:

xkrzysiekx - Wto 18 Wrz, 2007

Kamikadze napisał/a:
Życie na podsłuchu - świetny film, Niemcy ostatnio się starają,

widziałem w kinie i trudno mi sie z Kami nie zgodzić

Embalmer - Nie 23 Wrz, 2007

"Red Scorpion" (1989. Joseph Zito) - To nazwisko to gwarant przyjemnego odmóżdżania: Dolph Lundgren. "Red Scorpion" to kwintesencja hałaśliwego kina akcji z lat 80-tych. Jest tutaj miejsce na prawie wszystko: propaganda, lśniący tors Lundgrena, masa prawdziwych, a nie generowanych przez komputer eksplozji, strzelaniny i ogólny rozkurwiel, delikatnie zarysowana przyjazń radzieckiego superkomandosa z Buszmenem, tortury przy pomocy igieł, płytka fabuła i zwały ustrzelonych truposzy. It's fucking A movie!

Nie ma to jak Dolph Lundgren. :wacky: Josephowi Zito nieobce jest też kino grozy, czego przykładami są mizoginistyczny "Bloodrage" (1979), "The Prowler" (1981) oraz "Friday the 13th: The Final Chapter" (1984).

Bring on "John Rambo" (2008). ;-)

Kamikadze - Pon 24 Wrz, 2007

Siódmy dzień Carlosa Saury - bardzo poważne, ale oszczędne w środkach kino, opowiadające o niszczącej sile zemsty. Narratorką tej dziejącej się na pocz. lat 90. historii jest młoda dziewczyna, której rodzina uwikłana jest w ciągnący się latami konflikt z inną; emocje, pozornie uśpione, wybuchają z nieprawdopodobną siłą, której wynikiem może być tylko potworna tragedia małego miasteczka. Film miejscami naprawdę szokuje. Mamy też, oczywiście, doskonałą muzykę i cytat sceny z tańczącymi dziewczynkami z filmu Nakarmić kruki. Polecam; mimo, że film należy do przygnębiających, reprezentuje bardzo wysoki poziom.
grzEGOrz - Wto 25 Wrz, 2007

w kooooncu obejrzalem "Lost in Translation". nasluchalem sie wiele o tym dziele Coppoli, wszystkie moje kolezanki zachwycaly sie filmem. obejrzalem i ja. przez wieksza czesc projekcji nie bardzo wiedzialem co mam sadzic o tym obrazie. chyba po prostu spodziewalem sie czegos innego, ale kiedy przelecialy napisy koncowe doszedlem do wniosku, ze to jednak bardzo dobre kino. jak dla mnie Coppola chwyta prawde o zyciu i jest przejmujaco prawdziwa w swoich obserwacjach. do tego swietne aktorstwo (uwaga na marginesie: ja naprawde nie rozumiem fascynacji Scarlett Johansson - ze niby taka ladna i w ogole -- zupelnie przecietna fruzia, ale zagrala super!) - Murray po prostu kladzie na glebe. kilka rozkladajacych na lopatki scen - np. kiedy rezyser tlumaczy Bobowi jak powinien sie zachowac podczas sceny, tokuje przez minute, a tlumaczka przeklada to w trzech slowach; albo kiedy Bob budzi sie po nocy, ktorej nie pamieta i widzi na parapecie dwa kieliszki po szampanie.

naprawde madre, cieple i prawdziwe kino.
do tego bardzo ciekawa i wnikliwa recenzja Rogera Eberta ktory jest chyba moim ulubionym mainstreamowym krytykiem zachodnim.

no i oczywiscie "I love you. Don't forget to always tell the truth..."

:spoko:

grzEGOrz - Sob 29 Wrz, 2007

"This is England" - ostatni film Shane Meadows'a - moim skromnym świetny. ciekawy portret angielskiego zadupia przez pryzmat grupy skinheadów.

Meadows sam przyznaje, że skinował będąc w wieku głównego bohatera i sporo tego co się dzieje w filmie jest autobiograficzne. na szczęście nie ma tu takiej fascynacji przemocą jak w dajmy na to Romper Stomper i jakichś napierdalanek ulicznych (ech, gdzie te czasy, gdzie się z bejzbolem po mieście paradowało, albo chociaż z nożem w kieszeni :wink: ) tu się nie uświadczy. zresztą reżyser ładnie pokazuje że ruch skinheads w dużej mierze został po prostu ukradziony przez pajaców, przegranych wyrzutków i miernoty z National Front (a potem BNP). zresztą końcowa scena stanowi świetny komentarz do całego filmu, gdzie Shaun wyrzuca do morza flagę angielską (symbol Frontu Narodowego). nawet 12-letni chłopak jest mądrzejszy od byle przygłupa, który musi znaleźć sobie wroga, bo sam jest zerem i dlatego wstępuje do bandy podobnych sobie niepełnosprytnych dżentelmenów. jak ja sobie przypomnę tęskniące za rozumem, powykrzywiane agresją mordy nazi-skinów w olsztynie, to czuć jakby historia zatoczyła koło. tyle tylko, że angole się w końcu wkur... i rozgonili towarzystwo na cztery wiatry.

anyway, pomijając wspominkowe wstawki. fajny portret Skinheads 69, obraz GB pod butem Żelaznej Damy, aktorsko świetnie - zuch!

xkrzysiekx - Sob 29 Wrz, 2007

musze wreszcie ten film obejrzec, bo wiele dobrego słyszałem, a Twoja recenzja utwierdza mnie w mocnym postanowieniu poprawy i zapoznania się z tymże filmem
grzEGOrz - Nie 30 Wrz, 2007

<drapanie sie w glowe mode on>
czyli obejrzalem Takeshis'. przeczytałem w necie, że Kitano chciał odreagować sukces komercyjny "Zatoichi", że chciał tym filmem wprowadzić publikę w stan, gdzie po seansie nie potrafi nic powiedzieć o filmie, bo nie wie co o nim myśleć, że tego filmu nie powinno się analizować, a tylko spróbować dać się porwać jego nurtowi.

hmmm... częściowo mu się udało - bo ja kompletnie nie wiem co mam sądzić o "Takeshis" :wacky:

surrealistyczny melanż rzeczywistości i snu, film w filmie i co tam jeszcze. lubię takie eksperymenty od czasu do czasu, ale przyznam, że pod koniec czułem się już znudzony. myślę, że częściowo łapię żart, który Kitano opowiada widzowi, ale dowcip jest za długi. a może właśnie o to chodzi? nie wiem.

mimo to, ciekawe kino. niezbyt przystępne w sumie, ale warto wyrobić sobie zdanie samemu.

<dswg mode off>

bub - Wto 02 Paź, 2007

Planet terror - poza fajna stylizacja obrazu slabo to wyszlo bardzo moim zdaniem, na sile i bez polotu... natomiast Death proof duzo bardziej udany chociaz mogl sobie QT darowac robienie z Kurta pipy na koniec :(

Wzgorza maja oczy 2 remake - no zeby trzecia czesc sie dziala w kosmosie a bedzie dobrze ;) A tak poza tym to wszyscy tak narzekaja na to ze tyle sie tych remakow kreci a tak w sumie to te filmy to sa po prostu kolejne czesci serii, bo taka TCM remake to powinna sie nazywac po prostu TCM 5 czy iles tam i by bylo dobrze, moze by mniej zarobili ale na jedno by wyszlo...

Cabal - Nie 07 Paź, 2007

Withnail and I – znakomity, czarny humor, jakiego od czasów rozwiązania grupy Monthy Pythona tak bardzo brakuje w angielskim kinie. Masa kultowych tekstów, zabawnych sytuacji, a do tego jeszcze gorzkie spojrzenie na londyńską „bohemę” lat 60tych. Film w zasadzie jedyny w swoim rodzaju, i do tego jeszcze chyba nadal nieznany w Polsce?
Kamikadze - Czw 11 Paź, 2007

Cabal napisał/a:
Withnail and I – znakomity, czarny humor, jakiego od czasów rozwiązania grupy Monthy Pythona tak bardzo brakuje w angielskim kinie. Masa kultowych tekstów, zabawnych sytuacji, a do tego jeszcze gorzkie spojrzenie na londyńską „bohemę” lat 60tych. Film w zasadzie jedyny w swoim rodzaju, i do tego jeszcze chyba nadal nieznany w Polsce?


Wszystko prawda, świetny film, a do tego tych dwóch głównych, tytułowych panów... niezłe okazy :wacky: jeden very dandy, drugi zaś - ucieleśnienie marzeń panów, którzy preferują tzw. grecką miłość ;) , czyli urodziwy gość z lokami, piękne chłopaki, zupełnie inni od tych lalusiów w typie Legolasa i innych amerykańskich ptysiów. Muzyka obłędna, klimat również, dekadencja, ale podszyta, jak Cabal zauważył, doskonałym humorem.

grzEGOrz - Pią 12 Paź, 2007

mam pytanie, a dostępne te cudo na DVD?
Kamikadze - Sob 13 Paź, 2007

Tak, w Amazonie kilka wydań widziałam. W Polszcze niet.
grzEGOrz - Sob 13 Paź, 2007

Sunshine - Danny Boyle bierze się za sf. muszę powiedzieć, że z nader dobrym skutkiem, choć oczywiście jest kilka "ale". podobnie jak w przypadku "28 Days Later" końcówka wydała mi się jakaś taka niezbyt. a już montaż w kilku scenach w dalszych partiach filmu doprowadzał do szału. zresztą ten mariaż gatunkowy, gdzie sf łączy się z horrorem jest mało przekonujący. zbudowany z samych klisz obraz, który jednak dobrze się ogląda. osobiście udzielił mi się klaustrofobiczny nastrój filmu i jakieś takie przygnębienie i heroiczny fatalizm bohaterów - zdołowany po projekcji byłem - idealny ze mnie widz naiwny :wacky:

sporo zgrzytów, ale jednak bardzo dobre widowisko.

grzEGOrz - Sob 20 Paź, 2007

Ratatouille (2007) - nowa produkcja Pixara i muszę powiedzieć, że szczęka opada - animowany świat wygląda tak, że czapki z głów. historyjka jak to u Disneya - z dydaktyzmem i patosem, ale pal licho. warto przede wszystkim dla oprawy wizualnej. no i autentycznie można się pośmiać momentami. dobra rozrywka!
Kinson - Sob 20 Paź, 2007

War (2007) - Statham i Jet Li ponownie w jednej produkcji + gościnny występ syna Sho Kosugiego i dużo kopania, strzelania, cięcia i chlastania na dobrym poziomie, niestety kuleje fabuła. Końcówka obrzydza film doszczętnie. 6/10

Punisher (1989) - 91 trupów, nie licząc osób ginących w eksplozjach piękne filmowanych z poziomu gruntu, krwawe tańce przeszywanych kulami zbirów, ninja na zjeżdżalni, nieogolony Lundgren koszący automatem ludzi jak zboże kosą kosi rolnik (piękne ujęcia samej lufy błyskającej ogniem), większość scen akcji z tak intensywnym strzelaniem ze ślepaków, że dym z prochu unosi się na planie niczym mgła.
Dodatkowo Jan Suzin mówicy - "DO KU**Y NĘDZY!"

:mrgreen: /10

Split Second (1992) - Hauer lata za stworem po zalanym wodą Londynie w roku 2008. Stwór tak szybki jest, że nikt go nie widzi oprócz Rytgiera, którego pochlastał kiedyś i zeżarł mu partnera. Bardzo smaczny ser. RH co chwila łapie kogoś za fraki i krzyczy mu prosto w nos, na koniec bohaterowie ganiają stwora po metrze z miniganami w rękach :wacky:

:spoko: /10

Jurandek - Pon 22 Paź, 2007

dzis powtorki.
Imperium Słońca - ogladalem dawno, dawno, z 10 lat temu albo wiecej. wtedy zrobil ogromne wrazenie. teraz tak samo. film inny niz ksiaza ballarda, ale na pewno nie gorszy. spielberg to spielberg i w kazdym filmie pozostawia autorskie rysy. nie inaczej jest i w tym przypadku. wizualnie przepieknie - wyszukane ujecia, dopracowane kadry, swiatlo potraktowane na rowni z aktorami - zcyli wszystko do czego rezyser nas przyzwyczail. historia piekna, mnostwo wzruszajacych scen, uzupelnianych jeszcze swietna muzyka williamsa. w sumie nie wiem nadal co wole - czy ksiazke czy film. ballardowi spodobal sie film spielberga bardzo, spielberg zachwycil sie ksiazka ballarda w rownym stopniu. ja podziwiam oba dziela.

A.I. - ogladalem kilka ladnych lat temu i mi sie podobal i tyle. Powtórzylem na dvd i jestem zachwycony. nikt nie zrobilby tego lepiej, mozemy wiec dziekowac silom wyzszym ze nie dopuscily kubricka do realizacji tego filmu, bo mielibysmy odyseje kosmiczna 2. a mamy za to wspaniala, nowoczesna interpretacje "pinokia", najwiekszej chyba disneyowskiej fascynacji spielberga. koncowka, ktora wszyscy krytykuja jest doskonala. ksiezniczka majaca dac chlopcu zycie wyglada doskonale, wszystko zamienia sie w bajkę, pojawia sie nawet bajkowy narrator. scenografia jest doskonala, wizja przyszlosci a przynajmniej jej wyrywkow olsniewajaca i zarazem przerazajaca swoim cyberpunkowym brudem. dosonaly film.

Kamikadze - Pon 22 Paź, 2007

M napisał/a:
mozemy wiec dziekowac silom wyzszym ze nie dopuscily kubricka do realizacji tego filmu, bo mielibysmy odyseje kosmiczna 2. a mamy za to wspaniala, nowoczesna interpretacje "pinokia", najwiekszej chyba disneyowskiej fascynacji spielberga.


Specjalnie to napisałeś, prawda :wacky:

A ja obejrzałam Pogardę Godarda. Taki film nie powstałby dziś raz ze względu na specyficzną stylistykę, sposób kręcenia, dialogi, a dwa - ze względu na to, że bohaterka dziś nie uważałaby zaprzedania się złotemu cielcowi Hollywoodu za powód, przez który można rzucić męża, a wręcz przeciwnie, byłoby to dla niej życiowym sukcesem tegoż. Fajnie popatrzeć na Fritza Langa, który był tu samym sobą, nieco refleksyjnym, wszak sam wiedział, jakie filmy kręcił przed i po wyjeździe do Hollywood, które narzuciło mu pewne schematy (mimo wszystko i tak kręcił te hollywoodzkie produkcje wspaniale). Ciekawa rola ślicznej Bardotki i Jacka Palance'a.

Jurandek - Pon 22 Paź, 2007

Kamikadze napisał/a:
M napisał/a:
mozemy wiec dziekowac silom wyzszym ze nie dopuscily kubricka do realizacji tego filmu, bo mielibysmy odyseje kosmiczna 2. a mamy za to wspaniala, nowoczesna interpretacje "pinokia", najwiekszej chyba disneyowskiej fascynacji spielberga.


Specjalnie to napisałeś, prawda :wacky:
.


co specjalnie? ja naprawde uwielbiam ten film i ciesze sie po stokroc ze rezyserem byl spielberg a nie kubrick :) nie zaczynaj :*

Cabal - Wto 23 Paź, 2007

Little Otik – czyli jeden z ostatnich filmów słynnego czeskiego mistrza animacji, Jana Svankmajera. Przede wszystkim za długi (dało by się nieco uciąć z tych 126 minut), ponadto mało wiarygodny – jak mają działać groteskowe wstawki, skoro cały świat przedstawiony wydaje się być wziętym ze wspomnień reżysera o komunistycznej Pradze (jednym słowem, archaiczny nawet jak na rok 1996). Mało wiarygodne postaci, w sumie dość tanie efekty specjalne - fajnie wygląda w zasadzie jedynie czytana przez Elżbietkę historyjka o Otiku… Owszem, jest kilka zabawnych momentów i całkiem interesujący pomysł wyjściowy, ale wszystko mało trzyma się kupy i niezbyt przekonuje. Wolałbym kino bardziej poetyckie…
grzEGOrz - Sro 24 Paź, 2007

Pirates of the Caribbean: At The World's End - a to się przyjemnie zdziwiłem. po ultra nudnej środkowej części trylogii, finał okazuje się zdatny do oglądania. co prawda nie wiem po diabła ten film jest tak długi i po co w nim tyle wątków prowadzonych byle jak, ale jest całkiem ok.
LeonPL - Sob 27 Paź, 2007

"mechanik"-chris bale gra trevora reznika, pracujacego w fabryce faceta co to od roku nie zasnal. insomnia swoje robi i zaczyna wariowac. dla wiekszosci to pewno popluczyny po fight club beda, dla mnie chris bale to 5/6 przynajmniej dla filmu ;-)
grzEGOrz - Sob 27 Paź, 2007

eee tam, 2+/6 :mrgreen:

a Ty nie na festiwalu?

LeonPL - Sob 27 Paź, 2007

2+?? to skandaliczna ocena i ewidentna prowokacja :shock: .za chrisa bale 4 przynajmniej , za gola pania +, za ladne zdjecia +.5/6 jak nic :mrgreen:
festiwalowe przygody jutro obadam, na picie z chlopakami czasu nie mam(arbeit), a filmow poki co jakis szalowych nie bylo

grzEGOrz - Wto 30 Paź, 2007

"Girl, Interrupted" - trochę nie wiem co o tym filmie sądzić. "Lot nad kukułczym gniazdem" w wersji kobiecej to to nie jest. siakieś takie nijakie trochę mi się zdało, ale chwilowo nie potrafię uchwycić, co poza momentami dętymi monologami Winony Ryder, mi nie weszło. generalnie nie zachwycił, ale ogląda się w miarę.
Kinson - Czw 01 Lis, 2007

Obejrzałem Czerwonego Skorpiona i czytam sobie IMDB a tu się okazało, że ocenzurowany był :cry:

Tak czy inaczej piękny film.

Cabal - Sob 03 Lis, 2007

Shout Jerzego Skolimowskiego – o tym dziele jednego z polskich reżyserów którego cenię wysoko (głównie za Ręce do góry i zmagania z Ferdydurke Gombrowicza) usłyszałem już dawno temu, lecz dopiero teraz udało mi się je poznać. Film to zaiste dziwny: długo nie wiadomo o co tak naprawdę chodzi i reżyser oraz scenarzysta do końca nie dopowiadają pewnych kwestii. Dobre zdjęcia i naprawdę udane sceny bezdialogowe (jedynie z obrazem i muzyką), oraz solidna gra aktorska. Chwilami jednak miałem wrażenie, że twórca przedłożył efekciarstwo nad skonstruowanie naprawdę solidnej fabuły, przez co nie „skleja” ona w sposób rzetelny wzmiankowanych obrazów. Daje się też odczuć niemożność pogodzenia dramatu obyczajowego, thrillera i opowieści niesamowitej, przez co nastrój przeskakuje od jednej tonacji do innej bez właściwego rytmu. I do tego jeszcze mało wyrafinowana kulminacja historii, która zapowiadała się intrygująco, lecz ostatecznie nieco rozczarowała… Jeśli obejrzeć, to głównie z ciekawości.
Kamikadze - Nie 04 Lis, 2007

No widzisz, a mnie ten film przypadł do gustu. Fakt, że jego konstrukcja jest dość dziwna, ale reżyser postawił na domyślność, a raczej: intuicję widza. Ten film jest bardzo typowy dla lat, w jakich powstał. Można go porównać z np. Ostatnią falą Weira. Tu też następuje zderzenie tego, co normalne, przyziemne, materialne z niewytłumaczalnym i pierwotnym (w sensie prymitywnej kultury, która posługuje się magią). I nie widzę tu żadnego efekciarstwa - w filmie wykorzystano bardzo proste środki.
Embalmer - Pią 09 Lis, 2007

"The Backwoods" (2006. Koldo Serra) - Hiszpańskie "Nędzne psy". Bardzo przyzwoity survival thriller o dosyć powolnym tempie akcji, ale świetnie zagrany i chwilami autentycznie porywający. Na uwagę zasługują cudne zdjęcia hiszpańskiej leśnej dziczy - las momentami tonie we mgle, a końcowka ma miejsce w strugach ulewnego deszczu. Kupować Kino Konesera - tylko 11 zyla, a film naprawdę dobry. Tym razem pochwała dla Carismy za wybór konkretnego tytułu.
Snejk - Pią 09 Lis, 2007

Simpsons the movie. przecietny :( spodziewalem sie duzo wiecej. Family Guy film znacznie lepszy i smieszniejszy
xkrzysiekx - Sob 10 Lis, 2007

Embalmer napisał/a:
"The Backwoods" (2006. Koldo Serra) - Hiszpańskie "Nędzne psy". Bardzo przyzwoity survival thriller o dosyć powolnym tempie akcji, ale świetnie zagrany i chwilami autentycznie porywający. Na uwagę zasługują cudne zdjęcia hiszpańskiej leśnej dziczy - las momentami tonie we mgle, a końcowka ma miejsce w strugach ulewnego deszczu. Kupować Kino Konesera - tylko 11 zyla, a film naprawdę dobry. Tym razem pochwała dla Carismy za wybór konkretnego tytułu.

kupiełm i obejrze pewnei jutro :)

Charles - Sob 10 Lis, 2007

"Southern Comfort" - No cóż, survival thriller jak się patrzy. :) Dobry film w reżyserii Waltera Hilla. W sumie to taki remake "Deliverance", tyle że z wiekszą ilością akcji. Warto obejrzeć chociażby dla kapitalnej końcówki.
Kamikadze - Nie 11 Lis, 2007

Snejk napisał/a:
Simpsons the movie. przecietny spodziewalem sie duzo wiecej


Mnie tam się podobał ;) była większa jazda, niż w serialu, bywało, że wyłam wprost ze śmiechu.

Kinson - Nie 11 Lis, 2007

Charles napisał/a:
"Southern Comfort" - No cóż, survival thriller jak się patrzy. :) Dobry film w reżyserii Waltera Hilla. W sumie to taki remake "Deliverance", tyle że z wiekszą ilością akcji. Warto obejrzeć chociażby dla kapitalnej końcówki.

Nie widziałem Deliverance, ale się zgadzam!!

Raziel - Pon 12 Lis, 2007

Nie szczedząc własnego zdrowia psychicznego odbyłem weekendową podróż do krainy dzieciństwa sielskeigo, anielskiego za pomocą 6-ścio paku "Godzilli" z którym spędziłem weekend. W podrózy towarzyszyły mi spore ilości napój wyskokowych, stąd siedzę teraz w pracy majac niejasne poczucie, że za chwilę jakaś wielka łapa zdmuchnie ten budynek z powierzchni ziemi. W sumie to, możliwe - wszak dziś poniedzałek.
Kamikadze - Pon 12 Lis, 2007

A propos poniedziałku - obejrzałam sobie wydany w kolekcji Rzepy W poniedziałek rano Otara Iosselianiego. Świetny film, pełen humoru, pochwała życia w każdej jego odsłonie. Lubię tego typu filmy - po prostu płynące, bezpretensjonalne, ciepłe i mądre zarazem. Bardzo dobra rzecz. I od razu pomyślałam sobie o innym filmie niedawno obejrzanym - Ostrych cięciach Costy-Gavrasa - filmie pustym, o wydumanej, nieprawdopodobnej fabule, z bohaterem nastawionym na nie i dziwną, przekombinowaną, a pod tym wszystkim banalną symboliką. Stwierdziłam, że Costa-Gavras może teraz panu Iosselianiemu buty czyścić.
Snejk - Wto 13 Lis, 2007

Ultimatum Bourn'a. najlepsza czesc sredniej trylogii ;-)

Kamikadze napisał/a:
Mnie tam się podobał ;) była większa jazda, niż w serialu, bywało, że wyłam wprost ze śmiechu.

no mnie zniszczala jedna akcja. z psami. szkoda tlyko, ze tylko jedna :]

Kamikadze - Sro 14 Lis, 2007

Dziś - Dziwna miłość Marty Ivers. Określany mianem noiru, ale bardziej melodramat z elementami noir, z typowym dla lat 40. zadęciem w strojach, afektowanym aktorstwem, gwiazdorską obsadą (Barbara Stanwyck, Kirk Douglas, Van Heflin, dobra rola Lizabeth Scott, której osobowość aktorska przypomina mi inną, współczesną - Patricii Arquette). Fajne kino, z niespieszną akcją, ukrytymi namiętnościami, dla miłośników starego Hollywoodu. Bardzo dobre zdjęcia!
grzEGOrz - Czw 15 Lis, 2007

"The Simpsons Movie" - ja bym to jednak dał do działu "Weź to wyłącz" - odgrzewane kotlety z serialu, mało śmieszne, kompletnie nie wiem po co. kilka razy się uśmiechnąłem, to fakt, ale żeby naprawdę się śmiać? satyra mocno zwietrzała i jakoś kompletnie nieciekawa. srogi zawód.
Kamikadze - Pon 19 Lis, 2007

Dziś - Hot Fuzz twórców Shaun of the Dead. Początkowo nastawiona byłam nieufnie, jednak im dalej w las (czyt.: w akcję), tym więcej było śmiechu. Podoba mi się jego pastiszowość - film przedstawia w przejaskrawiony sposób ograne motywy z amerykańskich filmów akcji, poza tym - angielski humor i to w tym ryzykownym, czarnym wydaniu, nie wspominając o wpływie Monty Pythona oraz brak hamulców, jeżeli chodzi o pokazanie drastycznej przemocy (tak drastycznej, że aż śmiesznej), również dokonywanej na osobach starszych, co jest w pełni uzasadnione fabularnie. W tym filmie można wypatrzeć nawet nawiązań do Wicker Mana :mrgreen: No, fajnie się ogląda, po prostu, jeżeli komuś przypadł do gustu Shaun, to i to powinno.
grzEGOrz - Pon 26 Lis, 2007

"Sous le sable" Francois Ozona - świetna Charlotte Rampling w opowieści o stracie i nieumiejętności pogodzenia się z nią. jak na Ozona trochę mało zakręcony, ale końcówka jest enigmatyczna i człowiek główkować zaczyna. ale w sumie nie o to chodzi - świetne aktorstwo, sporo prawdy psychologicznej - dobry film!
grzEGOrz - Sro 28 Lis, 2007

horrorów ostatnio mało za to kilka filmów ciekawych

"Ex Drummer" - reklamują to jako miks Irreversible i Trainspotting - weeeell... no nie do końca. brakuje drapieżności Noe, humoru Welsha/Boyle'a - aczkolwiek trzeba przyznać, że to smoliście czarna komedia. szkoda tylko, że bardziej zbiór scen, które mają szokować, przekraczać granice, lub być zwyczajnie dziwne - niby jest jakaś historia, ale postaci kompletnie papierowe. reżyser chce szokować, bardzo, za bardzo - wybitnie forma ponad treść (gitarzysta kapeli, który jest tak oderwany od rzeczywistości, że grawitacja działa na niego odwrotnie; analny gwałt półmetrowym penisem; sekwencje puszczane od tyłu) - ogląda się to i jedno pytanie kołacze w głowie - po co? ale warto zbadać - szczególnie jak ktoś lubi płytki nihilizm i mizantropię dla zbuntowanych nastolatków ;-)
ponoć książka znacznie lepsza.

Shortbus - historia seksterapeutki, która nie może osiągnąć orgazmu pokazana na tle nowojorskiego klubu dla snobów intelektualno-kulturalnych, który jest po prostu burdelem (oh, pardon - miejscem spotkań swingersów wszelkiej płci i orientacji), ewidentnie wzorowanym na Warholowskiej Fabryce. bardzo ładnie nakręcone, świetne zdjęcia i klimatyczne animowane wstawki; odważne sceny (homoseksualny trójkąt i śpiewanie hymnu "do dupy" rozłożyły mnie na łopatki) - kilka razy szeroko otwierałem oczy ze zdumienia jak daleko przesunęły się granice tego, co w kinie można pokazać. tylko znowu problem podobny jak z "Ex Drummer" - nie bardzo wiadomo po co to wszystko. wątki jakoś sobie idą, ale dlaczego? co z tego wynika? żeby pani terapeutka w końcu doszła do wielkiego O? miałkie :mrgreen:

swoją drogą ciekaw jestem co by było, gdyby "Shortbus" zobaczył któryś z tej homofobicznej bandy z forum Czaszki :twisted:

grzEGOrz - Sro 05 Gru, 2007

"The Bourne Ultimatum" - kino akcji w starym dobrym stylu. trzyma w napięciu, świetne kreacje aktorskie, fabuła w której idzie się połapać, zero efekciarstwa rodem z Bonda czy innych takich wynalazków - ogląda się rewelacyjnie. moim skromnym jedynie końcówka skopana - rozmowa dwóch zabójców to tandeta, a końcowy kadr taki na siłę. ale naprawdę warto!
Snejk - Sro 05 Gru, 2007

grzEGOrz napisał/a:
"The Bourne Ultimatum" - kino akcji w starym dobrym stylu. trzyma w napięciu, świetne kreacje aktorskie, fabuła w której idzie się połapać, zero efekciarstwa rodem z Bonda czy innych takich wynalazków - ogląda się rewelacyjnie. moim skromnym jedynie końcówka skopana - rozmowa dwóch zabójców to tandeta, a końcowy kadr taki na siłę. ale naprawdę warto!

nom, moim zdaniem najlepsza czesc sredniej trylogii ;)

grzEGOrz - Wto 11 Gru, 2007

"Maria Full Of Grace" - myślałem, że to jakieś bardziej kopiące po twarzy będzie - a tak, lasia zachodzi w ciążę, jedzie do USA z kokainą w brzuchu, ma kilka trabli po drodze, ale wszystko kończy się dobrze - łeee tam. ale ogląda się przyjemnie. choć to właściwie zarzut :wink:
Snejk - Pią 14 Gru, 2007

The.Girl.Next.Door. mocny...

a widzial ktos An American Crime (2007)? film oparty na tych samych wydarzeniach
wysoka ocena na imdb - 8.1

http://pl.youtube.com/watch?v=42n0cHxZtv8

Snejk - Pon 17 Gru, 2007

Masters of the Universe z Ivanem Drago ;) kurde, no niezle to bylo. Ostatnio to ogladalem jak bylem maly i niewiele pamietalem. obawialem sie, ze juz nie bedzie tak bawic jak kiedys, ale nie :) nadal sie bardzo przyjemnie oglada. szkieletor ma dobre elo teksty, a Dolph bardzo meski. historia jest w miare ciekawa, a co najwazniejsze - nie nudzi ;)
Cabal - Pon 17 Gru, 2007

Shock – znany również pod tytułami Grim reaper oraz Beyond the door II jeden z ostatnich filmów Mario Bavy. Pierwszy wielki mistrz włoskiego kina grozy (nie zapominając wszak o wkładzie w rozwój grozy w tym kraju dzięki działalności Riccardo Fredy) porzucił w latach 70tych wielkie gotyckie dekoracje i podobneż w nastroju opowieści na rzecz dosłowności i większej dawki przemocy. Tym niemniej, takie jego filmy jak Planeta wampirów oraz Bay of blood miały niebanalny wpływ na amerykańskie kino grozy pod koniec lat 70tych, co spowodowało nawrót zainteresowania jego twórczością w latach późniejszych i wśród współczesnych widzów. Akurat jednak Shock nosi wyraźne wpływy dzieł dwóch uczniów Bavy i jego następców na tronie mistrzów włoszczyzny, mianowicie Fulciego i Argento. Spotkamy tu zatem pokryte pajęczynami, złowieszcze i obskurne piwnice kryjące mroczny sekret, opętanego dzieciaka, liczne zbliżenia i związane z tym stopniowanie napięcia – to akurat wpływ Lucio. A Argento? Przede wszystkim obsadzenie w roli głównej jego ówczesnej życiowej partnerki, Darii Nicolodi (całkiem dobra kreacja, zagrana z nerwem i oczywiście – krzykiem ;) oraz muzyka grupy I libra , kontynuującej tradycje elektronicznego rocka Goblinów i Emersona. Nade wszystko, to jednak rasowa i znakomicie zrealizowana opowieść o duchach, przebijająca w moim odczuciu głośne wówczas w USA Burnt offerings i nieco późniejszy Horror Amityville. Mimo skromnych środków i braku tej wspomnianej gotyckości, Bava zrealizował kolejny klasyk, niestety będący już jego łabędzim śpiewem.

Blood of a poet – pierwszy z czterech zaledwie filmów Jeana Cocteau, pełniącego tu rolę narratora. Niezwykły i niepowtarzalny w dziejach kina – to raczej upoetycznienie obrazu filmowego, niż próba wtłoczenia treści w celuloidową formę… Brak tu większych powiązań przyczynowo-skutkowych, nie brakuje za to kalejdoskopu postaci, rzeźb,obrazów i niezwykłych wizji oraz naprawdę prostych środków wyrazu (co stało się już potem znakiem charakterystycznym kina Francuza). Uczta dla fanów poezji i niebanalnego kina, nastawionego przede wszystkim na ukazanie wizji twórcy-artysty, a nie poddanie się kaprysom masowej gawiedzi… I w jakiś sposób, punkt wyjścia dla późniejszego o ponad 70 lat równie znakomitego Genesis Nacho Cedry.

Snejk - Wto 18 Gru, 2007

Shoot 'Em Up. Troche sie obawialem bo czesto porownywany jest z Krankiem, a ten jest dla mnie mega gniotem, no ale obejrzalem. I bylo zajebiscie :) duzo dobrej przegietej do granic mozliwosci akcji, kilka mocnych tekstow, masa krwi. jestem usatysfakcjonowany i milo zaskoczony ;)
grzEGOrz - Sob 22 Gru, 2007

"There Is No Authority But Yourself" - nieco męczący/nudnawy dokument o Crass. mimo pewnego zawężenia tematyki to i tak kawał historii - ta ekipa to były jednak panki do potęgi ntej.


do they owe us a living?

OF COURSE THEY FUCKIN' DO!!!

Charles - Nie 23 Gru, 2007

Też obejrzałem "Shoot 'Em Up", no i muszę stwierdzić że ten film to generalnie dość średni szit. Na trailerach wyglądało to wszystko bardziej poważnie, porównania do syfiastego "Cranka" nasuwają się same, no ale AŻ tak źle to nie jest. Fabuła bez sensu, całość mało zabawna, aktorzy nie mają nic do grania, Clive Owen zabija ludzi marchewką (?!), Monica Bellucci w roli prostytutki trzaska typowi loda pod śmietnikiem... Dodatkowy minus za żenującą scenę podniebnych akrobacji i komputerową krew. Zamiast tracić czas na oglądanie tego filmu, lepiej obadajcie "Running Scared".
Kamikadze - Czw 27 Gru, 2007

Prywatne życie Sherlocka Holmesa - sympatyczny film Billy'ego Wildera z paroma błyskotliwymi kwestiami i ogólnie zabawny w taki sympatyczny, staroświecki sposób. Lee w roli Mycrofta Holmesa, czyli starszego brata detektywa, sztucznie wyłysiony i postarzony :zeby:
Blade Runner - ostateczna wersja reżyserska :) jak zwykle - cudowny seans. Jeden z moich ulubionych filmów, tym razem w lepszej oprawie wizualnej i dźwiękowej. Za to tłumaczenie znacznie gorsze i niestaranne. Jak na takie wydanie, mogli się bardziej postarać. Momentami wychodzą bzdury.

xkrzysiekx - Czw 27 Gru, 2007

grzEGOrz napisał/a:
swoją drogą ciekaw jestem co by było, gdyby "Shortbus" zobaczył któryś z tej homofobicznej bandy z forum Czaszki

a pomysl co by było jakby ptrzez przypadek obejrzeli "Doom Generation", "Splendor" czy "Mysterious Skin" Arakiego? swoją droga Shortbus sciągnąłem z ciekawości, zasugerowany opisem na gg kolezanki - zupelenie nie czailem wczesniej tego filmu. Ogolnie troche mnei rozczarowal, ale kilka motywow fajnych no i mistrzowski montaz w czolowce.

Kinson - Sob 29 Gru, 2007

Obejrzałem film arena (1989) i jest to znakomity przyjkład, że klasykę kina B można śmiało przenieść w kosmos! Tzn jest ro Rocku w kosmosie!
ślepy51 - Sob 29 Gru, 2007

Kinson napisał/a:
jest ro Rocku w kosmosie!

"Rocky" nie miał tak fajnych kreatur kosmicznych i nie był tak mało poważny. "Arena" bije go na głowę! :mrgreen:

Jurandek - Nie 30 Gru, 2007

moim zdaniem roki to najlepszy bokserski film, w sumie moze jedynie wsciekly byk sie z nim rownac
Kinson - Nie 30 Gru, 2007

Dlaczego w Ocaleniu jest na okładce strzelba nad powierzchnią wody a w filmie tego nie ma ?

A co do filmów bokserskich to oprócz wymienionych chyba tylko jeszcze Gladiatora widziałem.

grzEGOrz - Sob 19 Sty, 2008

Fight Club - po raz kolejny. to jest jednak dobry film! to jest nawet bardzo dobry film! mniam mniam!
Snejk - Sob 19 Sty, 2008

grzEGOrz napisał/a:
Fight Club - po raz kolejny. to jest jednak dobry film! to jest nawet bardzo dobry film! mniam mniam!

popieram! dla mnie jeden z najlepszych filmow :)

Kinson - Sob 19 Sty, 2008

Carnosaur i Proteus, dwie świetne adaptacje znakomitych powieści mistrza grozy Harrego Adama Knighta! Jeden jest o dinozaurach drugi o stworze!
grzEGOrz - Wto 29 Sty, 2008

"Adam & Paul" czarna komedia o dwóch dublińskich narkomanach. żadne tam irlandzkie "Trainspotting" - czarny, ponury i nieprzyjemny film, w którym nawet śmiech nie potrafi zamazać beznadziejnej rzeczywistości. jeden dzień z życia dwóch heroinistów, którzy spotykają na swej drodze najdziwniejsze idywidua (np. byłego rumuńskiego ministra kultury, który gra Bułgara skarżącego się, że za dużo w Irlandii "tych jebanych Rumunów" :wacky: ). momentami troszkę się ciągnie, ale w sumie skoro to skrzyżowanie Becketta z Flipem i Flapem, to rzecz staje się zrozumiała :wink:

bardzo dobre zdjęcia i niezła muzyka. nie ma tu idealizowania bycia ćpunem, jak u Boyle'a. syf, brud, beznadzieja i kompletne no future. pesymistyczny kawałek kina, ale warto obadać.

Charles - Sro 30 Sty, 2008

Ninja III: The Domination - Film o ninjach, w reżyserii Sama Firstenberga. Fabuła to jeden wielki lol, ale ogląda się po prostu doskonale. Praktycznie cały czas coś się dzieje, non stop jakieś walki. Myślę że 7/10 można spokojnie wystawić. Lecę oglądać "Avenging Force".
Kinson - Czw 31 Sty, 2008

Charles napisał/a:
Ninja III: The Domination - Film o ninjach, w reżyserii Sama Firstenberga. Fabuła to jeden wielki lol, ale ogląda się po prostu doskonale. Praktycznie cały czas coś się dzieje, non stop jakieś walki. Myślę że 7/10 można spokojnie wystawić. Lecę oglądać "Avenging Force".


O, hehe wreszcie ktoś zaczął porządne filmy oglądać :mrgreen:

:spoko:

A Avenging ciut gorszy, ale też zabawy kupa! I jaka muzyka!

Kamikadze - Wto 12 Lut, 2008

Ostatnio - Control. Rzecz o Ianie Curtisie, liderze zespołu Joy Division (wcześniej Warsaw). Nie jest to kolejny film biograficzny z gatunku "młody, gniewny, nieszczęśliwy, umarł młodo". Corbijn, autor większości teledysków Depeche Mode, naprawdę doskonale wykreował świat wewnętrzny Curtisa, choć uczynił to na podstawie książki wdowy po muzyku, Deborah. Powiem szczerze, że dawno nie byłam tak poruszona. Długo nie mogłam dojść do siebie.
Kamikadze - Pon 24 Mar, 2008

Cholera, znowu pod sobą, a tyle czasu minęło! :roll:
Widziałam dziś Pojedynek Ridleya Scotta z 1977 r. wg opowiadania Josepha Conrada. Świetny film, oszałamiający wizualnie i to w sposób nieporównywalny z dzisiejszymi badziewiami syntetycznymi z komputera. Wystarczył dobry pomysł, trochę obeznania z malarstwem epoki oraz odpowiednie filtry ;-) No i oczywiście nie zapominajmy o świetnej fabule i doskonałym aktorstwie zarówno Keitha Carradine'a, jak i Harvey'a Keitela. Miszcz! :spoko:

grzEGOrz - Wto 25 Mar, 2008

a my sobie ostatnio lekko i przyjemnie spędziliśmy wieczór z "Run Fat Boy Run". schemat goni schemat, nic odkrywczego, ale ogląda się świetnie, pośmiać się można, no i Simon Pegg. miły przerwynik.
companeros - Wto 25 Mar, 2008

"Ładunek 200" - bardzo dobry film Bałabanowa, sekwencja nocna majstersztyk, potem troszkę słabiej, ale mocny finał wynagradza wszystko. Bez większych pretensji, ale i nie bezmyślnie.
Snejk - Pon 31 Mar, 2008

Beowulf. Wykonanie baaardzo daje rade, sceny akcji rowniez, ale nie do konca dostalem to na co czekalem. Wiecej rzezi chcialem :twisted: Ale moze byc
grzEGOrz - Pią 11 Kwi, 2008

po raz któryś "Boondock Saints". całkiem sympatyczny w sumie film, choć oglądany kilka dobrych lat temu podobał mi się bardziej. teraz rażą niektóre dialogi. ale fajny film o "zwykłych" superbohaterach. takie kino dla chłopaków. no i Willem Dafoe w roli, której się nie zapomina :wacky:
Kamikadze - Sob 12 Kwi, 2008

grzEGOrz napisał/a:
takie kino dla chłopaków. no i Willem Dafoe w roli, której się nie zapomina :wacky:


Jak to, dla chłopaków, mnie się też widział :wacky:

grzEGOrz - Sob 12 Kwi, 2008

nie no, mi się też widział, mimo, że latka lecą. choć trochę nachalne te krzyże i drętwe momentami gadki. pryszczatym młodzianom myślę podoba się bardziej :wacky:

a Tobie to się pewnie podobali dwaj główni aktorzy ;-)

Cabal - Pon 14 Kwi, 2008

Dwa filmy z Nikosiem C.:

Bring out your dead – mniej znany film Scorsese, jednak trzymający wysoki poziom (pomimo chwilowego zbaczania w stronę komiksowej groteskowości). Nieco dołujący i zmuszający do refleksji, pełen niebanalnych kreacji aktorskich.

The weather man – historia „pana pogodynki”, starającego się pozbierać do kupy swoje życie i rodzinę. Dość wiarygodna, chwilami stojąca na wysokim poziomie. Choć na dobrą sprawę to taki typowy aktorski „wehikuł” dla jednej osoby. Kilka zabawnych scen i sformułowań, jednak na powierzchnię w efekcie przebija gorycz opowieści o drugiej stronie „amerykańskiego snu”.

grzEGOrz - Sro 23 Kwi, 2008

przypomniałem sobie po latach "Romper Stomper". i tak sobie myślę, że wcale niezłe kino. mocne, bezkompromisowe, bez upiększeń. banda australijskich skinheadów pokazana w naturalistyczny sposób - jako brutalne, tak naprawdę bezmyślne bydło. kolesie, którzy wstawiają głodne kawałki o supremacji bialej rasy, dumie i krwi, żyją jak zwierzęta w zaskłotowanym/wynajętym magazynie. nie widać, żeby gdziekolwiek pracowali, jedyne co potrafią to bić i chlać. co ciekawe pamiętam, że skinheadzi z mojego miasta strasznie jarali się tym filmem, co świetnie pokazuje jakim ruchem jest odłam nazi-żulo-skinów. i to nie tylko jakieś fiutki z patologicznych rodzin, ale też chłopaczkowie z dobrych domów, którym imponowała chuliganka i spocone męskie ciała kopiące w pięć osób jakiegoś nieszczęśnika o zbyt niearyjskim wyglądzie. zastanawiające trochę.

sam film surowy, bez upiększeń (i smętów rodem z "American History X"). trochę może niezdypliscynowany fabularnie, trochę się rozłazi i tak naprawdę nie wiadomo czy chodzi o historię trójkąta "miłosnego" czy portret nazi bandytów czy w ogóle o coś jeszcze innego. chociaż z drugiej strony takie wymieszanie różnych wątków współgra z półdzikim życiem jakie wiodą główni bohaterowie.

a końcówka na plaży to mogłaby się znaleźć w jakimś niezłym horrorze lub psycho-thirllerze :twisted: . mimo że film jest chropawy, nakręcony średnio, to sekwencja pościgu nad morzem trzyma w napięciu i potrafi nieco zmrozić widza, zwłaszcza nieźle podkreślona muzyką.

all in all, surowy kopniak w twarz.

Charles - Pią 02 Maj, 2008

Day of the Dead 2008 - generalnie filmik to jeden wielki lol, ale nie powiem że zły bo bawiłem się doskonale. Ostatnio nie oglądałem nic równie zabawnego, alko przed lub w trakcie jak najbardziej wskazane ;)

P2 - cienizna i tyle. Przez pół filmu babka biega po jakichś korytarzach i chce złapać zasięg w komórce (telefonie;). W roli mordercy wystąpił niejaki Wes Bentley, ten sam co grał bad gaja w "Ghost Riderze", w obu dziełach tak samo beznadziejny.

Out of Justice z Seagalem - znakomity oczywiście

Frontière(s) - jak dla mnie solidny średniak, pierwsza połowa w sumie daje rade, potem niestety robi się strasznie schematycznie. Czarne charaktery zaczynają się zachowywać jak ostatnie debile i jak dla mnie było już po filmie. Jako ciekawostkę dodam że scena pościgu samochodowego jest tak pojebanie zmontowana że u co wrażliwszych osób może się zakończyć atakiem epilepsji. Plus natomiast za dziadka Hansa, i miejscami gore całkiem fajne (scena z krajzegą:). Chociaż i te miejscami walą kompem na kilometr.

Cabal - Pon 05 Maj, 2008

Super Size Me

Jeden z nieformalnej serii amerykańskich dokumentów, stworzonych w ostatnich kilku latach, obrazujących powolny upadek i degrengoladę naszej cywilizacji… Tutaj reżyser akcentuje problem przywiązania do wszelkich „fast foodów”, będącego efektem działań ogromnych korporacji stojących za tym procederem. Osią fabularną jest w tym przypadku decyzja narratora opowieści o 30-dniowej nieprzerwanej 3 posiłkowej „diecie” w sieci McDonalds, jednak widzimy tu jeszcze drążenie wątku ogólnej dietetyki i odżywiania najgrubszego narodu świata oraz wszelkich potocznych aspektów. Rozprawka SSM jest dość dobrze przyswajalna, poza niestrawnymi wstawkami, zasypującymi widza potokiem faktów i obrazów, a wzorowanymi najwyraźniej na papce MTV. Choć ogólnie rzecz biorąc, co najmniej dwa aspekty tej historii mnie niezbyt przekonały czy poruszyły. Pierwszy, to reakcje całej trójki badających bohatera filmu lekarzy. Naprawdę, wg mnie nie trzeba od razu kończyć Harvardu czy Yale (a w Oxfordzie najwyżej sprzątać czy zmywać gary), żeby zobaczyć, iż produkty typu fast food to bezwartościowy i zaśmiecający organizm syf, a im więcej się go konsumuje, tym większe szkody wyczynia. Pomnóżmy to razy 3, potem razy 30 i efekty dla każdego laika gotowe. I druga rzecz: końcowe porzucenie przez strutego McDietą koleżki weganizmu i zdrowej formy odżywiania – rodzi to pytanie, czy faktycznie cała ta miesięczna gehenna nie dała mu do myślenia? Do czego w takim razie wraca? Czy aby nie chodziło jednak tylko i wyłącznie o zyskanie popularności? Mimo wszystko, choć trend takich wspomnianych dokumentów zyskuje ostatnio wielkie uznanie i deszcz nagród na całym świecie (że wspomnę Inconvenient truth czy Fahrenheit 9.11), to mam wrażenie, że „przebudzenie” ludzkości nastąpiło za późno… zmiany są już nieodwracalne.

Critters - Wto 06 Maj, 2008

Cabal napisał/a:
iż produkty typu fast food to bezwartościowy i zaśmiecający organizm syf


True, ale jaki dobry! :mrgreen:

LdF - Wto 06 Maj, 2008

Super size me to typowy amerykański gówno dokument. Nic nie wnoszacy do sprawy robiony pod publiczkę i dla podniecajacych sie tym ludzi. Swoje pseudo przesłania niech zostawia dla ichniejszej mało rozgarniętej młodzieży. Społeczeństwo nieczułe na krzywdę innych zorganizowło jeden marsz przeciwko wietnamskiej wojnie , który to chwali przy każdej okazji. Dobry dokument obejrzec można na Rozstajach europy.
Kinson - Wto 06 Maj, 2008

Ja to aż czasami nie mogę w nocy spać tak nienawidzę Ameryki.
companeros - Wto 06 Maj, 2008

super size me nie jest arcydziełem, ale przynajmniej przemawiać może do targetu mcdonalda. denerwuje mnie taka postawa, że znane dokumenty spod znaku Moore'a - nawet jeśli blisko im do agitki - to syf, a dobre to tylko te Nieznane i Festiwalowe.
grzEGOrz - Sro 07 Maj, 2008

"Juno" - hieh, a to zaskoczenie - bardzo ciepły pozytywny film. nie chce mi się nawet go rozpatrywać w kategoriach czy to feministyczna opowiastka, czy ona jest pro-life, czy pro-choice - powiem tyle - podobało mi się. świetna Ellen Page w roli wyszczekanej szesnastolatki, momentami lekko surrealistyczne dialogi, rewelacyjna muzyka i nawet horrorowy smaczek dla fanów gatunku - dyskusja o wyższości Hershela Gordona Lewisa nad Dario Argento.

no właśnie, jak sądzicie, czy "Suspiria" obsysa w porównaniu z "Wizard Of Gore"? ;-)

LdF - Sro 07 Maj, 2008

Kinson napisał/a:
Ja to aż czasami nie mogę w nocy spać tak nienawidzę Ameryki.

Chyba ameryki chciałeś napisać ale Ci się capslock włączył.

companeros napisał/a:
a dobre to tylko te Nieznane i Festiwalowe.

Idzie o temat dokumentu , tu hamburger a tu śmierć dzieci w Bieslanie, prównaj wagę obydwu podnoszonych kwestii.
Dobre kino , które ostatnio widziałem a czasu mam niewiele lecz gdy go już wygospodaruję- poświecam na czytanie ,to Scoop Allena. W końcu powróciła Śmierć w swojej ludzkiej postaci , i bardzo ładnie zagrała Scarllett J. Kreacja Woodego bez komentarza. Co prawda nie jest to mistrz w szczytowej formie ale aktualnej nie jeden twórca może mu pozazdrościć (jeśli idzie o aktorów po 60 jest bez konkurencyjny). Przymierzam sie do Time i Breath Kim Ki Duka i jak tylo obejrzę na pewno dam znać co u koreańczyka słychac.

Kinson - Sro 07 Maj, 2008

Obejrzałem niezwykle ważny film dokumentalny "Ujarzmić bile". Wyprodukowany przez Polski Związek Bilardowy dosyć ciekawy dokument instruktażowy z udziałem wielu europejskich mistrzów, w tym i wielokrotnego Mistrza Świata Trików Bilardowych Bogdana Wołkowskiego. Szkoda tylko, że w najbliższym czasie jakoś się na wypad bilardowy nie zapowiada.
UnBlack - Sro 07 Maj, 2008

Trainspotting - dobre kino jeśli ktoś widział wie o czym mowa jesli próbował tym bardziej :D
Snejk - Czw 08 Maj, 2008

Funna Games U.S. Niemal identyczny jak oryginal. Nawet poczatkowe muza Zorna pozostala. No doslownie to samo ;] Spoko filmik, aktorzy bardzo dobrzy, a bandziory zli do szpiku kosci. Ale po co powstal ten film? Dlatego, ze hamburgery nie potrafia czytac napisow do filmów, czy sa zbyt leniwi? Niemniej nadal jest to calkiem niezly szoker ;)
bub - Sob 10 Maj, 2008

Snejk napisał/a:
Funna Games U.S. Niemal identyczny jak oryginal. Nawet poczatkowe muza Zorna pozostala. No doslownie to samo ;] Spoko filmik, aktorzy bardzo dobrzy, a bandziory zli do szpiku kosci. Ale po co powstal ten film? Dlatego, ze hamburgery nie potrafia czytac napisow do filmów, czy sa zbyt leniwi? Niemniej nadal jest to calkiem niezly szoker ;)


obejrze ale i tak raczej bede wolal oryginal ;)

Cabal - Sro 21 Maj, 2008

Vincent – krótkometrażowa perełka Burtona, stworzona na długo przed jego pełnometrażowymi produkcjami. Zaczynek do powstania „Miasteczka Halloween” i „Gnijącej panny młodej”, pełen specyficznego czarnego humoru i wzbogacony narracją samego Price’a. Dla wszystkich, którzy nie czytali makabresek Tima, pozycja obowiązkowa – dla innych w zasadzie również :) . Może, jak i ja, odnajdą w sobie jakąś cząstkę takiego dziwacznego młodzieńca :P .
Charles - Czw 22 Maj, 2008

"Mother of Tears" sobie obejrzałem ostatnio no i zgodnie z przewidywaniami, słaby. :( Wyreżyserowany po amatorsku, z głupim scenariuszem, czerstwymi dialogami i beznadziejnym aktorstwem. A końcówka filmu to już w ogóle jakaś parodia i przysłowiowy gwóźdź do trumny. Ze stylu Argento to już nic nie zostało, zero napięcia czy jakichś klimatycznych ujęć. Jest za to trochę sieki, zacna scena pierwszego morderstwa, ale potem już gorzej. No i jeszcze cycki są, ale tego nie zaliczam jako plus. :lol2: Miejmy nadzieję że Dario z "Giallo" aż tak mocno nie pojedzie.
Embalmer - Pią 06 Cze, 2008

"Ghosts of the Civil Dead" (1988. John Hillcoat) - Wyjątkowo brutalny i realistyczny dramat więzienny i zarazem ostra krytyka australijskiego systemu penalizacyjnego, w którym skazani obdzierani są z godności, a co za tym idzie zabiera się im wszystko, co mają. Ale Hillcoat nie demonizuje żadnej ze stron: ani skazańców, ani strażników. Nick Cave w roli psychopaty maluąjcego ściany własną krwią po prostu niesamowity, a eksplozja bestialstwa w finale prawie zwala z fotela. Ostre, męskie kino!

Few films that I have seen manage to be as disturbing yet simultaneously not exploitive as this one. :spoko:

Cabal - Pią 06 Cze, 2008

Jedynie nie wiem, czemu w kolko okresla sie ten film mianem "horroru". Niesamowitosci tam malo, wiecej dramatu. I klimatem porownalbym go z filmami Richarda Stanleya (pewnie dlatego, iz to rowniez Australia ;-) ). Dosc wolne tempo, ale niezwykla atmosfera.
grzEGOrz - Pią 06 Cze, 2008

Cabal napisał/a:
Richarda Stanleya (pewnie dlatego, iz to rowniez Australia :wink:


eee, tego Stanleya od Hardware i Dust Devil? tego z RPA?

Cabal - Nie 08 Cze, 2008

Wrrrr...grrrrr.... ku.wa mi sie poje.alo :wsciekly: :evil: :ysz: . Pewnie dlatego, ze te oba kraje mi sie z pustynia i cholernym cieplem kojarza :sciana: .

No dobrze, do rzeczy zatem :mrgreen: :

Ptasiek – nie będę tu porównywał filmu z powieścią Whartona (której nie czytałem), jednak jako dzieło samo w sobie sprawdza się znakomicie. Wciągająca opowieść o męskiej przyjaźni (choć pozbawionej odcienia homoseksualizmu) plus ludzkiego pragnienia wolności – jak wolnymi są właśnie ptaki. Doskonałe role Cage’a i Modine. Plus dość silnie zaakcentowane przesłanie antywojenne. Dobre zdjęcia i muzyka Petera Gabriela, z zapadającym w pamięć motywem „Rhythm of the heat” (choć cała reszta soundtracku już na mnie nie zrobiła takiego wrażenia). Humor, refleksja – kawał dobrego kina.

Kes – klasyka obyczajowego kina brytyjskiego. Surowe spojrzenie na realia północnej (?), robotniczej części Anglii oraz ówczesny system szkolnictwa (jakże zgnojony przez Rogera Watersa w Ścianie ). I historia niezwykłej przyjaźni chłopca i pustułki. Nastrojowa muzyka, poprawne zdjęcia i realistyczna opowieść, bez zbędnych „jankeskich” ubarwień. Coś dla fanów powiedzmy Soli ziemi czarnej Kazimierza Kutza.

Cabal - Pon 16 Cze, 2008

Nothing – surrealistyczna komedia reżysera Cube. Wyjściowy pomysł dość ryzykowny jako materiał na pełnometrażowy film, jednak wykonanie dużo lepsze od oczekiwań. Pierwsze pół godziny filmu skrzy się żartami i zabawnymi scenami, jednak następnie widz i autorzy skonfrontowani są już tylko z tytułową Nicością, otaczającą dom dwóch mężczyzn. Aktorzy radzą sobie z dość karkołomnym zadaniem całkiem dobrze, nieco słabiej wypada scenarzysta – jednak i tak, przynajmniej dla kilku żartów i scen, warto sięgnąć po tę niezwykłą komedię.

Faust – klasyczny film Jana Svankmajera, po raz kolejny pokazującego, iż „Czech potrafi:P . Niezwykłe połączenie filmu fabularnego, marionetkowego i tworów plastycznych. Zatem na niedobór formy narzekać nie można, inaczej jednak sprawa ma się z treścią. Nie znajdziemy tu żadnych dialogów, jedynie recytacje tekstu Goethego (wierszem, oczywiście). Na początku trudno rozeznać się w zmianach planów narracyjnych i przeskakiwaniu między rzeczywistością teatralną a magią Fausta, jednak później można się przyzwyczaić do stylu tej opowieści. I nawet choć chwilami może nużyć, będąc przeznaczoną dla ambitniejszego odbiorcy (niemal na poziomie TVP Kultura), to jednak Svankmajerowi nie sposób odmówić pomysłowości, a jego historii specyficznej magii.

bub - Pon 16 Cze, 2008

Cabal napisał/a:
Wrrrr...grrrrr.... ku.wa mi sie poje.alo :wsciekly: :evil: :ysz: . Pewnie dlatego, ze te oba kraje mi sie z pustynia i cholernym cieplem kojarza :sciana: .

No dobrze, do rzeczy zatem :mrgreen: :

Ptasiek – nie będę tu porównywał filmu z powieścią Whartona (której nie czytałem), jednak jako dzieło samo w sobie sprawdza się znakomicie. Wciągająca opowieść o męskiej przyjaźni (choć pozbawionej odcienia homoseksualizmu) plus ludzkiego pragnienia wolności – jak wolnymi są właśnie ptaki. Doskonałe role Cage’a i Modine. Plus dość silnie zaakcentowane przesłanie antywojenne. Dobre zdjęcia i muzyka Petera Gabriela, z zapadającym w pamięć motywem „Rhythm of the heat” (choć cała reszta soundtracku już na mnie nie zrobiła takiego wrażenia). Humor, refleksja – kawał dobrego kina.

Kes – klasyka obyczajowego kina brytyjskiego. Surowe spojrzenie na realia północnej (?), robotniczej części Anglii oraz ówczesny system szkolnictwa (jakże zgnojony przez Rogera Watersa w Ścianie ). I historia niezwykłej przyjaźni chłopca i pustułki. Nastrojowa muzyka, poprawne zdjęcia i realistyczna opowieść, bez zbędnych „jankeskich” ubarwień. Coś dla fanów powiedzmy Soli ziemi czarnej Kazimierza Kutza.


E no panie gdzie Kes ma cos wspolnego z Sola ziemi czarnej ;) Kutz to epik i malarz, a Loach to taki maly dramacik na tle spolecznym. Chyba gorniki ci sie skojarzyly ;)

no a ja ostatnio
Atak Aldircha obejrzalem ostatnio, bdb. mozna by ponarzekac na psychoanalize no ale w sumie moze roznorako interpretowac postawe glownego zlego ;)
Z profilu tematycznego strony obejrzalem
Frontieres i niestety obsysa palke to chyba taka francuska pora mroku choc tego drugiego nie widzialem. Ogolnie nic ciekawego, no moze araby jako glowni bohaterowie no ale w zaden sposob w fabule to nie jest wykorzystane...
Rogue no coz mimo ogolnych zachwytow to tez jakos bez rewelacji, zdjecia faktycznie w porzadku natomiast nie wybijajace sie ponad standard (bo i takie same znajdziemy w pierwszym lepszym filmie przyrodniczym). Ogolnie jednak zdecydowanie za krotki
Black Water tez w sumie przyzwoity ale znow bez rewelacji, intryga troche lepsza ale nie takie ladne zdjecia no i krokodyl gorszy.

A poza tym jeszcze kiedys widzialem Pieklo i niebo Kurosawy, jak dla mnie jeden z lepszych jego filmow, mimo ze zasadniczo niezbyt go trawie. W tym filmie w pewnym sensie osmiesza "humanizm" poprzez dzialania policjantow, ktorzy chca za wszelka cene kary smierci dla zlego, ktory sprawil wielka przykrosc panu Gondo :) 10/10

No i dla zrownowazenia Skrytobójstwo Shinody czyli nihilistyczni samuraje. Co prawda do Kobayashiego nie ma startu ale formalnie bardzo odwazny i calkiem innowacyjny.

ślepy51 - Wto 17 Cze, 2008

"Children of Men" - brak mi słów na to, jak WIELKI to jest film. Zabierałem się do jego obejrzenia jak pies do jeża, dopiero za jakimś czwartym razem siadłem i zamiast pierwszych 20 minut, które początkowo nie wiedzieć czemu mnie odstraszały (może to ze względu na udział Julianne Moore, która niezbyt lubię), obejrzałem całość. Dwa razy z rzędu. Wspaniały film, wspaniałe zdjęcia, wspaniały klimat - zresztą, wszystko jest tutaj wspaniałe. Jednym slowem - ARCYDZIEŁO.
MauZ - Pon 30 Cze, 2008

w weekend obejrzałem sobie "Sezon Na Misia" i "Film O Pszczołach" :mrgreen:
co tu dużo pisać, idealna rozrywka na krótką przerwę od horrorów i zapieprzu na uczelni.
po prostu 3 godziny świetnej zabawy. polecam :zeby:

Cabal - Pon 30 Cze, 2008

An Inconvenient Truth

Przed seansem, słyszałem nader wiele o tym filmie. I ciężko mi było uwierzyć, że ktoś wybił się ponad nachalność quasi-dokumentów, mających w teorii „zbawić i uświadomić ludzkość”. Że amerykański polityk, były wice-prezydent tego kraju, którego żona jest dalej znienawidzona przez setki muzyków i fanów na świecie za wprowadzenie Parental Advisory i nader często spotykanego czarno-białego znaczka na albumach, może być przebudzonym do wezwania innych w celu zmian.
Ale tak jest.
Mało w filmie sztucznego promowania Gore’a i panegiryzmu,więcej konkretów i faktów. Co chwila nowe dane, rankingi i przedstawione za pomocą wykresów badania. Ale przede wszystkim, dołujące i piekielnie smutne wnioski.
Kilka razy chciało mi się wręcz płakać. Wychodzi bowiem na to, że przyczyną śmierci wielu z nas może być przegrzanie organizmu. Lub też utonięcie, gdyż nie będziemy mieli dokąd uciec przed słońcem, względnie wodą.
Amerykanin wykonał naprawdę dobrą pracę. Zamiast ciągłego wylizywania politycznych ran (w filmie pokazano jedynie jedną sekwencję z jego przegranej rywalizacji z Bushem jrem w roku 2000) czy spijania śmietanki popularności przez wygłaszanie dziesiątek jałowych przemówień na uniwersytetach (pozdrowienia dla Aleksandra K.), uderza w sedno i wskazuje PRAWDZIWY problem współczesnego świata.
Przesłanie filmu dobitne. Wypadałoby tylko, gdyby zamiast wszystkich laurujących go nagród, władcy naszego świata zmienili komercyjne zapędy polityczne.

grzEGOrz - Sob 12 Lip, 2008

Batman The Gotham Knight - animowane sześć filmików, tym razem w wersji anime. muszę przyznać, że bardzo przyjemnie się ogląda. ale z tego com właśnie wyczytał na sieci, akcja umiejscowiona jest między Batman Begins a Dark Knight, a ja jeszcze BG nie widziałem. ale planuję nadrobić i zjeść całą serię przed DK.

oprócz tego Kung Fu Hustle, pana od Shaolin Soccer. ładnie to zrobione, ale trochę za długie. jednak sceny walki wyglądają imponująco. kurna, może ja w końcu obejrzę Przyczajonego Tygrysa???

Raziel - Sob 12 Lip, 2008

Cabal napisał/a:
wskazuje PRAWDZIWY problem współczesnego świata


Taaa... jasne, prawdziwy! Hucpa z tzw. globalnym ociepleniem jest jednym wielkim przekrętem i jest przynajmniej kilka filmów które w sposób równie przekonywający to ukazują. Nie dajcie sie nabierać! Zmiany klimatyczne są naturalne i nieuniknione, a cała akacja z ociepleniem pozwala tylko grupie cwaniaków, z nieudacznikiem Gore'm na czele, robić na tym kaskę. Ciekawe czy epoki lodowcowe i ostatnia zmiana klimatu w XII-XIII wieku też była spowodowana przemysłem :lol2: (przypominam, że do tamtej pory klimat w Europie był znacznie cieplejszy).

grzEGOrz - Sob 12 Lip, 2008

mi to się za bardzo nie chce wdawać w dyskusję, ale mam dwie uwagi...

Raziel napisał/a:
Zmiany klimatyczne są naturalne i nieuniknione


każda zmiana klimatyczna jest naturalna i nieunikniona?

Raziel napisał/a:
a cała akacja z ociepleniem pozwala tylko grupie cwaniaków, z nieudacznikiem Gore'm na czele, robić na tym kaskę.


kto na tym bije kasę?

Kinson - Sob 12 Lip, 2008

Mnie zabiła dziura ozonowa więc się nie wypowiem :rotfl:
Raziel - Sob 12 Lip, 2008

grzEGOrz napisał/a:
ażda zmiana klimatyczna jest naturalna i nieunikniona?



Jak dotąd nie udało sie udowodnić istnienia nienaturalnej i dającej sie uniknąć.

grzEGOrz napisał/a:
kto na tym bije kasę?


Mój drogi, na bajce o globalnym ociepleniu otrzymują sie już cale organizacje pseudoekologów. A ograniczaniem emisji CO2 kraje wysokorozwinięte "wspomagają" znacznie swoja konkurencyjność. A i podateczków sie kilka dodatkowych nałoży w związku z ociepleniem.

Dla wyrobienia poglądu polecam obok propagandówki Gore'a obejrzeć chociażby "The Great Global Warming Swindle" na Google'u.

ślepy51 - Sob 12 Lip, 2008

http://www.joemonster.org...towaniu-planety ;-)
Raziel - Sob 12 Lip, 2008

:lol2: :spoko:
grzEGOrz - Pon 14 Lip, 2008

Raziel napisał/a:
Jak dotąd nie udało sie udowodnić istnienia nienaturalnej i dającej sie uniknąć.


czyli problemu nie ma, a 6 miliardów ludzi z całym swoim przemysłem i krowami to pikuś, nie wart nawet wzmianki.

Raziel napisał/a:
Mój drogi, na bajce o globalnym ociepleniu otrzymują sie już cale organizacje pseudoekologów.


tjak? bo prawdziwy ekolog to popiera zatruwanie atmosfery, bojkotuje Kioto i ogólnie uważa, że robienie dobrze wielkim korporacjom i przemysłowi to zgodne z naturalnym stanem rzeczy i wielki biznes przecież robi to charytatywnie.

oj pokrętna jest prawicowa logika.

Raziel - Pon 14 Lip, 2008

grzEGOrz napisał/a:
czyli problemu nie ma, a 6 miliardów ludzi z całym swoim przemysłem i krowami to pikuś, nie wart nawet wzmianki.


Pikuś, nie pikuś - grunt, że nie ma wpływu na tzw. globalne ocieplenie.

grzEGOrz napisał/a:
bo prawdziwy ekolog to


Prawdziwy ekolog jest naukowcem, jak fizyk lub matematyk, nie działaczem! Stąd przykuwającą się do drzew ekipę nazywam eufemistycznie "pseudoekologami". Zgadzam sie z Tobą drogi grzEgorzu, że nie oddaje to charakteru zjawiska ale cóż, staram sie utrzymać pewien poziom dyskursu :mrgreen: !

MauZ - Pon 14 Lip, 2008

http://www.manageria.pl/m...ocieplenie.html
Kamikadze - Pon 14 Lip, 2008

Drogi Razielu, jednak istnieją wyniki badań, a i z historii zapewne wiesz, że industrializacja przyczyniła się do zanieczyszczenia środowiska naturalnego. Co do efektu cieplarnianego - jakoś wierzę tym, którzy biją na alarm. W końcu dziura ozonowa tak sama z siebie się nie powiększyła, a w ogóle to chyba nie pamiętasz Let Sleeping Corpses Lie :wacky: i wniosków z filmu płynących :mrgreen: , do czego doprowadza dzika działalność człowieka, czy to eksperymenty, czy po prostu zwiększone uprzemysłowienie.
Co do krów - śmieszne, ale prawdziwe - kiedyś zwierzęta hodowano dla własnych potrzeb i nie tak wielką - przemysłową - skalę, co nie prowadziło do Kreutzfeldów-Jacobów ani nadprodukcji metanu. Choć jesli chodzi o to ostatnie, to myślę, że człowiek ma w tym większe zasługi, pamiętacie pewien odcinek South Park? :rotfl:

ślepy51 - Pon 14 Lip, 2008

Cytat:
myślę, że człowiek ma w tym większe zasługi, pamiętacie pewien odcinek South Park?

Z tym, że ten o globalnym ociepleniu był lepszy - We didn't listen!!! :lol2: A co do oszołoma Gore'a, to we wspomnianym SP też go świetnie podsumowano w odcinku "Manbearpig" :mrgreen: Co do zanieczyszczeń środowiska i innych dziur ozonowych to zapodany przeze mnie filmik myślę najlepiej to wszystko podsumowuje - najwyżej czlowiek sam się wykończy we własnym syfie, a dla całej Ziemi jako planety to będzie jak dla nas pierdnięcie komara i taka jest prawda ;-) Jak w "Jurassic Park" - Life will always find a way...
A wracając do właściwego tematu - obejrzałem "Casino Royale" na blu-rayu i jakość obrazu po prostu urywa jajca, że się tak ładnie wyrażę :mrgreen: Pomijam oczywiście fakt, że sam film znakomity - w mojej opinii jedyny tak naprawdę dobry Bond - mozliwie jak najbardziej realistyczny, dobrze zagrany, ze świetnymi scenami akcji i fantastyczna środkową, bardziej wyciszoną częścią z gierką w jedną z odmian pokera. Teraz czas zakupić "The Descent" na tym samym formacie ;-)

Mort - Pon 14 Lip, 2008

ślepy51 napisał/a:
dobry Bond - mozliwie jak najbardziej realistyczny,

Marny Bond jak cholera. Najbardziej realistyczny? To ten, w którym biegali i skakali po dźwigach? ;-)

grzEGOrz - Wto 15 Lip, 2008

hieh, z tym realizmem to fakt przeginka, ale ogólnie "Casino Royale" misię bardzo...

ja natomiast obadałem wciera "Kidulthood" i muszę powiedzieć, że solidny kopniak w ryj. coś jak oglądanie po raz pierwszy "Romper Stomper" czy z bliższych klimatów "Kids" Clarka. portret gimnazjalnej młodzieży w UK taki, że strach się bać. a co najgrosze, to myślę sobię, że w porównaniu z taką polszą to jeno różnica ilościowa. przygnębiające takie kino.

a o klimacie to może jutro, bo mi się naprawdę nie chce (a poza tym muszę zrobić pracę domową :wacky: )

ślepy51 - Wto 15 Lip, 2008

Mort napisał/a:
Nabardziej realistyczny? To ten, w którym biegali i skakali po dźwigach?

Tak, ten. A wie, co to parkour? ;-) Napisałem, że Bond możliwie jak najbardziej realistyczny - wiadomo przecież, że nie będzie to filmik dokumentalny, tylko rasowe kino akcji - a jak na obrazy z agentem 007, w "Casino Royale" mamy mało przeginania wywołującego uśmiech na ustach i poczucie zażenowania - powiedziałbym nawet, że takich momentów nie ma tutaj wcale.

Kinson - Wto 15 Lip, 2008

ślepy51 napisał/a:
w "Casino Royale" mamy mało przeginania wywołującego uśmiech na ustach i poczucie zażenowania - powiedziałbym nawet, że takich momentów nie ma tutaj wcale.


Eee no co ty, jeden wybitnie jajcarski moment jest.


ślepy51 - Wto 15 Lip, 2008

Ano nawet bardzo "jajcarski" ;-) Swoją drogą to świetna scena jest!
Cabal - Pon 04 Sie, 2008

Asteriks i Obeliks na olimpiadzie:

Mamy letnią kanikułę, to i dobry czas na seanse takich właśnie komedyjek. Trzecia fabularna odsłona losów dzielnych Gallów zmagających się z bez mała całym Imperium Rzymskim ma największy rozmach z dotychczasowych. Statystów, kostiumów i dekoracji mogliby jej pozazdrościć twórcy Quo Vadis. A co pod płaszczykiem antyczności i olimpijskich zmagań? Prosta historia, wypełniona licznymi efektami specjalnymi i żartami o różnym stopniu udaności. Przypuszczam, że bez dubbingu (który w przypadku komedii uważam za chwyt dość udany) miałbym mniejszą radość z oglądania tego filmu. Autorzy unowocześnili znaną z kreskówki fabułę duetu Francuzów i dodali szereg kpin z klasycznych obrazów o tematyce historycznej, chociażby Gladiatora i Ben Hura. Wyścig kwadryg może nie jest tutaj tak dramatyczny i epicki, ale chociaż śmieszniejszy :]. Kilka zaskakujących pomysłów scenariusza (postęp wobec nudnej części pierwszej) i dodające wszystkiemu oryginalności epizody znanych sportowców – Schumachera, Zidane’a i Tony’ego Parkera. I ponad wszystko, Alain Delon jako Juliusz Cezar. Wyraźnie zdystansowany w swej celowo przerysowanej roli. Główne wady filmu? Nie przekona do siebie tych, którzy znienawidzili poprzednie części. Nieco zbyt długi – jakby twórcy nie wiedzieli, kiedy przerwać swą dobrą (?) zabawę na planie. I do tego szalenie dużo tu ofiar, tylu trupów nie było chyba nawet w Piątku trzynastego! Fakt, że bez krwawych detali, poza kamerą itp. A do tego to jeszcze starożytny Rzym i czasy Brutusa, jednak i tak jak na „komedię familijną” lekkie przegięcie. Reasumując – dla fanów lekkiej rozrywki we francuskim sosie. Dla pozostałych – możecie sobie darować…

MauZ - Pon 04 Sie, 2008

jesteś pewien, że napisałeś to w odpowiednim temacie? ;)

Cicho sza, by się nikt nie dowiedział... :mrgreen:

Snejk - Wto 05 Sie, 2008

obejrzalem sobie:
Han cock ;]
Calkiem spoko. Inne spojrzenie na super herosa do tego calkiem przyjemne efekty. Lepszy od spidermanow i supermenow. 6

Wanted - gdyby ten film byl komedia to by mi sie bardziej podobal, bo ilosc absurdalnych scen jest ogromna i nie bardzo pasuje to powaznego (powiedzmy) filmu. Ladne, soczyste hed szoty i niezle efekty. 6

Robocop - ogladalem go jak bylem maly wiec za duzo nie pamietalem, wlasciwie to nic ale film okazal sie bardzo dobry i nowatorski. Sporo krwi i przemocy i wartkiej akcji
8/10 film, a basil 0/10

ślepy51 - Wto 05 Sie, 2008

Wanted 6 a Robocop tylko 8? Eh, cos ostatnio masz Snejki problemy z odpowiednim ocenianiem filmów. Nie mówiąć już o tym, że Basil 10/10 czyli wcięło ci ewidentnie 1 ;-)

Heat - kiedyś, bardzo, bardzo dawno temu widziałem ze dwa razy i zapamiętałem, ze był Bob i Al i że film był długi. Ostatnio odświeżyłem i film co najmniej jest o jakieś 2 godziny za krótki. Geniusz Michaela Manna w najczystszej postaci. Arcydzieło sensacji. Po prostu.

Ali - drugi raz w ostatnim czasie, Mann jest wielki. Genialnie odtworzone walki, rewelacyjny Will Smith i prze genialne piosenki, najlepsze jakie słyszałem w jakimkolwiek filmie. Mann ma do tego wyczucie, tutaj trafiło z każdym utworem bezbłędnie. No i kolejne arcydzieło na koncie ;-)

Snejk - Wto 05 Sie, 2008

ślepy51 napisał/a:
Wanted 6 a Robocop tylko 8? Eh, cos ostatnio masz Snejki problemy z odpowiednim ocenianiem filmów. Nie mówiąć już o tym, że Basil 10/10 czyli wcięło ci ewidentnie 1

watpie :)

Cabal - Wto 05 Sie, 2008

MauZ napisał/a:
jesteś pewien, że napisałeś to w odpowiednim temacie? ;)

Cicho sza, by się nikt nie dowiedział... :mrgreen:


Jasne, ze jestem pewien. Z mego osobistego punktu widzenia - co wspomnialem - film dobry, rozrywkowy. A ze wiekszosci ludzi tutaj pewnie sie nie spodoba, to inna sprawa :mrgreen: .

MauZ - Wto 05 Sie, 2008

Cabalu drogi, mój post odnosił się do wypowiedzi Embalmera, ale usunał swojego posta i teraz wygląda to tak jakbym pisał do Ciebie :mrgreen:
po prostu Embalmer napisał w tym topicu o jakiejś płycie, jak wyraziłem swoje wątpliwości o tym, czy to dobry temat to go usunął :mrgreen:
drugi Smoła tu rośnie. swojego usunął, mojego zedytował i nawet nie zrobił dopisku na czerwono ;-)

Embalmer - Sro 06 Sie, 2008

MauZ napisał/a:
drugi Smoła tu rośnie. swojego usunął, mojego zedytował i nawet nie zrobił dopisku na czerwono


Dzięki za komplement. Smoła niechaj bierze ze mnie przykład... :lol2:

A płytka Tyranny fajna.

LeonPL - Pią 08 Sie, 2008

Brainstorm-grupie naukowcow udaje sie stworzyc urzadzenie do rejestrowania i projekcji innym osobom mysli, doznan i emocji. idylla sie szybko konczy, bo sprzetem zaczyna sie intere wojsko w kontekscie nowych maszynek do torur, a sporo palaca glowna tworczyni projektu(l.fletcher z "lotu nad kukulczym")pada na zawal, rejestrujac swoja smierc dla wspolpracownika(chris walken).bardzo fajne kino sf, dobrze pomyslane i zagrane, z niezlym tempem. spokojnie 5/6
grzEGOrz - Wto 12 Sie, 2008

In The Valley Of Elah - świetne kino! poruszył mnie ten film. z tego co czytałem, początkowo miał być dla Eeastwooda, ale skończyło sie na Tommym Lee Jonesie. i w sumie z mojego punktu widzenia wyszło na dobre. historia ojca, który próbuje rozwikłać zagadkę morderstwa swego syna, który właśnie wrócił z misji w Iraku, potrząsnęła mną. do samego końca niemal nie wiadomo, co tak naprawdę się wydarzyło. więc z jednej strony jest ciekawa historia opowiedziana w konwencji kryminału/suspense thrillera, z drugiej Haggis stara się powiedzieć coś uwikłaniu Ameryki w konflikt iracki. dwie końcowe sceny bardzo wymowne i kopiące w tyłek. świetne aktorsko i smutno prawdziwe. polecam!
LOBO - Pią 15 Sie, 2008

UPROWADZONA - TAKEN
Trafił mnie się przegląd, z którego początkowo zadowolony nie byłem. Producenci "Transportera", reżyser "13 dzielnicy" - kolejny francuski yamakasi-kał na amerykańska modłę. Do tego Liam Nesson w głównej roli, czyli dziad, którego nie trawię. A tu niespodzianka i to do tego stopnia, że z wrażenia przestałem spisywać raport ze stanu kopii.

Siedziałem jak wryty podziwiając jak Liam niczym czołg przedziera się przez ulice Paryża zostawiając za sobą martwe ciała bandziorów. Ja pierdolę walnę prosto z mostu, ten film to kino zemsty w najlepszym obecnie wydaniu, prawie jak rape and revenge tylko że do gwałtu jeszcze nie doszło bo główny bohater ma 96 godzin by temu zapobiec. By odnaleźć swoją córkę wywraca stolicę miłości do góry nogami. Scena w melinie albańczyków to czysta poezja, połączenie Johna Flynna z Johnem Woo :!: Tematycznie obraz Morela to połączenie Rolling Thunder z Commando, tylko znacznie szybszy, zmontowany nieco na zasadzie nowego Bourne'a (jak niektórzy powiadają) choć osobiście widziałem tam więcej z Johna Woo. Z resztą co tu dużo gadać, tagline na jednym z plakatów brzmi THE TIME FOR REVENGE HAS COME i wierzcie mi nie ma w tym ziarna przesady. Liam Nesson to William Devane 21 wieku!!! Taken to Rolling Thunder współczesnego kina akcji!!!

Premiera już dziś więc jak ma ktoś ochotę na prawdziwy dynamit, mocny i bezkompromisowy odlot w kino akcji to człowiek, który Życzenie Śmierci oglądał z 10 razy gorąco poleca!!!

ślepy51 - Pią 15 Sie, 2008

Trochę Lobo przesadzasz, aczkolwiek filmik jest naprawdę fajny i jak na PG-13 mega brutalny (Rated PG-13 for intense sequences of violence, disturbing thematic material, sexual content, some drug references and language - ogólnie to zastanawiam się, jak sie MPAA z tego wytłumaczy :mrgreen: ) - Liam Neeson świetny jako pan, który umie zabijać i kupuje córce radyjko karaoke, niezła akcyjka, ogólnie taki Bourne 30 lat później moznaby se rzec - troche montaz nie teges ale taka teraz moda widać. Ogolnie tez polecam ;-)
Embalmer - Sob 16 Sie, 2008

LOBO napisał/a:
UPROWADZONA - TAKEN
LOBO napisał/a:
Tematycznie obraz Morela to połączenie Rolling Thunder z Commando, tylko znacznie szybszy, zmontowany nieco na zasadzie nowego Bourne'a (jak niektórzy powiadają) choć osobiście widziałem tam więcej z Johna Woo. Z resztą co tu dużo gadać, tagline na jednym z plakatów brzmi THE TIME FOR REVENGE HAS COME i wierzcie mi nie ma w tym ziarna przesady. Liam Nesson to William Devane 21 wieku!!! Taken to Rolling Thunder współczesnego kina akcji!!!


No, ja też miałem okazje obejrzeć "Taken" zamiast "The Dark Knight" Nolana (co się odwlecze, to nie uciecze - absolutnie nie żałuję) i film wbił mnie w ziemię. Akcja szybka, ekscytująca, trup ściele się gęsto, a jatka w melinie Albanczyków rzeczywiście miażdżąca. Mocarne kino naznaczone "Rolling Thunder" i filmami z HK spod znaku Heroic Bloodshed.

Snejk - Sob 16 Sie, 2008

Zdarzenie - mega gniot. Tragednia w kazdym calu, no moze poza niezlym poczatkiem i fajnymi samobojstwami. ale i tak 1/10
LOBO - Sob 16 Sie, 2008

Embalmer napisał/a:
No, ja też miałem okazje obejrzeć "Taken" zamiast "The Dark Knight" Nolana (co się odwlecze, to nie uciecze - absolutnie nie żałuję) i film wbił mnie w ziemię. Akcja szybka, ekscytująca, trup ściele się gęsto, a jatka w melinie Albanczyków rzeczywiście miażdżąca. Mocarne kino naznaczone "Rolling Thunder" i filmami z HK spod znaku Heroic Bloodshed.


Ślepy posłuchaj Embalmera, tutaj nikt nie przesadza. Jedyny prawdziwy minus tego filmu to fakt, że te 96 godzin przy tak zawrotnym tempie odczuwa się bardziej jak 24, ale poza tym to bombastycznie :mrgreen: Wszak nie ma wyrywania gardeł i prosiaków obrzerających ludzkie kości, ale jak Nesson pyta jednego albańczyka czy pamięta jak obiecał, że go znajdzie, no to ja gęsią skórką pokryty cały.

ślepy51 - Sob 16 Sie, 2008

No toz mówię, że to zacny filmik jest i warto go obejrzeć, bo to na pewno jeden z najlepszych akcyjniakow ostatnich lat, tylko że do miana mocarnego obrazu kopiącego po mordzie z siłą stada drechów jednak mnie osobiście zabrakło kategorii wiekowej R i większej brutalności, choc jak już wspominałem jak na PG-13 jest mega hardkorowo. A wszystkie scenki, ktore opisujecie świetne i co do tego nie ma dwóch zdań, ja do tego dodałbym jeszcze sama końcówke na łajbie obleśnego Araba i wiadomo jaki moment ;-)
Aha, zapomniałbym - rulsuje scenka przy stole z francuskim kumplem Bryana i jego żoną!

ślepy51 - Pią 22 Sie, 2008

"In The Valley Of Elah" przed chwilą obejrzałem, no i co - tak jak pisał grzEGOrz - świetny film, świetny Tommy Lee Jones, świetna Charlize Theron. Mega wciągająca historia ojca, byłego wojskowego, który próbuje ustalić co się stało z jego synem, który ponoć powrócił z misji w Iraku ale nikt dziwnym zbiegiem okoliczności go nie widział. Trochę gorzkie, trochę smutne i cholernie wciągające kino, do tego dające naprawdę do myślenia. Absolutnie warto.

Poza tym "Hellboy 2" żem widział ostatnio - chyba troche gorszy niż jedynka, jednak to nadal dobry film. Del Toro tym razem jakby mniejszy nacisk kładzie na samą historię a większy na świat przedstawiony, wskutek czego fachowcy od efektów mają pełne ręce roboty. A że Guillermo jak widać nie jest głupi i tam gdzie tylko może stara się wepchnąć a to jakąś fajną kukłę a to staroszkolną charakteryzację, filmik ogląda się bez zażenowania. CGI tez jest ofkoz, jednak tylko tam gdzie to konieczne. Dla stworków i jednej sceny, w której Abe z Hellboy'em upijaja się browarami i śpiewają "Can't Smile Without You" Barry'ego Manilowa warto objrzeć. Dobry film.

Poza tym wspomne o filmiku, który oglądałem juz jakiś czas temu ale był na tyle fajny, że 2 razy go zapuściłem w przeciągu kilku dni i na pewno warto by go polecić a nie jestem pewien, czy o nim wspominałem - "Felon" z absolutnie genialnym Kilmerem i świetnym Dorffem - historia kolesia, który zabija włamywacza i trafia do puszki na 3 lata. Niegłupi dramat więzienny, który ze względu na rolę Kilmera trzeba koniecznie zobaczyć.

To tyle na dziś, dobranoc :mrgreen:

bub - Pią 22 Sie, 2008

ślepy51 napisał/a:
"In The Valley Of Elah" przed chwilą obejrzałem, no i co - tak jak pisał grzEGOrz - świetny film, świetny Tommy Lee Jones, świetna Charlize Theron. Mega wciągająca historia ojca, byłego wojskowego, który próbuje ustalić co się stało z jego synem, który ponoć powrócił z misji w Iraku ale nikt dziwnym zbiegiem okoliczności go nie widział. Trochę gorzkie, trochę smutne i cholernie wciągające kino, do tego dające naprawdę do myślenia. Absolutnie warto.
To tyle na dziś, dobranoc :mrgreen:


Ja bym powiedzial, ze kolejna przerysowana laurka ktora popelnil ten rezyser. Bardzo przecietne kino nic nowego ani pod wzgledem filmowym, ani nic ciekawego na temat Iraku tam nie ma ;) dziwi ze koles dla innych potrafi cos ciekawego wyszukac a dla siebie taka kiszke zbiera...

grzEGOrz - Pią 22 Sie, 2008

bub napisał/a:
kolejna przerysowana laurka


a czemuż to ów reżyser laurkę wystawia? bub piłeś coś?

Cabal - Sob 06 Wrz, 2008

Mumia – Ponowny seans filmu Sommersa nie przyniósł mi w zasadzie żadnych nowych refleksji. Swojego czasu odrzucono wersję tego filmu zaproponowaną przez Clive’a Barkera i Micka Garrisa, uznając ją za zbyt radykalną (główny bohater miał być transseksualistą, a całość bliższa byłaby awangardowemu kinu grozy aniżeli przygody). No to dostaliśmy powtórkę chwytów i stylu znanego z opowieści o Indianie Jonesie, wspartą przez komputerowe efekty specjalne. Historię obdarzono szybkim tempem, odrobiną specyficznego humoru i ekranową brawurą. Generalnie to film udany, choć silnie hollywoodzki.

Powrót mumii – Tu już tak dobrze jak za pierwszym razem nie było – i chyba być nie mogło. Owszem, ponownie dobre tempo akcji (praktycznie nie zwalniającej), sporo gagów i wręcz lawina efektów specjalnych – wykonanych jednak na różnym poziomie, wskutek czego chwilami miałem wrażenie oglądania filmików z gry komputerowej (chociażby animacja Króla Skorpiona czy „zeppelina” unikającego hektolitrów wody nasłanych przez Imotepha). Do tego jeszcze za dużo chybionych i absurdalnych pomysłów (przekombinowane wizje bohaterów czy hologram prowadzący do piramidy Króla to tylko niektóre z nich). Przerost formy nad treścią, bez dbałości o realizm niektórych wydarzeń. Plus nieoczekiwane nawiązanie do motywu z Hellraisera – w ramach przeprosin dla Barkera?

bub - Pon 08 Wrz, 2008

grzEGOrz napisał/a:
bub napisał/a:
kolejna przerysowana laurka


a czemuż to ów reżyser laurkę wystawia? bub piłeś coś?


no laurka odnosi sie do tego ze plaski bardzo ten film jest ;) nie az tak plaski jak jego oskarowa produkcja jednak wciaz nie jest to finezyjne kino . Rolling thunder duzo lepszy mimo ze tematyka podobna jak i obsada ;) Solidne 6/10

Snejk - Pon 08 Wrz, 2008

Iron Man - Bardzo konkretny film o super bohaterze, tyle, ze bez patosu, bez milosnych smutow i moralitetow. Za to z jajem i z ironicznym gl. bohaterem. O efektach nie ma co sie rozpisywac bo sa bardzo dobre, akcja wartka, choc miejscami niebezpiecznie podobna do Transformerow - ale miejscami ;)
A Robert Downey Jr. jako Tony Stark zjada na sniadanie Bale'a z Dark Knight :spoko:

Snejk - Nie 14 Wrz, 2008

Zły Porucznik - Bardzo zly, bardzo nacpany, bardzo skorumpowany, bardzo antypatyczny. Mocny, brudny, nihilistyczny film. Zdecydowanie nie dla kazdego. Scena, w ktorej porucznik każe dziewczynie pokazywac jak robi loda, a samemu przy tym polerowac mikolaja moze zniesmaczyc co bardziej wrazliwych. Harvey wymiot maxymalnie! Nie prędko wypadnie mi z glowy ten film.
Cabal - Czw 18 Wrz, 2008

Król Skorpion – solidna rozrywka, tworząca „spin-off” dla opowieści o postaci wprowadzonej w Powrocie Mumii. Tym razem mamy jednak zmianę konwencji na bardziej hmm conanowską (umięśniony bohater plus piękna wieszczka kontra bezlitosny zakapior). Dobra robota speców od scenografii i aranżerów scen walk, plus nieco humoru. Ot, miła oku rozrywka.

Król Skorpion 2: Narodziny wojownika – Tym razem za kamerą stanął twórca Nieśmiertelnego, a prequel przybrał charakter historii rodem z Xeny Wojowniczej księżniczki czy Herculesa. Odmłodzona obsada (brak The Rocka – pozostawiam pod dyskusję, atut czy zarzut), wprowadzenie nawiązania do mitów greckich i jeszcze więcej komputerowych efektów specjalnych. Właśnie: efekty. Chwilami totalnie dupiate, jak chociażby postać Minotaura czy animacja Skorpiona w końcowej fazie filmu – nie postarali się tutaj autorzy, oj nie! Niby wszystko w podobnych proporcjach co w części Iszej, lecz równocześnie dzieło jakby stworzone dużo niezgrabniejszą ręką.

Snejk - Czw 18 Wrz, 2008

Krol Skorpion z Rockien to calkiem niely film rozrywkowy, ale dwojka to prawdziwa katastrofa...juz nawet nie chodzi mi o to, ze nie ma Rocka, a jest zawodnik UFC, R. Cotour, ale calosc. 1/6 :)
Snejk - Sob 20 Wrz, 2008

Obejrzalem se sobie se Gladiatora z Ralfem, tak z Ralfm! To on rządzi w tym filmie, potem Russel. Film fajny. Fajne walki, tygrysy i bardzo ladnie odwzorowany Rzym. Lubie ;]
ślepy51 - Sob 20 Wrz, 2008

Najlepsza scena z "Gladiatora" - śmierć Ralfa. Mina Snejka jak to oglądał - :placze:

;-)

shpongled - Sob 20 Wrz, 2008

Pewnie było w tym temacie , ale jeśli nie to tym bardziej warto wspomnieć.

trylogia Pusher - Dania 1996/2004/2005

W moim prywatnym rankingu zdecydowanie najlepsza trylogia z jaką miałem doczynienia nawet pójdę dalej i stwierdzę że to jedne z najlepszych filmów jakie w ogóle widziałem.
Fantastyczna historia o gangsterskim światku w Kopenhadze(gdzie to jest duże uproszczenie bo każda z części niesie ze sobą to samo przesłanie, które jest niby banalne ale jakże prawdziwe - i zaznaczam ,nie ma tu tanich chwytów czy prawienia morałów)

Co ciekawsze każda z tych części jest świetna a moim zdecydowanym faworytem jest ostatnia.
Film rewelacyjnie nakręcony - całość z reki, zagrany, ma on tyle smaczków że można by o tym pisać cały dzień.
Jedyny film który przychodzi mi do łba, w podobnym gatunku i który mógłby sie z Pusherem zmierzyć to Pulp Fiction , przy czym PF ma bardziej groteskowe i komediowe zabarwienie a Pusher ,choć momentów zabawnych jest cała masa, to zdecydowanie bardziej dramat.
Dla tych co nie widzieli - pozycja obowiązkowa , akurat w tym przypadku nie rzucam słów na wiatr ;-)

Embalmer - Sob 27 Wrz, 2008

"Open Season" (1974. Peter Collinson) – A ten film polecam ślepemu, bo on wielbi survivale... Kolejna wariacja na temat „The Most Dangerous Game”, tym razem z plejadą znakomitych aktorów (Peter Fonda, John Phillip Law, William Holden) i intensywnym klimatem zaszczucia. Trzech weteranów wojny wietnamskiej i przy okazji zapalonych myśliwych porywa parę małżonków, więzi ją w domku nad jeziorem i po pewnym czasie umilanym przez znęcanie się wypuszcza do lasu. Polowanie na ludzi czas zacząć... Ekscytujący, sadystyczny survival thriller z wyrazistymi kreacjami aktorskimi – niestety do tej pory nie wydany na DVD. Dla takiego kina warto grzebać się w celluloidowej obskurze. Lobo ten film kocha nad życie!
marekk - Sob 27 Wrz, 2008

A ja zrobilem sobie tydzien z komediami... A wlasciwie jakos tak samo wyszlo. Zaliczylem "Tropic Thunder", "Hot Fuzz", "Big Nothing" oraz "Reno 911: Miami!". Wszystkie przypadly go gustu mojemu malo skomplikowanemu poczuciu humoru ;-)
grzEGOrz - Sob 27 Wrz, 2008

urządziłem sobie przygodę z "Film Noir" - animowanym filmem dla dorosłych w konwencji noir. albo animowany noir od 18 lat? jakoś tak. bardzo jestem zadowolony z projekcji - faubła przyzwoicie zagmatwana, jazzik w tle przygrywa, monologi bohatera ok, fruzie i kopulacja na miejscu, i nawet charakterystyczne patenty operatorskie przeniesiono w świat rysunkowy. trochę drażni parę motywów (o bohaterze, który się M61 nie kłaniał i takie tam), ale bardzo zawodowe w ogólnym rozrachunku.
Cabal - Pon 29 Wrz, 2008

The Prestige - troszeczkę chyba jednak po macoszemu potraktowany (przynajmniej w Polsce) przedostatni film mr Nolana. Zupełnie niesłusznie. To dzieło niebanalne, łączące interesującą fabułę z nieco głębszym, metaforycznym spojrzeniem na profesję wszelkich kuglarzy i magików (a w tym również i aktorów oraz reżyserów, czyli uderzenie w sedno automiłości Hollywood). Film całkowicie serio (to już domena tego twórcy), pełen niebanalnych i niedwuznacznych postaci - ukazujący, iż w świecie nic nie jest do końca czarne ni białe. Duet Bale - Caine, doskonale wypełniający czas między Batmanami, uzupełnili równie udanie Hugh Jackman i Scarlett Johannson, plus w epizodycznej roli Nicoli Tesli sam David Bowie (jak dla mnie, to już atut filmu sam w sobie :) . Wciągająca fabuła, dobra realizacja techniczna, wiele niezapomnianych momentów - czego więcej oczekiwać od filmu? I, jak już ktoś wcześniej zauważył, mimo podobieństw w temacie, wyprzedza niemal rówieśniczego datą premiery Iluzjonistę o kilka długości.

Tropic Thunder - w USA zebrało się najwyraźniej filmowcom na rozprawę ze starymi szlagierami kinowymi i nurtami, co rusz bowiem jakieś są brane na tapetę. Po kinie klasy B made in Quentin and Rodriguez, przyszła kolej na całkowicie niepoważny rozrachunek z jakże bolesną dla Jankesów tematyką wietnamską. Już pierwsze dwadzieścia minut nie zostawia suchej nitki na dziełach Stone'a i Coppoli, dorzucając przy okazji parodię hollywoodzkich stereotypów. Reżyser i główny aktor Stiller ostro jedzie po (chyba) Tomie Cruise, Downey jr nawiązuje do Russela Crowe, a Jack Black przywołuje widma wszystkich upadłych gwiazd komedii, z Johnem Belushi na czele. I tak już do końca - szybka akcja, sporo gagów (wyższych i niższych lotów, najczęściej w sumie wyższych), masa wybuchów i bluzgów. Aktorsko poprawnie, choć generalnie im mniej czasu dana gwiazda pojawia się na ekranie, tym lepsze pozostawia wrażenie (brylują zatem weteran Nolte i kpiący też nieco z sobie podobnych... Tom Cruise właśnie, niemal nie do poznania). Jedynie Coogana za mało... Generalnie jednak, dobra bezpretensjonalna rozrywka, przywołująca dawne echa cyklu National Lampoons.

Snejk - Czw 02 Paź, 2008

Nowego Dr Jones'a obejrzalem. No i byl calkiem niezly. Zabawny, ciekawy, ale tez najbardziej przegiety ze wszystkich Indianow w kwestii akcji/kaskaderki/fikolkow/nie wiem jak to nazwac ale za duzo tego bylo. Na domiar zlego czesto bylo widac takie sobie cgi, a i sama kulminacja historii mocno rozczarowuje. Widac reke Lucasa...
Najslabsza czesci Indiego ale ogladalo sie przyjemnie mimo wszysko.
na plus:
+ Harison daje rade!
+ Ma klimat starszych Jonesow
+ Humor
+ Spalko zajebista!!!
+ Duzo roznorodnej akcji
na minus:
- Nieprzyzwoicie przegietej akcji momentami.
- Final !!!
- Za duzo komputerow

Shia LaBeouf na szczescie nie byl taki zly jak myslalem, ze bedzie. Byl ok, na pewno duuuzo lepszy od tego pseudo smiesznego typka z Die Hard 4

ślepy51 - Pią 03 Paź, 2008

Snejk napisał/a:
Widac reke Lucasa...



Ja tam bardziej widzę twarz Stivena, ale ok ;-) A film nawet miło się ogląda, ale raczej nic ponadto. Lekki komediowy filmik na wieczór, żeby się zrelaksować, troche pośmiać i na drugi dzień o nim zapomnieć :smile:

Snejk - Pią 03 Paź, 2008

nie ladnie spojlerowac :)
ślepy51 - Pią 03 Paź, 2008

Wiem. To skrin z "E.T."! ;-)
Snejk - Pią 03 Paź, 2008

i na dodatek spamujesz :lol:




ps. nowy indi jest ok

flagg - Pią 03 Paź, 2008

Nowy Indi to sernik!
ślepy51 - Pią 03 Paź, 2008



...i powtarzaj flagg za mną powoli - nowy Indi jest całkiem ok, nowy Indi jest całkiem ok...

:smile:

Cabal - Pon 06 Paź, 2008

Troja – kolejny epicki obraz historyczny rodem z USA. Pełen rozmachu, przepychu dekoracji i wielu scen masowych. Ale zarazem pod powierzchnią wielkiego przedstawienia zmagań wojny trojańskiej, nie oferujący wiele więcej poza dydaktyzmem i niemalże „szkolnością” filmowej lektury. Brad Pitt jako Achilles – to chyba nienajlepszy wybór, gdyż wydaje się on tutaj być raczej rozkapryszoną filmową gwiazdą odtwarzającą chimerycznego wojownika, aniżeli jego portretem w rzeczy samej. Zastanawia też wybór aktorki w roli Heleny (najpiękniejsza kobieta świata tutaj nie jest aż tak powalająca). Dobre role reszty obsady (zwłaszcza sędziwego O’Toole’a), ale wspomniany szablon i przeszarżowanie roli przez Pitta (i te jego „matrixowskie” ataki – litości!) nie pozwalają mi uznać Troi za film wybitny. Petersenowi taki zdarzył się lata temu, w klaustrofobii Das Boot.

Aleksander – tutaj zamiast pana Pitta jest pani Pitt (obecnie, wówczas jeszcze Jolie), jako ponętna matka przyszłego słynnego wodza. Ale to już film o wiele dosadniejszy, gdzie surowość przeplata się z niepotrzebnymi peanami i strasznie nadętymi przemowami Farrela i Hopkinsa (jedna z jego słabszych ról, chwilami po prostu klepie tekst jak najęty…). Oliver Stone nigdy nie porywał się na epickie widowiska, znacznie częściej koncentrując się po prostu na czynach jednostki w świecie. Nie inaczej jest tutaj: otrzymujemy obraz szaleństwa i megalomanii Aleksandra Wielkiego, doprowadzającego do klęski nie tylko swej armii, ale i samego siebie – w bardzo młodym wszak wieku. I ten aspekt filmu jest przekonywującym, z końcowymi scenami podobnymi dramatyzmem do Plutonu. Sceny walk zrealizowane jednak dość specyficznie, do tego jeszcze całkiem nieudane wstawki animowane, nijak nie pasujące do całości. Świetnie obsadzony Val Kilmer (chwilami skrajnie antypatyczny), dobra rola również Jareda Leto i „boskiej” Angeliny. Jednak mimo wszystko, Stone poniósł tym filmem artystyczną porażkę.

Conan Niszczyciel – druga część filmowej sagi o umięśnionym wojowniku. Do Arniego dołącza tutaj śmieszny Azjata, ciemnoskóra gwiazda pop i ex-koszykarz NBA i razem walczą z masą ludzi i potworów. Howard najwyraźniej zapożyczył sobie Dagotha z mitologii kolegi Lovecrafta, a jego starcie z Conanem staje się jedynym w miarę jasnym punktem filmu. Cała reszta dziś już mimowolnie śmieszy, na czele z komiksowo przerysowaną grą aktorską i drewnianymi dialogami. Ale po kilku piwach, można obejrzeć!

Bez lęku – mój ulubiony film Petera Weira. Wypełniony znakomitymi scenami (pierwsze 15 minut, scena terapii, „pozorowanie” wypadku, Bridges stający na krawędzi budynku) i przekonywująco zagrany. Australijczyk udowodnił ponadto, że nie trzeba wcale plejady megagwiazd, aby stworzyć przekonywujący dramat. Bridges tworzy kreację na poziomie tej z Fisher Kinga, nie zawodzi królowa kina niebanalnego – Isabella Rosselini, kilka udanych momentów ma też Tom Hulce jako prawnik. Do tego jeszcze najlepsza rola popularnej wówczas Rosie Perez i epizod dopiero pukającego do Hollywood Benicio Del Toro jako jej męża. Nie przekonuje jedynie John Turturro: sprawdza się jako neurotyk (Barton Fink), jednak do roli psychiatry jego warsztat nie pasuje. Drugim minusem jest zbyt wymuskana i nierealistyczna scena katastrofy (choć wielu może mieć na ten temat inne zdanie). To wybitny film o życiu, śmierci i żerowaniu na nieszczęściu. O tym, jak niewiele tak naprawdę znaczymy w świecie, jak niewiele możemy…

Snejk - Pon 06 Paź, 2008

Righteous.Kill - Z Bobem, Alem i 50 centem. Dwaj giganci kina graja tu podstarzałych detektywow, ktorzy tropia seryjnego morderce, który przy ofiarach zostawia krotkie wierszyki.
Nie jest to poziom Heat. Nie ta liga niestety i mozliwe, ze malo kto zwrocil by na niego uwage gdyby nie głowni aktorzy ale tez nie jest to zly film. Raczej nie bedzie to klasyk, ale obejrzec z pewnoscia warto bo to niezly kryminal tak czy inaczej.

ślepy51 - Pon 06 Paź, 2008

"Zodiac" - Fincher w formie. Fabuła wiadomo jaka - śledztwo w sprawie seryjnego mordercy Zodiaca, który w latach 70-tych ubił kilka badź kilkanaście osób. Jednak film nie opowiada o nim a o samym śledztwie, jakie prowadziła ówczesna policja i później pewien rysownik komiksów z gazetki. Świetne aktorstwo (Doni Darko, Ajron Men!), kapitalne odwzorowanie epoki (genialne wykorzystanie CGI w ogole niezauważalnego w filmie!), tempo raczej niespieszne aczkolwiek filmik pomimo grubo ponad 2 godzin trwania absolutnie nie nudzi. Polecam.

"Mr Brooks" - znów o seryjnym killerze, ale tym razem deko inaczej. Filmik nawet ok - dobra rola Costnera, niezły Hurt jako jego alter ego, nawet Demi Moore może być. Troche za duzo wątków jak na moje oko, jednak ogólnie warto zobaczyc. Pozytywnie.

Kamikadze - Pon 06 Paź, 2008

No we mnie ten Zodiac pozostawił jakiś niedosyt. Dobry, ale czegoś zabrakło... :-|
ślepy51 - Pon 06 Paź, 2008

Możliwe, że to przez formę, jaką dla swojego filmu przyjął Fincher - "Zodiac" ma raptem tylko kilka scen, wywołujących jakieś szybsze tętno u widza - jak chocby początek, scenka nad jeziorkiem i na autostradzie - i to w sumie tyle. Reszta to odtworzone z wielką precyzją (tak mnie się przynajmniej wydaje, nie robiłem w policji w latach 70-tych) meandry całego śledztwa, z naciskiem na to, co najmniej efektowne - badanie tropów i cała masę papierkowej roboty. Do tego pokazana bezradność wymiaru sprawiedliwości i dramat bohaterów. Ja niedosytu absolutnie nie czuję, do tego niesamowicie zauroczyła mnie świetnie odtworzona atmosfera lat 70-tych. Swoją drogą brak oscara za efekty dla "Zodiaca" i w ogole pominięcie tego filmu w wesolym wieczorze nagrów to skandal.
Kamikadze - Pon 06 Paź, 2008

No mnie tej atmosfery zabrakło... może się to wydać Tobie herezją, ale ja naprawdę czuję w filmach z lat 70. coś, czego tu, mimo szczerych chęci, zabrakło :sad: Nie ten czas, niestety, wszystko jest tylko usiłowaniem i naśladownictwem, ech...
MauZ - Pon 06 Paź, 2008

Zodiac geniusz, miszcz itd. itp. ogólnie film jest aktorsko zagrany GENIALNIE (Downey Jr zmiótł). Dialogi w filmie GENIALNE ("-miejsce czy ciało? - ciało. dziś są twoje urodziny" i wiele wiele innych). film o seryjnym mordercy w którym tak mało jest głównego twórcy zamieszania to pomysł idealny. i odwzorowanie szczegółów o których pisał Ślepy niszczy. Polecam obejrzeć mejking ofa z polskiego wydanka dvd. Pomoc policjantów, którzy brali udział w prawdziwym śledztwie, przy nakreślaniu charakterów postaci i odwzorowywaniu scenografii, wykorzystywane prawdziwe akcesoria z okresu sprawy Zodiaca. Fincherowi tak bardzo zależało na dokładności i autentyczności, że przy scenie na plaży helikopterami zostały przetransportowane drzewa, żeby odzwierciedlić prawdziwy wygląd terenu i tym samym jakby cofnąć bieg czasu. z każdym dniem, już po seansie, coraz bardziej zaczynam doceniać Zodiaca. ciężko będzie Fincherowi zrealizować swój kolejny film, który dorówna Zodiacowi, bo i tematyka seryjnego mordercy powraca.
ślepy51 - Pon 06 Paź, 2008

W końcu MauZ gadasz z sensem, a nie jakieś "Oldboj" 10/10 czy inne ;-) Odnośnie klimatu lat 70-tych, to wiadomo, że film nakręcony w czasach obecnych nie będzie miał tego, co cechuje filmiki z lat 70-tych, tak jak filmiki z lat 70-tych nie mają tego, co mają fajne filmiki z lat 50-tych itd. itp. Jednakowoż (trudne słowo) w "Zodiacu" wg mnie udało się Fincherowi klimat tamtych czasów oddać znakomicie - zdjęcia, kolorystyka, efekty!!!, kostiumy, scenografia - wszystko to tworzy niezwykle spójną i zwartą całość. Jeśli o ten aspekt chodzi, wielkie brawa z mojej strony dla Dejwida. No i po raz kolejny się powtórzę, ale "Zodiac" ma jedne z najlepszych CGI jakie widziałem w zyciu. Skandal i hańba, że pozłacaną statuetkę koleżki z mieczykiem dostały kolorowe robociki Baya a prawdziwy artyzm i geniusz w wykorzystaniu komputerowych tricków został niedoceniony. No ale może akademia je przeoczyła, bo są na tyle genialne, że ich w filmie absolutnie nie widać... Obadajcie te dwa filmiki - http://pl.youtube.com/watch?v=xW2xhBSfFps i http://pl.youtube.com/wat...feature=related - to, co zrobili kolesie z Digital Domain to po prostu mistrzostwo świata.
ślepy51 - Wto 07 Paź, 2008

Snejk napisał/a:
Nie jest to poziom Heat. Nie ta liga niestety i mozliwe, ze malo kto zwrocil by na niego uwage gdyby nie głowni aktorzy ale tez nie jest to zly film. Raczej nie bedzie to klasyk, ale obejrzec z pewnoscia warto bo to niezly kryminal tak czy inaczej.

No "Heat" to zdecydowanie nie jest, ale kurde, to dobry film jest :-) Nie jakiś wybitny czy nawet bardzo dobry, ale porządnie skrojony filmik, który bardzo dobrze się ogląda. Aktorsko nic do zarzucenia nie mam, Bob i Al wiadomo, klasa, a nawet taki 50 cent gra przyzwoicie. Fabuła fajna, ciekawa, zagadka killera też, końcówka trzyma w napięciu i jest dosyć zaskakująca. Oddzielne pochwały należą się za to, że nie jest to kolejny pg-13 filmik z policjantami, którzy boją się powiedzieć szit bo dziecko w kinie się rozpłacze. Dialogi są pierwsza klasa - soczyste, pełne bluzgów, czyli takie jakie w tego typu filmie być powinny :-) Najlepsze linijki ma zdecydowanie Al, choć i innym zdarzy się powiedziec coś ciekawego - "It's killing time, or is he just killing time?" z ust pana detektywa z "Piły 2" chociażby, ale najbardziej wymiata jeden z wierszyków - "You tried to set me up and this is how you do it? You thought I'd get my dick cut off but instead you blew it." :-) "Righteous Kill" ogólnie podsumowałbym jako pozytywne rozczarowanie. Myślałem, że Bob i Al sami filmu nie pociągną jeśli będzie kiszkowaty, ale na szczęście nie musieli. Warto zobaczyć.

shpongled - Wto 07 Paź, 2008

Mi zodiac też podobał mi się bardzo.Jak ciężko mi usiedzieć w kinie powyżej 2 godzin ,bo dupa boli ;-) to w tym przypadku czas minął bardzo szybko.
Co ważniejsze, film jest dosyć wiernym odzwierciedleniem historii zodiaca, co nieczęsto się zdarza.A że zodiac nigdy nie został złapany, dodaje jeszcze większego smaczku.

grzEGOrz - Wto 07 Paź, 2008

ad "Righteous Kill"

ślepy51 napisał/a:
Nie jakiś wybitny czy nawet bardzo dobry


czy ja dobrze kojarzę, że to jest film tego pana od uber szrota pt. "88 Minutes"?

ślepy51 - Wto 07 Paź, 2008

Ponoć tak, choc tego akurat filmiku nie widziałem.
grzEGOrz - Wto 07 Paź, 2008

i nie zawracaj sobie nim głowy. nie bez kozery leżał trzy lata (bodaj) na półce, zanim jakiś samozabójca postanowił go jednak pokazać światu...
Snejk - Wto 07 Paź, 2008

ja widzialem 88 minut. Zly film. Nie warto ogladac. Za to Righteous Kill wyszedl mu o niebo lepiej
ślepy51 - Czw 09 Paź, 2008

flagg napisał/a:
Nowy Indi to sernik!

Jeśli nie możesz się z tym pogodzić, polecam obejrzeć nowy epizod "South Park" :lol2: Nawiązanie do "Deliverance" - bezcenne! :mrgreen:

Clint - Pią 10 Paź, 2008

ślepy51 napisał/a:
flagg napisał/a:
Nowy Indi to sernik!

Jeśli nie możesz się z tym pogodzić, polecam obejrzeć nowy epizod "South Park" :lol2: Nawiązanie do "Deliverance" - bezcenne! :mrgreen:


Nie można się nie zgodzić! Kapitalne! South Park miszcz! :lol:

grzEGOrz - Pią 10 Paź, 2008

Clint napisał/a:
South Park miszcz!


SP obsys! :wacky:

marekk - Nie 12 Paź, 2008

NOT QUITE HOLLYWOOD - swietny dokument dla wszystkich, ktorzy chca uzupelnic swoja wiedze na temat kina klasy B w ktorym specjalizowala sie Australia w latach 70 i 80. Podzielony na 3 dzialy, film przedstawia australijskie komedie i filmy erotyczne, horrory, oraz filmy akcji / kung-fu. Swietny wybor klipow, ciekawe historie i anegdotki plus rys historyczny-obyczajowy, ktory ulatwia zrozumienie dlaczego akurat w Australii i dlaczego w tym czasie powstawalo tak wiele przykladow kina "eksploatacji". Krotko mowiac znakomita zabawa, zdecydowanie polecam! :spoko:
flagg - Czw 16 Paź, 2008

ślepy51 napisał/a:
flagg napisał/a:
Nowy Indi to sernik!

Jeśli nie możesz się z tym pogodzić, polecam obejrzeć nowy epizod "South Park" :lol2: Nawiązanie do "Deliverance" - bezcenne! :mrgreen:

Odcinka jeszcze nie widzialem, ale domyslam się, że chodzi o to: ;-)
http://film.onet.pl/seria...,wiadomosc.html

ślepy51 - Sob 18 Paź, 2008

"Jednak takie przypadki mogą zostać wykorzystane przez tych, którzy nas nienawidzą" - oto przykład ciągnącej sie przez wieki manii prześladowczej :rotfl: Żydzi to ogólnie jeden wielki lol, wiecznie im cos nie pasuje i ciągle mają pretensje do całego świata dosłownie o wszystko :lol2: A odcinek swietny, warto obejrzeć! :-)

"Tropic Thunder" - nienawidzę Stillera, jak go widzę to mam od razu chęc obić mu ryja, ale musze przyznać, że akurat ten filmik nawet mu się udał i jest oglądalny. Całkiem niezła satyra na hollywoodzki szołbiznes, fajne nawiązania do amerykańskiego kina wojennego plus świetne aktorstwo (genialny Downey Jr i znakomity Cruise) no i trochę naprawdę niezłego dialogowania. Pomimo kilku dłużyzn i zartów raczej niskiego pułapu, ogolnie film podobał mi się i warto go zobaczyć.

"Iron Man" po raz drugi, i po raz drugi swietnie sie bawiłem. Zdecydowanie najlepszy tegoroczny filmik komiksowy, o niebo lepszy niż nowy Batman Nolana, który po drugim seansie poleciał u mnie na ryj i juz nie lubie tego filmu ;-) Co innego ludzik z żelaza - kolejna swietna rola Downeya Jr - w ogóle koleś jest wg mnie obecnie najjaśniej swiecąca gwiazda w Hollywood - niezły Bridges, urocza Paltrow plus fajna i wciagająca historyjka. Dobre efekty, końcowa walka budząca pozytywne skojarzenia z "Robocopem 2" - ogólnie filmik na duży plus, pewnie kiedyś obejrze jeszcze raz :-)

ślepy51 - Pią 24 Paź, 2008

"Kalifornia" - czyli na tropach serial killerów :-) Ogólnie swietny film - dobra fabuła, kapitalne zdjęcia i genialne aktorstwo - Pitt, Lewis, Forbes i nawet Duchovny, ktorego swoją drogą bardzo lubię za serialik "Californication". Szczególnie Pitt w duecie z Lewis grają tzw. przysłowiowy koncert - menel psychopata i jego niedorozwinięta "mama" to na pewno jedna z ciekawszych filmowych par ever. Zaskakuje też bardzo fajny finał w chatce testowej pośród walających się wszędzie wokoło manekinów poukładanych w różne ciekawe miłosne pozy przez szajbniętego Early'ego. Warto zobaczyć.
grzEGOrz - Sob 01 Lis, 2008

wczoraj wybraliśmy się na "Burn After Reading" Cohenów. Przednia zabawa - obsada taka, że pozazdrościć - sama przyjemność oglądać Malkovicha jako świeżo zwolnionego analityka CIA, który w ramach zemsty postanawia spisać pamiętniki i trochę namieszać w światku wywiadowczym. Dręczony problemem alkoholowym, z małżonką zimną flądrą, musi dodatkowo stawić czoła dwójce przygłupów, którzy przypadkowo weszli w posiadanie jego zapisków i próbują szantażu. Rewelacyjny Brad Pitt - zagrać takiego pustaka to naprawdę sztuka, Frances McDormand obsesyjnie myśląca o operacji plastycznej, Tilda Swinton jako żona Malkovicha też pychota. wkurzał mnie jedynie George Clooney - ja go chyba zwyczajnie nie lubię. fabuła jest cokolwiek absurdalna, ale w dobrym tego słowa znaczeniu - ciężko przewidzieć co widza czeka za chwilę. Półtorej godziny znakomitej zabawy, bez pretensji do Oscara. A kilka scen naprawdę rzuca na glebę ze śmiechu. Polecam.
bub - Wto 04 Lis, 2008

grzEGOrz napisał/a:
wczoraj wybraliśmy się na "Burn After Reading" Cohenów. Przednia zabawa - obsada taka, że pozazdrościć - sama przyjemność oglądać Malkovicha jako świeżo zwolnionego analityka CIA, który w ramach zemsty postanawia spisać pamiętniki i trochę namieszać w światku wywiadowczym. Dręczony problemem alkoholowym, z małżonką zimną flądrą, musi dodatkowo stawić czoła dwójce przygłupów, którzy przypadkowo weszli w posiadanie jego zapisków i próbują szantażu. Rewelacyjny Brad Pitt - zagrać takiego pustaka to naprawdę sztuka, Frances McDormand obsesyjnie myśląca o operacji plastycznej, Tilda Swinton jako żona Malkovicha też pychota. wkurzał mnie jedynie George Clooney - ja go chyba zwyczajnie nie lubię. fabuła jest cokolwiek absurdalna, ale w dobrym tego słowa znaczeniu - ciężko przewidzieć co widza czeka za chwilę. Półtorej godziny znakomitej zabawy, bez pretensji do Oscara. A kilka scen naprawdę rzuca na glebę ze śmiechu. Polecam.


No chyba najgorszy ich film... Ultraodgrzewany kotlet! Kilka zabawnych momentow no ale ogolnie co to ma byc? To oni zrobili Big Lebowskiego? Scenariuszowo wiadomo, ze lebowskiego sie nie przebije niemniej, ale sporo ponizej oczekiwan!

bub - Wto 04 Lis, 2008

Pora mroku - jezeli spojrzec na ten film pod wzgledem dopasowania tresci i formy to nalezaloby stwierdzic, ze tutaj udalo sie to znakomicie! Calkowity koszmar!
grzEGOrz - Wto 04 Lis, 2008

bub napisał/a:
No chyba najgorszy ich film... Ultraodgrzewany kotlet!


que? jasne, że to nie klasa komediowych filmów braci jak Lebowski, ale mimo to przednia rozrywka. bez drugiego dna i gierek filmowych - zwykła komedia ze świetnymi rolami głównych aktorów.

banałem jest pisać o amplitudzie u Cohenów - poważny film - komedia - poważny film - komedia, więc tylko tyle, że ja nie miałem oczekiwań wielkich, bawiłem się nieźle i więcej mi nie trzeba.

bub - Sro 05 Lis, 2008

No i tak zrobili powazny Fargo po czym zrobili swoj najlepszy film ;) a teraz zrobili przereklamowany No country... no i znow przereklamowany BAR. No a oczekiwania zawsze sa jak tworcy Big lebowskiego robia komedie, z tym ze tutaj to juz kompletnie czerstwo wyszlo Clooney bedzie gral debila, a Pitt jeszzce wiekszego i mamy pomysl na film. Troche malo, aktorsko to swietny byl Big Lebowski tutaj to juz tylko klisze...
grzEGOrz - Sro 05 Lis, 2008

ja się o Cluneju nie wypowiadam, bo go nie lubię. ale Malkovich kradnie szoł, Pitt jest rewelka. w ogóle główni bohaterowie zagrani są rewelka. fabułka w sumie wyssana, ale zgrabnie się domyka i wdzięk ma. dla mnie zuch.
bub - Czw 06 Lis, 2008

No Malkovich faktycznie zmiata tutaj ;) No a Pitt i Clooney to jako zart spoko ale nic wiecej! No a ze wyssane z palca to akurat spoko w Big Lebowski przeciez sie rozchodzi o obsikany dywan, tutaj tez ogolnie zarys fabuly jest spoko. Odgrzewanie kotleta, ale i tak niezle sie sprawdza ze to sie o taka bzdure rozchodzi! Niemniej jako calosc slabo sie to broni!
Cabal - Pią 07 Lis, 2008

Numb – choć tytuł rymuje się z mało wzniosłym dumb, do ekranowej głupoty mu daleko. A wręcz przeciwnie. Ktokolwiek uznaje, że Matthew Perry zaszufladkował się jako błazeński Przyjaciel , po seansie tej produkcji może się miło rozczarować. Tematyka dość niezręczna i krucha (jak i niuanse naszej psychiki), lecz podana w sposób przystępny. Momentami oczywiście reżyser zbliża się do amerykańskiego standardu, plus sekwencje w stylistyce „teatru jednego aktora”, jednak i tak w ostatecznym rozrachunku film udany. Tylko muzyka nieprzekonywująca.
Kamikadze - Wto 11 Lis, 2008

Ja jeszcze odnośnie tematu najnowszego filmu braci Coen - mnie tam się on podobał! Zastanawiające jest to, że sporo ludzi utyskuje na owo dziełko, ale zupełnie nie rozumiem ich intencji. To po prostu kawał dobrej komedii, z pokręconą po Coenowsku fabułą, sarkastycznym i czarnym humorem, głupimi i absolutnie niebudzącymi pozytywnych uczuć postaciami, dobrym aktorstwem i przewrotnym zakończeniem! Najbardziej mnie rozśmieszyło, że baba jednak dostała to, czego chciała, choć może niekoniecznie w taki sposób, jak mogła :mrgreen: I tylko jej szefa mi żal było, bo chłopina w sumie dość poczciwy był. Pitt rewelacyjny, bo nie szarżował, a naprawdę dobrze grał. Niejeden położyłby taką rolę zbytnim zaangażowaniem po hollywoodzku, czyli błaznowaniem.
I jeszcze jedno - Clooney po raz pierwszy był dla mnie obleśny, a to świadczy o jego dużych umiejętnościach aktorskich :!: :lol2:

bub - Sro 12 Lis, 2008

No mnie teraz troche przeszlo akurat z nimi i teraz po zeszlorocznym przecietniaku troche mnie irytuje takie wychwalanie ich pod niebiosa przez wszystkich .
Kamikadze - Sro 12 Lis, 2008

Jeśli chodzi o To nie jest kraj dla starych ludzi, to też mnie trochę rozczarował. A może raczej - nie zachwycił tak, jak się tego spodziewałam po niemożebnych pochwałach na każdym kroku.
Ale ten film jest bezpretensjonalny, a poza tym bardzo w ich dawnym stylu... dlatego widział mi się! :zeby:

Kinson - Czw 13 Lis, 2008

Świetny film na pewno obejrzę dla tej sceny : http://i36.tinypic.com/osqzh4.gif
grzEGOrz - Czw 13 Lis, 2008

noć ta scena jest pyszna, a Ty Kinson nie spojleruj! :zeby:
Cabal - Czw 20 Lis, 2008

The Big White – rasowa czarna komedia z dodatkiem kryminału, utrzymana w nurcie Fargo. Jednak od początku odczuć można w tym przypadku brak klimatu i stylistyki braci Cohen – w wielu miejscach ta produkcja jest bowiem zbyt klasyczna i poprawnie „programowa”. W drugiej części, film staje się mieszanką scen quasi-groteski, przemocy i specyficznego humoru. Sporo scen udanego kalibru – bryluje zwłaszcza Holly Hunter (jako kobieta z syndromem Touretta) i trafny epizod Woddy’ego Harrelsona. Dodatkowy plus za mroźną lokację. Jednak w ostatecznym rozrachunku, film pozostawiający uczucie lekkiego niedosytu.
Kamikadze - Nie 23 Lis, 2008

Sen Kasandry starego dobrego Woody'ego Allena. Krytycy kwękają nad ostatnimi dokonaniami mistrza, jednak uważam, że ów stary, ale jeszcze jary jest. Po prostu, kręci filmy zupełnie odmienne od tych, które robił kiedyś i wcale nie musi się z tego tłumaczyć. Ważne, że wciąż robi je dobrze i że jest w stanie zainteresować tak kapryśną i megawybredną osobę, jak ja :mrgreen: Mnie się film podobał ;-)
ślepy51 - Nie 23 Lis, 2008

"A History of Violence" - Cronenberg w dosyć prostej jak na swoje dotychczasowe dokonania historyjce o przemocy i wszystkim tym, co z nią związane. Fabuła filmiku z tego co słyszałem oparta o jakis komiks czy inne rysunkowe wydawnictwo, fabuła dosyc ciekawa trza na wstepie zaznaczyć. No i aktorsko na poziomie mega dobrym - Mortensen, Harris, Hurt no i jedna z najpiekniejszych i najlepszych obecnie aktorek, moja ulubienica Maria Bello :spoko: Scenki przemocy zrealizowanie bardzo fajnie - ich brutalność skonfrontowana z sielska codziennością amerykańskiego zadupia moze naprawdę szokowac i poruszyć co niektórych widzów - już sam genialny poczatek zapowiada narastajaca spiralę niecnych uczynków i mordów - a później mamy takie bajery jak masakrowanie nosa, strzał z shotguna z bliskiej odległości w plecy i inne. Do tego cała masa kultowych jak dla mnie scenek - poczatek w przydroznej kafejce, seks na schodach czy sam finał i spotkanie braci. Świetny film, znakomicie wyreżyserowany i kapitalnie zagrany. Slabych punktów raczej brak, Cronenberg w naprawdę znakomitej formie.

"Eastern Promises" - jakby kontynuacja opowiastki zapoczątkowanej we wcześniejszym filmiku Dejwida (w sensie, że nadal wałkowany temat przemocy) - tym razem akcyjka kręci sie wokól rosyjskiej mafii urzędującej w Londynie i nielegalnego handlu młodymi kobietami ze wschodu. Kolejny raz pierwsze skrzypce gra kapitalny w swojej roli Viggo, do tego genialny Armin Mueller-Stahl jako najwiekszy bad ass w okolicy (charyzma aż bije z ekranu i mozna się kolesia naprawdę bać i mieć do niego szacun), Cassel i lekko chyba zagubiona (acz nie wiem czy nie wynikało to bardziej z takiej a nie innej roli) Naomi Watts. Historia toczy się raczej leniwym tempem ale wciaga na tyle, że nie mozna się oderwac od ekranu. Film, jak i poprzednie dzieło Cronenberga, charakteryzuje spora dawka brutalności, ktora kulminacyjny moment osiaga podczas genialnej sekwencji w łaźni - tak brutalnej i kopiacej dupę bijatyki nie widziałem od bardzo dawna, a przemoc w tej sekwencji naprawdę boli - realizm, brak efektownych pierdół i wielki naturalizm - na pewno jedna z bardziej kopiacych scenek ostatnich lat w kinie swiatowym. Cronenberg jest trzeba przyznac w wielkiej formie.

"Payback: Straight Up" - wersja reżyserska jednego z najlepszych filmow o zemście, jaki powstał. Brian Helgeland pokazuje swoją wersję historii Portera (kinowy filmik w duzej mierze wyreżyserował i skręcił ponoć sam Mel Gibson), który chce odzyskac ni mniej ni wiecej tylko 70 tysiecy dolarów, narażając się wszystkim najwiekszym bad assom w mieście. Film pozbawiony jest komentarza z offu w wykonaniu Mela, nie ma niebieskiego filtra i posiada całkowicie zmienione zakończenie. Bronson w tej wersji to kobieta, której twarzy w dotaku nie poznajemy - choć przyznac trzeba, że wprowadzone zmiany są bardzo fajne i wzbogacaja kinową wersję. Mamy kilka bardzo fajnych scenek pominietych przez Mela (chocby kapitalna sekwencja w kontenerze!) no i rzecz jasna gra Maria Bello :zadowolony: Jedyna wada tej wersji jest brak mega kozaka Krisa Kristoffersona i troche krótszy czas trwania calości, nie mniej na pewno warto obejrzeć.

"Payback" - po obejrzeniu wersji reżyserskiej od razu odświeżyłem sobie oryginał, który śmigał w kinach. Kapitalny film, genialne dialogi (Pearl - "Mam troche wolnego czasu" Porter - "Ugotuj sobie jajko" i inne), mistrzowskie aktorstwo - Gibson, Henry, Duke, Bello (!) i ten, ktorego nieobecność jest najwiekszym zgrzytem wersji reżyserskiej - Kris :zadowolony: Film absolutnie 10/10, mógłbym go ogladac na okragło. Kapitalne kino.

Critters - Nie 23 Lis, 2008

ślepy51 napisał/a:
Payback" - po obejrzeniu wersji reżyserskiej od razu odświeżyłem sobie oryginał, który śmigał w kinach. Kapitalny film, genialne dialogi (Pearl - "Mam troche wolnego czasu" Porter - "Ugotuj sobie jajko" i inne), mistrzowskie aktorstwo - Gibson, Henry, Duke, Bello (!) i ten, ktorego nieobecność jest najwiekszym zgrzytem wersji reżyserskiej - Kris Film absolutnie 10/10, mógłbym go ogladac na okragło. Kapitalne kino.


Zgadzam się w całej rozciągłości! Gibson kapitalnie zmienił image sympatycznego kolesia na totalnego skurwiela. No i mistrz Henry z 'Mamby' zagrał jak zwykle zajebiście ;)

Snejk - Nie 23 Lis, 2008

tak, Godzina Zemsty to zajebiste kino. Bardzo lubie. Wersja rezyrska dosyc inna od normalnej, ale ja jednak wolalem te normalna. Bardzo podobal mi sie chlodny blekitny filtr, scena tortur. Za to w dir cut jest wiecej trupow, bicie kobiety przez Mela i wiecej strzealnia. Cos za cos ;) Obie jednak doskonale.


Eastern Promises - Nie tak dobry jak poprzedni film o przemocy ale Dejw nadal w wysokiej formie. Podcinanie gardla mnie zabolalo. Aragorn swietny, maz Moniki Beluczi troche pipowaty ale ma w sobie duzo z psychopaty. Glowa rodzina bezwzgledna i zla.
Scena w lazni mocna i krwawa. Kurde, krew wyglada jak prawdziwa krew, no i co poniektórzy beda mieli przyjemosc poogladac mikro pytke Vigo :wacky:
Brakowalo mi jakies konkretniejszego zakonczenia. Jak myslalem, ze nastapi jakas kulminacja historii to film sie nagle konczy. 8/10 i tak

bub - Pon 24 Lis, 2008

Kamikadze napisał/a:
Sen Kasandry starego dobrego Woody'ego Allena. Krytycy kwękają nad ostatnimi dokonaniami mistrza, jednak uważam, że ów stary, ale jeszcze jary jest. Po prostu, kręci filmy zupełnie odmienne od tych, które robił kiedyś i wcale nie musi się z tego tłumaczyć. Ważne, że wciąż robi je dobrze i że jest w stanie zainteresować tak kapryśną i megawybredną osobę, jak ja :mrgreen: Mnie się film podobał ;-)


No odmienne to fakt. Duzo gorsze. Bezplciowe. Mialkie. Kiedys mozna go bylo lubic lub nie lubic, a nowe filmy to takie bez wyrazu ze nawet zal komentowac.

bub - Pon 24 Lis, 2008

No nowe Cronnenbergi tez zasadniczo przecietne sa. W sumie to ten sam przypadek co z Allenem.
ślepy51 - Pon 24 Lis, 2008

"Miracle Mile" - sci fi filmik z końca lat 80-tych z dosyć ciekawą fabułą - koles umawia się z lasią o po 12 w nocy na randkę jednak pech chce, że wskutek dosyć smiechowego zbiegu okoliczności (to trzeba zobaczyc samemu zeby uwierzyć) podbija w umówione miejsce o jakies 3 godzinki za późno. Po zostawieniu na sekretarce wiadomości dla swojej love dzwoni telefon, a że kolo myśli że to ona to podnosi słuchawkę. Jak się okazuje, po drugiej stronie linii nawija koleżka z atomowego bunkra i mowi, że za godzinę z LA zostanie pył bo wystrzelono kilka pocisków nuklearnych. Potem padaja strzały, inny głos mowi naszemu bohaterowi żeby zapomniał o tym co usłyszał i poszedł spać. Rozmowa w tym momencie urywa się i zaczyna właściwy w sumie filmik - ludzie usłyszawszy o prawdopodobnym zagrożeniu zaczynają świrować i robic różne ciekawe z punktu widzenia akcyjki rzeczy. Wrażenie robi na pewno klimat filmu w ostatniej pół godzinie jego trwania - chaos i panika na ulicach osiąga apogeum a ludki wesoło się wyżynają. Film charakteryzuje się typowym dla B klasowych produkcji z lat 80-tych klimacikiem, takowym również aktorstwem i olewaniem popularnych dzis kategorii wiekowych. W końcu w obliczu prawdopodobnej apokalipsy ludzie nie będa mowić do siebie zbyt poetyckim językiem i zapraszać na herbatkę ;-) Świetna muzyka Tangerine Dream, kilka kopiących po mordzie scenek, parę fajnych kadrów (sekwencja poczatkowa) - myslę, że warto "Miracle Mile" obejrzeć, a dla fanów sajensfikszon to pozycja raczej obowiązkowa.

"Harsh Times" - co ja będę sie rozpisywał - świetny filmik! Fabuła dosyć skomplikowana nie jest, ale za to jaką daje radoche - dwoch kumpli jeździ po mieście w poszukiwaniu roboty - jeden z nich wróciwszy z wojny z Arabami chce trafic do policji (w tej roli rewelacyjny Bejl), drugiemu zona każe (Rico z "Six Feet Under" ;-) ) - ogólnie chłopaki przy okazji dużo piją, palą i dobrze się bawią. Z czasem do głosu zaczynają dochodzić demony poafgańskie w głowie Bejla i od tego momentu zaczyna sie robic naprawdę ciekawie. Film charakteryzuje się naprawdę świetnym aktorstwem (Bale!!!), kapitalnym dialogowaniem i zaskakującymi zwrotami akcji. Do tego garść naprawdę mocnych scenek (tulipan w pubie czy końcówka) i nawet bullet tajm użyty w jednym miejscu niczego nie psuje - powiedzialbym nawet, że pasuje. Gorąco polecam.

Mort - Pon 24 Lis, 2008

ślepy51 napisał/a:
"Harsh Times"

Czy to ten film, gdzie gra fenomenalny Bale?

:mrgreen:

Snejk - Pon 24 Lis, 2008

chyba nje
ślepy51 - Pon 24 Lis, 2008

A właśnie, że tak, bo to ten film, w którym to mega zajebiście gra fenomenalny Bale.

;-)

Snejk - Sro 03 Gru, 2008

Quantum od Solace - Hmm to chyba jakis dziwny zbieg okolicznosci, ale glowny bohater QoS nazywa sie tak samo jak bohater filmow o Jamesie Bondzie, ale zupelnie inaczej sie zachowuje.

Zawiodlem sie szczerze mowiac. Wiedzialem, ze nie bedzie tak dobry jak Casino Royal, ale tez sie nie spodziewalem, ze bedzie sporo gorszy. Lubie Marca Forstera ale jego debiut w filmie akcji nie do konca sie udal.
Pierwsze co rzuca sie w oczy to chory montaz. Przy pierwszym poscigu (poczatek filmu) szybko pogubilem sie kto kogo goni, ale przy innych scenach akcji nie jest wcale lepiej. A akcji jest sporo. Wszedzie gdzie sie da. W sumie chyba najlepiej wypadaja zwykle bijatyki. Szybkie i brutalne, i piesze gonitwy ale juz taka scena samolotowa jest mega absurdalna i slaba. Poza akcja jest tez troche gadania. Gadania malo ciekawego dodam. Postaci bezbarwne, fabula monotonna, Bond obdarty ze wszystkiego co bondowskie. Nie pije martini z wódką, nie przedstawia sie, nie ma dobrych tekstow. Za to prowadzi swoja vendette. Casino Royal zmienilo wizerunek Bonda na twardego, zimnego, morderczego agenta ale to nadal byl Bond. W QoS to zwykly agent z rządzą zemsty. No kurde sie rozczarowalem. Az sobie przypomne CR. To jest dopiero zajebisty film!

Embalmer - Sro 03 Gru, 2008

„Into the Wild” (2008. Sean Penn) - Wzruszająca i fascynująca historia Chrisa McCandlessa, młodego, inteligentnego i pełnego życia 24-latka, który ukończywszy studia z wyróżnieniem, porzuca dotychczasowe życie, by móc wyruszyć przed siebie bez zbędnego balastu, na spotkanie życiowej przygody. Chłopak zrywa wszelkie kontakty z rodziną, pozbywa się pieniędzy z konta, a jego celem jest dzikość przyrody Alaski i pustelniczy żywot, który zakończy się dla niego tragicznie... Adaptacja powieści alpinisty Jona Krakauera, którą miałem okazję przeczytać, urzeka przede wszystkim przepięknymi zdjęciami pierwotnej i dzikiej przyrody oraz subtelną ścieżką dźwiękową Eddiego Veddera. Filmy wyreżyserowane przez Seana Penna zawsze wydawały mi się szczere, płynące z serca i nie inaczej jest w tym przypadku. „Into the Wild” stawia wiele pytań dotyczących młodości, czasu i odpowiedzialności. Ktoś napisał, iż to „Easy Rider” XXI wieku. A epizodyczna rola 82-letniego Hala Halbrooka („The Fog”, „Rituals”) – rewelacyjna!
Snejk - Pon 08 Gru, 2008

Tombstone. Bardzo dobry western opowiadajacy o braciach Earp z Wyattem Earpen na czele. Co prawda nie tak dobry jak wczesniejszy o rok Unforgiven ale i tak dobry. Swietni Kurt Russell i Val Kilmer. Kilka genialnych scen i twardych kultowych tekstow. Fajne, podobalo mi sie mnie.
Kinson - Wto 09 Gru, 2008

Snejk napisał/a:
Kurt Russell i Val Kilmer


Obejrzę.

Snejk - Wto 09 Gru, 2008



warto :)
wystepuje tez John Connor z pierwszego T i gra zlego. Jego sztuczki rewolwerowe to spory kult :)

bub - Sro 10 Gru, 2008

Embalmer napisał/a:
„Into the Wild” (2008. Sean Penn) - Wzruszająca i fascynująca historia Chrisa McCandlessa, młodego, inteligentnego i pełnego życia 24-latka, który ukończywszy studia z wyróżnieniem, porzuca dotychczasowe życie, by móc wyruszyć przed siebie bez zbędnego balastu, na spotkanie życiowej przygody. Chłopak zrywa wszelkie kontakty z rodziną, pozbywa się pieniędzy z konta, a jego celem jest dzikość przyrody Alaski i pustelniczy żywot, który zakończy się dla niego tragicznie... Adaptacja powieści alpinisty Jona Krakauera, którą miałem okazję przeczytać, urzeka przede wszystkim przepięknymi zdjęciami pierwotnej i dzikiej przyrody oraz subtelną ścieżką dźwiękową Eddiego Veddera. Filmy wyreżyserowane przez Seana Penna zawsze wydawały mi się szczere, płynące z serca i nie inaczej jest w tym przypadku. „Into the Wild” stawia wiele pytań dotyczących młodości, czasu i odpowiedzialności. Ktoś napisał, iż to „Easy Rider” XXI wieku. A epizodyczna rola 82-letniego Hala Halbrooka („The Fog”, „Rituals”) – rewelacyjna!


No jest cos w tych jego filmach. Czlowiek sie zastanawia? Czy ten Penn taki naiwny i taki jest wpatrzony w swojego bohatera bezkrytycznie? Czy to takie bardziej ironiczne spojrzenie? I w sumie do konca nie wiadomo i to nie pozwala zapomniec o tym filmie.

Snejk - Sob 13 Gru, 2008

Obejrzalem se sobie se 2 nowe filmy, w ktorych glowni bohaterowie graja siebie czyli My Name is Bruce i JCVD
My Name is Bruce - scierwo :cry: Nie jest to ani uklon dla horrorow lat 80, ani uklon dla gumowych efektow, ani nie jest to uklon dla serii Evil Dead, a do tego probuje usilnie nawiazywac, z marnym skutkiem. Bruce Campbell gra siebie czyli aktora filmow klasy be znanego glownie z serii ED, grajacego obecnie w samych szajsach. Mieszka w obskurnej przyczepie z psem, chleje ile da rade, przebierajac przy okazji w gownianych sceriuszach. No i pewnego dnia redneki go porywaja bo w ich wiosce straszy jakis japonski demon, i tylko ASZ moze go pokonac. Z poczatku Bruce mysli, ze to jajca ale do czasu...
Film nieśmieszny, bezkrwawy, o gore nie ma mowy, kult pily lancuchowej nie wykorzystany, efekty tragiczne, nuda i schemat. Na plus jedynie koncowka. Jednym slowem - Syf. Jakby nie bylo Bruca dalbym 2/10, a tak 4 :)

JCVD - O miliard klas wyzej niz ten syf powyzej. JC rowniez gra siebie. Zmeczonego, niedocenianego aktora filmow kopanych, ktoremu nawet Sigal kradnie role!!!. Z rodzina rowniez nie najlepiej. Ogolnie nie ma sie z czego cieszyc. Pewnego dnia w banku w, korym probuje pobrac pieniadze (bezskutecznie), bandziory robia napad. I pewnie wiekszosc mysli, ze JC ich rozwali. Otoz nie :) Film to mix dramatu i gorzkiej komedii. JC pokazuje spory dystans do siebie, jak i, ze jest dobyrm aktorem. Film ma sporo dlugich ujec akcji jak monologow gdzie Van Damme jest swietny. Najlepsza jego rola! 8/10

ślepy51 - Sob 13 Gru, 2008

Snejk napisał/a:
Pewnego dnia ...

Tu możemy podziękowac Snejkowi za bardzo ładny spoiler :-)

Dziękuje Ci, Snejk :-|

A film o Van Damie naprawde dobry, monolog jego bym powiedział nawet, że bardzo dobry, zarty o Sigalu i Dżonie Łu tez a także początek filmu gdzie akcyjka jest i kaskaderka oraz pirotechnika również. Dobre, warto zobaczyć.

Snejk - Sob 13 Gru, 2008

jaki spojler?
ślepy51 - Sob 13 Gru, 2008

Dobrze wiesz jaki zły człowieku!
grzEGOrz - Pią 19 Gru, 2008

"Tropic Thunder" - film całkiem zabawny, jest cięta satyra na Hollywood, jest świetny Downey Jr jako Murzyn, ale to co wyrabai Tom Cruise (tak, ten Tom Cruise) jako producent "Big Dick Playa" to przechodzi ludzkie pojęcie. mistrzostwo świata!
Snejk - Pią 19 Gru, 2008

mi tam sie srednio podobal. Junior i Tomek wymiataja ale humor raczej klozetowy opierajacy sie w wiekszosci na bluzgach i tanich nawiazaniach to np. Plutona (Plutonu) czy Czasu Apokalipsy. Nie smieszylo mnie to, a wdrugiej czesci film przynudzal :cry:
ps. ostatnia scena jak tom tanczy - 0/10 :)

grzEGOrz - Pią 19 Gru, 2008

ej, man ale przecież to jest film z Benem Stillerem to czego Ty się spodziewasz? Monty Pythona? a właśnie nie jest klozetowo aż tak bardzo - przewidywalnie owszem. opierając się na cytatach - owszem. ale też dużo własnie satyry na holiłud, mniej lub bardziej celnych obserwacji. ogólnie całkiem całkiem, choć spodziewałem się większej anarchii i bezczela.

ale i tak dla Tomka znać trzeba.

Big Dick Playa!!!1111!

ślepy51 - Pią 19 Gru, 2008

W sumie filmik sredni, drugi raz juz nie dałem rady obejrzeć do końca, ale Downey i Cruise miszcze! Swoją droga ciekawe, czy i który z nich dostanie Globa Złotego, bo obaj otrzymali za swoje role po nominacji i czy Downey dostanie nominacje do Oscara tyż (dialog ze Stillerem jakiego ritarda trza zagrac żeby wygrać statuetke miszcz też) :-)
Snejk - Pią 19 Gru, 2008

Nie lubie komedii ale spodziewalem sie smiesznego filmu, ale nie bylo tam ani jednej sceny, ktora by mnie rozsmieszyla. No moze tekst murzyna - nie czytam scenariuszy, to one czytaja mnie :lol: ale to juz znamy z Chucka Norisa
MP tez nie lubie :wacky:

grzEGOrz - Pią 19 Gru, 2008

Snejk napisał/a:
MP tez nie lubie


hmmm... widzę dwie możliwości
a) z tego się wyrasta
b) ajkju nie staje ;-)

Snejk - Pią 19 Gru, 2008

no ze 2 skecze mieli smieszne. Daj prosze na ju tjub jakis ich smieszny skecz, bo moze nie to co trzeba ogladalem, albo po prostu jestem debilem :cry:
ślepy51 - Pią 19 Gru, 2008

Podobno Stiwen dołączył do Pajtonów:

http://pl.youtube.com/watch?v=lIbBGk19tMY

;-)

Aha, "Onion Movie" nawet fajny, kilka skeczy daje rade, Fabiu (Fabiowi) polecam ten likwidowaniu otyłości w USA :-)

Critters - Pią 19 Gru, 2008

ślepy51 napisał/a:
Fabiowi) polecam ten likwidowaniu otyłości w USA


Coś im chyba kiepsko idzie ta likwidacja :lol2:

ślepy51 - Pią 19 Gru, 2008

O tym właśnie opowiada ów skecz:

http://pl.youtube.com/watch?v=hRoSJ1y1FSY

:-)

bub - Sob 20 Gru, 2008

grzEGOrz napisał/a:
Snejk napisał/a:
MP tez nie lubie


hmmm... widzę dwie możliwości
a) z tego się wyrasta
b) ajkju nie staje ;-)


chcialbym pochwalic senjka, za to ze jego opinie sa coraz bardziej opiniotworcze!
mam nadzieje ze rejsu tez nie lubisz?

Snejk - Sob 20 Gru, 2008

naturalnie, ze nie lubie
ślepy51 - Sob 20 Gru, 2008

Tak, "Rejs" słaby jest, temu "Misiu" to może co najwyzej buty czyścić tudzież oczko przykleić :-)
Snejk - Sro 24 Gru, 2008

Zack i Miri kreca porno. Nawet fajne. Podobalo mi sie mnie, mimo, ze nie lubie komedii. Sa zabawne teksty, cycki, ruchanie, troche smutow jak w kazdej komedii. 7/10
ślepy51 - Sro 24 Gru, 2008

Tak, właśnie obejrzałem i tez podobalo mi się. Kewin Smis w całkiem spoko formie rozweselającej - dialogi i zabawne i śmieszne i wesołe zarazem, i ogólnie fajnie się ogląda. Końcówka wiadomo, przewidywalna jest z deka a cały szkielet fabułki trochę wali sztampą i schematem w ryj, ale w końcu to komedia o miłości jest, a miłość najwazniejsza jest to sie nie bede czepiał. Poza tym ten cały wtórny układ kostny udalo sie Smisowi ubrac w bardzo fajne fatałaszki. Aha, najlepszy jest czarny nigger i ma najlepsze teksty. Ogólnie to Let Us Fuck :-)
ślepy51 - Nie 28 Gru, 2008

"Children of Men" - po raz trzeci. 10/10, arcydzieło, obok "Apocalypto" najlepszy film XXI wieku. Tyle.

Coś dla fanów filmu i wielbicieli King Crimson - http://www.foreignoffice....s/movie_com.htm

Embalmer - Nie 28 Gru, 2008

ślepy51 napisał/a:
"Children of Men" - po raz trzeci. 10/10, arcydzieło, obok "Apocalypto" najlepszy film XXI wieku. Tyle.


Ten trzeci to, jak rozumiem, "John Rambo". Bo chyba nie "Eden Lake'? ;-)

ślepy51 - Pon 29 Gru, 2008

Embalmer napisał/a:
Ten trzeci to, jak rozumiem, "John Rambo".

Dokładnie, plus obowiązkowo "Rogue". Cztery fantastyczne arcydzieła, każde w swojej klasie wyjątkowe i doskonałe :-)

O "Eden Lake" wolałbym nie rozmawiać ;-)

grzEGOrz - Pon 29 Gru, 2008

ślepy51 napisał/a:
obok "Apocalypto"


:ysz: :ysz: :ysz: :ysz: :ysz: :ysz:

są jednak pewne granice prowokacji. ban!

ślepy51 - Pon 29 Gru, 2008

A co Ci kurna nie pasi w "Apocalypto"? W swojej kategorii (akcja/przygoda) ten film jest doskonały. Ba, nie przesadzę jeśli powiem, że to najlepszy tego typu film jaki widziałem w życiu.

grzEGOrz napisał/a:
ban

...an :lol2:

bub - Pon 29 Gru, 2008

ślepy51 napisał/a:
A co Ci kurna nie pasi w "Apocalypto"? W swojej kategorii (akcja/przygoda) ten film jest doskonały. Ba, nie przesadzę jeśli powiem, że to najlepszy tego typu film jaki widziałem w życiu.

grzEGOrz napisał/a:
ban

...an :lol2:


a ten jaki prowokator ;)

ja ostatnio 2 nowe klinty oba doskonale w swojej klasie,
w sumie chyba najlepsze filmy od czasu million dollar baby!

Snejk - Pon 29 Gru, 2008

bub napisał/a:
ja ostatnio 2 nowe klinty oba doskonale w swojej klasie,
w sumie chyba najlepsze filmy od czasu million dollar baby!

jednym z nich jest Gran Tororimo?

bub - Pon 29 Gru, 2008

Gran Tororororino, bardzo spoko komedia, zgrabnie balansujaca na granicy politycznej poprawnosci. W sumie to myslalem przez dluzszy czas ze to nieformalny sequel brudnego harrego ;) No bardzo dobra komedia.

Ten changaling drugie tez dobry, los angeles koncowka lat 20 byla szansa na film na miare Chinatown. Moze nie dalo troche rady, niemniej z ostatnich kilku lat to z roznego rodzaju kryminalow podobnie rade dawal nowy verhoeven i gone baby gone z tych co pamietam!

dżejson - Sro 31 Gru, 2008

Zawod reporter
b ladna m sznajder i czarujacy nikolson

Bardzo podobaly mi sie ujecia. Lub raczej poczatki scen, nie sa przypadkowe. Przemyslane - raz twarz grajka, raz pedzace samochody.

Snejk - Pią 02 Sty, 2009

Gran Torimo - Nowy Clint. Bardzo dobry. Clint jako Walt Kowalski jest rasista i socjopata. Nienawidzi wszystkiego i wszystkich. Pewnego dnia jeden skosnooki kolo probuje zawinac Kowalskiemu jago pieknego Forda Gran Turimo jako inicjacje to gangu. Clint oczywiscie do tego nie dopuszcza dajac chlopakowi lekcje zycia, samemu rowniez wiele sie uczac. Jest to dramat, akcji tu nie za wiele ale nie wiem kiedy minely te 2 godzinki. Clint jest wspanialy. Mozna powiedziec, ze to taki Dirty Harry na emeryturze. Rzuca swietne, miesne i czasami autentycznie zabawne teksty. Scena u fryzjera to jest mistrzostwo :lol:
Szkoda, ze Clint nie ma zamiaru juz grac. Jest wielki.
9/10

ślepy51 - Pią 02 Sty, 2009

Walt Kowalski opowiada kawał:

"Meksykanin, żyd i kolorowy wchodzą do baru, barman unosi wzrok i mówi - Wypierdalać stąd."

Koniec kawału

"Gran Torino" bardzo dobry, podobał mi się :-)

Obejrzałem tez sobie "The Wrestler" i tez podobal mi się, nawet chyba bardziej niż nowy Clint. Świetny Rourke w swojej życiowej roli, bardzo seksowna Tomei i dwie godziny naprawdę kapitalnego kawałka kina. Wspaniały, mądry film.

Kinson - Pią 02 Sty, 2009

Cytat:
Obejrzałem tez sobie "The Wrestler" i tez podobal mi się, nawet chyba bardziej niż nowy Clint. Świetny Rourke w swojej życiowej roli, bardzo seksowna Tomei i dwie godziny naprawdę kapitalnego kawałka kina. Wspaniały, mądry film.


Z fabuły to chyba rimejk filmu pt Rocky Balboa.

ślepy51 - Pią 02 Sty, 2009

No właśnie nie do końca. Zresztą polecam obczaić, bo Aronofsky skręcił kawał naprawdę dobrego kina :-)
Kinson - Pią 02 Sty, 2009

A ty sobie obejrzyj rimejk Karate Kida pod nazwą Never back down :rotfl:

Moim głównym wrażeniem było, że ten film był taki eee no ... BŁYSZCZĄCY!!

Snejk - Pią 02 Sty, 2009

i chu..wy :) 2/10
Kinson - Pią 02 Sty, 2009

Bez przesady. 6/10 spokojnie.
dżejson - Sob 03 Sty, 2009

a o czym ten ROcky Baobab ?
ślepy51 - Pon 05 Sty, 2009

O panu, który jest już stary ale musi jeszcze ten jeden ostatni raz wysprzątać swoją piwnicę ;-)

"Se7en" - który to już raz? Ale nadal świetnie się ogląda - zdecydowanie jeden z najlepszych thrillerów kryminalnych ever z finałem w słoneczku emocjonalnie kopiącym dupe tak, że nie mam pytań. 10 na kurna 10 :-)

"Blindness" - czyli ludki zaczynają ślepnąć :-) Bardzo podobało mi się, ze pan rezyser kolo od "Miasta Boga" pokazal, że Azjaci są źli i to właśnie od amatora ryżu zaczyna się cała epidemia - no a później wiadomo - mamy coraz więcej zainfekowanych i zaczynają się wywózki. Ślepe ludzie musza sobie same dawac radę w odizolowanych od reszty świata barakach, a że kilku z nich to typy złe, nie jest nudno a nawet powiem więcej - dzieje się. Bardzo ładnie pokazane skutki ślepoty - smród, brud i ludzie zjadani przez wygłodniałe psy. Z kolei bardzo nieładnie i zupelnie niepotrzebnie wpleciona została postac murzyna narratora opowiadającego różne banalne "mądrości" - w tej roli jednooki Danny Glover, niestety nie jest to rola dobra. Zakończenie tez troche rozczarowuje ale poza tym film jest bardzo ładny, ma ciekawe zdjęcia i spoko klimat całości. Jak najbardziej warto zobaczyć, lekko naciągane 8 na kurna 10 spokojnie dać mogę.

Critters - Pon 05 Sty, 2009

ślepy51 napisał/a:
"Blindness" - czyli ludki zaczynają ślepnąć Bardzo podobało mi się,


To dlatego, że chcesz żeby wszyscy byli jak Ty zły człowieku!

ślepy51 - Pon 05 Sty, 2009

Dokładnie, a najlepsze w tym filmie było to, że całe zło zaczęło się od skośnookiego ludzika co dowodzi jednej rzeczy - Bóg nienawidzi wielbicieli zapiekanych psów jeszcze bardziej niż ja! :-)
dżejson - Pon 05 Sty, 2009

Gran Torino - bardzo mi sie podobal! troszku sentymentalnie bylo :) piekny final - odczyt z testamentu :)
Kinson - Wto 06 Sty, 2009

Bardzo mi się podobało jak Klint mówił: Szat jor fakin fejsz.


Kamikadze - Wto 06 Sty, 2009

Matce mojej dostała się Dama kameliowa z Gretą Garbo i Robertem Taylorem, a na dysku bonus - ta sama historia sfilmowana w 1921 r. Oczywiście, bez głosu, za to z Nazimovą i Rudim Valentino w rolach głównych. Darowałam sobie wyciskacza łez z Gretą (do czasu zapewne), a obadałam zapomniane dziełko produkcji Nazimovej, która już po 40. będąc, zagrała bardzo ciekawie, dość manierycznie, jak to w tamtych czasach bywało, ale inaczej, niż omdlewające divy tamtych lat. Tym, co mnie szczególnie skusiło do oględzin po trailerku, była scenografia Natachy Rambovej- rewelacja, wczesne art deco, gdyż akcję uwspółcześniono.
dżejson - Wto 06 Sty, 2009

Kinson napisał/a:
Bardzo mi się podobało jak Klint mówił: Szat jor fakin fejsz.

Obrazek



no :) co on ma z ustami na starosc?!

ogladalem Mrocznego rycerza - fajny

ślepy51 - Sro 07 Sty, 2009

"Slumdog Millionaire" - ponoć tegoroczny oscarowy faworyt w różnych ważnych kategoriach. Ja tam nie wiem w sumie - taki tam se filmik - jasne, sprawnie nakręcony, ładny, kolorowy i w ogóle, ale jakoś mnie nie rzucił na kolana i o jakimkolwiek zachwycie z mojej strony absolutnie nie może byc mowy. Filmik to w sumie dosyć zwyczajna love story wpleciona całkiem spoko w indyjskie klimaty. 18-sto letni koleś Jamal (swoja droga to zawsze mi się to imie z murzynami kojarzyło a nie Hindusami :-) ) gra o główna nagrodę w indyjskiej wersji "Milionerów" i przed tym właśnie last kłeszczen zostaj wziety na spytki z powodu posądzenia o oszustwo. No i chłopaczyna opowiada panu z policji historię swojego zycia, dzięki czemu dowiadujemy się różnych ciekawych rzeczy o Indiach. Spiewanie i tańce są tylko w napisach końcowych, reszta filmy to cos na wzór "Miasta Boga" w Bombaju z silnie zaakcentowanym wątkiem love Jamala i Latiki. Przeżywaja oni rożne ciekawe przygody, nie raz i nie dwa bardzo niebezpieczne, ale wszytsko prowadzi do wiadomo jakiego finału. Ogólnie spoko sie filmik oglada ale w sumie tylko tyle. Jednak jak ktoś chce sobie poprawić humor ładną i dosyc pozytwną w wymowie historyjką umiejscowiona w Indiach, moze śmiało "Slumdoga" obejrzeć.
dżejson - Czw 08 Sty, 2009

ślepy51 napisał/a:
"Slumdog Millionaire" - ponoć tegoroczny oscarowy faworyt w różnych ważnych kategoriach. Ja tam nie wiem w sumie - taki tam se filmik - jasne, sprawnie nakręcony, ładny, kolorowy i w ogóle, ale jakoś mnie nie rzucił na kolana i o jakimkolwiek zachwycie z mojej strony absolutnie nie może byc mowy. Filmik to w sumie dosyć zwyczajna love story wpleciona całkiem spoko w indyjskie klimaty. 18-sto letni koleś Jamal (swoja droga to zawsze mi się to imie z murzynami kojarzyło a nie Hindusami :-) ) gra o główna nagrodę w indyjskiej wersji "Milionerów" i przed tym właśnie last kłeszczen zostaj wziety na spytki z powodu posądzenia o oszustwo. No i chłopaczyna opowiada panu z policji historię swojego zycia, dzięki czemu dowiadujemy się różnych ciekawych rzeczy o Indiach. Spiewanie i tańce są tylko w napisach końcowych, reszta filmy to cos na wzór "Miasta Boga" w Bombaju z silnie zaakcentowanym wątkiem love Jamala i Latiki. Przeżywaja oni rożne ciekawe przygody, nie raz i nie dwa bardzo niebezpieczne, ale wszytsko prowadzi do wiadomo jakiego finału. Ogólnie spoko sie filmik oglada ale w sumie tylko tyle. Jednak jak ktoś chce sobie poprawić humor ładną i dosyc pozytwną w wymowie historyjką umiejscowiona w Indiach, moze śmiało "Slumdoga" obejrzeć.


Indie krykaja i robią dupkę.

Eden Lake - mocne kino , wierciłem się na seansie niemiłosiernie... co się wyrabia z ta młodzieżą?

grzEGOrz - Czw 08 Sty, 2009

dżejson napisał/a:
Indie krykaja i robią dupkę.


zachowuj się.

ślepy51 - Pią 09 Sty, 2009

"The Curious Case of Benjamin Button" - oscarowych faworytów ciąg dalszy, tym razem nowy Fincher. Kurde, bardzo ładny i wzruszający film :-) Kolo rodzi się stary i z każdym dniem dorastajac młodnieje, podczas gdy wszyscy jego znajomi i ukochani starzeją się. Piekna, chwytajaca za serce historia czyli coś jak na film podpisany nazwiskiem Fincher zupełnie nowego, ale nadal jest to po prostu znakomite kino. Opowieśc o Benjaminie rozłożona zostala na dosyć długi okres czasu (całe jego zycie - od narodzin az do smierci) dzieki czemu mógł sobie pan reżyser skręcić bardzo epicki melodramat rozgrywający się w dosyć róznorodnych sceneriach. Całośc może trochę charakterem przypominać "Forresta Gumpa" połączonego z "Titanikiem" ale kurde, fajnie się ogląda, pomimo prawie 3 godzin trwania nudy nie ma praktycznie wcale, Pitt i Blanchett aktorsko bardzo dobrze, charakteryzacja miszcz - w końcu stare ludzie wyglądają jak stare ludzie a nie ucharakteryzowani aktorzy w średnim wieku. Razic moze trochę epatowanie w wielu ujęciach CGI obróbką, ale ja tam się nie czepiam, bo dzieki temu klimat mamy iście baśniowy a ujęcia są po prostu piekne. Od "Slumdoga" jak dla mnie dużo lepsze, ciekawsze no i bardziej chwytajace za serce. Fincher spróbował sił w troche innej stylistyce niz dotychczas, ale po raz kolejny nie zawiodł. Dla miłośników CGI ptactwa w jego filmach i wielbicieli CGI pingwina fana Slaja niespodzianka - w filmie występuje uroczy CGI koliber ;-) Filmik polecam w ciul*.



Młody-stary Brad Pitt pręży się :-)

*po dzisiejszym, 2 seansie, bo o ile po pierwszym filmik byłem skłonny tylko polecić, tak po kolejnym obejrzeniu polecam go w ciul właśnie ;-)

ślepy51 - Sob 10 Sty, 2009

"The Bank Job" - czyli transporter z kolegami okradają w 1971 roku londyńskiego Lloyds'a. Spoko film - widać reżyserska rękę Donaldsona i brytyjski rodowód obrazu przez co film nie grzęźnie jak mają to w zwyczaju podobne mu hollywoodzkie produkcje w pseudo-zabawnej konwencji komedyjki o dobrych bandziorach okradajacych bank. Tu oczywiście bandziory tez są dobre a i troche wesołego dialogowania sie znajdzie, ale nie jest to aż tak przegiete by kłuło w oczy. Od połowy film nawet poważnieje i nikomu nie jest juz do smiechu. Po bozemu skręcone, ładnie zmontowane, lata 70-te spoko odwzororwane, choć nigdy na zywo zem ich nie widział :-) Niezmiennie irytuje mnie tylko drewniany jak kloc Jason Statham, czyli obecny mega gwiazdor kina akcji i sensacji - zupelnie nie pojmuję, jak ten pozbawiony jakiejkolwiek charyzmy i aktorskich umiejętności typ z fryzura ala wczesny Zizou został taka gwiazdą, ale coż, wnikal w to nie bedę. Film polecam do wgladu fanom napadania na bank - solidna rozrywka na wieczór. Aha, film zaczyna sie z mega wysokiego C - Karaiby, rok 1970, dwie piekne kobitki pokazujace śmiało swe wdzieki a w tle przygrywa kultowy "Get It On" T.Rex'u :spoko:

Obejrzałem tez 1 odcinek 2 sezonu mega genialnego thrillera prawniczego "Damages" - cudo. Pierwszy sezon to sam miód, ten zapowiada sie równie dobrze. Do znanej i lubianej obsady (Close, Byrne, Danson, Donovan, Ivanek) dołaczaja Hurt i Olyphant, fabuła rzecz jasna kontynuuje watki z pierwszej serii. Genialna rzecz po prostu, jesli ktoś nie widział premierowego sezonu to niech czym prędzej ten bład naprawi. Scenariusz pisany przez prawdopodobnie najmadrzejszych ludzi na kuli ziemskiej, mega trzymajaca w napieciu intryga oraz kapitalne aktorstwo. Wstyd nie znac.

Cabal - Wto 13 Sty, 2009

Antropophagus – dla odświeżenia pamięci. Mimo, iż trafiłem na wersję cut (bez m.in. sławetnej końcowej sceny), i tak trudno oderwać wzrok od tej opowieści. Brudna, krwawa, przesycona sporym napięciem i przemocą. Praojciec współczesnych survival horrorów, i jeden z najlepszych włoskich spoza reżyserskiego tria Fulci- Argento- Bava senior.
ślepy51 - Nie 18 Sty, 2009

"Black Rain" - MEGA GENIUSZ Panie i Panowie, zdecydowanie jeden z najlepszych filmów sensacyjnych ever, a juz na pewno najładniej sfilmowany film sensacyjny ever. Poza tym najlepszy film z akcyjką w Azji i udziałem tamtejszych aktorów ;-) Nie ma co sie rozpisywać bo ten film slabych punktów zwyczajnie nie ma, a zdjęcia urywają łeb przy samej dupie. Majkel Daglas i Andy Garsija mega świetni, ale wg mnie plan kradnie (aż sprawdze jak ten pan sie nazywa żeby nie pomylić :-) ) Ken Takakura - nie wiem w jakich filmach jeszcze grał, ale tutaj pokazał naprawdę wielki kunszt, tak wielki, że nawet ja potrafie go docenic ;-) Zdjęcia, muza, klimat - wszystko perfect, coś czuję że ten film wkrótce wskoczy do mojego topu wszech czasów. Wstyd nie znać! Patrzcie tylko na ten kultowy plakat:



No i genialny "I'll be holding on" Gregg'a Allman'a tutaj połączony z mega tematem przewodnim skomponowanym prez Hans'a Zimmer'a - http://pl.youtube.com/watch?v=17_A66rQpr4 (tych co nie widzieli filmu ostrzegam, są spoilery w tym montowanym klipie)

Wspaniały, wielki film!

Snejk - Nie 18 Sty, 2009

i dopiero teraz ten film widziales :placze: :wallbash:
ślepy51 - Nie 18 Sty, 2009

Lepiej późno niż wcale :-)
Critters - Nie 18 Sty, 2009

ślepy51 napisał/a:
MEGA GENIUSZ Panie i Panowie, zdecydowanie jeden z najlepszych filmów sensacyjnych ever, a juz na pewno najładniej sfilmowany film sensacyjny ever. Poza tym najlepszy film z akcyjką w Azji i udziałem tamtejszych aktorów Nie ma co sie rozpisywać bo ten film slabych punktów zwyczajnie nie ma, a zdjęcia urywają łeb przy samej dupie. Majkel Daglas i Andy Garsija mega świetni, ale wg mnie plan kradnie (aż sprawdze jak ten pan sie nazywa żeby nie pomylić ) Ken Takakura - nie wiem w jakich filmach jeszcze grał, ale tutaj pokazał naprawdę wielki kunszt, tak wielki, że nawet ja potrafie go docenic Zdjęcia, muza, klimat - wszystko perfect, coś czuję że ten film wkrótce wskoczy do mojego topu wszech czasów. Wstyd nie znać! Patrzcie tylko na ten kultowy plakat:


Podpisuje się pod tym. Totalna rewelacja kina akcji, widziałem ten film dobre 6 razy w telewizji i jakby puscili teraz to znów bym obejrzał!

dżejson - Pon 19 Sty, 2009

wspaniala rekomnedacja... :)
ślepy51 - Pon 19 Sty, 2009

Od dnia, w którym obejrzałem filmik Scotta, moim ulubionym filmem azjatyckim jest "Black Rain" właśnie :-)
bub - Wto 20 Sty, 2009

ślepy51 napisał/a:
Od dnia, w którym obejrzałem filmik Scotta, moim ulubionym filmem azjatyckim jest "Black Rain" właśnie :-)


To teraz dopiero obejrzales?
Przez 2 lata o ile dobrze pamietam nieodzalowany JURAND L. lansowal ten film jako najlepsze dzielo Scotta ;) Jak tak dalej pojdzie za 15 lat bedziesz sie podniecal Harakiri! ;)

ślepy51 - Wto 20 Sty, 2009

Wszystko w swoim czasie, hehe ;-)
Embalmer - Czw 22 Sty, 2009

"Gomorra" (2008. Matteo Garrone) - Pyszny włoski film mafijny pokazujący struktury neapolitanskiej mafii. Brudne, realistyczne, przejmujące kino obdarte zupełnie z hollywoodzkich schematów. Egzystencja mafiosów i zwykłych ludzi w świecie kamorry jest ostra, brutalna, krótka i łatwo pozbywalna. Dla tych ludzi nie ma odkupienia, nie ma światełka w tunelu, bo śmierć przychodzi szybko, gwałtownie, nie ma znaczenia...

http://www.polityka.pl/go...,956,279277,18/

dżejson - Czw 22 Sty, 2009

Zawsze myslalem ze Czas apokalipsy to film o cpunach plynacych lodka w gore rzeki...
do wczoraj

Zawsze zasypialem na tym filmie niemilosiernie... zawsze na tych samych scenach - kroliczki playboya - kwasiasty karaluch - i najgorsza ,najbardziej drazniaca scena rodziny francuskiej...
nigdy nie dotrwalem do konca.

Wczoraj zrobilem 2 kawy , wypilem TIGERA i zatelepalo mna...

prawie 200 min wysiedzialem , projekcja dobra bo rzutnik i dvd plus glosniczki podkrecone.

No i zaczynamy
czuje jak coraz bardziej zaglebiam sie w dzungle, poznaje coraz bardziej szalonych ludzi.

Wspaniala praca kamery, piekne kolory. Muzyka.

Duvall - czekam na Brando.

po drodze hooper

FILM jest wspanialy... gdyby nie te kilka scen, ktore ciagnely sie jak flak ze slaskiej.

Oczywiscie ogladalem REDUX czyli powrot. I co dalej? w orginalnej wersji NIE MA tych scen ! nie ma nudnej sceny, zupelnie niepotrzebnej z francuzami....

poprostu zle trafilem zaczynajac od REDUX... moglem chwycic orginalna wersje.

Aktorstwo mistrz, muzyka mistrz, kamera mistrz, montaz mistrz... brando wiecznie zywy.

Snejk - Czw 22 Sty, 2009

tez wole normalna wersje:)

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona. Bardzo ladny film. 9 na 10

ślepy51 - Czw 22 Sty, 2009

Embalmer napisał/a:
"Gomorra" (2008. Matteo Garrone) - Pyszny włoski film mafijny pokazujący struktury neapolitanskiej mafii. Brudne, realistyczne, przejmujące kino obdarte zupełnie z hollywoodzkich schematów. Egzystencja mafiosów i zwykłych ludzi w świecie kamorry jest ostra, brutalna, krótka i łatwo pozbywalna. Dla tych ludzi nie ma odkupienia, nie ma światełka w tunelu, bo śmierć przychodzi szybko, gwałtownie, nie ma znaczenia...

Dla mnie to taki bardziej dokument z aktorami (choć tam chyba sporo naturszczyków występuje) aniżeli "normalne" kino mafijne, do jakiego przyzwyczaiło nas choćby Hollywood - na pewno warto zobaczyć, aczkolwiek realizm wali po gałach dosyć mocno i ciężko się ten film ogląda - ot takie wyrywkowe pokazanie kilku dni z życia ludzi na usługach mafii - kilka wątków niekoniecznie się zazębiających majacych pokazać jak małymi pionkami w tej całej "zabawie" sa zwykli, szarzy ludzie, którzy poprzez gangsterke chcą się wyrwac z wszechogarniającego syfu. Dosyć brutalne, bezkompromisowe i do wyrzygania realistyczne - nie nastawiajcie się na film z fajną akcyjką, mafią w stylu Coppoli czy Scorsese z cool gangsterami i fajnymi tekstami - ogólnie mimo wszystko po kilkudniowym przemyśleniu film tez polecam, ale jak mówię, bardziej jako taki pseudo dokument pokazujący "jak to we Włoszech kurde jest".

Co do "Apocalypse Now" to ja chyba jednak mimo wszystko wolę Redux'a :-)

bub - Pią 23 Sty, 2009

Snejk napisał/a:
tez wole normalna wersje:)

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona. Bardzo ladny film. 9 na 10


Dla mnie jednak zawod. Nie jest to syf na miare Slumdog jednak do zadnego z filmow Clinta sie nie umywa. Bardzo ciekawy pomysl wyjsciowy zupelnie niewykorzystany, nawet Brad juz gral w prawie identycznym filmie "Wichry namiętności". Tyle, ze tam sie starzal tu mlodnieje, ale nic z tego nie wynika !

Ever - Pią 23 Sty, 2009

bub napisał/a:
Snejk napisał/a:
tez wole normalna wersje:)

Ciekawy przypadek Benjamina Buttona. Bardzo ladny film. 9 na 10


Dla mnie jednak zawod. Nie jest to syf na miare Slumdog jednak do zadnego z filmow Clinta sie nie umywa. Bardzo ciekawy pomysl wyjsciowy zupelnie niewykorzystany, nawet Brad juz gral w prawie identycznym filmie "Wichry namiętności". Tyle, ze tam sie starzal tu mlodnieje, ale nic z tego nie wynika !


Zgadzam się z tobą, "Gran Torino" czy "Oszukana" zrobiły na mnie większe wrażenie niż Button czy "Wrestler" które dla mnie były tylko...poprawne .
Czy tylko mi się wydaje, że filmy Clinta są nie doceniane ??

grzEGOrz - Nie 25 Sty, 2009

czy mi się fora mylą, czy Ślepy coś pisał o "The Wrestler"? bylim na tym wciera w kinie - dobre kino, smutne i świetnie zrobione. ale ja nie o tym,

przed filmem trailer do "Dragon Ball" puszczali! to będzie hit! i jeszcze "Yatterman" - u ha! będzie się działo! ;)

Maniacc - Nie 25 Sty, 2009

też oglądałem wczoraj tego Wrestlera
owszem popieram również że to dobry film, ale jakoś tak ciągle kojarzyło mi się z rockim balboa, rurka też taki jakiś wiecznie nie wyraźny z problemami, nie zadowolony z życia, córka go nie chce znać i jest przede wszystkim stary i nie jary , mimo iż że takowy nie chce być

ślepy51 - Nie 25 Sty, 2009

grzEGOrz napisał/a:
czy mi się fora mylą, czy Ślepy coś pisał o "The Wrestler"?

Tak, niedużo, ale pisał. "The Wrestler" oczywiście 10/10, "Rocky Balboa" zresztą też :-)

Cabal - Pon 26 Sty, 2009

Zoolander – Boże, co za głupoty. Jednak tak głupie, że aż śmieszne. Film pokolenia VH1 i MTV, szybki, głośny i pełen muzyki. Zaś w epizodach aż roi się od gwiazd pop-kultury. Mało wzniosła rozrywka, ale dla paru żartów można zobaczyc.

Pociąg do Darjeeling – pastisz „duchowych poszukiwań”, będący swoistym hołdem dla kina i literatury tego nurtu lat 70tych. Stąd też nieprzypadkowo podróżujący bracia noszą nazwisko Walta Withmana :) . Dużo specyficznego humoru, lecz i zadumy. Dobrze dopasowana muzyka i nienajgorszy scenariusz. Plus autentyczne indyjskie lokacje i obrzędy, oraz epizod Anjelicy Huston. Mimo tego, pozostawia drobne uczucie niedosytu.

Miasto aniołów – momentami sceny żywcem przetransplatowane od Wendersa. Kilka bezdialogowych ujęc molocha Los Angeles, jakby nieco przymglonego światłem, robi pozytywne wrażenie. Jednakże już samo zgromadzenie aniołów częściej przypomina zgraję gestapowców, niż „bożych wysłanników”. I obrobinę naciągnięty wątek romantyczny, wydłużający film o kilka minut. Wolę jednak niemiecką czerń i biel Berlina i dylematy Bruno Ganza, niż oczy Cage’a-spaniela i stylistykę niebezpiecznie bliską new age.

Mumia 3: Grobowiec cesarza – smoka - Film bez polotu wcześniejszych produkcji i Rachel Weisz, a zatem na starcie 2 punkty mniej. Cała fabuła zdaje się być naciągniętą do granic przyzwoitości, stanowiąc jeszcze pomieszanie z poplątaniem. Czego tu nie brakuje? Yeti, smoki, mumie, zombie, nieśmiertelne czarownice i odkurzony mit Shangri-La. Sceny akcji i walk dobrze zrealizowane, tyle że dialogi i nastrój kuleją szalenie. Dzieło Roba Cohena stanowi już bardziej ukłon w stronę spielbergowskiego Indiany Jonesa, z jego strzelaninami i większą ilością przemocy.

Kroniki Spiderwicka – rasowe, solidne fantasy adresowane do dzieci i młodzieży. Zamiast epickiej walki Dobra i Zła czy wtrętów religijnych, mamy do czynienia chwilami niemalże z konwencją survival horroru, zwłaszcza w sekwencjach oblężenia posiadłości Spiderwicka przez gobliny (nieco niczym Noc żywych trupów ). Wygląd tych ostatnich inspirowany zdaje się być wizjami Briana Frouda, odpowiedzialnego za Labirynt i Czarny Kryształ. Także i motyw przeżywających rozterki emocjonalne młodych ludzi zdaje się być pięknym ukłonem w stronę klasyki gatunku, począwszy od Niekończącej się opowieści. Pomimo kilku stereotypowych scen i motywów, aż prosi się o więcej :) .

Maniacc - Pon 26 Sty, 2009

CASS - trochę smutny trochę zawrotny, o kibicach angielskich a dokładnie ich przywódcy, który rozrabia sporo, potem odsiaduje za to wyrok po czym wychodzi i zmienia swoje życie ( strasznie podobne to wszystko do american history x który swoją drogą jest filmem genitalnym 10/10 ) lecz niezbyt mu się to udaje gdyż jego wrogowie nie zapomnieli o jego występkach z przeszłości, bardzo fajnie się ogląda
swoją drogą ktoś może polecić jeszcze jakieś tego typu filmy o hooliganach stadionowych ?

Critters - Wto 27 Sty, 2009

Wczoraj po raz kolejny 'John Rambo' - oczywiście ocena z kolejnym seansem znowu poszła w górę. Obecnie jest to jakieś 1000000/10 z 666 w tle. Sly 666/10, Angol 666/10. Reszta obsady niepotrzebna!
grzEGOrz - Sro 28 Sty, 2009

pfff, tak z 5/10 to może jeszcze...
ślepy51 - Sro 28 Sty, 2009

Tak, tak, a "Jeziorko marzeń", tfuuuuu, "Jeziorko raj" 6/6, no fakt. Ić sie przed telewizorek bać angielskich szczyli a nie Ramba oceniasz :-)
Critters - Sro 28 Sty, 2009

grzEGOrz napisał/a:
pfff, tak z 5/10 to może jeszcze...


Potraktuję ten post jako tanią prowokację i wyrażenie chęci oberwania po przysłowiowym ryju ode mnie i Slepego (a trzeba uważać bo on dodatkowo cięty za pewien cienki film o szczylach) przy najblizszej okazji. :mrgreen:

Jak już mówiłem absolutne 10/10 tudziez 666/10!

bub - Sro 28 Sty, 2009

ślepy51 napisał/a:
Tak, tak, a "Jeziorko marzeń", tfuuuuu, "Jeziorko raj" 6/6, no fakt. Ić sie przed telewizorek bać angielskich szczyli a nie Ramba oceniasz :-)


Mysle, że dojdziemy do porozumienia:

John Rambo>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>Eden Lake>>>Rogue

grzEGOrz - Sro 28 Sty, 2009

bub napisał/a:
John Rambo>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>Eden Lake>>>Rogue


ale dlaczego? Eden Lake to miał przynajmniej świeży i aktualny feeling, w przeciwieństwie do Ramba, który mimo Birmy, był jednym wielkim odgrzewanym kotletem. że o Rogue to w ogóle nie wspomnę. ładne widoczki w Rambie nie rekompensują przeniesienia scenariusza rodem z RIII.

Critters - Sro 28 Sty, 2009

grzEGOrz napisał/a:
Eden Lake to miał przynajmniej świeży i aktualny feeling


Bez żartów proszę. Świeży i aktualnyt feeling bo zamiast potwora/psychola/grupy redneków/zwierzaka itd itd mamy grupę gówniarzy tak? Przypomnę tylko na wszelki wypadek (gdybyś chciał argumentować, że to w horrorze nowość), że dzieciaki z morderczymi skłonnościami pojawiały się już w kinie grozy niejednokrotnie, czy to w liczbie pojedynczej, czy grupowo. Równie dobrze można napisać, że 'Rogue' ma również bardzo świeży i aktualny feeling bo krokodyle co roku zabijają i całkiem sporo ludzi(dokładną statystyką z pewnością posłuży Slepy). Przypominam też, że 'Rogue' to duży powiew świeżości dla podgatunku bo w końcu jest to poważny film (podobnie jak 'Black Water' ) a nie wesołe bajeczki jakie w głównej mierze do tego czasu powstawały.

grzEGOrz napisał/a:
w przeciwieństwie do Ramba


Rambo miał właśnie wyglądać tak jak wygląda - stare old schoolowe kino akcji w najlepszym stylu, przedstawiające bohatera po latach. Porówniania do słabej w mojej opinii części trzeciej są kompletnie nieuzasadnione. Sly doskonale pokazał jak wojna i lata, których przybywa na karku zmieniają bohatera. W swojej klasie jest to absolutne arcydzieło, takich filmów dziś się już nie kręci i właśnie za to ludzie kochają tę część, no ale EGO jak zwykle w tego typu przypadkach ma odmienne zdanie ;-)

grzEGOrz - Sro 28 Sty, 2009

Critters napisał/a:
Świeży i aktualnyt feeling bo zamiast potwora/psychola/grupy redneków/zwierzaka itd itd mamy grupę gówniarzy tak?


eee? jakbyś nie tworzył argumentów przeciwnika, żeby je ze swadą zbijać, to może nie pisałbyś głupot ;-)

świeży i aktualny feeling EL nie polega na tym, że ot reżyser wybrał na oprawców gówniażerkę, ale na co najmniej kilku czynnikach:
- to małolaty jak żywcem przeniesione ze stronic Daily Mail, jak żywcem wycięte z krajobrazu niektórych dzielnic. to nie są dzieci ze świecącymi oczkami i o białych włosach, to nie diabelskie nasienie w osobie miłych pozornie bobasów.
- na Wyspach panuje do pewnego stopnia psychoza i strach przed chavsami - stąd aktualność
- zaistniał w dobrym miejscu i czasie - doskonale wyraża lęki przynajmniej części brytyjskiego społeczeństwa i nie tylko.

Critters napisał/a:
Równie dobrze można napisać, że 'Rogue' ma również bardzo świeży i aktualny feeling bo krokodyle co roku zabijają i całkiem sporo ludzi(dokładną statystyką z pewnością posłuży Slepy). Przypominam też, że 'Rogue' to duży powiew świeżości dla podgatunku bo w końcu jest to poważny film


dwa zarzuty - Rogue można by nakręcić kiedykolwiek i taką samą siłę oddziaływania by miał, bo jest filmem doskonale niezakorzenionym w teraźniejszości. siła EL bierze się z aktualności.
niech sobie Rogue będzie filmem poważnym, co nie zmienia faktu, że jest grzeczny po Spielbergowsku, jeszcze bardziej jedzie gatunkową kliszą niż EL.

ad Rambo.

no ale jak, przeca nowy Rambo to jest połączenie najbardziej syfiastych elementów Rambo II i III. może to jest i oldskulowe kino - faktycznie, dla Stallone jakby czas się zatrzymał. próbuje wcisnąć ten sam produkt, tylko z podkręconym gore, jako przykład ewolucji swojego bohatera. pliz, jeśli "go home", które powtarza z miną godną ceglanej ściany, ma być znakiem, że John wykazuje jakieś procesy myślowe, to ja już się kładę ze śmiechu. Sly nic nie pokazał, żadna wojna, żadne zmiany - Rambo jest klocem z przemyśleniami pryszczatego fana "Rambo III". jak on się zmienił? bo na początku nie chce walczyć? w żadnym z filmów nie chciał, ino teraz nie było Trautmana, żeby go przekonać do misji.

w swojej klasie jest to odgrzewany kotlet w wersji bardzo rare (znaczy się, że dużo krwi. mnie nie obchodzi, za co ludzie kochają ten film, ja tylko mówię o swoich odczuciach. niekoniecznie dla przekory, choć muszę przyznać, że irytuje mnie niebywały zachwyt jaki ten film wywołuje i kompletnie go nie rozumiem.

arcydzieło? c'mon! bez jaj!

Critters - Sro 28 Sty, 2009

grzEGOrz napisał/a:
eee? jakbyś nie tworzył argumentów przeciwnika, żeby je ze swadą zbijać, to może nie pisałbyś głupot


Nie tworzę, poprostu wiem czego się można mniej więcej po Tobie spodziewać :lol:

grzEGOrz napisał/a:
]to małolaty jak żywcem przeniesione ze stronic Daily Mail, jak żywcem wycięte z krajobrazu niektórych dzielnic. to nie są dzieci ze świecącymi oczkami i o białych włosach, to nie diabelskie nasienie w osobie miłych pozornie bobasów.
- na Wyspach panuje do pewnego stopnia psychoza i strach przed chavsami - stąd aktualność
- zaistniał w dobrym miejscu i czasie - doskonale wyraża lęki przynajmniej części brytyjskiego społeczeństwa i nie tylko.


No wprost niesamowite. Z tego co mi wiadomo to problem agresywnych bachorów jest w UK nie od roku i nie od dwóch. To, że reżyser poruszył temat na czasie (choć przypominam, że smiertelnie niebezpieczne bachory w kinie mieliśmy niejednokrotnie i wcale nie mam tu na myśli szatanskich nasien rodem z 'Wioski Przekletych', czy 'Dzieci Kukurydzy' a raczej takie pozycje jak 'Strange Behaviour', 'Bloody Birthday', czy bodajże 'Devil Times Five') nie oznacza, że od razu przed filmem należy się kłaniać i nazywać go arcydziełem (i proszę nie mów mi, że tak go nie nazywasz bo ocena 6/6 mówi sama za siebie).

Jak dla mnie kompletnie nieistotne jest, czy film porusza problem będący na czasie(dlatego też akurat nie zachwycam się rzekomymi przesłaniami w 'John Rambo') a raczej to jak został zrealizowany. Tak samo na 'Rogue' patrzyłem pod względem całokształtu, wykonania, włożonej pracy a nie tego ilu ludzi rocznie zabijają krokodyle(piszesz, że akcja tego filmu może toczyć się kiedykolwiek - zgoda, ale o czym to świadczy? Że problem jest wciąż bardzo aktualny, tak jak z wspomnianymi Hoodies)

grzEGOrz napisał/a:
dwa zarzuty - Rogue można by nakręcić kiedykolwiek i taką samą siłę oddziaływania by miał, bo jest filmem doskonale niezakorzenionym w teraźniejszości. siła EL bierze się z aktualności.


No proszę cię. Siła EL bierze się z aktualności?Tzn mam rozumieć, że jakby problemu Hoodies teraz nie było a reżyser i tak nakręciłby EL to uznałbyś go conajwyżej za film niezły bo w końcu tematyka nie byłaby aktualna?

'Rogue' jest gorszy dlatego, że krokodyle atakują i zabijają ludzi od dawien dawna a EL lepszy bo obrazuje problem ostatnich kilku lat? Diabelnie dziwne tłumaczenie.

grzEGOrz napisał/a:
niech sobie Rogue będzie filmem poważnym, co nie zmienia faktu, że jest grzeczny po Spielbergowsku, jeszcze bardziej jedzie gatunkową kliszą niż EL.


To wyłącznie twoja opinia. Nie wiem na jakiej podstawie uważasz 'Rogue' za grzeczny po Spielbergowsku? Że happy end jest? Że nie zginęli wszyscy a dobry pan dziennikarz został bohaterem? To też jest film oparty na aktualnych wydarzeniach a nie wesoła rozwałka w stylu 'Alligatora', czy 'Killer Crocodile'. Ja tam nie dostrzegam politycznej poprawności, zresztą McLean już swoim 'Wolf Creek' udowodnił, że ma takową serdecznie w d...
Jest krew, jest dramaturgia, jest realizm. Ja naprawdę nie wiem, czego chcieć więcej?
Więcej krwi, flaków, trupów, przekleństw? Wówczas film byłby kompletnie nierealistyczny i można by go było sklasyfikowac bez problem z wcześniej wymienionymi dziełkami.

grzEGOrz napisał/a:
może to jest i oldskulowe kino - faktycznie, dla Stallone jakby czas się zatrzymał. próbuje wcisnąć ten sam produkt, tylko z podkręconym gore, jako przykład ewolucji swojego bohatera.


'John Rambo' zdecydowanie w moim przekonaniu przewyższa i part 3 i drugi (imo bardzo dobry). Przecież Sly nie silił się na nic innego jak powrót do korzeni, czyli stare dobre kino akcji osadzone w aktualnych realiach. Wyszło mu to doskonale, dlatego też 'John Rambo' jest w swej klasie kompletnym arcydziełem, takich filmów dziś się nie robi, wystarczy spojrzeć na tę dzisiejszą tzw akcję. Rambo jest prostym człowiekiem, więc wielkich metamorfoz nie należało się spodziewać, ale Sly doskonale ukazał zmęczenie życiem bohatera, jego powolną metamorfozę w sosie aktualnych problemów jakie targają Birmą. Daleki jestem od mówienia jakie to ten film ma przesłanie, ale jako człowiek średnio zainteresowany konfliktem Birmańskich i konfliktami zbrojnymi ogółem, byłem konkretnie poruszony realizmem tej produkcji, odzwierciedleniem warunków jakie tam panują (gdyż później wziałem się za lekturę w tym temacie). Jak na kino akcji 'John Rambo' jest kompletnym arcydziełem, ja rozumiem, że Ty wolisz filmy bardziej ambitne, ale na litość boską tutaj grają wszystkie elementy od aktorstwa po zdjęcia i kapitalną muzykę. Ja naprawdę nie wiem, czego więcej można od takiego kina oczekiwać? Zresztą jesteś w ogromnej mniejszości bo ludziom 'John Rambo' podobnie jaki i nielubiany przez Ciebie 'Rogue' bardzo przypadł do gustu.

grzEGOrz napisał/a:
arcydzieło? c'mon! bez jaj!


Absolutne arcydzieło kina akcji i twoje c'mon nie jest w stanie tego zmienić.

Więcej napiszę ewentualnie jutro(bo coś czuję, że slepy jak wróci z roboty to szerzej sie ustosunkuje) bo teraz niestety obowiązki wzywają.

ślepy51 - Sro 28 Sty, 2009

"Rambo" i "Rogue" 10/10, "Dzieci niedobre są - problem niezwykle aktualny" - nie oceniam, bo juz mnie za przeproszeniem ch*j strzela, jak sie wszyscy tym tylko albo i aż dobrym filmem zachwycają - zwykły mega schematyczny survivalik, ot co. Obok "Deliverance" i innych klasyków gatunku to to nawet nie stalo i nigdy nie bedzie stało. Wszystko w tym temacie :-)
dżejson - Sro 28 Sty, 2009

dlaczego nie stalo i nie bedzie stalo :)

to dobry film, rambo tez dobry kisiel robi ...

deliverance tez dobre

o co ta sprzeczka :) ?

ślepy51 - Sro 28 Sty, 2009

dżejson napisał/a:
dlaczego nie stalo i nie bedzie stalo :-)

bo nie :-)

bub - Czw 29 Sty, 2009

W sumie "Rogue" i "Eden Lake" to jakby ten sam film. Spokojnie w "Rogue" moglyby atakowac dzieciaki, a w "Eden Lake" krokodyl. Jedna przewaga "EL" jest taka, ze jest filmem lepiej zrealizowanym. Natomiast w przypadku "Johna Rambo" trudno byloby zastapic Johna krokodylem lub banda dzieciakow. To jest wlasnie najwiekszy problem z tego typu filmami, ostatnio powstajacymi. Mamy "Inside" co z tego wynika, ze kobieta jest w ciazy? Kompletnie nic. Co wynika w "Eden Lake" z tego, ze bohaterowie walcza z dziecmi? NIC. To co udalo sie znakomicie w "Dziecku Rosmary" nie udalo sie w "Inside", to co udalo sie w "Girl next door" i "Red" nie udalo sie w "Eden Lake". Oczywiscie milo obejrzec to jako typowy film pod piwo, natomiast "Eden Lake", "Rogue", "Black Water", "Wrong Turn 1 i 2", remaki Teksanskiej masakry czy Wzgorza maja to jedno i to samo ;) Zrealizowane poprawnie technicznie i nic wiecej.
grzEGOrz - Czw 29 Sty, 2009

Critters napisał/a:
Nie tworzę, poprostu wiem czego się można mniej więcej po Tobie spodziewać


no nie bardzo jak widać.

Critters napisał/a:
No wprost niesamowite. Z tego co mi wiadomo to problem agresywnych bachorów jest w UK nie od roku i nie od dwóch. To, że reżyser poruszył temat na czasie (choć przypominam, że smiertelnie niebezpieczne bachory w kinie mieliśmy niejednokrotnie i wcale nie mam tu na myśli szatanskich nasien rodem z 'Wioski Przekletych', czy 'Dzieci Kukurydzy' a raczej takie pozycje jak 'Strange Behaviour', 'Bloody Birthday', czy bodajże 'Devil Times Five') nie oznacza, że od razu przed filmem należy się kłaniać i nazywać go arcydziełem (i proszę nie mów mi, że tak go nie nazywasz bo ocena 6/6 mówi sama za siebie).


nie tyle niesamowite, co bardzo trafne marketingowo. Watkins trafił z zeitgeist idealnie. do tego nie nakręcił jakiegoś tromopodobnego syfu, żeby tylko pojechać po modnym temacie, nie podpiął się niczym Asylum pod trend. zrobił realistyczny, cholernie mocny, dobrze zagrany i przejmujący film. ja go nie nazywam arcydziełem, ocena 6/6 jest za co innego. dostrzegam wady, schematy i co tam jeszcze, ale dawno nic mnie tak nie wbiło w fotel. maksa ma za ilość autentycznego przerażenia na metr taśmy filmowej.

i pamiętaj o czym dyskutujemy, bo zaczynamy dryfować. ja nie twierdzę, że ten aktualny feeling to jest największa zaleta EL, mówię ino, że świetnie wpisuje się w klimat pewnej psychozy, co jeszcze bardziej wzmacnia jego oddziaływanie.

żeby zakończyć temat EL: przerażający film, ze świetnymi postaciami, zagrany z werwą, poruszający i wzruszający. od strony technicznej również pankrok i cymesik.

ślepy51 napisał/a:
"Dzieci niedobre są - problem niezwykle aktualny" - nie oceniam, bo juz mnie za przeproszeniem ch*j strzela, jak sie wszyscy tym tylko albo i aż dobrym filmem zachwycają - zwykły mega schematyczny survivalik, ot co. Obok "Deliverance" i innych klasyków gatunku to to nawet nie stalo i nigdy nie bedzie stało. Wszystko w tym temacie


hieh, to że Cię ch*j strzela to jest oczywiście zabawne. ale czy nie wydaje Ci się zastanawiające, że wszyscy dyskutują EL, a Rovdyrowi poświęca się znikomą ilość miejsca? z czego to wynika? owszem, można się burzyć, że panie, do "Deliverance" nie ma startu. ale moim zdaniem, za kilka lat będzie wymieniany w jednym szeregu z klasykami survivalu.

no i wracamy do Ramba.

powiem szczerze, że bawi mnie bardzo jak spora liczba apologetów nowych przygów Dżona powtarza jak mantrę "w swojej klasie to arcydzieło". czyli jest coś nie tak z filmem, skoro trzeba ograniczać zasięg jego wielkości do ściśle określonej kategorii. a konkretniej - moim zdaniem First Blood broni się jako bez takich dziwnych akrobacji.

żadne arcydzieło, bo nowy Rambo nie rozwija nijak postaci, scenariusz jest pretekstowy i cokolwiek kłopotliwy. bo niby Birma, aktualność i w ogóle, ale tak naprawdę to nagle znajdujemy się na terenia Rambo II. po kij ten cały obóz, bo kij dowódca pedofil? ano, żeby zapewnić mięso armatnie dla Dżona i Co. dalej, oko, ja rozumiem, że Dżon jest zmęczon i sześćdziesiątka na karku nie skłania do rozpieprzenia badguyów w pojedynkę, ale dlaczego ta jego ekipa taka bez wyrazu? ja nie mam dobrej pamięci do filmów, to fakt, ale poza chyba dwiema postaciami, nie zapamiętałem nikogo z bandy najemników.

Sly ukazał zmęczenie bohatera? "go home", right! :wacky: ciekawe, że jak chce to pono potrafi skręcić sensowny film, vide ostatni Rocky, a tu mu na siłę się dopisuje, że on coś ukazuje. nowy Rambo to niemal podręcznikowy przykład jak nie pisać scenariuszy. jasne jeśli kogoś jara oldskul to niech sobie ogląda nowego Rambo na okrągło, ale nie można nie zauważać, że tempus kuźwa fugit, nie? więc albo hołd albo update, a nie takie niewiadomo co. fakt, rzeź wygląda efektownie - like, wow! Sly jest miszczem!

Critters napisał/a:
byłem konkretnie poruszony realizmem tej produkcji, odzwierciedleniem warunków jakie tam panują


:rotfl: :rotfl: :rotfl:

Critters napisał/a:
gdyż później wziałem się za lekturę w tym temacie


rzuć no jakimiś linkami do tych lektur, które pozwalałyby wnosić o realizmie obozów w dżungli, gdzie dowódca pedofil przetrzymuje białych misjonarzy diabli wiedzą po co.

ale powiedz, to prowokacja z tym, że aktorsko nowy Rambo jest ok? powiedz, że żartujesz.

Critters napisał/a:
a rozumiem, że Ty wolisz filmy bardziej ambitne


owszem wolę kino, gdzie po projekcji zostaje coś w człowieku, jakaś zachęta do refleksji, poza konstatacją "łał, ale mu fajosko łapę ujebało", ale...

nie mam nic przeciwko półtorej godzinie bezmózgiej jatki, choć jak już pisałem w temacie o Rambie trochę swędziało mnie ideologicznie. mogę na to przymknąć jednak oko i dla odmiany oglądać film pod kątem "łał, ale mu fajosko łapę ujebało".

jednak chichram się, kiedy widzę te wszystkie zachwyty. po lapidarnie rzecz ujmując - poza gore, które naprawdę robi wrażenie, nie ma w Rambie _nic_ wartego choćby chwili dłuższej uwagi.

TSR - Czw 29 Sty, 2009

Jak dla mnie The Curious Case Of Benjamin Button i Wrestler 8/10 spokojnie
Eagle Eye, średnio, ciężko się ogląda tego aktorzyne z disturbi
Big Stan - Bob Sapp zmiótł w jednej scenie, ogólnie do obejrzenia
The Wave, znając historię tego eksperymentu bardzo byłem ciekawy jak będzie, dobry film
Blindness - tutaj nieźle, zarówno częśc więzienna jak i miastowa, oglądało mi sie bardzo dobrze, warto

ślepy51 - Czw 29 Sty, 2009

bub napisał/a:
Jedna przewaga "EL" jest taka, ze jest filmem lepiej zrealizowanym.

Lepiej zrealizowanym filmem, przynajmniej pod względem technicznym (zdjęcia, muza, efekty i inne) JEST "Rogue", i to zdecydowanie i bezdyskusyjnie, czy sie to komus podoba czy tez nie.

Co do "Ramba" to sie klócił nie będę, bo i nie ma po co - nowy "Rambo" jest taki jaki właśnie miał być, ba, jest nawet lepszy niż przypuszczałem, że będzie. A to, że ktoś narzeka na scenariusz w akcyjniaku to już mnie zbytnio nie obchodzi, niech se narzeka, jego ból nie mój. Porównaj sobie EGO "Ramba" z nieszczęsnym Daj Hardem 4 to zobaczysz, gdzie stoi film Slaja a gdzie ta żałosna parodia akcyjniaka.

grzEGOrz napisał/a:
hieh, to że Cię ch*j strzela to jest oczywiście zabawne. ale czy nie wydaje Ci się zastanawiające, że wszyscy dyskutują EL, a Rovdyrowi poświęca się znikomą ilość miejsca? z czego to wynika? owszem, można się burzyć, że panie, do "Deliverance" nie ma startu. ale moim zdaniem, za kilka lat będzie wymieniany w jednym szeregu z klasykami survivalu.

A moim zdaniem nie. A co do "Rovdyr'a" - ja nic o tym filmie tu akurat nie pisałem, także nie wiem po co ten wtręt. Że co, ze bardziej lubię filmik norweski? Ano lubię bardziej, choć ani on ani tym bardziej "Eden Lake" zadnym arcydziełem nie jest. Oba to filmy dobre, z tym, że wolę "Rovdyr" bo tam Syversen postawił na typowe kino przetrwania, bez zadnych lopat czy szpadli mówiacych mi o tym, jakie to dzieci są złe i jak to muszę się ich bać.

Critters - Czw 29 Sty, 2009

grzEGOrz napisał/a:
nie tyle niesamowite, co bardzo trafne marketingowo. Watkins trafił z zeitgeist idealnie


No litości a co mnie to obchodzi, że trafne marketingowo ? :lol2: To chyba powinno obchodzić raczej panów producentów liczacych zyski a nie postronnego widza :lol2:

grzEGOrz napisał/a:
do tego nie nakręcił jakiegoś tromopodobnego syfu, żeby tylko pojechać po modnym temacie, nie podpiął się niczym Asylum pod trend.


No wprost nieprawdopodobne! Dlatego, że Pan reżyser nie zrobił jak to nazywasz tromopodobnego syfu ani filmiku klasy Asylum, to należą mu się brawa pod niebiosa, pokłony i ocena 6/6! Zaraz się popłaczę ze śmiechu.

grzEGOrz napisał/a:
zrobił realistyczny, cholernie mocny, dobrze zagrany i przejmujący film. ja go nie nazywam arcydziełem, ocena 6/6 jest za co innego.


Do każdego z tych spektów można sie przyczepić bo mnie np ten film niczym nie przejmuje a bandy gnoi sie zwyczajnie kompletnie nie boję i bardziej mnie to bawi niż złości. Z tym realizmem też do końca nie przesadzajmy....
To w takim razie ja nie wiem za co Ty przyznajesz ocenę 6/6 skoro dostrzegasz wady EL? W takiej sytuacji twoja recenzja jest kompletnie nieobiektywna bo wystawianie oceny najwyższej z możliwych filmowi, który teraz jak mówisz aż na taką notę nie zasługuje jest conajmniej bezpodstawne. Tymbardziej, że strasznie oburzasz się, gdy piszę, że wg ciebie EL jest arcydziełem. Skoro nie jest to dlaczego widnieje najwyższa ocena? Dlatego, że Ciebie na FF wgniótł w fotel? Tylko, że później piszesz, że dostrzegasz jego wady i wcale nie uznajesz za film kompletny.

grzEGOrz napisał/a:
żeby zakończyć temat EL: przerażający film, ze świetnymi postaciami, zagrany z werwą, poruszający i wzruszający. od strony technicznej również pankrok i cymesik.


To samo to ja mogę napsiac o 'Rogue' szczególnie, że pod względem technicznym przewyższa filmik Watkinsa o kilka klas. To tak odnośnie twojej negatywnej wypowiedzi odnośnie filmu McLeana.

grzEGOrz napisał/a:
rzuć no jakimiś linkami do tych lektur, które pozwalałyby wnosić o realizmie obozów w dżungli, gdzie dowódca pedofil przetrzymuje białych misjonarzy diabli wiedzą po co.


Chyba sobie jaja robisz. :lol2: Może Ty gromadzisz linki do wszystkich stron na jakie zaglądasz, ale ja mam ciekawsze rzeczy do roboty. Sprawą zainteresowałem się tuż po obejrzeniu w kinie nowego Rambo i wtenczas coś tam wertowałem w necie przy pomocy google. Poza tym Ty wybierasz z moich wypowiedzi to co dla ciebie wygodne - gdzie ja napisałem, że chodzi mi o dowódce pedofila. Takie szczegóły jak dowódca pedofil mnie osobiscie nie przeszkadzają w niczym i nie zabijają realizmu bo dowódcy pedofila przecież wykluczyć nie można :lol2: Gdyby film kręcili Polacy to zapewne dowódca byłby żydem albo Niemcem, tylko co z tego? Pisząc o realizmie miałem na mysli odzwierciedlenie warunków tam panujących, napady na wioski, zabawy z minami, wszystko wykonane niezwykle realistycznie i w sposób przynajmniej mnie - poruszający. W żadnej poprzedniej części takiego poruszenia nie czułem bo zwyczajnie nie pokazywano tam takiego cierpienia biednych, niewinnych ludzi na potęgę (jedynie w pewien sposób w czesci trzeciej, ale w sposób raczej marny jak cały film zresztą)

grzEGOrz napisał/a:
ale powiedz, to prowokacja z tym, że aktorsko nowy Rambo jest ok? powiedz, że żartujesz.


:zeby: :zeby: :zeby: Bardzo zabawne, ale nikogo te twoje powątpiewania nie ruszają. Oczywiście, że aktorsko jest ok. Zamiast wypisywać w swoim stylu króciutkie negowanie wszystkiego i wyśmiewanie napisz może co wg ciebie jest nie ok w aktorstwie obecnych w filmie postaci?

grzEGOrz napisał/a:
jednak chichram się, kiedy widzę te wszystkie zachwyty.


Ja dla odmiany płaczę ze śmiechu kiedy widzę twoje wszelakie wpisy negujące, że coś jest fajne zazwyczaj słwami 'bez jaj, ty tak serio?' 'Que? chyba raczysz żartować' itp :mrgreen:
Generalnie ciężko jest znaleźć film, o którym ktoś napisze, że rewelacja żeby nie pojawił się EGO i nie 'sprostował' opinii w kierunku jedynej właściwej :lol2:
Gorzej jak ktoś podważy film, który się grzeEGOrzowi podobał, wtedy trzeba stron argumentacji, że takowy film jest rzeczywiście czyimś zdaniem słaby co i tak nie przyniesie żadnego rezultatu bo wymieniony chyba jeszcze nigdy nie przyznał się do błędu. Chyba faktycznie nieco za wysokie to ego ;-)

grzEGOrz napisał/a:
ale moim zdaniem, za kilka lat będzie wymieniany w jednym szeregu z klasykami survivalu.


Kluczowe wyrazy to 'twoim i zdaniem' bo np wg mnie żadną klasyką Survivalu EL nie będzie, ale to już rozsądzi zapewne nastepne pokolenie.

grzEGOrz napisał/a:
czyli jest coś nie tak z filmem, skoro trzeba ograniczać zasięg jego wielkości do ściśle określonej kategorii.


W swojej klasie, czyli w klasie kina akcji. Trudno żeby 'Rambo' stawał w konkury z dramatami, komediami, czy horrorami. To kino akcji z krwi i kosci i w tej klasie jest to arcydzieło totalne.

grzEGOrz napisał/a:
moim zdaniem First Blood broni się jako bez takich dziwnych akrobacji


'First Blood' uważam również za arcydzieło tylko i aż kina akcji. Nie widze w tym nic ujmującego, w końcu jest to bardzo płodny gatunek.

grzEGOrz napisał/a:
ale dlaczego ta jego ekipa taka bez wyrazu? ja nie mam dobrej pamięci do filmów, to fakt, ale poza chyba dwiema postaciami, nie zapamiętałem nikogo z bandy najemników.


Ja tam doskonale pamiętam wszystkich najemników. Jedni mają postać lepiej zarysowaną, inni słabiej, normalka. To nie jest 3 godzinny film, nie ma czasu na przedstawienie wszystkich tak jakby sobie tego życzył.

Generalnie 'John Rambo' to film, o którym mi sie wybitnie nie chce dyskutować bo wszystkie jego rzekome minusy ja przyjmuję jako plusy i kocham całym sercem.
Rozumiem, że sa osoby, którym może się ten film nie podobać, ale to kwestia bardzo indywidualna i śmiem twierdzić, ze Ty jednak nie lubisz takiego kina i dlatego dostrzegasz w nim tyle wad. Nie trafia do mnie argument, że możesz sobie obejrzec sieczke dla sieczki wyłączając mózg. Albo się takie filmy kocha albo nie i tyle.

bub - Pią 30 Sty, 2009

Cytat:
hieh, to że Cię ch*j strzela to jest oczywiście zabawne. ale czy nie wydaje Ci się zastanawiające, że wszyscy dyskutują EL, a Rovdyrowi poświęca się znikomą ilość miejsca? z czego to wynika? owszem, można się burzyć, że panie, do "Deliverance" nie ma startu. ale moim zdaniem, za kilka lat będzie wymieniany w jednym szeregu z klasykami survivalu.


Bo o ile dobrze pamietam nikt nie twierdzi, ze jest jakies dzielo wybitne ;) Tak samo drazni mnie wychwalanie przecietnego "EL" jak i przecietnego "Rogue". Nikt nie pisal, ze "Wrong Turn" to dzielo wybitne i nie jest. I wszystko ok. O czym dyskutowac?

Cytat:
grzEGOrz napisał/a:
ale powiedz, to prowokacja z tym, że aktorsko nowy Rambo jest ok? powiedz, że żartujesz. Bardzo zabawne, ale nikogo te twoje powątpiewania nie ruszają. Oczywiście, że aktorsko jest ok. Zamiast wypisywać w swoim stylu króciutkie negowanie wszystkiego i wyśmiewanie napisz może co wg ciebie jest nie ok w aktorstwie obecnych w filmie postaci?


Jest bardziej niz ok. Chcialbym w wieku 60 lat takie sceny odgrywac jak Sly!

Cytat:
bub napisał/a:
Jedna przewaga "EL" jest taka, ze jest filmem lepiej zrealizowanym.


Lepiej zrealizowanym filmem, przynajmniej pod względem technicznym (zdjęcia, muza, efekty i inne) JEST "Rogue", i to zdecydowanie i bezdyskusyjnie, czy sie to komus podoba czy tez nie.


Nie bede sie klocil. Spokojnie mozemy uznac, ze jest to roznica jak miedzy gra Pogoni Zduńska Wola, a MKP Zgierz. Kazda druzyna ma swoich fanow, ktorzy beda przekonywali, ze ich ulubiency graja lepiej. Co nie zmieni faktu, ze to co najwyzej okregowka ;) Niemniej o ile dobrze przypominam, zaden z filmow nie ma jakiejs oryginalnej warstwy wizualnej. "EL" ma taka przewage, ze warstaw wizualna jest spojna. "R" najpierw troche przecietnych kadrow, a la national geograpic a pozniej kiszka zwykla! Zupelnie bez zamyslu to zrobione. Troche na zasadzie "Hell of the living dead" troche z filmu przyrodniczego, troche od Fulciego! "Rogue" wybija sie nad przecietny film o krokodylu, tak jak "EL" ponad przecietny survival ;) Z tym, ze poza zapalencami watpie by ktorys z tych filmow zostal zapamietany. Z survivali to moze na zapamietanie ma szanse ruski "Powrót" (tu to mozna mowic o porzadnej fotografii), a z takich bardziej standardowych to "Redukcja", ewntualnie "Girl next door".

Cytat:
grzEGOrz napisał/a:
czyli jest coś nie tak z filmem, skoro trzeba ograniczać zasięg jego wielkości do ściśle określonej kategorii.



W swojej klasie, czyli w klasie kina akcji. Trudno żeby 'Rambo' stawał w konkury z dramatami, komediami, czy horrorami. To kino akcji z krwi i kosci i w tej klasie jest to arcydzieło totalne.


Dokladnie, tak jak "Tam gdzie rosna poziomki" tez nie jest arcydzielem kina akcji ;) Co zrobic?

Flaco - Pią 30 Sty, 2009

Sylvester Stallone nadal chce zrobić "Rambo 5" :twisted:
ślepy51 - Pią 30 Sty, 2009

bub napisał/a:
"R" najpierw troche przecietnych kadrow, a la national geograpic a pozniej kiszka zwykla! Zupelnie bez zamyslu to zrobione. Troche na zasadzie "Hell of the living dead" troche z filmu przyrodniczego, troche od Fulciego!

No jeśli wg Ciebie zdjęcia w "Rogue" jak i jego cała strona wizualna i warstwa techniczna sa przeciętne, to rzeczywiście nie ma o czym dyskutować :rotfl: Co do zamysłu i pomyslu na film (co zreszta w gotowym obrazie wyszło doskonale), to obejrzyj sobie making of, w którym śp. Will Gibson wszystko ładnie tłumaczy, naprawde ciekawy i pouczający dokument.

Flaco napisał/a:
Sylvester Stallone nadal chce zrobić "Rambo 5"

I bardzo kurna dobrze!

bub - Pią 30 Sty, 2009

ślepy51 napisał/a:
bub napisał/a:
"R" najpierw troche przecietnych kadrow, a la national geograpic a pozniej kiszka zwykla! Zupelnie bez zamyslu to zrobione. Troche na zasadzie "Hell of the living dead" troche z filmu przyrodniczego, troche od Fulciego!

No jeśli wg Ciebie zdjęcia w "Rogue" jak i jego cała strona wizualna i warstwa techniczna sa przeciętne, to rzeczywiście nie ma o czym dyskutować :rotfl: Co do zamysłu i pomyslu na film (co zreszta w gotowym obrazie wyszło doskonale), to obejrzyj sobie making of, w którym śp. Will Gibson wszystko ładnie tłumaczy, naprawde ciekawy i pouczający dokument.

Flaco napisał/a:
Sylvester Stallone nadal chce zrobić "Rambo 5"

I bardzo kurna dobrze!


Nie no w takim razie zmieniam zdanie jednak wybitne sa zdjecia ;)
Chcialem nawet wrzucic kilka screenshotow z "Rogue" by ponasmiewac sie z wyrafinowanej plastyki kadrow w tym filmie i wlaczylem go specjalnie. Mialo to byc zlosliwe, ale wlaczylem przewinalem w kilka losowych miejsc i... jest gorzej niz zapamietalem ;( Nie kopie sie lezacego! Wiekszosc filmow Argento mniej mi sie podobalo od "Rogue"' ale nigdy nie powiedzialem ze sa one zle plastycznie. Jezeli "Rogue" ma ponadprzecietne zdjecia to wymien inne filmy, ktore uwazasz za najlepiej sfotografowane? No chyba, ze masz na mysli tylko filmy o morderczych krokodylach. Wtedy ok. Rogue jest pewnie w pierwszej 20stce ;)

ślepy51 - Pią 30 Sty, 2009

Pewnie tak.
Critters - Nie 01 Lut, 2009

Rzadko się tutaj wpisuję bo i dobrych filmów na ogół nie oglądam :mrgreen:

Tak, czy siak ostatnio puściłem sobie 'Father's Revenge' czyli Niemiecko - Amerykanską produkcję o zrozpaczonym ojcu, który wraz z żoną przyjeżdza do Frankfurtu by być bliżej córki, stewardessy, która wraz z resztą personelu samolotu została porwana przez terrorystyczną organizację, która chce uwolnienia z więzień dwóch jej członków skazanych za morderstwo i odsiadujących wyroki w USA i Niemczech. Jeżeli żądania nie zostaną spełnione w ciągu najbliższych 72 godzin to naturalnie zakładnicy zginą. Nie jestem zbytnim fanem dramatów sensacyjnych, zazwyczaj straszliwie mnie nużą a jednak pomimo godziny 4 nad ranem obejrzałem z zapartym tchem od początku do końca nawet nie ziewając. Brian Dennehy jak zwykle doskonały. Mimo, że film telewizyjny i zbytniej dawki przemocy tu nie ujrzymy to naprawdę warto obejrzeć. Kapitalne kino!

grzEGOrz - Wto 03 Lut, 2009

wracając do tematu, jeszcze przed wyjazdem kilka rzeczy chcę uporządkować.

Cytat:
No litości a co mnie to obchodzi, że trafne marketingowo ?


ale przypomnij sobie o czym ja pisałem - że EL w porównaniu z Rambo ma przynajmniej świeży i aktualny feeling. więc teraz nie czepiaj się, kiedy rozwijam ową myśl. ten argument jest gdzieś kompletnie w tle tej całej dyskusji.
żeby zakończyć - powtarzam - Rambo mimo umiejscowienia akcji w Birmie, jest odgrzewanym kotletem, z kompletnie niewiarygodnymi postaciami wszystkich postaci dramatu, kartonowi bohaterowie, bez żadnego podobieństwa do rzeczywistości. w EL ta aktualność wprost kopie w ryj. nowy Rambo mógłby równie dobrze nazywać się Rambo II część 2. EL trudno przenieść do lat 80.

Cytat:
No wprost nieprawdopodobne! Dlatego, że Pan reżyser nie zrobił jak to nazywasz tromopodobnego syfu ani filmiku klasy Asylum, to należą mu się brawa pod niebiosa, pokłony i ocena 6/6!


Brak wynikania i niezrozumienie argumentu.

Cytat:
bo mnie np ten film niczym nie przejmuje a bandy gnoi sie zwyczajnie kompletnie nie boję i bardziej mnie to bawi niż złości.


fajnie, że jesteś takim kozakiem w internecie. jakbyś się bardziej napiał, to podejrzewam, że byś rozwiązał problem chavsów na Wyspach.

Cytat:
W takiej sytuacji twoja recenzja jest kompletnie nieobiektywna bo wystawianie oceny najwyższej z możliwych filmowi, który teraz jak mówisz aż na taką notę nie zasługuje jest conajmniej bezpodstawne.


właśnie odkryłeś podstawową zasadę działalności recenzenckiej - moje czy Twoje wypociny, czy wypociny kogokolwiek nie są i nie będa obiektywne.

Cytat:
Skoro nie jest to dlaczego widnieje najwyższa ocena? Dlatego, że Ciebie na FF wgniótł w fotel? Tylko, że później piszesz, że dostrzegasz jego wady i wcale nie uznajesz za film kompletny.


za subiektywne odczucia oczywiście. za wbijanie w fotel. za zaciskanie dłoni na poręczach kinowego fotela pomimo schematyzmu niektórych rozwiązań.

Cytat:
To samo to ja mogę napsiac o 'Rogue' szczególnie, że pod względem technicznym przewyższa filmik Watkinsa o kilka klas. To tak odnośnie twojej negatywnej wypowiedzi odnośnie filmu McLeana.


poniżej bub fajnie napisał (jezu, raz się z nim zgodzę ;) ), że to nadal okręgówka. ale świetnych postaci i wzruszeń w Rogue nie uświadczysz, bo bohatyry wycięte z kartonu niczem w Rambie.

Cytat:
Chyba sobie jaja robisz.


iii tam. wiem, że nie o dowódcę pedofila chodzi. ale ponieważ badgajowie w tym filmie są nośnikiem rozmaitych atrybutów, które holiłud przypisuje postaciom kiedy chce zrobić z nich badgajów właśnie, jakoś nie jestem porażony i wstrząśnięty realizmem Ramba. dość realistyczne (jak mniemam, bo eksperckiej wiedzy mi oczywiście braknie) pokazanie jak wygląda człowiek po wdepnięciu na minę, to trochę za mało żeby nazwać film poruszającym. szczególnie, że ilość manekinów rzucanych na miny nie przechodzi w jakość. ja podziwiam tylko rozpierduchę w kadrze, nie realizm.

Cytat:
Oczywiście, że aktorsko jest ok. Zamiast wypisywać w swoim stylu króciutkie negowanie wszystkiego i wyśmiewanie napisz może co wg ciebie jest nie ok w aktorstwie obecnych w filmie postaci?


ja wiem, że mając do dyspozycji taki materiał trudno wycisnąć coś z tych kartoników, które udają postaci. ale umówmy się - klocowaty Stallone to nie jest aktorstwo przez wielkie "A".

Cytat:
Generalnie ciężko jest znaleźć film, o którym ktoś napisze, że rewelacja żeby nie pojawił się EGO i nie 'sprostował' opinii w kierunku jedynej właściwej
Gorzej jak ktoś podważy film, który się grzeEGOrzowi podobał, wtedy trzeba stron argumentacji, że takowy film jest rzeczywiście czyimś zdaniem słaby co i tak nie przyniesie żadnego rezultatu bo wymieniony chyba jeszcze nigdy nie przyznał się do błędu. Chyba faktycznie nieco za wysokie to ego


to jest przepraszam jakiś argument, czy tak tylko sobie popłakujesz? ale wyjaśnie znowu uprzejmie - "nie jesteśmy tu panowie po to by lizać się po fiutach" - sensem i istotą tego i każdego innego forum jest (przynajmniej jeśli chodzi o idee) _dyskusja_, a nie poklepywanie się po plecach.

Cytat:
Kluczowe wyrazy to 'twoim i zdaniem' bo np wg mnie żadną klasyką Survivalu EL nie będzie, ale to już rozsądzi zapewne nastepne pokolenie.


no patrz, a mi się wydawało, że napisałem "moim zdaniem", bo chodziło mi o to, że _mi_się_tak_wydaje_ ;-)

Cytat:
W swojej klasie, czyli w klasie kina akcji. Trudno żeby 'Rambo' stawał w konkury z dramatami, komediami, czy horrorami. To kino akcji z krwi i kosci i w tej klasie jest to arcydzieło totalne.


no właśnie nie. bo lepszym filmem jest "First Blood". nie może być arcydziełem totalnym - bo jest kiepsko zagrany, scenariusz to kalka Ramba II, nie rozwija gatunku, nie wnosi nic nowego poza wiadrami gore. jest rozpiździawą totalną to zgoda, ale, przebóg!, nie arcydziełem.

Cytat:
Generalnie 'John Rambo' to film, o którym mi sie wybitnie nie chce dyskutować bo wszystkie jego rzekome minusy ja przyjmuję jako plusy i kocham całym sercem.


ależ proszę bardzo. każdemu jego porno. chodzi o odrobinę dystansu i krytycyzmu ;-)

**********************************************************************************************
bub napisał/a:
Bo o ile dobrze pamietam nikt nie twierdzi, ze jest jakies dzielo wybitne


a kto twierdzi, że EL to dzieło wybitne? dla przypomnienia - ja uważam, że w wyniku splotu różnych czynników i okoliczności (co nie równa się nazywaniu EL arcydziełem), film generuje takie ilości adrenaliny i emocji na metr taśmy filmowej, że "Rovdyr" (z tej samej półki gatunkowej) nie ma startu.

Cytat:
Jest bardziej niz ok. Chcialbym w wieku 60 lat takie sceny odgrywac jak Sly!


mówisz, że to trzeba Metodzie się zaprzedać na długie miesiące, żeby z wrażliwością i pasją pieńka do rąbania drew powtarzać "go home"? ;-)

Cytat:
Dokladnie, tak jak "Tam gdzie rosna poziomki" tez nie jest arcydzielem kina akcji


nie żebym miał dobrą pamięć, ale chyba właśnie po raz pierwszy w jakiejkolwiek dyskusji, którą śledziłem, przywołałeś Bergmana :wacky:

marekk - Wto 03 Lut, 2009

Proponuje wprowadzić ban na dyskusję nt. filmów Rambo, Eden Lake i Rogue :lol2:
Critters - Wto 03 Lut, 2009

grzEGOrz napisał/a:
Rambo mimo umiejscowienia akcji w Birmie, jest odgrzewanym kotletem, z kompletnie niewiarygodnymi postaciami wszystkich postaci dramatu, kartonowi bohaterowie, bez żadnego podobieństwa do rzeczywistości.


Przepraszam ja Ciebie bardzo, ale niby dlaczego twoim zdaniem bohaterowie są kartonowi, bez wyrazu? Bo ja np uważam, że są tacy jacy być powinni. Przypominam, że to film akcji pełnym ryjem a główny bohater generalnie rzecz biorąc do inteligentów nie należy. Sam nazywasz go klocem, ale on własnie takim klocem jest, takim klocem miał być. To ma być coś złego? Czy mam rozumieć twoim zdaniem żołnierze amerykańscy to sami inteligenci? Sly jest aktorem z najwyższej półki co niejednokrotnie udowodnił, natomiast tu ma taką postać jaką miał mieć - właśnie kloca, zmęczonego życiem. Dlatego jest kartonowy? A co z resztą? Najemnicy to najemnicy, moim zdaniem bardzo dobrze i realistycznie zagrani. Przecież widać wyraźnie, że to nie jest banda herosów - wesoły oddział komandosów, który idąc przez dzungle pali trawkę, wali z kałacha i ma wszystko w dupie. Sly bardzo dobrze pokazał, że wszyscy generalnie mają pietra, niektórzy jak postać McTavisha są już równie jak Sly zmęczeni życiem i większość z nich w najmniejszym stopniu nie cieszy się, że tam jest a widząc co się dzieje sporo z nich ma ochotę zwiewać. Wybacz, ale ja zjadłem zęby na tego typu akcyjniakach, czy to z najemnikami, czy z komandosami i nigdzie postaci nie wypadły tak interesująco (a przecież to nie są główni bohaterowie, większość z nich schodzi na dalszy plan) i realistycznie. Okazują normalne ludzkie uczucia a kiedy trzeba to ich brak. Nie widzę tu nic zle zagranego, czy nierzeczywistego, no chyba, że zdarzyło ci się być na paru misjach i mnie oświecisz jak to tam jest w zawodzie najemnika ;-)
W kazdym razie właśnie dlatego podobały mi się te postaci bo były inne, bardziej ludzkie od wesołych żołnierzyków biegających po dżungli w setkach filmów akcji.
Postaci cywilne również przedstawiają się jak na kino akcji dobrze. Ja nie wiem, może zarzucisz jakimś porównaniem do innego twoim zdaniem dobrego aktorstwa w filmie akcji bo ciężko żeby postacie z filmu akcji porównywać do kreacji z kina bardziej ambitnego.

grzEGOrz napisał/a:
2. EL trudno przenieść do lat 80.


Trudno? To, że nie było zjawiska Hoodies, czy jak ono się tam zwie nie oznacza, że nie było agresywnej młodzieży. Od ilu lat większość państw boryka się z problemem gangów młodzieżowych, które werbują do swych szeregów również dzieci, także uzbrojone i agresywne, tyle, że nie nadawano temu specyficznej nazwy. Naprawdę Watkins Ameryki nie odkrył, problem agresywnych dzieciaków istniał, istnieje i będzie istniał. Dla Ciebie ten film może być mega wciskajacy w fotel bo na wyspach mieszkasz (W Irlandii też są hoodies? ;) ), ale w innych krajach to poprostu agresywne gnojki z nożami, tudzież innymi ostrymi narzędziami. W Polsce mamy taki sam problem i jakoś nikt się tym nie podnieca jak na Wyspach.

grzEGOrz napisał/a:
fajnie, że jesteś takim kozakiem w internecie


Jakim kozakiem? To może zadaj sobie pytanie jakim Ty jesteś tchórzem skoro tak Ciebie przeraża perspektywa spotkania kilku gówniarzy(a potym jak cie rzekomo EL wcisnął w fotel, mniemam, że tak jest). sam dorastałem w okolicy gdzie napady z użyciem noża i innych ostrych narzędzi były codziennością, więc jakoś specjalnie mnie nie rusza taka tematyka i jej aktualny feeling.

grzEGOrz napisał/a:
jakbyś się bardziej napiał, to podejrzewam, że byś rozwiązał problem chavsów na Wyspach.


Ja to raczej nie bo wyrosłem już z brudzenia sobie rąk osobiście :mrgreen: , ale Slepy jakby miał wolne 5 minut to podejrzewam, że z gówniarstwo szybko by wyemigrowało ze strachu! :mrgreen:

grzEGOrz napisał/a:
klocowaty Stallone to nie jest aktorstwo przez wielkie "A".


Zagrał tak jak powinien zagrać. Trudno żeby dość tępa maszyna do zabijania przemieniła się na starość w chodzącą inteligencję. Rambo jest zmęczony życiem i wojną, ale to przecież nadal ten sam facet. Aktorsko nie dało się tej roli lepiej zagrać.

grzEGOrz napisał/a:
sensem i istotą tego i każdego innego forum jest (przynajmniej jeśli chodzi o idee) _dyskusja_, a nie poklepywanie się po plecach.


Nikt nie mówi o poklepywaniu się po plecach. Mam jedynie na uwadze, że zazwyczaj twoja opinia drastycznie różni się od opinii innych, stało się to moim zdaniem już jakąś regułą, że lubisz przyczepić się do wszystkiego. :wacky:

grzEGOrz napisał/a:
scenariusz to kalka Ramba II, nie rozwija gatunku, nie wnosi nic nowego poza wiadrami gore. jest rozpiździawą totalną to zgoda, ale, przebóg!, nie arcydziełem.


Ja rozumiem, że dżunglowe akcyjniaki są czesto bardzo do siebie podobne, ale z tą kalką to proszę cię nie bluźnij bo chyba nie masz pojecia o czym piszesz. Najwyraźniej dawno drugiej części Rambo nie widziałeś.
'John Rambo' jest arcydziełem totalnym kina akcji, taka jest moja opinia i nie masz najmniejszej szansy jej zmienić bo rzadko, który film jaki widziałem już ponad 10 razy tak mi się podoba. Co więcej podobną opinie na ten temat ma również większa część twojej redakcji (Lobo nawet nie chce na taką dyskusje patrzeć bo musiałby ci wlepić bana za herezje pod adresem dżona! :mrgreen: ). No, ale tak to niestety jest jak się lubi kino ambitne a na klasyczną old skulową rozwałkę patrzy z pogardą i odgórnym uprzedzeniem. Już wspomniałem, że gadanie w stylu 'lubie ambitne kino, które daje cżłowiekowi do myslenia po seansie, ale na bezmózgą jatkę też mogę sobie popatrzeć' to czcze gadanie. Albo się kocha takie rzeczy albo nie. Ty ich zdecydowanie nie kochasz i to widać.

grzEGOrz napisał/a:
każdemu jego porno. chodzi o odrobinę dystansu i krytycyzmu


Ależ jakiego dystansu i krytycyzmu. Wobec tej pozycji jestem absolutnie bezkrytyczny bo jestem fanem serii i zwyczajnie nie widzę w tym filmie nic zle nakreconego. To niczyja wina, że nie miał to być obraz ambitny. Dla mnie arcydzieło, dla Ciebie przeciętniak. Twoja opinia tak samo dobra jak i moja, nie jest tak?

Wybacz, że nieco chaotycznie, ale spieszę się, poniekąd zaskoczyłeś mnie tą spóźnioną ripostą.

Kinson - Wto 03 Lut, 2009

Ja ostatnio obejrzałem:

Bardzo dobre filmy:

Changeling (2008)
Gran Torino (2008)
Million Dollar Baby (2004)
Rashômon (1950)

Dobre filmy:

The Wrestler (2008)
In Bruges (2008)
Interview with the Vampire: The Vampire Chronicles (1994)
Into the Wild (2007)
Letters from Iwo Jima (2006)

Średnie filmy:

Tropic Thunder (2008)
Never Back Down (2008)
Quantum of Solace (2008)

Słabego Oldboya (2003)

No i bardzo, bardzo zły film Transporter 3.

Dziękuję za uwagę możecie wracać do dyskusji o Chavsach i Birmańczykach.

ślepy51 - Sro 04 Lut, 2009

Kinson napisał/a:
Słabego Oldboya (2003)

W końcu jakaś mądra opinia :-)

grzEGOrz - Sro 04 Lut, 2009

marekk napisał/a:
Proponuje wprowadzić ban na dyskusję nt. filmów Rambo, Eden Lake i Rogue


czy jest na sali moderator? uprzejmie proszę zbanować tą hołotę co się wykłóca!!! :wacky:

@ Critt: najwcześniej odpowiem za jakiś tydzień, bo znikam z neta, a tera nie mam czasu na elaboraty ;-)

bub - Sro 04 Lut, 2009

Cytat:
bub napisał/a:
Bo o ile dobrze pamietam nikt nie twierdzi, ze jest jakies dzielo wybitne



a kto twierdzi, że EL to dzieło wybitne? dla przypomnienia - ja uważam, że w wyniku splotu różnych czynników i okoliczności (co nie równa się nazywaniu EL arcydziełem), film generuje takie ilości adrenaliny i emocji na metr taśmy filmowej, że "Rovdyr" (z tej samej półki gatunkowej) nie ma startu.


to fakt.

Cytat:
Cytat:
Jest bardziej niz ok. Chcialbym w wieku 60 lat takie sceny odgrywac jak Sly!

mówisz, że to trzeba Metodzie się zaprzedać na długie miesiące, żeby z wrażliwością i pasją pieńka do rąbania drew powtarzać "go home"?


co jest dobrym aktorstwem? to jak ktos dobrze strzela, biega, skacze itp. jak na 60 latka Stallone robi to rewelacyjnie

Cytat:
Już wspomniałem, że gadanie w stylu 'lubie ambitne kino, które daje cżłowiekowi do myslenia po seansie, ale na bezmózgą jatkę też mogę sobie popatrzeć' to czcze gadanie. Albo się kocha takie rzeczy albo nie. Ty ich zdecydowanie nie kochasz i to widać.


dlatego zachwala arcyambitne EL ;) gdzie nie mozna w zadnym razie mowic o bezmogiej jatce ;) Za to ty jako milosnik bezmyslnej jatki nie mozesz wrecz zniesc EL, bo ambicja tworcow jest tu co najmniej tak ogromna jak w przypadku Antonioniego :)

Cytat:
Bardzo dobre filmy:

Changeling (2008)
Gran Torino (2008)
Million Dollar Baby (2004)
Rashômon (1950)

Dobre filmy:

The Wrestler (2008)
In Bruges (2008)
Interview with the Vampire: The Vampire Chronicles (1994)
Into the Wild (2007)
Letters from Iwo Jima (2006)

Średnie filmy:

Tropic Thunder (2008)
Never Back Down (2008)
Quantum of Solace (2008)

Słabego Oldboya (2003)

No i bardzo, bardzo zły film Transporter 3.



tak

Snejk - Sro 04 Lut, 2009

jak ktos watpi w kunszt aktorski Sly'a to niech obejrzy Copland po czym zamilknie na wieki!

Never Back Down (2008) w "srednich"? ehh te ninje. Wystarczy, ze gimbery troche pomachaja nogami i rekami i od razu sredni film :) 2 na 10 dla mnie

objerzalem se sobie se dzis rano Ramba 4 bo ostatnio ogladalem podczas kinowej premiery. Wyborny film. 666/10

Kinson - Sro 04 Lut, 2009

Snejk napisał/a:
Never Back Down (2008) w "srednich"? ehh te ninje. Wystarczy, ze gimbery troche pomachaja nogami i rekami i od razu sredni film :) 2 na 10 dla mnie


Nie czujesz feelingu tego filmu. :)

Snejk - Sro 04 Lut, 2009

no bo nie jestem ninjom :)
bub - Czw 05 Lut, 2009

tajemnica dlaczego grzegorz nie lubi Rambo 4 "go home" rozwiazana http://wiadomosci.onet.pl...y,kioskart.html
MauZ - Czw 05 Lut, 2009

ciekawe ile razy jakiś Irlandczyk powiedział mu "go home", że sie tak zraził ;)
Cabal - Czw 05 Lut, 2009

http://wiadomosci.onet.pl...GZvcnVtMDAxLmpz

W Londynie juz brakuje miejsca dla rodowitych Anglikow, to emigruja do Polski :mrgreen:

Snejk - Pon 09 Lut, 2009

Chaser - ale fajny koreanski kryminal. Calkowicie nieprzewidywalny, nietypowy jak cholera. No podobnej intrygi nie widzialem :) 8
ślepy51 - Pon 09 Lut, 2009

Tak, bardzo dobry azjatycki film, sporo lepszy niż przepajacowany aktorsko "Memories of Murder" Honga Bonga Ping Ponga :-)
grzEGOrz - Wto 10 Lut, 2009

jak w Korei złapią cię policaje, albo nie daj boże, będą chcieli pomóc, to umarł w butach...
ślepy51 - Wto 10 Lut, 2009

Bo? :-)
grzEGOrz - Wto 10 Lut, 2009

bo takie wnioski można wyciągnąć z projekcji The Chaser i Memories Of Murder :roll:
ślepy51 - Wto 10 Lut, 2009

Wątpie. Ja z "Memories of Murder" dowiedziałem się, że policjanci w Korei kopią bez ostrzeżenia z karata z dwóch nóg naraz a z "The Chaser", że scena z młotkiem może być 10/10 a nie 1/10 jak w "Oldboju" :-)
Kinson - Sro 11 Lut, 2009

Bank Job 2008 - 6/10
Ot taka sobie historia, bez Stathama byłaby lepsza. On chyba w kontrakcie żąda zawsze jednej niedorzecznej sceny akcji no i jedna taka jest w tym filmie.

Mystic River - 7/10
Ciekawa historia. Bekon, Morfeusz i Robin grają dobrze, ale trochę wykłada ten film Pen i monolog jego żony o "królu miasta" w zbyt odrealnionym zakończeniu.

Cabal - Sro 11 Lut, 2009

Dragonslayer – udana produkcja, choc ze względu na rok produkcji (27 lat) trącająca już w naszych eragonowsko-narnijskich czasach myszką. Mimo tego, ogląda się dobrze, nie nudzi – może brakuje tutaj tylko odrobiny humoru oraz więcej powściągliwości w kreacji postaci granej przez Petera MacNicholla (od pierwszych minut kozak z niego, że ho!). I nad wyraz udane ukazanie smoka – ponownie, biorąc poprawkę na rok produkcji (dwa lata późniejszy Krull już bardziej raził „blue-boxem” i nakładkami). Polecam fanom wszelkich fantazji :) .
shpongled - Sro 11 Lut, 2009

Powiem Wam ze dawno nic mi tak nie porobiło jak The Chaser ,mogę nawet zaryzykować stwierdzenie że to najlepszy film z 2008 roku jaki widziałem.
dux - Sro 11 Lut, 2009

Potwierdzam, dla mnie również zdecydowany numer uno w 2008 ;-)
Kamikadze - Czw 12 Lut, 2009

A ja obejrzałam rzecz, którą Francuzi nakręcili w 2004 r., a która chyba u nas jest mało znana - Les Revenants. Rzecz dotyczy zmarłych najpóźniej 10 lat temu, którzy wstali z grobów i wrócili do świata żywych. Nie jest to horror o zombies, a raczej film symboliczny, dlatego też zmarli nie mają ziemi we włosach i nie wygrzebują się z mogił z ciałami w stanie rozkładu. Przeciwnie, wyglądają tak, jakby właśnie wrócili z letniej przechadzki. Są wśród nich starcy i dzieci, ludzie zmarli z przyczyn naturalnych i ofiary nagłej śmierci. Mówią, jedzą, poznają bliskich, ale wydają się być myślami daleko stąd, jakby odtwarzali codzienne czynności, pozbawieni polotu. Nie bardzo wiadomo, jak ich traktować. Film niezwykły, z pięknymi zdjęciami, ujęcie Corbusierowskich wieżowców z balonami jest niesamowite, do tego dochodzi oryginalna ścieżka dźwiękowa. W iemdebie wyjątkowo słabo oceniany, ale widzowie chyba oczekiwali zombie-gore-festu, a nie filozoficznego, symbolicznego dzieła. Dla mnie rewelacja. Rzadko kiedy się zdarza, żebym była wlepiona w ekran, skrajnie skupiona, a po ostatnim ujęciu siedziała z zamkniętą gębą przez minutę.
grzEGOrz - Pią 13 Lut, 2009

Gomorra - mocne kino. żadna tam gangsterka po linii Ojca Chrzestnego czy innego Człowieka z blizną. brutalne, realistyczne i przejmujące ukazanie ponurej rzeczywistości Neapolu w sidłach Kamorry. jak ktoś stwierdził - Miasto Boga przy Gomorze wygląda jak film dla harcerzy. i muszę się zgodzić jak najbardziej. w "MB" mimo wszystko był jakiś romantyzm tego wszystkiego - dwie walczące ze sobą grupy, solidarność i barwne postacie przynależne bardziej do jakichś ziomalskich filmów, niż do kopiącego w twarz reportażu z miejskiego pola walki. tutaj nie ma żadnych fajnych ziomków (może z wyjątkiem Toto) - prymitywy, chamy i buraki, głupie buce i konformiści. cwaniaczki o złotych zębach i mentalni wąsacze. brudne i nieprzyjemne spotkanie z mafią.

"How To Loose Friends And Alienate People" - spore rozczarowanie. dla jednych Simon Pegg (zabawny całkiem) dla innych Megan Fox (na szczęście wygląda mniej tandetnie niż w Transformers) i Kristen Dunst (sympatyczna i miła w dotyku się zdaje), ale scenariusz? co to ma w ogóle być? jakieś smętne bzdury o wierności sobie bez odrobiny oryginalności i polotu. owszem, można się uśmiechnąć kilka razy, ale naprawdę szkoda, że nic więcej...

Kinson - Pią 13 Lut, 2009

Pierwowzór Departed czyli Infernal affairs. Jak na film z Hąk Kągu nieźle zagrany intryga ma sens i ładnie nam leci od początku do końca. Nie kopią się z wyskoku, strzelają się też mało, ale napięcie jest i parę pamiętnych scen no i widać ile zerżnął pan Marcin Skorcese, czyli prawie wszystko :/ Dałem departed 6/10 to temu dam 7/10
Cabal - Pią 13 Lut, 2009

grzEGOrz napisał/a:
"How To Loose Friends And Alienate People" - spore rozczarowanie


Dokladnie. Zbieranina gagow i srednio smiesznych sytuacji, ale calosc bardzo mialka. Jakby Pegg zatrzymal sie na poziomie Hot Fuzz i teraz tylko "dolowal".

Snejk - Pią 13 Lut, 2009

mnie tez sie ten film srednio podobal :)
bub - Sob 14 Lut, 2009

grzEGOrz napisał/a:
Gomorra - mocne kino. żadna tam gangsterka po linii Ojca Chrzestnego czy innego Człowieka z blizną. brutalne, realistyczne i przejmujące ukazanie ponurej rzeczywistości Neapolu w sidłach Kamorry. jak ktoś stwierdził - Miasto Boga przy Gomorze wygląda jak film dla harcerzy. i muszę się zgodzić jak najbardziej. w "MB" mimo wszystko był jakiś romantyzm tego wszystkiego - dwie walczące ze sobą grupy, solidarność i barwne postacie przynależne bardziej do jakichś ziomalskich filmów, niż do kopiącego w twarz reportażu z miejskiego pola walki. tutaj nie ma żadnych fajnych ziomków (może z wyjątkiem Toto) - prymitywy, chamy i buraki, głupie buce i konformiści. cwaniaczki o złotych zębach i mentalni wąsacze. brudne i nieprzyjemne spotkanie z mafią.


Czyli w sumie o co cho? Przeciez miasto boga to zaden realizm tylko chcialbym nakrecic "Chlopcow z ferajny", ale nie potrafie ;)

Snejk - Nie 15 Lut, 2009

Slumdog Milionaire. Fajny, pozytywny film. Dobry pomysl z tymi Milionerami beskitu. Calosc mimo, ze schematyczna i przewidywalna oglada sie sympatycznie. siedem na dziesiec
Kinson - Nie 15 Lut, 2009

Unforgiven Clinta - Na jakiś czas na tym kończę oglądanie filmów Eastwooda, ale przynajmniej trafiłem na jeden z lepszych na ostatek. Drobiazgowa dekontrukcja westernu, bezpośredni kontrast między mitami Dzikiego Zachodu a rzeczywistością zaznaczony mocno przy pomocy pana pisarza i tylko boli mocno Hollywodzkie zakończenie. Niby film "przeciwko przemocy" a Munny na koniec bawi się w Paniszera.
Snejk - Nie 15 Lut, 2009

wspaniały film kurde :)
Snejk - Sro 18 Lut, 2009

Pieskie Popoludnie - Super film, bardzo lubie. Doskonala rola Paczina, humor, nieprzewidywalność i dobre w pyte dialogi. 9 na 10
grzEGOrz - Sro 18 Lut, 2009

"Zack And Miri Make A Porno" - hmm... im dalej tym lepiej, ale ogólnie to jakoś bez szału. mocno bez szału. owszem można się pośmiać, ale początek jest mocno infantylny bez polotu, Smith gdzieś chyba zatracił ten anarchiczny humor na rzecz ulegania schematom. później film się rozkręca i choć banalniejszą fabułę (oś, zarys i pewne chwyty formalne) trudno sobie wyobrazić, to ogląda się przyjemnie. mimo to, jakoś tak mi dziwnie. może ja się zestarzałem?

no i niepomiernie wściekał mnie wokal Setha Rogena - on zawsze tak ma?

Snejk - Sro 18 Lut, 2009

no jak dla mnie im dalej tym gorzej. W pierwszej polowie mamy cycki, porno tytuly, bal etc, a pozniej juz typowa komedie romantyczna. Ale film ok. :)
Cabal - Czw 19 Lut, 2009

Science Of Sleep – kolejna historia z nurtu „chłopak spotyka dziewczynę”, w wydaniu dla ekscentrycznych intelektualistów. Ciekawe, oryginalne sceny z użyciem plastycznych animacji (odróżniające film Gondry’ego od przykładowych produkcji z Johnem Cusackiem). Realistyczne kreacje aktorskie. Nienajgorszy koncept, jednak znacznie lepiej zrealizowany w „Eternal sunshine…”. Reżyserowi i scenarzyście jakby zabrakło umiejętności dramatycznej konstrukcji fabuły, przez co w zasadzie trudno mówic o jakichkolwiek „punktach kulminacyjnych czy zwrotnych”. Do tego jeszcze całośc przydluga, bez rasowego zakończenia. Ale nie mogę SoS odmówic kilku dobrych momentów i wspomnianej oryginalności.

Wings of desire
- pod tytułem rodem z wampirycznego pornosa, kryje się kultowe (?) Niebo nad Berlinem Wima Wendersa. Film upamiętniający atmosferę lat 80tych w RFN – mamy tu eskapistyczne wizyty w nocnych klubach, Mur, post-wojenną traumę, Nicka Cave’a i atmosferę zwątpienia, potęgowaną przez czarno-białe zdjęcia. Pierwsze 25 minut bardzo dobre, jednak później doznałem już rozczarowania. Przydługie sceny pozbawione dialogów, a zaraz obok pseudo-filozoficzne wywody niemal wszystkich postaci (mało przekonywująco brzmiące w ustach nastoletniej prostytutki czy tancerki cyrkowej). Kilka sekwencji sprawia wrażenie zaimprowizowanych – głównie, gdy na ekranie pojawia się Peter Falk, grający po trosze samego siebie. Nie odmawiam oczywiście Niebu… niemałej klasy, dobrych zdjęc, montażu, muzyki i znakomitej koncepcji, jednak całośc jak dla mnie do przeróbki. I to bynajmniej nie romansów w stylu City of Angels.

Kinson - Czw 19 Lut, 2009

Forrest Gump - dopiero wczoraj obejrzałem. 9/10 Wiele osób mówi, że przereklamowany, ale ja nie wiem o co im chodzi.
Critters - Pią 20 Lut, 2009

Bo nie ma cycków i gor
Kinson - Pią 20 Lut, 2009

Jak to nie ma gor ? Danowi nóżki urywa. I cycki też są ale widziane tylko z boku.
grzEGOrz - Pon 23 Lut, 2009

"Nick And Norah's Infinite Playlist" - to dziwne kino dosyć jest, ale jak się przeżyje drewniane aktorstwo, które początkowo kompletnie odrzuca, to dalej jest już ciekawie. niby historyjka romansu dwójki młodziaków, ale dużo rzeczy dzieje się w tle, Nowy Jork pokazany z innej perspektywy. mogłoby być dużo lepiej, ale i tak jest co najmniej o poziom wyżej niż wszystkie romkomy dla nastolatków.
grzEGOrz - Pią 27 Lut, 2009

"Pulp Fiction" - przypomniany po latach, to jest jednak majstersztyk. Tarantino w najwyższej formie! 10/10. (btw, bo na bucerze temat upadł - jacy są prekursorzy nielinearnej struktury fabularnej? Sergio Leone, kino noir. coś jeszcze?)

"Wackness" - film Jonathana Levine'a, reżysera "All The Boys Love Mandy Lane". hmm... no nie wiem, lekko obojętnym mnie to zostawiło przez większą część filmu. ale końcówka w porządku, no i Ben Kingsley w roli psychitary-hipisa-nieudacznika jest miodny.

"Nick And Norah's Infinite Playlist" - spojrzenie na NYC oczami nastolatków, ale zupełnie inne od kretyńskich romkomów dla idiotów. jeśli przeżyć drewniane aktorstwo to ogląda się całkiem przyjemnie. wiadomo - główny wątek jest banalny do bólu, ale rzecz jest w detalach tła. mi się podobało.

Strzyż - Pią 27 Lut, 2009

grzEGOrz napisał/a:

"Pulp Fiction" - przypomniany po latach, to jest jednak majstersztyk. Tarantino w najwyższej formie! 10/10. (btw, bo na bucerze temat upadł - jacy są prekursorzy nielinearnej struktury fabularnej? Sergio Leone, kino noir. coś jeszcze?)


Przede wszystkim http://www.imdb.com/title/tt0049406/

grzEGOrz - Pią 27 Lut, 2009

Cytat:
Przede wszystkim http://www.imdb.com/title/tt0049406/


no tak sobie poczytuję wiki i widzę. hieh, w końcu będzie większa motywacja, żeby obejrzeć, bo się zbieram do The Killing od nie wiem jak dawna :wacky:

Strzyż - Pią 27 Lut, 2009

Jeśli chodzi o "Pulp Fiction" i ten typ narracji nieliniowej, to "The Killing" jest najbliższe. Niby fabuła skakała w przód i tył o dekady nawet już w "Obywatelu Kane", ale taka nieliniowość jak u Tarantino to w "Zabójstwie" bodaj pierwszy raz się pojawiła.
Kinson - Pią 27 Lut, 2009

15:10 do Yumy. Ciekawy western. Ciekawe też, że główna para aktorów blednie na tle postaci drugoplanowych takich jak Byron, czy Charlie Prince.

7/10

P.S. Rozwaliła mnie scena pierwsza, czyli jak zatrzymać dyliżans. Używają takiego masakrycznego planu, a przecież jest inne proste rozwiązanie :roll:

TSR - Nie 01 Mar, 2009

nie mądraluj kison
Cabal - Wto 10 Mar, 2009

Touching The Void – przetłumaczony bezsensownie (żadna nowośc) jako Czekając na Joe. Kto widział film, wie, że nikt w nim na nikogo nie czeka… Wręcz przeciwnie, wszystko zdaje się być jedynie wielkim zrządzeniem losu, igrającego z maluczkimi wobec potęgi natury ludźmi. Sam obraz jest znakomitym pod względem technicznym – dobry montaż, poprawne efekty dodatkowe i przede wszystkim powalające zdjęcia: czy to ośnieżonych szczytów, widzianych z oddali, czy też zbliżeń oblicz i sprzętu wspinaczy. Zawodzi jednak nieco z punktu widzenia widowiskowości i fabuły – jest to bowiem fabularyzowana narracja uczestników zdarzenia. W skrócie: poszatkowana opowieśc, przyozdobiona rekonstrukcją zdarzeń, nieco w stylu znanym z National Geographic Channel. Stąd ciężko mi było w pełni wczuc się w emocje i dotknąc tytułowej pustki. W podkategorii filmów o wspinaczkach wysokogórskich, TTVoid wyprzedza jednak o kilka baz nadmuchane hollywoodzkie superprodukcje – K2 i Vertical Limits. Skupia bardziej na jednostce w porównaniu z sensacyjną fabułą Alive! Jednak pierwszym na szczycie był (i pozostaje, czekając) Krzyk kamienia Wernera Herzoga.
Kamikadze - Wto 10 Mar, 2009

Zaginiony Horyzont, wersja pierwotna, z 1937 r. Film Franka Capry nakręcony na podstawie powieści Jamesa Hiltona, o tyle ciekawy, że wcześniej sporo wycięto i mocno go skrócono, jednak od lat 70. starano się odnaleźć wszystkie zachowane kopie, by odtworzyć jego pełny blask. Niestety, część materiału przepadła chyba na zawsze, zachowały się za to fotosy i cała ścieżka dźwiękowa, toteż w niektórych momentach widzimy tylko fotos i słyszymy, co się dzieje w tle ;-) trzeba przyznać, że włożono dużo pracy w to, by film wyglądał niemal tak, jak w chwili powstania.
A fabularnie? No cóż, dziś dość rozczulająca utopia - bohaterowie, Anglicy i Amerykanka, uchodząc samolotem przed buntem w Chinach, zostają porwani przez skośnookiego pilota i rozbijają się u stóp przełęczy na pozór nie do sforsowania, gdzie znajdują ich mieszkańcy krainy Shangri-La, ukrytej za owąż przełęczą. Kraina ta, mlekiem i miodem płynąca, to istny raj, gdzie nieznana jest przemoc, panują cudowne warunki, ludzie dożywają niebywałego wieku w zdrowiu, a młodość zdaje się trwać wiecznie. Nasi bohaterowie jednak są nieufni wobec tych wspaniałości. Czy słusznie? Ha, lepiej obejrzeć, żeby się przekonać. Dla mnie ten film był nie do końca taki, jakim być powinien - za dużo w nim wątków melodramatycznych, nie wykorzystano potencjału postaci Amerykanki, której śmiertelna faza suchot ustępuje w zbawiennym powietrzu Shangri-La (nawet tego nie zaakcentowano, jedynie się domyślamy), niektóre wątki są niepotrzebne albo zbytnio rozwleczone kosztem rzeczy, które zostały na koniec tylko opowiedziane, szkoda, że nie pokazane. Ale trzeba przyznać, że na realizację nie żałowano pieniędzy, scenografia i zdjęcia w górach robią ogromne wrażenie. Ogólnie - in plus, choć mogło być znacznie, znacznie lepiej.

Aha - fani Thorgala zapewne skojarzą drugą nowelkę z zeszytu Zdradzona czarodziejka i historię Skadii z historią Marii... ciekawe, czy Van Hamme inspirował się powieścią Hiltona, czy widział po prostu film Capry ;-)

Cabal - Czw 12 Mar, 2009

Kamikadze napisał/a:
Dla mnie ten film był nie do końca taki, jakim być powinien


Mialem podobne zdanie po jego seansie. Wiecej napisalem juz w recenzji na "KinieOku", ale do dzis na haslo "Zaginiony Horyzont" staje mi przed oczyma obraz tego wiekowego pseudo-Belga, udajacego tybetanskiego guru :wacky: . Mniej naciaganie wyszlo to jednak w ksiazce Hiltona.

Kamikadze - Pią 13 Mar, 2009

Inna sprawa, że dobrze go ucharakteryzowali, bo naprawdę wiekowy to on wtedy nie był. I to było dla mnie prawdziwym zaskoczeniem!
Buio Omega - Czw 19 Mar, 2009

"La Mala Ordina" aka "Manhunt", 1971, reż. Fernando di Leo.
Aaaale zajebiaszczy kawałek kina!!! Podszyta groteskowym humorem opowieść o pewnym podrzędnym alfonsie nazwiskiem Luca Canali (rewelacyjny Mario Adorf), na którego ni stąd ni zowąd został wydany wyrok śmierci. Wykonać go ma dwóch zabójców na usługach nowojorskiej mafii (Woody Strode i Henry Silva). No i się zaczyna: pogonie, strzelaniny, sceny brutalne i bezkompromisowe. Luca Canali powoli przeistacza się z poczciwego komicznego pimpa w zdesperowanego mściciela. Film oglądałem z zapartym tchem niejednokrotnie będąc zaskakiwanym!!! Do tego znakomita ścieżka muzyczna autorstwa pana Armandno Trovaioli kojarząca się z filmami typu Dirty Harry. Plus malutka Lara Wendel w roli córki Luki Canali oraz Ulli Lommel jako jeden z uczestników tanecznej imprezy.
Wiem, że Lobo zaczął się interesować tą gałęzią włoskiego kina i przede wszystkim jemu ten film gorąco polecam!
5+/6
A ja z niecierpliwością oczekuję zastrzyku świeżej gotówki, by nabyć inny film Di Leo pt. "Milano Calibro 9", który uchodzi za jeszcze lepszy!!!

Buio Omega - Sro 25 Mar, 2009

Właściwie to wstyd przyznać, ale właśnie wczoraj skończyłem oglądać po raz pierwszy trylogię "The Godfather" - dostałwszy ją w prezencie urodzinowym od mojego kolegi. Wręczył mi ją mówiąc "bez tego Twoja kolekcja nie będzie kolekcją" ;) zatem nie miałem wyboru i natychmiast zasiadłem do oglądania. Cóż, cała trylogia bardzo, bardzo mi się podobała - może nie rzuciła mnie totalnie na kolana, ale czułem się niezwykle usatysfakcjonowany śledząc losy rodziny Corleone. Nie będę oryginalny mówiąc, że najciekawsza była dla mnie część 2 - poprowadzona dwutorowo. Jednak co by nie gadać, sceny kulminacyjne, egzekucje i strzelaniny skręcone z mistrzowską precyzją; mnogość postaci, wielowątkowość historii, bezwzględność członków mafijnej rodziny, wzloty i upadki - dramatycznie i z pasją opowiedziane! Właściwie się nie dziwię, że Godfather na stałe zagościł w panteonie ikon współczesnej kultury... Całość oceniam na 5+.
Dziś zabiorę się za płytę z dodatkami, którą jak na razie pobieżnie przejrzałem, ale wydaje się być ciekawym materiałem w sam raz na deser ;)

No i nie byłbym sobą gdybym nie spisał garstki nader charkterystycznych obserwacji: oto jakie postacie rzuciły mi się w oczy (głównie w części 3 i jeden bohater także w poprzednich):

Franco Citti - (Calo, stary przyjaciel z Sycylii) - wystąpił w giallo Watch Me When I Kill, znany i ceniony aktor włoski, który grywał u najlepszych
John Savage (ksiądz Andrew, syn Toma) - główny bohater ostatniego filmu Fulciego "Le Porte Del Silenzio"
Brett Halsey (Douglas Michelson - mąż byłej żony Michaela) - kilka ról u Fulciego: Touch Of Death, Demonia, Devil's Honey)

Embalmer - Pon 30 Mar, 2009

“Die Hard 4” (2008. Len Wiesman) – John McClane (Bruce Willis) przyłapuje córkę na czułym rendez vous w samochodzie. Lecz Ameryka staje w obliczu widma totalnej destabilizacji na skutek działania wirtualnych terrorystów. Hackerzy potrafią zadzierać nosa, hahaha. Co robi niezawodny John? Totalny rozpierdol, rzecz jasna. Nawet myśliwiec rakietowy mu nie straszny. Wreszcie zdobywa miłość i uznanie pyskatej córki, a to trudniejsze niźli wybicie batalionu wirtualnych siepaczy.

Przyzwoity, widowiskowy odmóżdżacz z Johnem, który policyjnym radiowozem załatwia na cacy helikopter. Jupikajej, motherfucker!

Maniacc - Pon 30 Mar, 2009

Gran Torino z Clintem !!
tak jak to się mówi na tym forum 10/10 !

Buio Omega - Pon 30 Mar, 2009

Maniacc napisał/a:
Gran Torino z Clintem !!
tak jak to się mówi na tym forum 10/10 !


ja też przedwczoraj oglądałem :) fajne, ale nie 10/10 - raczej 8/10. Bez rewelacji, ale bardzo przyjemnie się oglądało zgorzkniałego Walta Kowalskiego i jego szczerą i wrodzoną miłość do skośnookiej braci z sąsiedztwa :) Typowy dialog:

Śkośnooka laska tuż po scysji przed domem:
- Dziękuję...
Walt Kowalski:
- Won z mego trawnika!

:rotfl:

ślepy51 - Pon 30 Mar, 2009

Embalmer napisał/a:
Jupikajej, motherfucker!

Chyba chciałeś napisać "Jupikajej, mother<wystrzał z pistoletu>!" :lol2: A film to idealny przykład na mordowanie kina PG-13stką. Rzyg...

E tam, Buio, Walt 10/10 jak nic :-) Wczoraj widziałem tez w końcu "Million Dollar Baby" Clinta no i oczywiście nie pozostaje mi nic innego jak wystawić kolejne 10/10, bo film jest mega wspaniały, chwytajacy za serce i bardzo madry. Wielkie kino.

Maniacc - Pon 30 Mar, 2009

to mówicie że filmy z clintem to w większości 10/10 ?
przyznam się, że mało z nim widziałem więc może ktoś rzuci jakimiś trzema lepszymi filmami z nim

ślepy51 - Pon 30 Mar, 2009

Uderz w "Million Dollar Baby" no i jakąś klasyke typu "Dirty Harry" czy "Dobry, zły i brzydki" - sam sporo nie widziałem, ale powoli zaczynam te zaległości na szczęście nadrabiać, bo Clint i jako rezyser jak i aktor to znakomity Clint :-) Z nowszych rzeczy Eastwooda widziałem ostatnio "Changeling" z Angeliną Jolie i filmik tez bardzo dobry, w dodatku oparty na mega walącej po ryju prawdziwej historii z lat 30-tych. Za jego rekomendacje niech posłuży (a jakże!) opinia z FilmWeb:

Zdecydowanie nie polecam tego filmu!
Obrzydliwy, brutalny, ciężki film. Oparty na faktach ale bardzo gorzko przekazany. Może film jako film jest dobry natomiast historia ekstremalnie wkurwiająca. Miałem ochotę 10 razy pozabijać ich wszystkich. I do tego jeszcze ta muzyka która o ile na początku była ok to w środku filmu kompletnie nie pasowała. Tylko dla fanatyków takiego kina.

LeonPL - Pon 30 Mar, 2009

dawno mnie nie bylo, wiec tylko kilka ostatnich co pamietam.
12 and holding-ciezkie dziecinstwo, brutalnosc dzieciakow, przypadkowa smierc. takie kino spod znaku solondza, tylko mniej wredne i nie jego. warto
slumdog-glosno, ladnie, ale ten pan juz krecil lepsze filmy i za nie tylu oskarow nie dostawal.
tokio gore police-pani z "Audition" zabija mutanty, ktorym wyrastaja w miejscu ucietych konczyn smiercionosne akcesoria. smiesznie i bardzo krwawo.
little miss sunshine-kolejny wyglup panow co daja oskary. komedyjka o grubej dziewczynce, ktora rodzina zabiera na konkurs malej miss.momentami zabawnie, ale do szalu daleko, a juz oskar za scenariusz to komedia jak sie patrzy
rogue-krokodyl super, napiecie jest. nie dziwie sie chlopakom z animal attack, ze tak zachwalaja, bo czas milo spedzilem

ślepy51 - Pon 30 Mar, 2009

LeonPL napisał/a:
rogue-krokodyl super, napiecie jest. nie dziwie sie chlopakom z animal attack, ze tak zachwalaja, bo czas milo spedzilem

No, w końcu jakis mądry człowiek się o "Rogue" wypowiedział na forum dm ;-)

Tristan Tzara - Pon 30 Mar, 2009

Maniacc napisał/a:
to mówicie że filmy z clintem to w większości 10/10 ?
przyznam się, że mało z nim widziałem więc może ktoś rzuci jakimiś trzema lepszymi filmami z nim

pewnie! praktycznie kazdy. ale najlepsze to :
Seria o Brudnym Harrym
westerny z Leone; The Good, The Bad and the Ugly, Za kilka dolarow wiecej.
ostatni prawdziwy western, mocny bardzo i wspanialy: UNFORGIVEN !!!

Snejk - Pon 30 Mar, 2009

Mesjasz napisał/a:
Za kilka dolarow wiecej.

nie dałbym mu 10. Jest tylko dobry :)
a Za garsc dolarow wrecz sredni

Tristan Tzara - Pon 30 Mar, 2009

tak, sredni ale nadal swietnie sie oglada. ale z westernowego Clinta "za kilka dolarow wiecej" najlepszy, po Unforgiven i The Good...
ślepy51 - Wto 31 Mar, 2009

"Mystic River" - kolejny mega świetny film Clinta, w którym Sean Penn potwierdza, że jest obecnie jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym, hollywoodzkim aktorem dramatycznym. Znakomite kino - polecam w ciul :-)
Tristan Tzara - Wto 31 Mar, 2009

Miasto Slepcow - calkiem spoko, choc nic nowego.
ślepy51 napisał/a:
"Mystic River"

no dobry tez calkiem. b.dobre sa jeszcze Ucieczka z Alcatraz, Wzgorze Zlamanych Serc a nawet komedie np Kazdy sposob jest dobry. w sumie to praktycznie wszystko z Clintem godne jest polecenia. a jesli chodzi o rezyserie - obcenie nie ma sobie rownych!

Snejk - Wto 31 Mar, 2009

jeszcze fajny jest np Play Misty for Me - jeden z pierwszych w rezyserii Clinta.

i A Perfect World. Zajebistosc: )

bub - Wto 31 Mar, 2009

Mesjasz napisał/a:
tak, sredni ale nadal swietnie sie oglada. ale z westernowego Clinta "za kilka dolarow wiecej" najlepszy, po Unforgiven i The Good...


jednak bym obstawial Josey Walesa jako 3 ;) Inna sprawa ze jednak Leone to przede wszystkim 2X "Dawno temu..."

No a "Mystic River" to akurat jeden ze slabszych filmow Clinta, duzo bardziej podobala mi sie ekranizacja Afflecka.

Tristan Tzara - Wto 31 Mar, 2009

bub napisał/a:
Josey Walesa jako 3

niestety nie widzialem.
bub napisał/a:
2X "Dawno temu..."

a tu sie zgodze, ale to chodzilo o same filmy z Clintem. z tych najlepszy i zaraz na 3 miejscu po tych 2 jest The Good..., pozniej chyba Garsc Dynamitu, dopiero potem Za kilka Dolarow Wiecej.

Kinson - Wto 31 Mar, 2009

Cytat:
No a "Mystic River" to akurat jeden ze slabszych filmow Clinta, duzo bardziej podobala mi sie ekranizacja Afflecka.



To Gdzie jesteś Amando i Rzeka tajemnic na jednej książce jadą :ysz: :?:

No i gdzie jesteś Amando lepsze faktycznie i Pean to tam słaby jest nawet Bekon lepszy, nie mówiąc już o znakomitym Robbinsie.

grzEGOrz - Wto 31 Mar, 2009

Kinson napisał/a:
To Gdzie jesteś Amando i Rzeka tajemnic na jednej książce jadą


eee? raczej na książkach jednego autora.

Kinson - Wto 31 Mar, 2009

Cytat:
eee? raczej na książkach jednego autora.


Ok.

Buio Omega - Wto 31 Mar, 2009

Może to sprawa tylko pośrednio związana z dobrymi filmami, ale wczoraj miałem przyjemność poznać osobiście lektorskie guru, głos, przy którym wszyscy się wychowaliśmy - pana Tomasza Knapika - sympatycznego jegomościa, który czytał teksty pod cypryjskie spoty (dla niewtajemniczonych - sprawy służbowe). Była okazja by zamienić kilka słów i podziękować za wiele miłych chwil ze szczenięcych lat w towarzystwie jego niepodrabialnego głosu. Jak tylko pan Tomek zniknął za drzwiami i z głośników dobiegł jego wojs, poczułem się jak w kinie ;)

Zdjęcia wspólnego niestety brak, ale niewykluczone, że w najbliższej przyszłości będę miał częstszy kontakt z "Ramirezem" i może wówczas poproszę go o wspólną fotkę oraz autograf na "City Of The Living Dead" cut version, VHS by Imperial. Ten film Knapik przeczytał wyjątkowo niedbale, strasznie się mylił, wyraźnie skracał dłuższe kwestie, plątał wyrazy i w ogóle chyba w pośpiechu to czytał (zakładam, że miał tego dnia jeszcze ze 30 filmów do przeczytania :lol2: :lol2: :lol2: )

Cabal - Czw 02 Kwi, 2009

Dersu Uzala – poetycka i sentymentalna opowieść Kurosawy o przyjaźni rosyjskiego dowódcy-topografa i syberyjskiego myśliwego. Podniosła oprawa muzyczna. Piękne lokacje i wzorowe zdjęcia. I niespieszna akcja. Historia z sercem, ale i gorzką prawdą o dualizmie natury i cywilizacji.

1900: Człowiek – legenda
Jeśli filmowcy decydują się wziąć „na warsztat” nieco sentymentalne, epickie opowieści o przybyszach do Ameryki z początku XX wieku, często trafiają w przysłowiową dziesiątkę. Czego najdobitniej dowodzą Ojciec chrzestny i Dawno temu w Ameryce. 1900 jest filmem nieco odmiennym od wyżej wymienionych, lecz doprawdy wyśmienitym. Nostalgia miesza się w nim z humorem, zaś świetnie zagrane i zrealizowane sceny wypełnione są dobrymi dialogami. Muzyka Ennio Morricone jest tu klasą samą w sobie – co nie byłoby pewnie niczym szczególnym, gdyby nie fakt, iż odgrywa pierwszoplanową rolę w tej niezwykłej historii człowieka ze statku. Ta opowieść nie nudzi i naprawdę wciąga. Jeśli chcecie obejrzeć tylko jeden film z wielkim statkiem jako miejscem akcji, srajcie na Titanica - 1900 jest filmem z 5 razy lepszym.

Pocałunek kobiety-pająka

Najwybitniejszy po dziś dzień film zrealizowany w Brazylii. Po deszczu nagród i pochwał, jakimi został okryty, spodziewałem się bezspornego arcydzieła. Już jednak początek mnie lekko zaskoczył. Akcja umiejscowiona w chyba 85% czasu w więzieniu, oparta na relacjach dwóch mężczyzn i okraszona filmowymi wyobrażeniami jednego z nich. Trochę jakby David Mamet napisał sztukę po obejrzeniu, dajmy na to, Brazil Gilliama. Same wstawki i zakończenie zaś to ukłon Hectora Babenco dla kina noir. Oczywiście, gra aktorska skontrastowanych Raula Julii i Williama Hurta wyborna (zwłaszcza Hurt po dziś dzień pozostaje nieco niedocenionym). Podobnie z dosadną metaforą dążenia do wolności: prawdziwej i tej wyimaginowanej. Jednak ta mieszanka stylistyczna i gatunkowa w efekcie nie dorasta jako całość do poziomu swych części składowych, sceny znakomite przeplatając ze stereotypowymi (i dość przewidywalnym finałem). W podgatunku kina więziennego z motywami homoseksualnymi, nadal króluje zatem Midnight Express.

grzEGOrz - Wto 07 Kwi, 2009

rozczarowań oskarowych ciąg dalszy: Curious Case Of Bejamin Button - hellO! to jest Fincher? ja nie wiem, jak nie przygłupi Forrest, to Benjamin. film zrobiony identycznie (zdaje się nawet ten sam scenarzysta), tak samo nijaki. cały myk ze starzeniem się na odwrót w sumie niewykorzystany, niewiele z niego wynika (wiem, wiem, można potraktować jako metaforę, nowe millenium, głupi człowiek tak jak był i tak dalej). największy zarzut to w sumie fakt, że kompletnie obojętnym pozostawił mnie ten film. no i jakiś arcyszatański czas trwania - to już nie można kręcić filmów w okolicach dwóch godzin? ładnie to wszystko wygląda, aktorzy spoko, efekty bardzo bardzo, ale jakies to wszystko rwane i jakby bez ogólniejszego pomysłu, co z poszczególnych epizodów ma wynikać.

też lekkie rozczarowanie "Somers Town". dwa poprzednie filmy Meadowsa jakie widziałem zrobiły na mnie spore wrażenie. tutaj jest niewiarygodnie, po łebkach, niezbyt wiele się kupy trzyma i ten straszeczny akcent Polaków mówiących po angielsku (już wiem, jakie katusze muszą przeżywać Irlandczycy, z którymi rozmawiam :wacky: ).

bub - Sro 08 Kwi, 2009

grzEGOrz napisał/a:
rozczarowań oskarowych ciąg dalszy: Curious Case Of Bejamin Button - hellO! to jest Fincher? ja nie wiem, jak nie przygłupi Forrest, to Benjamin. film zrobiony identycznie (zdaje się nawet ten sam scenarzysta), tak samo nijaki. cały myk ze starzeniem się na odwrót w sumie niewykorzystany, niewiele z niego wynika (wiem, wiem, można potraktować jako metaforę, nowe millenium, głupi człowiek tak jak był i tak dalej). największy zarzut to w sumie fakt, że kompletnie obojętnym pozostawił mnie ten film. no i jakiś arcyszatański czas trwania - to już nie można kręcić filmów w okolicach dwóch godzin? ładnie to wszystko wygląda, aktorzy spoko, efekty bardzo bardzo, ale jakies to wszystko rwane i jakby bez ogólniejszego pomysłu, co z poszczególnych epizodów ma wynikać.

też lekkie rozczarowanie "Somers Town". dwa poprzednie filmy Meadowsa jakie widziałem zrobiły na mnie spore wrażenie. tutaj jest niewiarygodnie, po łebkach, niezbyt wiele się kupy trzyma i ten straszeczny akcent Polaków mówiących po angielsku (już wiem, jakie katusze muszą przeżywać Irlandczycy, z którymi rozmawiam :wacky: ).


zgadza sie juz to pisalem ;) chociaz Forrest chyba lepszy jednak no a co do wygladania to mam tez mieszane watpliwosci !

Cabal - Sob 11 Kwi, 2009

Godzina wilka (Vargtimmen) – pora doby, na którą zwróciłem uwagę już kilka miesięcy temu. Jak trafnie określił ją w filmie bohater kreowany przez Von Sydowa: czas, gdy umiera i rodzi się najwięcej ludzi… czas, gdy przychodzą do nas najgosze koszmary. I właśnie w wycieczkę po nich zabiera nas w niniejszym dziele legendarny Ingmar Bergman. Kameralne, psychologiczne spojrzenie na kruchośc ludzkiej psychiki, zwłaszcza tej naznaczonej sporym talentem… Oraz częsty u Szweda powrót do wspomnień i wydarzeń z lat minionych, rzutujących na chwilę obecną życia jego postaci. Dużo scen zapadających w pamięc (mnie kojarzących się m.in. z filmami Polańskiego) oraz udane kreacje aktorskie. Choc brakowało mi tutaj nieco rozwinięcia i wzmocnienia wątków, jakby Bergman zbyt szybko starał się zakończyc opowieśc. Niemniej jednak, wrzucanie Godziny wilka do wora z napisem horror, obok np. Zombie 90 czy Maglownicy to totalny absurd i pułapka nomenklaturalna.
KeniG - Sob 11 Kwi, 2009

Tych "łaczmenów" obejrzałem i jestem oczarowany. Polecam! Długie, sycące, wciągające, interesujące wizualnie i zapadające w pamięć. Właściwie jednyna sprawa która mi się szczerze nie podobała to jednak lekko zbyt "efekciarskie" walki niczym walki ludzi z prawdziwymi "super mocami". No i dojebanie tego rysia na koniec jak ktoś czytał komiks lub ktoś mu o nim powiedział to OK ale widz nie mający o tym pojęcia może przez ostatnie minutu filmu zamiast śledzić akcje zastanawiać się "co to za niebieskie cholerstwo po planie się pałęta?"

Teraz czekam na DVD z ful wypas wersją reżyserską w której będzie dodatkowa scena ze zmutowanym rysiem - wyjasniająca co to jest (dobrze że przed seansem dowiedziałem się co to jest to niebieskie coś w paski inaczej by było źle) i dodatkowe momenty z niebieskim kutasem. Coćby za tą pałe film ma miejsce w historii "komiksowych filmideł".

Tristan Tzara - Nie 12 Kwi, 2009

no Watchmen zajebiscie wyszlo, jak na poziom trudnosci komiksu. oczywiscie nie udalo sie wszystkiego zmiescic, pokazac jak to bylo w komiksie(zmieniona katastrofa, ale dobrze rozwiazana, bez straty sensu). ja na Dubastisa nie zwrocilem uwagi, ale to pewnie dlatego ze juz go znalem z komiksu, tam tez zreszta nie byl postacia pojawiajaca sie czesto, tez na koncu przedstawiony, wczesniej widzimy tylko figurke w serii zabawek Ozymadiasza. najlepszy punkt filmu: opening z napisami!! tez czekam na DVD i kupie najwiekszy wypas jaki wyjdzie, cena nie gra roli :)
ślepy51 - Nie 12 Kwi, 2009

No "Watchmeny" dobre, rzeczywiście najlepszy jest początek i ogólnie podobało mnie się 'upiosenkowienie' filmu - nawet balony wg mnie fajnie wpasowane ;-) Dla mnie mimo wszystko największą wadą była strona wizualna nowego obrazka Snajdera - ja wiem, że teraz tak się kręci, ale filmik miałby w mojej opinii o wiele większą moc, gdyby to wszystko zostało skręcone po bożemu, w stylu najlepszego kina z lat 80-tych, bez tych wszystkich slo mołszonów, filtrów i innych szmerów bajerów (choć i tak spodziewałem sie w sumie jeszcze większej oczojebności całości). Co by jednak nie mówić, film mimo wszystko na spory plus. No i jako nie fan komiksu rzecz jasna nie wiedziałem, skąd się ten zmutowany kocur wziął, na szczęście dobre ludzie na forum AA mnie to wyjasnili ;-)
Tristan Tzara - Nie 12 Kwi, 2009

wlasnie po trailerach spodziewalem sie mega efekciarstwa, slow motion itd. na szczescie po 15 minutach przestalem na to zwracac uwage, czyli nie bylo przesady, bo ja czuly jestem bardzo na komputerowe szopki. oczywiscie zrobienie wszystkiego realnymu metodami byloby 100x lepsze, ale takie juz czasy dominacji cgi i nic sie z tym nie zrobi(ale np. Quentin Tarantiono twardo stoi przy swoim, w DP nie bylo ani grama komputera). dobrze przynamniej ze tla byly prawdziew w wiekszosc a nie wszystko z blueboxa, jak Snyder zrobil 300. w kazdym razie dla mnie ekranizacja Straznikow byla porywaniem sie z motyka na slonce, od poczatku bylem sceptyczny, wiec tym lepiej zostalem zaskoczony poprawna, trzymajaca sie oryginalu(w wiekszosci) ekranizacja jednego z najleszych komiksow. jeszcze do czego sie mozna doczepic, to ukazywanie nam samych Watchmenow, bez perspektywy normalnych ludzi, nie widac takiego strachu spolecznego, nie ukazanie pelnych obrazow bohaterow, ale to jzu czepialstwo, bo w tej formie w jakiej jest film, nie dalo sie zmiescic wiecej, do tego aby widz nie znajacy komiksu, mniej wiecej sie odnajdywal. szkoda tylko ze z From Hell tak bardzo nie wyszlo. niech teraz Snyder zabiera sie za kaznodzieje, moze mu sie udac ;)
ślepy51 - Nie 12 Kwi, 2009

Nie no ja rozumiem, sam myślałem, że będzie slo mo co 15 sekund a nie było go wcale dużo (większość filmu jednak skrojona jest spoko), ale mimo wszystko gdyby Snajder calkowicie zrezygnował z tych zupełnie niepotrzebnych bajerów (no bo co daje takie slo mo niby? Że pokazuje kadr jak z komisku czy cuś? No prosze ja was...), to film by tylko i wyłącznie na tym zyskał, tym bardziej, że fabularnie to jeśli chodzi o historyjki o suberbohaterach przekozak jest. A tak to i przemoc siakaś taka efekciarska i 'bezpieczna', i kolorków momentami za dużo, przez co jakoś tam zaciera się poważny i niegłupi wydźwiek całego filmu.

A przed chwilą obejrzałem "The International" z Clive'em Owenem i mówie wam kurna, choćby dla samej ZA-JE-BI-STEJ sekwencji w Guggenheim Museum warto film Tykwera zobaczyć, ale oczywiście nie tylko, bo i reszta obrazu nie schodzi poniżej równego poziomu. Co najwazniejsze, film jest skierowany do widza dorosłego, stąd szczególnie zadowoleni z seansu powinni byc fani poważnego kina spod znaku sensacja/kryminał. Naprawdę porządne kino z jedną WYBITNIE nakręconą strzelaniną, która z miejsca powinna stac się kultową i na długo zadomowic sie w świadomości widzów (choc pewnie tak się nie stanie, bo tych zaszczytów dostępują obecnie raczej rózne rendery typu "Matrix" i inne kolorowe cuda na kiju).

KeniG - Nie 12 Kwi, 2009

No "Watchmeny" dobre, rzeczywiście najlepszy jest początek i ogólnie podobało mnie się 'upiosenkowienie' filmu - nawet balony wg mnie fajnie wpasowane Dokładnie! Piosenki świetnie budują klimat. Początek pierwsza klasa, mimo że oszczędny to jednak bardzo dużo mówi o uniwersum filmu itp, poza tym właściwie wszystkie restrospekcje a jest ich przecież sporo są dobrze wplecione i nie kołują widza.

ja wiem, że teraz tak się kręci, ale filmik miałby w mojej opinii o wiele większą moc, gdyby to wszystko zostało skręcone po bożemu Ciesz się że kamera nie zapiernicza we wszystkich kierunkach jak pijany kozak po stepie i że nie pokazuje wszyskiego co na planie oprócz bohaterów i danej akcji. Teraz co nie włącze to kamera musi "pływać" ostatnio nawet przypadkowo na jakiś serial na kablówce wpadłem i też operator chyba pijany, choroby morskiej dostać można.

jeszcze do czego sie mozna doczepic, to ukazywanie nam samych Watchmenow, bez perspektywy normalnych ludzi, nie widac takiego strachu spolecznego, nie ukazanie pelnych obrazow bohaterow, ale to jzu czepialstwo, bo w tej formie w jakiej jest film, nie dalo sie zmiescic wiecej, do tego aby widz nie znajacy komiksu, mniej wiecej sie odnajdywal. Czyli dobrze zrobiłem że przed filmem komiksu nie czytałem i obejrzałem filmidło z "czystym umysłem". Komiks mi uzupełni historie. Przeczytałem tylko pierwszy zeszyt czy tom aby wiedzieć jaki to ma właściwie styl.
Kaznodziei co prawda też nie czytałem ale wiem o czym to i mogłoby wyjść bardzo interesująco.

P.S
A którą postać najbardziej "polubiliście". Ja Komedianta i Rorschacha. Dwaj najporządniejsi ludzie w tej bandzie psycholi i degeneratów!

ślepy51 - Nie 12 Kwi, 2009

KeniG napisał/a:
A którą postać najbardziej "polubiliście"

Ja tam najbardziej "polubiłem" Malin Akerman aka Laurie Jupiter aka Silk Spectre II za wiadoma scenę, w której bez zbytnich oporów pokazała w pełni swoje najwieksze aktorskie atuty, na co nie ukrywam bardzo w trakcie seansu liczyłem a myślałem, że Snajder mimo wszystko w pokazywaniu nagości przystopuje na CGI pindolu Dr Manhattana. Na szczęście myliłem się ;-)

Tristan Tzara - Nie 12 Kwi, 2009

samych nacjonalistow wybrales :) no ale Rorschach to swietna postac, jeden z najciekawszych bohaterow komiksowych ever. w sumie czytajac komiks juz z 20 razy w ciagu kilku lat, zdazylem sie zrzyc ze wszystkimi bohaterami i polubic pewne cechy charakterow. mocno polecam dokonczenie komiksu. teraz po niskich cenach chodzi caly pakiet 3 czesci, chyba kolo 50-60zl. ja dawno temu dawalem 90 wiec mocno sie oplaca. dzielo niesamowite, na pewno bedziesz wracal nieraz do niego. Kaznodzieje tez warto, ale tomow bylo o wiele wiecej, niektorych juz sie nie kupi. ale najbardziej to polecam From Hell, tez Alana Moora. jeszcze da sie kupic a dzielo jest majestatyczne w swoim rozmachu i tresci. tylko ekranizacji nie ogladaj bo sobie obraz komiksu zepsujesz ;)
ślepy51 - Nie 12 Kwi, 2009

A widzieliście "Tales of the Black Freighter"? Bardzo fajna, w ciul brutalna animacja inspirowana ponoć komiksem w komiksie, dokładniej obrazkowym "Marooned" czytanym przez jakiegoś dzieciaka w "Watchmen" właśnie. Z tego co się dowiedziałem mają ją 'wkleić' do wersji reżyserskiej filmu, bo jest ona niejako komentarzem do jakichs bardzo ważnych w nim wydarzeń. Ja tam nie wiem, komiksu jak wspominałem nie znam kompletnie, ale na pewno obrazki w tej animce są bardzo fajne - dużo trupów, krwi i walających się po ekranie rysunkowych flaków plus elementy kina spod znaku zwierzęcego ataku to zawsze fajna rzecz w każdym filmie ;-)



Zabili rekina tak jak chciał Benchley :placze:

Tristan Tzara - Nie 12 Kwi, 2009

tak, ten komiks jest integralna czescia Straznikow. ale nie wiem czy dobrze bedzie wygladalo wplecione w filmu. wtedy trzeba byloby przyblizyc postac gazeciarza i chlopaka czytajacego komiks pod jego kioskiem, kiedy to wlasnie obserwujemy rozwijajace sie leki spoleczne. jeszcze nie ogladalem animacji czekam na DVD, ale trailer wygladal bardzo zachecajaco. ma byc jeszcze ekranizacja wstawek pisanych proza, fragmentow biografi pierwszego Nocnego Puchacza czyli Holisa Masona "W Kapturze", bedaca wspomieniani z poczatkow powstawania superbohaterow i ich organizacji Minuteman. wszystko zapowiada sie naprawde fajnie. szkoda ze tyle czekac trzeba. Slepy, ty tez masz zdobyc komiks ;)
ślepy51 - Nie 12 Kwi, 2009

Mesjasz napisał/a:
ale nie wiem czy dobrze bedzie wygladalo wplecione w filmu.

W "Kill Billu" umieszczenie animki wyszło spoko, tutaj myśle też będzie ok, tym bardziej ze jak mówisz fabularnie się to wszystko zazębia a i wizualny styl filmu pasuje do tej animacji.

Mesjasz napisał/a:
Slepy, ty tez masz zdobyc komiks

Do kraju wróce to sie może rozejrze po sklepach różnych ;-)

bub - Nie 12 Kwi, 2009

Cytat:
no bo co daje takie slo mo niby?, w stylu najlepszego kina z lat 80-tych, bez tych wszystkich slo mołszonów


meszi, widzisz i nie grzmisz? ;)

nie ma dobrego kina akcji bez slow motiona, oczywiscie jak jakis tom tykwer czy inny nie ma wyczucia to jest kiszka, ale tak jest z wszystkim.

http://www.youtube.com/watch?v=QUhUAa3y4rE

ślepy51 - Nie 12 Kwi, 2009

Dobra, dobra, już nie udawaj głupiego, bo dobrze wiesz o JAKIM slo mo pisałem ;-)
Tristan Tzara - Nie 12 Kwi, 2009

no dokladnie bub, nie udawaj glupiego bo dobrze wiesz o co chodzi :) sniadanie zjedzone? rodzina wysciskana? :D
Snejk - Nie 12 Kwi, 2009

Killshot - Film sensacyjny z Wrestlerem i Punisherem( z 2006 roku). W sumie taki jakis nijaki. Rurk przypominal troche Sigala z tym ogonkiem ;f. Jest pare dobrych scen, cycki, troche krwi, niepotrzebne gagi ale generalnie nic by sie nie stalo jakbym nie obejrzal ;]
KZ - Nie 12 Kwi, 2009

Mocno był też w filmie o Strażnikach niedociągnięty wątek New Frontiersmana. W komiksie było wiadomo o co chodzi a w filmie Rorschach wysyła jakiś dziennik do jakiejś redakcji nie wiadomo po co.

BTW Snyder nieprędko nakręcili Kaznodzieję. Po takiej wtopie jaką zaliczyli w kinach Watchmeni prorokowałbym raczej powrót do łupaniny 300.

Tristan Tzara - Nie 12 Kwi, 2009

oo wlasnie, zapomnialem o New Frontiersmanie. no szkoda ze nie rozwiniety. ale nie mozna miec wszystkiego, i tak wyszlo powyzej oczekiwan.

a co do wtopy... ja czytalem ze calkiem niezla ma ogladalnosc. tylko cos szybko z kin zniknal, dziwne ;)

Kamikadze - Nie 12 Kwi, 2009

A ja obejrzałam Andromeda znaczy śmierć - tę oryginalną wersję, oczywiście. Świetny film SF z thrillerowatym posmakiem, a nawet lekko horrorowatym. Scenografia pyszna, wystawna, doskonałe aktorstwo, no i sama intryga palce lizać. Trzyma w ogromnym napięciu, szczególnie w pewnym, szczególnym momencie ;-) Polecam tym, którzy jeszcze nie widzieli.
Tristan Tzara - Pon 13 Kwi, 2009

Kod:
http://www.filmweb.pl/Warner+rezygnuje+z+komiksowych+adaptacji+z+kategorią+R,News,id=50163

TRAGEDIA :(

KeniG - Pon 13 Kwi, 2009

Mesjasz może na DVD będzie więcej wątków oglądałem na yutubie materiał o kostiumach i była tam na przykład scena z kioskarzem i jakimś dzieciakiem pokazana, pokazano też troche urywków z planu i były tam sceny których w filmie nie ma więc pewnie to wszysko będzie w wersji reżyserskiej.

A i co do tego że wybrałem nazistów. Po prostu te dwie postacie wydały mi się jedynymi szczerymi bohaterami tego filmu a wręcz idealistami reszta to robiła to właściwie dla siebie i ogólenie zakłamani byli.

KZ - Pon 13 Kwi, 2009

No i pamiętać należy o osobnej ekranizacji "Under the Hood" która będzie na dvd. Oglądałem fragmenty i zostało to nakręcone w formie fałszywego dokumentu - telewizyjnego wywiadu z Hollisem.

Rezygnują z ekranizacji komiksów z kat. R? No ale przecież nie wszystkie R-ki to klapy, "Sin City" i "300" też miały R a wpływy były. Zresztą to żadna tragedia bo mało jest dobrych komiksów amerykańskich, których ekranizacje musiałyby koniecznie podchodzić pod R, większość spokojnie mogłaby się zmieścić w PG. Ale ekranizację "Kaznodziei" oraz innych komiksów Ennisa to wyklucza, fakt.

Kamikadze - Pon 20 Kwi, 2009

Obadałam The Long Goodbye, czyli adaptację Chandlera w wersji uwspółcześnionej (bo zazwyczaj kojarzymy go z realiami noirowymi, lat 40-50 :wacky: ). Marlowe tutaj to młody gość o semickich rysach twarzy, który jednak trzyma fason, chodząc w garniturze, pod krawatem, jeżdżąc starym modelem auta oraz kopcąc niewiarygodne ilości fajek. Kiedy którejś nocy podwozi starego przyjaciela do Meksyku, nawet nie wie, że wkrótce zaczną się kłopoty. A nic nie będzie takie, jakim się wydaje być.
Bardzo dobry film z ciętymi dialogami i genialną końcówką. Choć ten Marlowe trochę jakoś dziwny :zeby:

Kamikadze - Wto 21 Kwi, 2009

A dziś - Zbrodnicze życie Archibalda de la Cruz miszcza Bunuela. Jak miszcz, to miszcz! Na filmwebie ktoś pod Tenebre zauważył, że melodyjka w schizowych scenach przypomina właśnie tę ze Zbrodniczego i ma, cholera, rację! Podobieństwo widać też w innych aspektach (postaci, główna oraz te przewrotne baby), choć Argento stworzył zupełnie inny film, niż dzieło Bunuela.
Kinson - Czw 30 Kwi, 2009

North by Northwest (1959), Per un pugno di dollari (1964). Per qualche dollaro in più (1965), Paciorki jednego rózanca (1980) W sumie polecam wszystkie.

Great Escape obejrzałem też i jakiś taki średni. Myślałem, że lepszy będzie.

Snejk - Pon 11 Maj, 2009

Ostry Poker w Małym Tokio - czyli Dolph Lundgren, Bradon Lee i Szang Tsung sie biją. Zle walki, zly scenariusz, zle teksty, zle aktorstwo ale za to jaki klimat akcyjniaków lat '90 smile.gif Krew, przemoc, cycki i Yakuza
KVLT

Dolph - Pracuje dla bandy zwanej Tetsu No Tsume. Żelazny Szpon. Należy do Yakuzy, zdegenerowanej kasty rycerstwa z Xll wieku.
Brandon - To już od dłuższego czasu cię wkur,wiaja?

Brandon - Gdyby nas mieli zabić, chciałem ci powiedzieć, że nigdy nie widziałem tak wielkiego kutasa jak twój.
Dolph - Dziękuję.

Kamikadze - Pon 11 Maj, 2009

W upalną noc, czyli In the Heat of the Night. Znakomite kino - kryminalna zagadka rozwiązywana przez czarnego policjanta w 1967 r. na Południu Stanów Zjednoczonych, z wszelkimi konsekwencjami. Sidney Poitier jako black cop i Rod Steiger jako redneck cop - rewelacyjni! Wspaniały film antyrasistowski.
bub - Sro 13 Maj, 2009

Kamikadze napisał/a:
W upalną noc, czyli In the Heat of the Night. Znakomite kino - kryminalna zagadka rozwiązywana przez czarnego policjanta w 1967 r. na Południu Stanów Zjednoczonych, z wszelkimi konsekwencjami. Sidney Poitier jako black cop i Rod Steiger jako redneck cop - rewelacyjni! Wspaniały film antyrasistowski.


!!!

Ja ostatnio bez wiekszego planu obejrzalem 3 filmy o snuff:

8mm - bdb neo-noir, kto widzial druga czesc? Niektorzy porownywali do Cigarette Burns, trzeba jednak przyznac, ze jednak Schumacher nie dosc ze pierwszy to na dodatek duzo lepszy film zrobil. Zaskakujace mnie w jakich rolach obsadza sie Nicholasa Cage.

Tesis - niby wszystko oglada sie bardzo dobrze i ogolnie to chyba najlepszy film Amenabara, jednak nie ma sprawnosci dramaturgicznej Schumachera, a w filmie tego typu przydaloby sie.

Strange Days - czyli przyszlosc Snuff. Chyba najbardziej meski film wyrezyserowany przez kobiete. KVLT.

bub - Czw 14 Maj, 2009

Ulzana's Raid - po polsku przetlumaczony jako Ucieczka Ulzany, chyba jedna z gorszych tlumaczen, ktore z pozoru wydaja sie nienajgorsze. No i chyba najlepszy filmy Aldricha. Dosc mocno niedoceniony, bo jest to klasa taka sama co Dzika banda czy Maly wielki czlowiek, a jednak najbardziej zapomniany z nich. Indianie nigdy nie byli tak okrutni! A scena "Zolnierzu nie mozesz mnie zostawic" to mistrz nad mistrze! Piekny nihilistyczny antywestern. O dziwo Garbicz do 3 wymienionych przeze mnie westernow dadaje jeszcze, Tell them Willie Boy is here Polonskiego. Trzeba jednak przyznac, ze to nie ta klasa.

Big knfie - kto inny bylby w stanie w hollywodzie zrobic film o jednak szlachetnym, pijanym kierowcy, ktory zabija dziecko? Drobne poprawki, szczegolnie koncowki, a bylby film mistrzowski!

The Burrowers - no niby nienajgorszy horror w swiecie dzikiego zachodu, jednak takie wrazenie mam, ze trzeba to bylo dobitniej pokazac. Bylaby szansa na dzielo, gdyby troszke bardziej postawic na brutalnosc. Tak tylko solidny sredniak. Skoro Aldrich krecil w niemal klasycznym westernie w 1972 roku mocniejsze sceny to gdzie ten horror, gdzie potwory?

Maniacc - Czw 14 Maj, 2009

oglądał może ktoś ?
http://www.youtube.com/watch?v=Fa7ck5mcd1o ?
mega shark vs giant octopus
do tego wszystkiego lorenzo lamas

ślepy51 - Czw 14 Maj, 2009

Maniacc napisał/a:
oglądał może ktoś ?

Snejk miał dziś oglądać. Ja przeglądałem fragmenty i nie wygląda to na takiego knota jak "Supercroc", ba, jak na standardy The Asylum filmik wygląda całkiem przyzwoicie. No i entuzjastyczne recki zbiera w necie - http://www.dreadcentral.c...nt-octopus-2009 ;-)

Maniacc - Czw 14 Maj, 2009

ja dzisiaj też zrobię przymiarkę jak dam radę
zwiastun mi się akurat podoba
po ostatnim VS a mianowicie komodo vs. cobra to obiecałem sobie że nie tknę tego rodzaju filmów no ale niech będzie że jeszcze ten jeden raz

Critters - Pią 15 Maj, 2009

Maniacc napisał/a:
komodo vs. cobra


Ten film zabiło głównie straszliwie denne cgi oraz o ile pamietam brak gore(cyfrowego) bo gdyby były gumowe(albo chociaż slo mo) potwory i fajny gor to by mógł wyjść fajny bezmózgi mm w stylu lat 80tych a tak wyszło badziewie aka 1/10

Kamikadze - Nie 17 Maj, 2009

Out of the Past - Mężczyzna z przeszłością - miszcz :spoko:
Kamikadze - Nie 17 Maj, 2009

Un flic Melville'a - zawsze mylił mi się z obejrzanym innym francuskim kryminałem "Flic story", ale już teraz nie będzie. Miszcz po prostu.
Tristan Tzara - Pon 18 Maj, 2009

o tak, wspaniale dzielo. ale i tak Samuraja i W kregu Zla nie dogoni :) Melville miszcz przez trz!
Critters - Wto 19 Maj, 2009

Bronx War - kozacki filmik o wojnie gangów zapoczątkowanej jak zwykle przez...kobietę :wacky: Starcie nieco wystraszonych faktem sporu latynosów z potęznym czarnym gangiem. Filmidło brutalne, nie nudzi ani przez chwilę i naprawde sympatycznie ukazujące w niskobudżetowy sposób styl życia amerykańskich ulic opanowanych przez gangi, porachunków, skorumpowanej policji i wszechogarniającej beznadzieji. W jednej z głównych ról kwadratomordy Fabio Urena, czyli Mogo z 'Return of the Living Dead III'
Kamikadze - Sro 20 Maj, 2009

Rozmowa Francisa Forda Coppoli - świetny :spoko:
ślepy51 - Sro 20 Maj, 2009

Critters napisał/a:
kwadratomordy Fabio

:lol:

Critters - Czw 21 Maj, 2009

ślepy51 napisał/a:
Critters napisał/a:
kwadratomordy Fabio



Co ciekawe wspomniany Urena naprawdę nazywa się Julian Scott a pseudonim Fabio wybrał sobie jedynie żeby się na tym pięknym imieniu wylansować!

http://www.imdb.com/name/nm0881845/

ślepy51 - Czw 21 Maj, 2009

Critters napisał/a:
wspomniany Urena

I tak dobrze, że nie Uryna abo cuś... :lol2:

Kamikadze - Sro 27 Maj, 2009

W ostatnim czasie było kilka dobrych rzeczy:

- Nieświadomi (Inconscientes) z 2004 r. Hiszpańska komedia psychoanalityczna, naprawdę urocza, fajnie zagrana i w przepięknych dekoracjach secesyjnej Barcelony z 1913 r. Fabularnie jest tak: młoda mężatka w ostatnim miesiącu ciąży wraca do swego mieszkania, gdzie spotyka swego męża - neuropsychiatrę, uciekającego dokądś z obłędem w oku; przez szybę windy widzi również jakąś osobę (motyw charakterystyczny dla giallo - zauważony szczegół, który okazuje się być kluczem do zagadki). Ponieważ mąż nie daje znaku życia, do pomocy w jego poszukiwaniach energiczna pani angażuje swego dość konserwatywnego szwagra, również psychiatrę (a i papa w zawodzie). Droga do męża i prawdy wiedzie przez labirynt ukrytych pragnień, przemilczanych potrzeb oraz mieszczańskich nawyków, z których jedynym wybawieniem jest psychoanaliza. Każdy z filmowych rozdziałów zatytułowany jest tak, jak rozprawy Freuda, którego postać również pojawia się na ekranie. Film zwariowany, kolorowy, śmieszny momentami do rozpuku. Świetna rozrywka.
- Doktor Mabuse - cóż tu pisać, klasyk kina, świetny psychologicznie, kamień milowy jeśli chodzi o fabuły sensacyjne, no i ta ponura atmosfera niemieckiej Republiki Weimarskiej z jej ludzkimi monstrami. Trzeba znać :spoko:
- Arszenik i stare koronki - również klasyk, z tym, że czarnej komedii. Oglądałam 100 lat temu i z przyjemnością sobie odświeżyłam tę perełkę.
Poza tym jeszcze - Obsession Briana De Palmy. Wszędzie do znudzenia podkreślają Hitchcockowski charakter filmu - to prawda, ale w ogóle film jest bardzo, hm, dziwny, osobliwy wręcz. Niemniej uważam za udany.

Snejk - Pon 15 Cze, 2009

Elektroniczny Morderca 2 - Co za film! CO ZA FILM!!! Niesmiertleny klasyk. Nigdy mi sie nie znudzi. Tyle lat minelo, a efekty nadal kopią dupe. Kazda scena akcji niszczy, pojedynki T800 z T1000 tu synonim kultu, fabula caly czas mega interesująca mimo, ze zna sie ja na pamiec no i zakonczenie przy ktorym zawsze sie wzruszam. Film kompletny. 10/10 Nigdy nie bedzie lepszego Terminatora.


bardzo rozbawila mnie scena tuż po pokonaniu T1000, w ktorej Arnold wstaje i mowi - I need a vacation smile.gif Nie wdzialem jej wczesniej. Dopiero teraz obejrzalem Pełną wersje filmu

Tristan Tzara - Pon 15 Cze, 2009

tak, piekny jest ten film. jeden z najlepszych filmow akcji ever. tez niedawno powtorke zrobilem i w ogole na tym filmie nie widac sladu czasu. wykonanie perfekcyjne, idal rozrywki, a scena w ktorej Arnold rzuca pierwszy smile.gif bawi jak za mlodu. teraz trzeba sobie zapodac dodatki i zamowic jedynke 2DVD :) . aha, jebac 3 i 4!
Cabal - Czw 18 Cze, 2009

Ghost Rider - Nicholas Cage lata temu otrzymał Oscara, a teraz trzepie komercyjniaka za komercyjniakiem. Ghost Rider to do bólu komiksowa adaptacja kolejnego klasyku Marvela. Doprawiona odrobiną humoru i przesycona bajeranckimi efektami specjalnymi. Nie brakuje piękności (Eva Mendes), enigmatycznego sojusznika Blaze’a (Sam Elliott) i bezdusznego Lucyfera, kreowanego przez samego Petera Fondę (również odcinającego już kupony od sławy Easy Ridera czy Pewnego razu na Dzikim Zachodzie). O dziwo jednak, film „wchodzi” dośc gładko, nie pozostawiajac jednak jakiegokolwiek wstrząsu u widza po seansie.
Tristan Tzara - Czw 18 Cze, 2009

Cabal napisał/a:
Petera Fondę (również odcinającego już kupony od sławy Easy Ridera czy Pewnego razu na Dzikim Zachodzie)

o ile w Easy Rider gral Peter to w Pewnego Razu Na Dzikim Zachodzie gral jego ojciec Henry, legenda o wiele wieksza niz syn. ;)

Cabal - Sro 24 Cze, 2009

Przypadek Harolda Cricka (Stranger than fictionBardzo udany film. Zabawny, a zarazem dający do myślenia i ukazujący dobitnie kondycję człowieka usystematyzowanego. Gra z konwencją, filmowy postmodernizm (bohater powieści odnajdujący literata, piszącego o nim), bardzo dobrze zagrany i rozpisany. Niebanalny kawał kina, godny uwagi!
Kamikadze - Sro 24 Cze, 2009

Wyjdę na marudę, ale mnie ten film nie za bardzo przypadł do gustu :-)
Cabal - Pon 29 Cze, 2009

Keeping Mum (Wszystko zostaje w rodzinie) – przewrotna i sarkastyczna czarna komedia. Nieco w duchu Arszeniku i starych koronek A. Christie. Oprócz lekkiej makabreski i paru trupów, mamy jeszcze do czynienia ze spojrzeniem na rozpad rodziny i kryzys małżeński, wobec których w życiu rodziny Zacnych pojawia się starsza pani… Dużo smacznego humoru, znakomita obsada i bardzo dobry (od pierwszych chwil) scenariusz. Godne polecenia brytyjskie antidotum na zdegustowanych jankeskimi wygłupami Akademii Pogrzebowej czy Weekendu u Berniego (osobiście lubię i te filmy, jednak mam tu na myśli znaczną różnicę klimatu i charakteru żartów).
RedArmyMan - Pon 29 Cze, 2009

The Proposal(Narzeczony mimo woli) - mimo, że za komediami romantycznymi nie przepadam (łagodnie rzecz ujmując) dałem się namówić dziewczynie, doceniającej wdzięki Sandry Bullock ;-) Pomimo, że skrojona według typowego schematu nie nudzi, momentami naprawdę śmieszy, jest fenomenalnie zagrana (zwłaszcza przez Reynoldsa), ładnie sfotografowana (piękna Alaska), ma dobrze dobraną, bardzo ładną ścieżkę dźwiękową. Jeżeli nieobca Wam jest odmóżdżająca rozrywka, a wasza druga połowa nie chce słyszeć o niczym innym niż komedia romantyczna warto się skusić, gdyż nawet jeżeli się nie spodoba będzie to raczej bezbolesne przeżycie...
Kinson - Pon 29 Cze, 2009

Tak na szybko:

Dog Day Afternoon (1975) 10/10
Paths of Glory (1957) 10/10
Ratatouille (2007) 9/10
The Incredibles (2004) 9/10
Toy Story 2 (1999) 9/10
WALL·E (2008) 9/10
Brazil (1985) 8/10
Butch Cassidy and the Sundance Kid (1969) 8/10
High Noon (1952) 8/10
Toy Story (1995) 8/10
Before the Devil Knows You're Dead (2007) 7/10
Big Fish (2003) 7/10
Glory (1989) 7/10
True Romance (1993) 7/10
Eagle Eye (2008) 6/10
Knowing (2009) 6/10
Minority Report (2002) 6/10
The Bridge on the River Kwai (1957) 6/10
Disturbia (2007) 5/10

:-)

Daniel84 - Wto 30 Cze, 2009

Roy Colt e Winchester Jack (Mario Bava - 1970) - piekielnie słaby western komediowy, nafaszerowany dość żenującymi gagami. Aktorstwo niestety kuleje. Muzyka Umilianiego kompletnie nie pasuje do tego gatunku. Zakończenie powoduje rwanie włosów z głowy widza. Na plus należy zaliczyć motyw z czaszką. Zdecydowanie odradzam tego knota mistrza Bavy. 2/10
Buio Omega - Wto 30 Cze, 2009

Daniel84 napisał/a:
Roy Colt e Winchester Jack (Mario Bava - 1970) - piekielnie słaby western komediowy, nafaszerowany dość żenującymi gagami. Aktorstwo niestety kuleje. Muzyka Umilianiego kompletnie nie pasuje do tego gatunku. Zakończenie powoduje rwanie włosów z głowy widza. Na plus należy zaliczyć motyw z czaszką. Zdecydowanie odradzam tego knota mistrza Bavy. 2/10


o, jak fajnie! Czyli kolejny knot spod ręki "wielkiego miszcza" :lol2: :lol2: :lol2:

to tylko kwestia czasu, kiedy istotnie okaże się w 100%, że Mario Bava był jednak bardzo przeciętnym twórcą!

Kamikadze - Wto 30 Cze, 2009

Niedoczekanie Twoje! :mrgreen: To, co zrobił doskonale w kinie grozy wystarczy, by puścić w niepamięć choćby i 10 knotów :wacky:
Snejk - Sro 01 Lip, 2009

Kinson napisał/a:
True Romance (1993) 7/10

czemu tak nisko? wg mnie 9. Wyborny film, a scena z hooperem i walkenem to jest juz kurde extraklasa na 10 :)
jednie mala ryska to hepi end :)

Kinson - Czw 02 Lip, 2009

Snejk napisał/a:
Kinson napisał/a:
True Romance (1993) 7/10

czemu tak nisko? wg mnie 9. Wyborny film, a scena z hooperem i walkenem to jest juz kurde extraklasa na 10 :)


Ta, najpierw przekonywał, żeby nie oglądać, a teraz mówi, że 9/10 :-/

Snejk - Czw 02 Lip, 2009

oj, duzo rzeczy mowie :)

i wez popraw spojlera mego

Buio Omega - Pią 03 Lip, 2009

I Pardoni Della Citta (1976, reż. Fernando di Leo). Fantastycznie luzacki i bezpretensjonalny kawałek polizi. Film z dużym dystansem i humorem opowiada o życiu większych i mniejszych mafiosów rzymskich. Nad wszystkim czuwa Mr. Scarface (Jack Palance), a bohaterami głównymi tej historii są drobne acz sprytne cwaniaki Rick (Al Cliver) i Tony (Harry Baer). Później pomaga im jeszcze poczciwy Vincenzo Napoli (genialny w każdym filmie di Leo, Vittorio Caprioli). Masa akcji, dużo humorystycznych akcentów, odjechany pojazd Tony'ego - film oglądało się świetnie. Do tego bardzo fajna, nad wyraz dojrzała wczesna rola gładko ogolonego poczciwego rudzielca Ala Clivera, który zagrał chyba w co drugim horrorze Fulciego. A ponoć w środowisku Cliver aka Pier Luigi Conti uchodzi za głupka :mrgreen: . 5/6

Avere Vent'anni (1978, reż. Fernando di Leo). Bardzo dziwny, ale ciekawy, wciągający i zaskakujący film w dorobku mojego niedawnego obiektu zainteresowania. Dwie młode wyluzowane dziewczyny Tina (Lilli Carati) i Lia (boska i przewspaniała Gloria Guida) korzystają z uroków życia, szukają wolności, nieskrępowanego seksu, przygód...jak to tytułowe dwudziestolatki. Trafiają do komuny hipisowskiej gdzieś w Rzymie i tam oddają się uciechom cielesnym, sprzedają encyklopedie (i przy okazji własne ciała), ale potem sprawy przybierają zgoła niespodziewany obrót. Bardzo niespodziewany. Film z luźnej, erotycznej komedyjki, najpierw przeistacza się w zaprawione czarnym humorem polizi (wręcz idealna kopia z innego filmu di Leo "I Ragazzi Del Massacro"), gdzie scena przesłuchania wymalowanego dziwaka Arguinasa (Leopoldo Mastelloni) wywołała u mnie salwy śmiechu, by zakończyć się mocną i brutalną nad wyraz końcówką rodem z najznamienitszych R&R. Mimo swoistego gatunkowego miszmaszu seans był naprawdę ciekawy. Zresztą, nawet gdyby film się dłużył i nudził, to i tak bym go obejrzał w całości, bo jak tylko zobaczyłem Glorię Guidę i jej naturalne wdzięki to od razu się w niej zakochałem. Poza tym jak zawsze wspaniały i rozbrajający Vittorio Caprioli jako pan kierownik komuny, senny i leniwy Ray Lovelock plus ostrzyżona na krótko Daniela Doria - znana nam doskonale aktorka, z którą Lucio Fulci obchodził się nadzwyczaj hardkorowo. Słynna końcówka wygląda na nieco sztucznie doczepioną, ale doskonale zrozumiałem intencje reżysera (co zresztą potwierdziło się po obejrzeniu załączonego wywiadu). Kopie dupę to fakt. To zresztą sprawiło, że widzowie opuszczali kino zdegustowani i odradzali oglądanie znajomym. Zmusiło to twórców do przemontowania filmu i zamienienia go w zwykłą komedyjkę z lekką nutą perwersji z łagodną końcówką. Raro Video wypuściło dwupłytowe wydanie z obydwoma wersjami. Ja na razie obejrzałem tę pełną i oceniam ją na 5-/6. A wersję komediową obejrzę też, specjalnie dla Glorii Guidy, bo wygląda tam po prostu przepięknie! Piękna Gloria wykonuje też tytułową piosenkę - frywolny, wesolutki kawałek w stylu disco, który jednak w końcówce brzmi bardzo groteskowo - sprawdźcie sami dlaczego! Oj, mam słabość do takich istotek:


A w ogóle to wynalazłem na imdb, że Bartas też już oglądał ten film i bardzo pochlebnie się o nim wyrażał, więc z pewnością potwierdzi moje słowa!

grzEGOrz - Sob 04 Lip, 2009

Buio Omega napisał/a:
A w ogóle to wynalazłem na imdb, że Bartas też już oglądał ten film i bardzo pochlebnie się o nim wyrażał, więc z pewnością potwierdzi moje słowa!


flagg zdaje sie tez ;-)

RedArmyMan - Nie 05 Lip, 2009

Basic Instict (Nagi Instynkt) - kawał świetnego thrillera, z niezłą intrygą, z wspaniałymi scenami pościgów, świetnymi kreacjami aktorskimi, seksowną Sharon Stone, naprawdę niezłymi scenami erotycznymi, jedną niezapomnianą sceną gore oraz piękną ścieżką dżwiękową Jerry'ego Goldsmitha. Jak dla mnie film kompletny. W dodatku do dostania za grosze na DVD (w KDC 14,99zł). Gorąco polecam.
Buio Omega - Nie 05 Lip, 2009

Milano Rovente (1973, reż. Umberto Lenzi). Lekkopółśredni polizi uznanego mistrza gatunku. Dodam, że jego pierwszy z przeszło dziesięciu. W sumie sporo się dzieje, ale tu dopiero hartowała się Umbertowska stal i od samego początku nie wiemy, czy będzie to polizi czy giallo. Na szczęście szybko fabuła koncentruje się na wojnie dwóch gangów mediolańskich: alfonsów pod przewodnictwem Toto Cangemi (Antonio Sabato) oraz dilerów heroiny kierowanym przez niejakiego Francuza. Francuz chce, żeby Toto dla niego pracował, a Toto rzecz jasna sobie tego nie życzy. W związku z czym prosi o pomoc swego starego sycylijskiego dona Billy'ego Barone, by ten załatwił sprawę z Francuzem po swojemu. No i mamy Pruszków kontra Wołomin czyli wzajemne podkładanie świni, strzelaniny, morderstwa, tortury itp, itd. Generalnie pozytywne wrażenia, bo scen zaskakujących i brutalnych nie brakuje, ale nic rewelacyjnego, film ma taki - jakby to powiedzieć - przestarzały i mało przyjazny klimat. Strasznie denerwująca była powtarzana w kółko muzyka (a takie kółko to był 15-sekundowy motyw międlony do znudzenia). Kompozytor Carlo Rustichelli dał mi się szybko znielubić za potworną ścieżkę do Blood And Black Lace, a po tym nie lubię go jeszcze bardziej. Poza tym mam wrażenie (i znając specyfikę realizacji włoskich filmów niskobudżetowych), że ten fragment muzyczny pochodzi z jakiegoś innego filmu, tylko jeszcze nie wiem którego, ale jakoś nie palę się, żeby sprawdzać teraz wszystkie filmy, do których Rustichelli był uprzejmy napisać nuty. A wracając do filmu: 3+/6. W odróżnieniu od arcygenialnego i niezapomnianego Almost Human, ten film wylatuje ze łba bardzo szybko, ale ogląda się go w sumie z uśmiechem i bez specjalnej żenady.
PS. A pani Marisa Mell (Una Sull'altra) wyglądała w tym filmie ohydnie, a jej niejednokrotnie eksponowana nieforemna twarz wywoływała u mnie skurcze żołądka...

Cabal - Sro 08 Lip, 2009

Nieco lżejszy kaliber:

Testosteron – Nie do końca szowinistyczna, ale i też nie całkiem śmieszna polska komedia. Wykonanie wyjątkowo kameralne, niemal teatralna asceza (z małymi wyjątkami, 3 lokacje). Większośc filmu pełna trafnych uwag, dośc dobrych dowcipów z odrobiną absurdu (i licznymi wstawkami), jednak w ogólnym rozrachunku jest to dzieło o 15-20 minut zbyt długie. Mimo wszystko jednak, na plus – w przeciwieństwie chocby do jałowego Zróbmy sobie wnuka.

Historia świata, cz.1 – Mel Brooks jadący równo – i ostro – głównie po Żydach. Jeśli kogoś raziły żarty Borata, to tu znajdzie jego prekursora sprzed 30 lat, hehe. Doborowa, wypróbowana przez MB obsada, szybkie tempo, a żarty – cóż, bardziej udane przeplatające się z genitalnymi i odbytowymi, oraz nurkowaniem w kobiecy biust… Generalnie jednak, profesjonalne wykonanie i specyficzne brooksowe balansowanie na granicy dobrego smaku. Największy minus to jednak dupiate piosenki (ogólnie nie cierpię ich w filmach, stąd zlewam wszystkie musicale).

Buio Omega - Sro 08 Lip, 2009

Luca Il Contrabbandiere (1980, reż. Lucio Fulci). Taki tam neapolitański polizi, jedyny film z tego gatunku na koncie Fulciego. Szmugiel, morderstwa, zemsta za śmierć brata, sporo gorowych trejdmarkowych scen, Fulci z karabinem w garści, taka sobie muzyczka Frizziego. Ogólnie 3+/6. Plusik za gore, bo jak na poliziottesco to było go tam więcej niż w takim Manhattan Baby ;)
Kamikadze - Sro 15 Lip, 2009

A ja coś z zupełnie innej beczki - ruski film Ostrow, czyli Wyspa. Zresztą i my mamy piękne staropolskie słowo "ostrów", oznaczające właśnie wyspę. Ale do rzeczy: w 1942 r., podczas II wojny, radziecki statek z węglem namierzają Szwaby i dokonują "abordażu". Pod górą węgla znajdują spanikowanego młodego palacza oraz szypra. Palacz wybitnie nie chce stracić życia, toteż hitlerowcy dają mu wybór - zastrzeli dumnego szypra, ale sam ocali skórę. W potwornym strachu, młodzian strzela do szefa, który bezwładnie osuwa się za burtę. Niemcy wysadzają barkę bombą. Palacz przeżywa i zostaje uratowany przez mnichów urzędujących na małym archipelagu wysepek na jednym z jezior Karelii.
Akcja zostaje przesunięta w czasie o ponad 30 lat. Monastyr na wyspach jest odwiedzany przez ludzi, których przyciąga sława "świętego" mnicha Anatolija, czyniącego cuda. Tym świętym jest dawny palacz z kotłowni.
Obawiałam się nadętego stylu i przerafinowanej treści, a obejrzałam film nakręcony z mądrością rosyjskich klasyków literatury oraz bezpretensjonalnym poczuciem humoru. Piękny film i do tego nienachalny, choć bogaty w symbole i odniesienia malarskie. Jednak piękne zdjęcia nie zdominowały przekazu, co się chwali. Polecam :spoko:

Cabal - Czw 23 Lip, 2009

Rękopis znaleziony w Saragossie – po tych wszystkich pochwałach jakie usłyszałem i przeczytałem na temat filmu Hasa, sądziłem, że dostanę 3 godzinnego objawienia, a seans skończę z wypalonymi oczyma. Nic z tych rzeczy. Powiem więcej – z trudem zmęczyłem to filmiszcze. Pełno postaci, co chwila jakieś nowe donny i dony, wszyscy oczywiście wymiatający bezbłędną polszczyzną ;) . Nieodparcie przypominało mi to epicki odcinek telenoweli, nadzorowany przez Rogera Cormana. Te „opowieści w opowieści”, szkatułkowość itp. może i robią wrażenie w tekście literackim, ale już nie na ekranie. Albo dokładniej – nie w tym filmie, nie takie. Dość nużące opowieści kładzie do tego jeszcze aktorstwo. Nie użyję określenia drewniane , bo to byłaby obelga dla tego znamienitego grona aktorów i aktorek – jest ono raczej hmm posągowe. W jednej ze scen wszystkie 4 postaci wydają się być nie więcej, niż tylko gadającymi manekinami, taka tam statyka. I Leon Niemczyk. Wiem, że o zmarłych powinno się tylko dobrze albo wcale, ale człowiek który „obstawił” chyba z połowę polskich filmów ostatnich 30 lat zawsze grał jedną i tę samą rolę. Nie inaczej tutaj. Dobrze wypada oczywiście Cybulski i specyficzny jak zawsze Kobiela, reszta na poziomie produkcji telewizyjnej. Owszem, dostrzegam tu połączenie humoru i makabry (wisielcy, powiew gotyku itp.) oraz specyficzną niezwykłość losów i przeżyć Van Wordena, ale powtórzę – co w Rękopisie… urzekło Lyncha, Bunuela, Scorsese i Coppolę? Pewnie olsztyńskie krajobrazy (które od tylu lat mam okazję oglądać na żywo). Tyle ode mnie – mam mieszane uczucia cd. tego dzieła, Duużo bardziej przypadła mi do gustu hasowa adaptacja Sanatorium pod Klepsydrą.
bub - Czw 23 Lip, 2009

Cabal napisał/a:
Rękopis znaleziony w Saragossie – po tych wszystkich pochwałach jakie usłyszałem i przeczytałem na temat filmu Hasa, sądziłem, że dostanę 3 godzinnego objawienia, a seans skończę z wypalonymi oczyma. Nic z tych rzeczy. Powiem więcej – z trudem zmęczyłem to filmiszcze. Pełno postaci, co chwila jakieś nowe donny i dony, wszyscy oczywiście wymiatający bezbłędną polszczyzną ;) . Nieodparcie przypominało mi to epicki odcinek telenoweli, nadzorowany przez Rogera Cormana. Te „opowieści w opowieści”, szkatułkowość itp. może i robią wrażenie w tekście literackim, ale już nie na ekranie. Albo dokładniej – nie w tym filmie, nie takie. Dość nużące opowieści kładzie do tego jeszcze aktorstwo. Nie użyję określenia drewniane , bo to byłaby obelga dla tego znamienitego grona aktorów i aktorek – jest ono raczej hmm posągowe. W jednej ze scen wszystkie 4 postaci wydają się być nie więcej, niż tylko gadającymi manekinami, taka tam statyka. I Leon Niemczyk. Wiem, że o zmarłych powinno się tylko dobrze albo wcale, ale człowiek który „obstawił” chyba z połowę polskich filmów ostatnich 30 lat zawsze grał jedną i tę samą rolę. Nie inaczej tutaj. Dobrze wypada oczywiście Cybulski i specyficzny jak zawsze Kobiela, reszta na poziomie produkcji telewizyjnej. Owszem, dostrzegam tu połączenie humoru i makabry (wisielcy, powiew gotyku itp.) oraz specyficzną niezwykłość losów i przeżyć Van Wordena, ale powtórzę – co w Rękopisie… urzekło Lyncha, Bunuela, Scorsese i Coppolę? Pewnie olsztyńskie krajobrazy (które od tylu lat mam okazję oglądać na żywo). Tyle ode mnie – mam mieszane uczucia cd. tego dzieła, Duużo bardziej przypadła mi do gustu hasowa adaptacja Sanatorium pod Klepsydrą.


Wlaśnie w tekście literackim robią moim zdaniem mniejsze wrażenie, niz w tym filmie ;) W książce jest jednak więcej donnów. Ogólnie bardzo dziwi mnie ta opinia w stosunku do najlepszego filmu polskiego ;)

Cabal - Czw 23 Lip, 2009

Cytat:
Ogólnie bardzo dziwi mnie ta opinia w stosunku do najlepszego filmu polskiego


To tylko potwierdza, jak kiepska byla i jest polska kinematografia, skoro to jej najlepszy produkt :twisted: .

Kamikadze - Czw 23 Lip, 2009

Cabal napisał/a:
To tylko potwierdza, jak kiepska byla i jest polska kinematografia, skoro to jej najlepszy produk


To tylko potwierdza, jak mało wiesz na temat polskiej kinematografii :-|

Cabal - Pią 24 Lip, 2009

Może i tak, ale przynajmniej przy tak wyrywkowej wiedzy nie rzucam tu sądów typu "najlepszy/najgorszy polski film". Ale widać Bub widział już je wszystkie, łącznie z niemymi, stąd może takie opinie wydawać.

Kami, ja chociaż od czasu do czasu sięgam po polski film, nie tylko włoszczyznę i angielskie ramoty - a już szczególnie czyham na rodzime kino niesamowite, w którym to gatunku jest najwyraźniej cała masa nieznanych mi perełek. Nie moja wina, że polscy wydawcy takich dzieł nie promują i nie chcą wznawiać na DVD (nieraz nad tym już ubolewałem w poprzednich postach). A dostępu do archiwów polskich studiów filmowych nie posiadam, to co mi pozostaje?

Kamikadze - Pią 24 Lip, 2009

Sugerujesz może, że nie oglądam niczego poza, jak to ująłeś, włoszczyzną i angielskimi ramotami? :lol2:
A jeśli zależy Ci na obejrzeniu perełek polskiej grozy i niesamowitości, to czasem puszczają takie cykle w wakacje (krótki metraż z końca lat 60. i pocz. 70.), można też trafić na coś na TVP Kultura, czy inne typowo polskie, niszowe kanały (ale tylko do końca wakacji, niestety :-| ). Że na DVD nędza - to jedno, ale TV czasem coś odświeży, oczywiście nie misyjna TVP 1,2 :wacky:

bub - Pią 24 Lip, 2009

Ano, ja ogolnie wszystko widzialem ;) No a w sumie to z twojego dlugiego opisu nie wychwycilem dlaczego sie film nie podobal... aktorstwo jest jakie mialo byc, krajobrazy piekne, film podobal sie Bunuelowi, Scorsese, Coppoli, Lynchowi. Jedyne do czego mozna sie przyczepic to, ze szkatulkowa forma ci nie odpowiada. Wiec ogolnie na plus jak rozumiem.

Ale jak cos moge odkupic "klasyka polskiego i europejskiego kina, wciąż czekająca na wydawcę w rodzimym kraju. Wielkie gratulacje dla naszych wspaniałych firm, lubujących się głównie w zaśmiecaniu supermarketowych koszyków tandetnymi filmidłami za 10 złotych." ;)

MauZ - Pią 24 Lip, 2009

"Tony Takitani" w reżyserii Jun Ichikawy. Film na podstawie opowiadania o tym samym tytule ze zbioru "Ślepa wierzba i płacząca kobieta" autorstwa Haruki Murakami.
przepiękny, smutny, melancholijny film o samotności z równie wspaniałą muzyką w tle. niesamowicie spokojna rzecz dla cierpliwego, chcącego uspokoić i wyciszyć się widza.
polecam, bo warto zobaczyć.

Tristan Tzara - Pią 24 Lip, 2009

Tony jak i Wszystkie Boze Dzieci Tancza lezy mi na polce i czeka na wlasciwy nastroj. moze w koncu rusze niedlugo. skoro mowisz ze warto. leza tez wszystkie ksiazki Murakamiego wydane w polsce, moze zachecony po filmie wezme sie tez za to :D
Cabal - Pią 24 Lip, 2009

Kamikadze napisał/a:
Sugerujesz może, że nie oglądam niczego poza, jak to ująłeś, włoszczyzną i angielskimi ramotami?


Nic nie sugeruje, pisalem glownie o sobie :lol2: . A ze zabrzmialo to dwuznacznie i wzielas poprawke i na siebie, rozumiem. Ale przyznaje, ze nawet jesli ogladasz tez powiedzmy polskie filmy, to raczej nie zauwazylem, zebys sie o nich tak czesto i obficie rozpisywala, jak to ma miejsce z tymi giallo o niezapamietywalnych tytulach chociazby :zeby: .

Kamikadze napisał/a:
A jeśli zależy Ci na obejrzeniu perełek polskiej grozy i niesamowitości, to czasem puszczają takie cykle w wakacje (krótki metraż z końca lat 60. i pocz. 70.), można też trafić na coś na TVP Kultura, czy inne typowo polskie, niszowe kanały (ale tylko do końca wakacji, niestety ). Że na DVD nędza - to jedno, ale TV czasem coś odświeży, oczywiście nie misyjna TVP 1,2


Bosko, wiem o tym, ale w UK polskiej TV kablowej nie posiadam. Moze sprobuje z nia pokombinowac, jednak nie chcialbym kupowac np. calego pakietu kilkudziesieciu stacji dla 2-3 wybranych. O DVD wspomnialas, zostaje p2p i Rapidshare, ale stwierdzilem, ze jak mam znowu sie w piractwo nachalnie bawic, to wtedy faktycznie i za 10 lat, przy takim podejsciu, sie wydan DVD z tymi dawnymi polskimi horrorami nie doczekamy, bo najzagorzalsi fani juz je beda mieli w kolekcji, z wiadomych zrodel :roll: .

bub napisał/a:
Ano, ja ogolnie wszystko widzialem No a w sumie to z twojego dlugiego opisu nie wychwycilem dlaczego sie film nie podobal... aktorstwo jest jakie mialo byc, krajobrazy piekne, film podobal sie Bunuelowi, Scorsese, Coppoli, Lynchowi. Jedyne do czego mozna sie przyczepic to, ze szkatulkowa forma ci nie odpowiada. Wiec ogolnie na plus jak rozumiem.


Dokladnie, stad tez post o Rekopisie umiescilem w dziale o dobrych filmach. Tyle ze jak juz wspomnialem, spodziewalem sie wiecej. Przede wszystkim groteskowosci i absurdu, dziwacznych wizji itp. Troszke na zasadzie tego, co King pisal w Danse Macabre (nomen omen ;-) ) - spodziewamy sie 300 metrowego potwora, a jak ma "tylko" 30, to przychodzi rozczarowanie :mrgreen: . No to wlasnie dla mnie film Hasa to takie 30 metrow. Jak to napisal kiedys Gombrowicz: jak ma zachwycac, skoro nie zachwyca? Zreszta, za jakis czas obejrze ponownie, czesto dopiero 2gi seans czy lektura przynosi u mnie klaryfikacje.

bub napisał/a:
Ale jak cos moge odkupic "klasyka polskiego i europejskiego kina, wciąż czekająca na wydawcę w rodzimym kraju. Wielkie gratulacje dla naszych wspaniałych firm, lubujących się głównie w zaśmiecaniu supermarketowych koszyków tandetnymi filmidłami za 10 złotych."


I tu zdania nie zmienie, zreszta nawet z przytoczonego przez Ciebie kontekstu nie wynika, ze od razu uznalem ten film za znakomity. Nie uzywam naprzemiennie okreslen "klasyka" i "arcydzielo". Dla mnie klasyka moze byc film za taki wlasnie uznany, podobnie jak z "kinem kultowym" - tu pojawia sie np. "Plan 9 z kosmosu" Wooda itp.

Ale napisze tez tyle - nie zaluje wydanych na ten film pieniedzy (mimo, ze Rekopisu... nie obdarzono jakimikolwiek dodatkami :roll: ). Bo to jednak troszke inny kaliber niz wydawanie kilkudziesieciu zlotych/euro/dolarow/funtow na jakies wloskie czy hiszpanskie "uncuty" filmow, ktore - badzmy szczerzy - czesto zapomina sie juz po pierwszym seansie. Przy takim podejsciu, wspomniane przeze mnie badziewia za 10 zeta dalej beda zalegac miejsca na polkach sklepow, wypierajac do magazynow duzo lepsze produkcje i edycje specjalne, zwlaszcza kina polskiego.

Kinson - Pią 24 Lip, 2009

Iga ninpôchô (1982) pana Kôsei Saitô. Film, który wygrał 3 narody Japońskiej akademii filmowej w roku 1984, a jest sam w sobie strasznym serem o nindżach.
MauZ - Sob 25 Lip, 2009

Tristan Tzara napisał/a:
Tony jak i Wszystkie Boze Dzieci Tancza lezy mi na polce i czeka na wlasciwy nastroj. moze w koncu rusze niedlugo. skoro mowisz ze warto. leza tez wszystkie ksiazki Murakamiego wydane w polsce, moze zachecony po filmie wezme sie tez za to :D

na serio nie wiem po cholere Ci te wszystkie książki skoro nawet ich nie ruszyłeś... dla samej przyjemności nabycia, dla chęci posiadania, bo nie było co zrobić z kasą czy z jakiegoś innego powodu? po prostu nigdy nie rozumiałem i nie zrozumiem zapełniania hurtowo półek czymś co leży nieruszone :ysz:

Tristan Tzara - Sob 25 Lip, 2009

bo to sa filmy i ksiazki Lileczki mojej :) ona jest fanka i namawiala mnie tez troche na sprobowanie. no ale tak, sporo jej kupilem tego, wiec moze by i wypadalo samemu to ruszyc ;)
MauZ - Sob 25 Lip, 2009

za dobrze tam macie :mrgreen:
ech no ale trafić na kobite z którą się dopasowuje zainteresowaniami to jest szczęście więc gratuluje, zazdraszczam i ide coś obejrzeć żeby móc walnąć jutro posta bez off-topa ;-)

Tristan Tzara - Sob 25 Lip, 2009

MauZ napisał/a:
ech no ale trafić na kobite z którą się dopasowuje zainteresowaniami to jest szczęście więc gratuluje,

no nie tak bardzo wlasnie :D ale jakos sie zyje ;)

Le Journal d'une femme de chambre w ekranizacji Bunuela - jak zawsze dobre :)

Kinson - Wto 28 Lip, 2009

Strangers on a Train (1951) 8/10
The Thing from Another World (1951) 7/10
Gojira (1954) 8/10
Ballada o soldate (1959) 7/10
The Curse of the Werewolf (1961) 6/10
Lawrence of Arabia (1962) 8/10
Hell in the Pacific (1968) 6/10
How to Irritate People (1968) (TV) 6/10
Where Eagles Dare (1968) 8/10
Rolling Thunder (1977) 9/10
Iga ninpôchô (1982) 4/10
Superman III (1983) 5/10
Razorback (1984) 6/10
Frantic (1988) 7/10
American Samurai (1992) 6/10
Unbreakable (2000) 6/10
The Life of David Gale (2003) 2/10
Fanboys (2008) 5/10
The Hurt Locker (2008) 8/10
Angels & Demons (2009) 3/10
Watchmen (2009) 8/10

Embalmer - Sro 29 Lip, 2009

Kinson napisał/a:
Rolling Thunder (1977) 9/10


Czemu tylko 9 na 10, Kinson? "Rolling Thunder" to mini-arcydzieło. Co zapadło Ci w filmie najbardziej w pamięć?

Końcowa strzelanina wgniata w fotel.

"Let's clean 'em up".

Kinson - Sro 29 Lip, 2009

Mnie najbardziej zapadło w pamięć, że każdy powinien mieć takiego kumpla jak Johnny (młody Tommy Lee Jones). Przychodzi do niego nagle ziomek z woja i mówi, że wie "gdzie są te skur..., którzy zabili mi syna.". A ten "Ok, tylko się spakuję" i jadą do Meksyku rozbijać głowy :-)

A 9/10 tylko bo jednak za mało strzelania :-) W takim Tylko dla orłów było chyba ze 20 razy więcej trupów. I wszyscy niemcy co tam się pojawili ZGINĘLI, nawet sekretarkę Clint utłukł strzałem w tył głowy :!: Chodzą słuchy w internecie, że tam przez 0,2 sekundy widać niemca co go Eastwood i spółka nie zabijają, ale ja w to nie wierzę. :lol2:

Snejk - Pon 03 Sie, 2009

Rituals -
Danse Macabre - 6/6
Ho - 10/10
Horrormania - 9/10
AA - 6/6
i...Jedyna sluszna recka i ocena otylego Critersa czyli 2 i pol/6 :)

Strasznie slaby ten film. Jest nudny jak cholera, napiecia nie ma tam za grosz, pojecie grozy tutaj nie istnieje. Zupelnie nie sprawdza sie jako slaszer, troche lepiej wypada jako survival ale np. Deliverance z 1972r miażdży ten film pod kazdym wzgledem.
Pomimo tego, ze nudzilem jak mops przez mysl mi nie przeszlo zeby przewinac lub wylaczyc, a to oznacza, ze jednak cos w sobie mial. Tylko pytanie, co? Nie groze, nie postacie, nie morderca. Widocznie mam jakas slabosc do filmow kreconych w takich miejscach tj. lasy, rzeczki, du no. No jakis tam klimat mial.
oceniam jak Crit. Zawiodlem sie.

grzEGOrz - Pon 03 Sie, 2009

Snejki, załóż temat odnośnie Rituals, a nie piszesz w temacie o nie-horrorach i pochodnych :wacky:
Embalmer - Pon 03 Sie, 2009

Snejk napisał/a:
Strasznie slaby ten film. Jest nudny jak cholera, napiecia nie ma tam za grosz, pojecie grozy tutaj nie istnieje. Zupelnie nie sprawdza sie jako slaszer, troche lepiej wypada jako survival ale np. Deliverance z 1972r miażdży ten film pod kazdym wzgledem.
Pomimo tego, ze nudzilem jak mops przez mysl mi nie przeszlo zeby przewinac lub wylaczyc, a to oznacza, ze jednak cos w sobie mial. Tylko pytanie, co? Nie groze, nie postacie, nie morderca. Widocznie mam jakas slabosc do filmow kreconych w takich miejscach tj. lasy, rzeczki, du no. No jakis tam klimat mial.
oceniam jak Crit. Zawiodlem sie.


:cry:

ślepy51 - Pon 03 Sie, 2009

grzEGOrz napisał/a:
Snejki, załóż temat odnośnie Rituals, a nie piszesz w temacie o nie-horrorach i pochodnych

Jak dla mnie to Snejk wybrał prawie dobry temat (prawie, bo ocenił "Rituals" słabo a tu o dobrych filmach miało być chyba w założeniu pisanie), bo przecież napisał w swoim poście, że "film nie sprawdza się jako horror" - (...) napięcia nie ma tam za grosz, pojecie grozy tutaj nie istnieje. Zupelnie nie sprawdza sie jako slaszer i inne ;-) :lol:

Snejk - Pon 03 Sie, 2009

dokladnie, temat wlasciwy, ale myslalem tez o wez to wylacz przez chwile :)
Cabal - Pią 07 Sie, 2009

40 letni prawiczek – temat niezbyt może nowy i okazały, ale wykonanie w sumie poprawne. Sporo dobrych żartów (w tym świetna scena z przygotowaniem do seansu filmów porno), utrzymanych w ryzach dobrego smaku – niewiele tu z rubaszności American Pie czy klasycznych Lodów na patyku. Plus masa gadaniny i teoretyzowania na temat sposobów na podryw i tracenie dziewictwa – jednoznacznie stylistyka tego aspektu skojarzyła mi się z filmami Kevina Smitha (niebawem zresztą zagrał u niego Seth Rogen). Generalnie, dzieło lepsze niż można by się spodziewać po tytule i streszczeniu – trochę jednak za długie, z marnym zakończeniem w postaci parodii Hair.

Podkręć jak Beckham – paradoks – nie lubię Bollywood, punajbi disco, angielskiego futbolu i Davida Beckhama w szczególności, jednak tę komedyjkę (powstałą niejako przy okazji Mistrzostw Świata w 2002 roku) łyknąłem bezboleśnie. Oprócz dość błahej historyjki Hinduski pragnącej zostać zawodową piłkarką, mamy tu jeszcze dość ciekawe obserwacje kulturowe i nieco udanego humoru. Bez megarewelacji, ale może zaciekawić nie tylko fanów (i fanki) zawsze szczapowatej Keiry Knightley.

Kamikadze - Czw 13 Sie, 2009

Taśmy prawdy - Sidney Lumet, jakiego lubię, film się nie zestarzał, a oryginalna formuła naprawdę rządzi! Sean Connery jest wielki w tym filmie :spoko: no i w jednej ze swych pierwszych ról filmowych Christopher Walken, szczawik, który wtedy był podobny do Michelle Pfeiffer ;-) Świetna rozrywka!
grzEGOrz - Pon 24 Sie, 2009

"Inglorious Basterds" - bardzo przyzwoite kino. bosz broń, że masterpis jakby sugerowała ostatnia scena. ale jest na pewno świetnie zrobione, mimo długiego czasu projekcji nie nuży (choć niektóre sceny przeciągnięte ponad miarę nieco, ale bez przesady). taka tam fantazyja - pomysł godzien "Black Gestapo" - żydowscy partyzanci zrywający skalpy nazistom. film rozbity na pięć rozdziałów, co trochę się odbija na spójności fabuły i identyfikacji z bohaterami. tak naprawdę tylko świetny kapitan SS ma najwięcej do zagrania i robi to genialnie. poza tym, hmmm... bohaterowie przewijają się przez ekran, potem giną i kompletnie to mnie nei obchodziło. niby u Tarantino tak zawsze było, ale tym razem trochę przeszkadzało. ogólnie duży plus i dobry film!
Critters - Pon 24 Sie, 2009

grzEGOrz napisał/a:
żydowscy partyzanci zrywający skalpy nazistom.


Bez kitu, to musi być naprawdę słaby film :lol2:

Kamikadze - Pon 24 Sie, 2009

To już wiem, że go nie obejrzę ;-)

A obejrzałam za to ostatnio 2 filmy - jeden Sleuth z 2007r. w reżyserii Kennetha Branagha, remake innego filmu z 1972r. Josepha Mankiewicza, oba na podstawie sztuki Anthony'ego Shaffera (nota bene scenarzysty Wickermana Hardy'ego i Frenzy Hitchcocka), z Michaelem Cainem, z tym, że w starym grał młodego, a w nowym - starego bohatera :zeby: I ten nowy Sleuth (starego nie widziałam), to moim zdaniem niewypał. Sztuczny, maksymalnie irytujący, obnażający wszelkie niedociągnięcia adaptacji materiału na język filmowy, z afektowanym aktorstwem, po prostu duże NIE. Przenoszenie sztuki na ekran zawsze wiąże ze sobą ryzyko uczynienia materiału martwym i drewnianym, jako że film przemawia obrazem budzącym emocje, a sztuka odwołuje się do intelektu i wyobraźni widza. Czasem się udaje pogodzić te sprzeczności, ale nie tym razem. Tym bardziej ciekawa jestem pierwotnej, tak chwalonej, wersji.
A dziś - Zbrodnie i wykroczenia Allena. Film cudowny, łączący wątki kryminalne z fascynacją Allena Dostojewskim, dowcipny i smutny, przejmujący i wesoły zarazem. Bardzo mi się podobał.

bub - Nie 30 Sie, 2009

Just before dawn i hunter's blood - zeby zobaczyc czy wszystko czym Critters sie podnieca to poziom Deadly Spawn ;) Jednak te 2 filmy to jakies oczko wyzej . Calkiem przyjemne zapchajdziury, o lesnym klimacie do obejrzenia przy piwie. Ogolnie oba na plus.


Drag me to hell - pierwszy od nie wiem jak dawna nowy film, ktory nie zawiodl moich oczekiwan. Raimi miszcz na miszcze.


bub - Nie 30 Sie, 2009

Cytat:
A obejrzałam za to ostatnio 2 filmy - jeden Sleuth z 2007r. w reżyserii Kennetha Branagha, remake innego filmu z 1972r. Josepha Mankiewicza, oba na podstawie sztuki Anthony'ego Shaffera (nota bene scenarzysty Wickermana Hardy'ego i Frenzy Hitchcocka), z Michaelem Cainem, z tym, że w starym grał młodego, a w nowym - starego bohatera I ten nowy Sleuth (starego nie widziałam), to moim zdaniem niewypał. Sztuczny, maksymalnie irytujący, obnażający wszelkie niedociągnięcia adaptacji materiału na język filmowy, z afektowanym aktorstwem, po prostu duże NIE. Przenoszenie sztuki na ekran zawsze wiąże ze sobą ryzyko uczynienia materiału martwym i drewnianym, jako że film przemawia obrazem budzącym emocje, a sztuka odwołuje się do intelektu i wyobraźni widza. Czasem się udaje pogodzić te sprzeczności, ale nie tym razem. Tym bardziej ciekawa jestem pierwotnej, tak chwalonej, wersji.


No ogladanie remaku Sleutha przed oryginalem to powazne wykroczenie. Prawie, ze zbrodnia. O ile oryginal rowniez dosc mocno wali teatrem (choc nie az tak jak Reservoir Dogs ;) ) to jest o jakies 10 klas lepszy. Nr 3 jezeli chodzi o Mankiewicza moim zdaniem ;) Wydaje sie zreszta, ze ten gniot przystopowal nieco ambicje rezyserskie Branagha, ja sam mialem o nim jednak lepsze zdanie do momentu w ktorym wypuscil ten film. PO udziale Caina spodziewalem sie, ze moze to byc cos nawet ciekawego. Reinterpretacje ciekawa tematu moglby raczej jakis Richie zapodac czy inny bo Branagh to troche ma zbyt ograniczone srodki, raczej by mogl zagrac w tym zamiast Juda Lawa :)

Tristan Tzara - Nie 30 Sie, 2009

Critters napisał/a:
Bez kitu, to musi być naprawdę słaby film

to bedzie naprawde zajebisty film!

bub - Nie 30 Sie, 2009

Tristan Tzara napisał/a:
Critters napisał/a:
Bez kitu, to musi być naprawdę słaby film

to bedzie naprawde zajebisty film!


Jest bym powiedzial ;) W ogole to chyba najbardziej intensywny film Raimiego, co ciekawe za zdjecia odpowiedzialny Peter Deming, ktory pracowal z nim przy ED2. Czemu nikt tak nie kreci filmow, takie katy kamery to chyba tylko Polanski na podobnym poziomie opanowal. A jednak styl wizualny to w horrorze podstawa ;)Standard wizualny to w ogole do horroru nie pasuje, to juz wole ze sto razy awangarde jak w Seconds Frankenheimera ;) )) Taka scena w grobie to po prostu poezja kina. Taniec szatana tez zreszta!

A zeby sie Critters nie denerwowal to dodam, ze obejrzalem tez Satan's little helper jego miszcza Jeffa Liebermana, ladne kostiumy i panienka tez niczego sobie ;) Koncept tez nienajgorszy. Moze byc ;)

Cabal - Nie 30 Sie, 2009

Shallow Hall – Bracia Farrelly i kolejne spojrzenie na ludzkie przypadłości i deformacje, tym razem w otoczce niezwykłej komedii romantycznej. Spojrzenie czasem zabawne, czasem bardziej refleksyjne, a chwilami mało dorzeczne. Tak czy owak, z dobrodusznym morałem i dobrą kreacją Gwyneth Paltrow, równoważącą wygłupy Jacka Blacka. Film do pośmiania, ale i pod rozwagę.

Dirty Rotten Scroundels - Frank Oz zdaje się lubować we wszelkich „podwójnych grach”, niestabilnych osobowościach i intrygach prezentowanych na ekranie przez postaci z jego filmów. Wystarczy wspomnieć Hecę Bowfingera czy The Game (ostatni film z Marlonem Brando). Farsowa, inteligentna i zabawna produkcja z 1988 roku wygrywa głównie dzięki świetnej grze trójki Caine – Martin – Headley, wygrywającej z niebanalnym scenariuszem, dającym duże możliwości dla popisu. Komedia może w starym stylu, ale posiadająca większy urok niż większość współczesnych jackassowych durnot.

Snejk - Wto 01 Wrz, 2009

Szeregowiec Rajan - Super film, jeden z najlepszych wojennych zdecydowanie
Czas Apokalipsy - Powrot - Kiedys mi sie nie podobal. Dlugie i rozwleczony, jednak ostatni seans kupil mnie w calosci i zostalem fanem i chetnie kupie to na dvd lub przyjme za darmo :)
Drag me to hell - Powrot Raimiego. Czuc tam jego reke, podobny homur do ED, ale ani to straszne an smieszne. Srednie. Na szczescie brak eRki nie jest tu odczuwalny

bub - Wto 01 Wrz, 2009

Night Moves - to jednak chyba najlepszy kryminal z taaka narracja, no mysle ze na rowni z Rozmowa jak nie wyzej, ale Bullita przebija. Zawsze takie mialem przeczucia, ale teraz sie upewnilem ;)
Kinson - Wto 01 Wrz, 2009

The Night of the hunter (1995) - mroczna baśń kontrastująca to co piękne i dobre na tym świecie z tym co złe i brzydkie. Koegzystencja Boba Mitchuma i króliczków pasących się na łące.


Kamikadze - Wto 01 Wrz, 2009

A czasem nie z 1955? :mrgreen: Tak, czy owak, film genialny :spoko:
A ja ostatnio same powtórki niemal - dziś obejrzane po latach Żądło - świetna zabawa :grin:
Obejrzałam też Śmiertelne porachunki (Dead Reckoning) z Bogartem, ale uważam, że nie jest to szczytowe osiągnięcie kina noir. Przyzwoity, ale trochę przekombinowany i dość schematyczny, choć Żegnaj, laleczko, czyli Murder, my Sweet jeszcze mniej mi się podobał.
Wolę inne tytuły :grin:

Cabal - Wto 01 Wrz, 2009

Kamikadze napisał/a:
Obejrzałam też Śmiertelne porachunki (Dead Reckoning) z Bogartem, ale uważam, że nie jest to szczytowe osiągnięcie kina noir.


No pewnie nie, o ile oczywiście Humprey nie jeździ w opancerzonym wozie noszącym tę nazwę (z Asią A. u boku) i nie rozwala stad zombie ;-) .

Dla mnie noir czy wręcz post - noir to głównie Touch of evil Wellesa i Dark Passage z "Bogiem" i Lauren Bacall.

bub - Czw 03 Wrz, 2009

Cabal napisał/a:
Kamikadze napisał/a:
Obejrzałam też Śmiertelne porachunki (Dead Reckoning) z Bogartem, ale uważam, że nie jest to szczytowe osiągnięcie kina noir.


No pewnie nie, o ile oczywiście Humprey nie jeździ w opancerzonym wozie noszącym tę nazwę (z Asią A. u boku) i nie rozwala stad zombie ;-) .

Dla mnie noir czy wręcz post - noir to głównie Touch of evil Wellesa i Dark Passage z "Bogiem" i Lauren Bacall.


Czemu post-noir? Przeciez to klasyczne noiry sa. No chyba, ze Marcela Carne wezmiemy za klasyczny noir, to ten bedzie rzeczywiscie post. Fajne na pewno, ale czy najfajniejsze to bym sie mocno zastanawial.

Cabal - Pią 04 Wrz, 2009

Nie twierdzę że najfajniejsze, po prostu je widziałem i doceniam.

Death at a funeral (2007) - Frank Oz za kamerą po raz wtóry, tym razem realizuje wyborną brytyjską farsę z elementami czarnej komedii. Z pozoru zwyczajny pogrzeb (i stypa) staje się areną prawdziwie „czeskiego filmu”, a jednocześnie refleksji nad ludzkim egoizmem i małostkowością. W obsadzie brak może znanych nazwisk (nie licząc może weterana postaci charakterystycznych, Petera Vaughana), jednak niemal wszyscy spisują się znakomicie. Zabawna, dobrze rozpisana i zrealizowana komedia z nieco większym niż teatralny planem i rozmachem.

Embalmer - Sob 05 Wrz, 2009

"Fighting Back" (1982. Lewis Teague) - Zapomniane i do tej pory nie wydane na DVD kino zemsty z Tomem Skerittem w roli sklepikarza Johna D'Angelo biorącego odwet na kryminalistach we włoskiej dzielnicy Filadelfii. Wprawdzie thriller kryminalny Teague'a ("Cujo") nie jest tak brutalny jak np. "Death Wish II" (1982, wersja bez cenzury, rzecz jasna), niemniej nie można odmówić mu autentyczności. Solidnie zagrany, przejmujący kawałek kina dla twardzieli i zarazem fascynujące studium socjalnej degeneracji. Dla wielbicieli kina zemsty.


Kamikadze - Nie 06 Wrz, 2009

Wróg publiczny nr 1 (1930) - klasyka kina gangsta ;-) ze świetną rolą Cagney'a, jako żywo przypominającego współczesnych bandziorów z jakiegoś Wołomina - dres (czyt. garnitur), fura, blachary, spluwa i lans. Mimo pewnych jeszcze niedociągnięć, świetny film, na pewno oglądany z wypiekami przez Scorsese'ów i innych Coppolów. Jean Harlow z wyglądu obrzydliwa w tym filmie, jak mało kto. Za to Woods piękny, jak lalka - uroda typowego amanta. Czy ktoś wie, czemu tak szybko zakończył karierę?

Ostatni dzień lata Konwickiego - film w sam raz na tę porę, piękny i refleksyjny, nowatorski w formie, bogaty w ukrytą treść, z doskonałymi rolami Laskowskiej i Machulskiego seniora i przepięknymi zdjęciami pustej bałtyckiej plaży i wydm. Bardzo cenię Konwickiego i jako pisarza, i teraz - jako reżysera, muszę więc nadrobić zaległości i obejrzeć Lawę, Salto, Dolinę Issy...

Jane Eyre - jeszcze jedna telewizyjna adaptacja klasycznej powieści Charlotte Bronte (z umlautem) - w tym przypadku Jane zagrała Samantha Morton, zaś pana Rochestera - Ciaran Hinds (hm, mimo wąsów niezły :wacky: ). Na głównym planie oczywiście wątek romantyczny, ale w sumie trudno sfilmować tę książkę w każdym szczególe, bo jest wyjątkowo bogata i nastrojowa. Warto pamiętać, że to właśnie ta powieść posłużyła jako podstawa przy pisaniu scenariusza I walked with a Zombie. A ten film akurat bardziej spodoba się pewnie kobitkom ze względu na wspomniany romans na pierwszym planie, więc nie poczytuję sobie za dyshonor tego, że i mnie się widział ;-) Choć absolutnie nie jest to żadne arcydzieło.

Kamikadze - Pon 07 Wrz, 2009

Straight on Till Morning - nietypowa produkcja wytwórni Hammer z 1972 r. - podczas, gdy sukcesy odnosiły kostiumowe, gotyckie serie o wampirach i nawiedzonych naukowcach, Peter Collinson (reżyser Włoskiej roboty i Fright) wyreżyserował dołujący, nietypowo kręcony psychothriller, zdecydowanie nie w guście widowni spragnionej kłów Draculi w szyi pięknej dziewicy. Poświęcę temu dziełku osobną reckę, bo film wart jest dokładniejszego opisu :-)
Embalmer - Pon 14 Wrz, 2009

grzEGOrz napisał/a:
"Inglorious Basterds" - bardzo przyzwoite kino. bosz broń, że masterpis jakby sugerowała ostatnia scena. ale jest na pewno świetnie zrobione, mimo długiego czasu projekcji nie nuży (choć niektóre sceny przeciągnięte ponad miarę nieco, ale bez przesady). taka tam fantazyja - pomysł godzien "Black Gestapo" - żydowscy partyzanci zrywający skalpy nazistom. film rozbity na pięć rozdziałów, co trochę się odbija na spójności fabuły i identyfikacji z bohaterami. tak naprawdę tylko świetny kapitan SS ma najwięcej do zagrania i robi to genialnie. poza tym, hmmm... bohaterowie przewijają się przez ekran, potem giną i kompletnie to mnie nei obchodziło. niby u Tarantino tak zawsze było, ale tym razem trochę przeszkadzało. ogólnie duży plus i dobry film!


Aaa tak, nowy Tarantino. Wczoraj miałem sposobność zobaczyć "Inglorious Basterds" w kinie. Porucznik Aldo Raine i jego ośmioosobowy oddział żydowsko-amerykański zdzierający skalpy niemieckim żołnierzom w okupowanej Francji. Do tego Operacja Kino czyli planowany zamach na dostojników III Rzeszy w pewnym kinie z czarnoskórym operatorem i jego damą w czerwieni. Najbardziej zapadła mi w pamięć sekwencja w piwnicy, która kończy się krwawo i brutalnie oraz Brad Pitt pięknie mówiący po włosku (jeden z jego dwóch pomocników do wysadzenia kinowego przybytku nazwany został Antonio Margheriti!). Zgadzam się z EGO co do jednego - kapitan SS Hans Landa, Łowca Żydów jest zagrany przez Christopha Waltza koncertowo! Tarantino znowu sporo zapożycza, a jego dialogi są doprawdy pyszne. Nie brakuje soczystej brutalności i krwawych scen (skalpowanie, rozbijanie głowy kijem baseballowym) - film w Polsce dozwolony jest od 15 lat... bo to w końcu popkulturowy Tarantino! Do tego zjawiskowa Melanie Laurent w roli Shosanny Dreyfus i... I am sold!


Skaras - Wto 15 Wrz, 2009

Dobry film, w którym widać rękę Tarantino. Trochę przereklamowany i przeceniany, ale nie zmienia to faktu, że ogląda się bardzo dobrze. Na plus reżyseria jeżeli ktoś lubi Tarantino i znakomite aktorstwo, szczególnie Brada Pitta (Chyba najlepsza jego rola) jako pułkownika Aldo, oraz świetnego Christopher Waltza w roli z pozoru dobrotliwego SSmana. Pozostali aktorzy radzą sobie równie dobrze jak Eli Roth, Mélanie Laurent, czy Til Schweiger (choć w tej roli widział bym bardziej Vinnie Jonesa). Na minus idzie zbytnie rozwleczenie filmu (jakieś 2,5 godziny) i za mało akcji kosztem dialogów (choć są to dialogi tarantinowskie, czyli błyskotliwa gadka o niczym konkretnym. Do całości dochodzi spora dawka humoru. Nie jest to najlepszy film Tarantino, ale z pewnością ten reżyser nie traci formy.
Kamikadze - Wto 15 Wrz, 2009

Ja nie dołączam do chóru piewców talentu pana na T., jednak nie o tym chciałam, a o filmie, który dziś obejrzałam, jego tytuł jest dziwny - po polsku brzmi: Miłe martwe dziewczyny, a nakręcono go w Chorwacji w 2002 r.
Policja puka do drzwi mieszkania w starej kamienicy. Otwiera mężczyzna, policja chce rozmawiać z jego żoną. W drzwiach pojawia się jeżdżąca na wózku starsza kobieta, która wyraźnie zdziwiona jest "najściem". Jego sprawczynią jest młoda kobieta, oskarżająca starszą panią o odebranie jej synka. Oskarżycielka sprawia wrażenie osoby niespełna rozumu, wyklinając na kobietę i, co gorsza, na innych lokatorów kamienicy, uważając ich za dziwnych i spiskujących z kaleką. Zaintrygowany policjant wysłuchuje opowieści dziewczyny, z której wyłania się historia mrożąca krew w żyłach. Wszystko zaczyna się od przeprowadzki Ivy, bo tak ma na imię młoda kobieta, do owej kamienicy. Iva jest studentką medycyny i żyje w związku z Marią, trenerką. Ich pojawienie się w domu z początku nie budzi większej sensacji, jednak odkrycie prawdy o dziewczynach prowadzi do tragedii.
Film jest celowo przejaskrawiony. Mamy więc obraz kamienicy zaludnionej dziwacznymi typami, swoisty mikroświat podglądany wścibsko przez chorwacką Dulską do potęgi n-tej. Skupienie najgorszych możliwych cech ludzkich pod jednym dachem pozwala widzowi zrozumieć mechanizm działania nietolerancji wobec inności. Film powinien być puszczany w szkołach na lekcjach wychowawczych, bo jest w stanie zrobić więcej dla mniejszości seksualnej niż idiotyczne Marsze Równości i inne nietrafione i głupie pomysły Biedronia i S-ki.

grzEGOrz - Wto 15 Wrz, 2009

Kamikadze napisał/a:
idiotyczne Marsze Równości i inne nietrafione i głupie pomysły Biedronia i S-ki.


uznam, że tego nie widziałem :zeby:

Kamikadze - Sro 16 Wrz, 2009

Bo co? Biedroń, jako homoseksualista, to święta krowa i jego pomysły oraz marsze mają sprawić, że ten, który za tym nie jest, od razu dostaje łatkę homofoba? Czy wiesz, że nawet niektórzy homoseksualiści (nie piszę, jak wielu, bo nie znam procentowo, ale wiem o takich), patrzą niechętnie na działania pana na B.? Z homoseksualistami jest tak, jak z każdą mniejszością - są mniejszością i nic tego nie zmieni, a buraki będą się czepiać ludzi niezależnie od tego, czy ktoś jest homo, gruby, rudy czy zezowaty. Zaś normalni ludzie przyjmą to (czyli istnienie danej mniejszości) ze zrozumieniem, bo świat jest wielokolorowy, czyli tęczowy :mrgreen: Takie filmy, jak ten, który opisuję, są mądre, zaś te marsze, podobnie jak bajki o dwóch panach pingwinach - niekoniecznie ;-)

A tak ad rem: widziałam dziś Equus Sidneya Lumeta z 1977r. na podstawie sztuki Shaffera. Film z gatunku nierozrywkowych, a walących obuchem w łeb. Oto psychiatra (Richard Burton), mający doświadczenie w pracy z trudną młodzieżą, zostaje niejako zmuszony przez koleżankę do zajęcia się drastycznym przypadkiem młodego chłopaka, który oślepił konie, wykłuwając im oczy sierpem. Wszyscy są wstrząśnięci, gdyż chłopak uchodził za miłośnika koni, pracował zresztą w stajni, gdzie dokonał tak makabrycznego czynu. Psychiatra ma twardy orzech do zgryzienia, a widzowie - kawał trudnego w oglądaniu filmu :wacky: Jednak jak najbardziej godnego uwagi, choć dość wstrząsającego. Nie dla prawdziwych fanbojów kolejnych części Piuy :zadowolony:

grzEGOrz - Czw 17 Wrz, 2009

Kamikadze napisał/a:
Bo co?


bo zdaje się, że uzgodniliśmy, że forum nie służy ku temu, by spierać się na takie tematy. zaznaczyłem więc grzecznie, że mam odmienne zdanie i tyle :grin:

odnośnie adremu to ja widziałem dzisiaj Watchmen - podobało mi się. jak Snyder jakoś mi wielce na sercu nie leży to dał radę naprawdę. nawet ciekawie zmienione zostało zakończenie w stosunku do oryginału. ciekawie dobrana muzyka, choć niektóre kawałki trochę chyba zbyt oczywiste, ale Dylan na początku miszcz! Jackie Earle Haley jako skurwiel, psychopata i odrażający typek też miszcz! chociaż trochę drażniła maniera wokalna, jak tak sobie chrypiał. ale ogólnie naprawdę imponująca robota. pozostaje czekać na wydanie Ultimate Edition pewnie koło grudnia.

ps. ja bym się naprawdę nie obraził jakby mi ktoś sprezentował blureja i jakąś płaską 50 :zeby:

Kamikadze - Czw 17 Wrz, 2009

Wydaje mi się, że akurat jeśli chodzi o homo, to mamy podobne zdanie, a różnica tkwi jedynie w tym, że uważam, iż działania Biedronia przynoszą homoseksualistom więcej szkody, niż pożytku :wacky:
MauZ - Czw 17 Wrz, 2009

grzEGOrz napisał/a:

ps. ja bym się naprawdę nie obraził jakby mi ktoś sprezentował blureja i jakąś płaską 50 :zeby:

ja bym sie nie obraził gdyby mi ktoś sprezentował blureja i jakąś 20. niekoniecznie płaską, ale żeby też nie miała przesadnie dużych piersi.

Cabal - Czw 17 Wrz, 2009

Kamikadze napisał/a:
A tak ad rem: widziałam dziś Equus Sidneya Lumeta z 1977r. na podstawie sztuki Shaffera. Film z gatunku nierozrywkowych, a walących obuchem w łeb.


Dodam tylko, że Petera Shaffera, który napisał również "Amadeusza", zekranizowanego przez Formana. Jego brat bliźniak, Anthony, jest z kolei odpowiedzialnym za scenopis "Frenzy" Hitchckoka, "Sleuth" (niedawno remake'owanego przez Harolda Pintera) oraz oczywiście "Wicker Mana". Duet, że hej, Kaczyńscy wysiadają w przedbiegach, razem z księżycem i Marią :lol2: . Wracając do "Equusa", to rzeczywiście wyborna adaptacja równie poruszającej sztuki. Świetny wehikuł zwłaszcza dla grających główne role Richarda Burtona i Petera Firtha, no i te mistyczne wizje, na pograniczu szamańskiej inicjacji i kontaktu z duchem zwierzęcia - miód! (choć, rzecz jasna, mamy tu też niestety epatowanie przemocą wobec koni :roll: ). Kami, zapewne obiło Ci się też o uszy, że dwa lata temu na deskach West Endu rolę Alana Strange'a odegrał Daniel Radcliffe? :wacky:

http://www.youtube.com/watch?v=GKqMq9V2R2E

Tristan Tzara - Czw 17 Wrz, 2009

grzEGOrz napisał/a:
pozostaje czekać na wydanie Ultimate Edition pewnie koło grudnia.

info, linki, cokolwiek! :-D Watchmen juz wyszlo na DVD i nie widzialem zeadnego super hiper wydania, oprocz jednego USA z figurka statku Night Olwa. w polsce wyszlo 2DVD w metalowym pudelku i 1DVD zwykle i troche biedne. Director Cut ukazal sie tylko w USA i CA, z tym tylko w CA bylo limitowane wydanie BR w metalbooku, exclusive dla jednego tylko sklepu(niestety sie spoznilem i naklad juz poszedl :-( ). wiec jak masz info o jakims super wydaniu, to prosze dac je tez mnie ! :-D

grzEGOrz - Czw 17 Wrz, 2009

info wyczytałem w nowym Empire (którego normalnie nie kupuję, ale w dziale Masterpiece opisywana była Suspiria to wziąłem) i napisane było tam tak: "The other featurettes are lengthy and decent, but we suspect there's more being held back for the Ultimate Edition later this year" :zadowolony: to w recenzji W:DC Region 1.
Snejk - Czw 17 Wrz, 2009

In Bruges - 10/10 !!!!!!!!!!11
Tristan Tzara - Pią 18 Wrz, 2009

grzEGOrz napisał/a:
The other featurettes are lengthy and decent, but we suspect there's more being held back for the Ultimate Edition later this year" to w recenzji W:DC Region 1.

mam info

biore jak tylko zobacze gdzies preorder !! :D

Cabal - Pią 25 Wrz, 2009

Pan Twardowski (1936) – klasyczna opowieść w gwiazdorskim „starym kinie”. Trącąca myszką teatralność wykonawców, efekty specjalne zapożyczone chyba jeszcze od Meliesa, a łaczące fabułę w klamrę sceny modlitw szczypiące aż nadto w oczy i uszy. Poza tym jednak naprawdę przednie dzieło, utrzymane w fantazyjno-szlacheckim klimacie, z domieszką humoru. A sceny z Diabłem domagającym się dotrzymania umowy oraz królem proszącym Twardowskiego o kontakt ze zmarłą żoną to już oczywiście historia i legenda… Paradoksalnie, łatwiejszy do znalezienia od produkcji Krzysztofa Gradowskiego z 1995 roku, podejmującej tę samą tematykę.

Pieśń triumfującej miłości – przesmaczna nowela filmowa spod ręki dopiero zaczynającego karierę Andrzeja Żuławskiego. Tragiczna, utrzymana w duchu tekstów z okresu Romantyzmu opowieść o sile miłości. Przednie aktorstwo, muzyka i nastrój!

Snejk - Sob 03 Paź, 2009

Trickr.Treat - zaskakujaco dobry chorror. Bylem bardzo sceptycznie nastawiony bo Grzesiek sie nim jaral, a on dal Eden Lejk 6/6 wiec nie moge za bardzo sie nim sugerowac:)
8/10

Star Trek - Ten nowy. Sredni. Typ Sci-fi , ktorego nie znosze. Ewentualne sikłelu nie dotkne nawet PATYKIEM!
5/10. Miliony efektow latarki !

bub - Nie 04 Paź, 2009

Snejk napisał/a:
Trickr.Treat - zaskakujaco dobry chorror. Bylem bardzo sceptycznie nastawiony bo Grzesiek sie nim jaral, a on dal Eden Lejk 6/6 wiec nie moge za bardzo sie nim sugerowac:)
8/10

Star Trek - Ten nowy. Sredni. Typ Sci-fi , ktorego nie znosze. Ewentualne sikłelu nie dotkne nawet PATYKIEM!
5/10. Miliony efektow latarki !


TRT to ta antologia?

Snejk - Nie 04 Paź, 2009

to http://www.imdb.com/title/tt0862856/
Embalmer - Pon 05 Paź, 2009

"Nostalgia" (1983. Andrei Tarkovsky) - Dziś wieczorem zawitałem wraz z Zombie Grinderem na seans "Nostalgii" Tarkovskiego w Muzeum Archeologicznym w Poznaniu. A film ten podobnie jak "Stalker" to dzieło prawdziwego artysty, niezwykle oniryczne, hipnotyczne, plastyczne i wysmakowane wizualnie. Poetyckie kadry, senna akcja, niewielka ilość cięć montażowych (minimum 2-3 cięcia w każdej scenie), ukazanie Włoch jako kraju mokrego, szarego i otoczonego nieprzeniknionym wiankiem porannych mgieł. Do tego swoiste przenikanie się koloru i sepii oraz wspomnienia rosyjskiego poety Gorczakova w monochromie. "Nostalgia" to emocjonalny labirynt, zarówno dla zaludniających film skomplikowanych postaci jak i dla cierpliwego widza.

http://www.imdb.com/title/tt0086022/

Embalmer - Wto 06 Paź, 2009

Znowu "Into the Wild" (2007) Seana Penna - Chris McCandless i jego dzieje okraszone bardowskimi utworami Eddie Veddera. Dobre kino!
Cabal - Sob 17 Paź, 2009

A u mnie znowu The Thing - czyli klasyka kina maskulinistycznego (przez cały seans nie zobaczymy w nim choćby zdjęcia kobiety). I dowód na to, że istnieją bardzo udane rimejki, nawet robione w USA. A dokładniej: wersja Carpentera jest wg mnie dużo pełniejsza od tej z lat 50tych. Do tego jeszcze szybka i sprawna akcja, oraz napięcie trzymające widza za jajca od początku do finału. Atmosfera klaustrofobii i obłędu braku zaufania, pamiętna muzyka i udane efekty specjalne. Mało jest takich filmów, oj mało!
Kamikadze - Nie 18 Paź, 2009

Szkoda tylko, że Carpenter nie jest reżyserem w pełni oryginalnym. No, ale taka dola twórców późnych lat 70. wzwyż :wacky:

A ja, wziąwszy do serca uwagę Emba, czyli ostatnie zdanie recki Vampyres, obejrzałam sobie owo dziełko Larraza.
Zdaję sobie sprawę z tego, że widz męski inaczej odbierze ten film ode mnie, ale i mnie się podobał. Przede wszystkim nie było tu mowy o pretekstowej fabule służącej temu, by pokazać sceny erotyczne - owszem, one były i to dość odważne, jednak fabuły nie można nazwać pretekstową. Sceny wampiryczne są dość drastyczne, a klimat budują posępne ujęcia ukochanego przez brytyjskich twórców grozy Oakley Court, zabytkowego cmentarza oraz dekadencki nastrój jesieni. Nie jest to dekoracyjny pseudogotyk w stylu Bavy, ale też Vampyres reprezentuje zupełnie inny typ filmu.
Zapadła mi w pamięć scena, podczas której bohater leży bezsilnie na łożu, podsysany przez obie zabawiające się ze sobą wampirzyce. Podejrzewam, że zwłaszcza facetom musi działać ona na wyobraźnię, łącząc w odbiorze fascynację z prawdziwą zgrozą. I ta końcówka, która wiele stawia pod znakiem zapytania... ciekawy film, naprawdę.

ślepy51 - Nie 18 Paź, 2009

Cabal napisał/a:
klasyka kina maskulinistycznego

Napisz to po polsku, to może przeczytam całość.

Cabal - Pon 19 Paź, 2009

Wersja dla Ciebie: Szczęki 10/10, Rambo 10/10. I już wiesz, bez tykania słownika, co to "męskie kino". A "maskulinistyczne" to akurat polskie określenie, gorzej z rimejkiem :wacky: .
ślepy51 - Pon 19 Paź, 2009

Cabal napisał/a:
Szczęki 10/10, Rambo 10/10.

Tu się z panem zgodzę, prosze pana. Naprawdę fajnie pan te oceny zorganizował.

Cabal napisał/a:
I już wiesz, bez tykania słownika, co to "męskie kino". A "maskulinistyczne" to akurat polskie określenie, gorzej z rimejkiem

A tutaj nadal nie wiem o co tańczy i do kogo to, bo na "ty" to ja z każdym w sumie, ale nie z tymi co swoje posty kopiują po horror onlajanch i innych.

Cabal - Pon 19 Paź, 2009

ślepy51 napisał/a:
A tutaj nadal nie wiem o co tańczy i do kogo to, bo na "ty" to ja z każdym w sumie, ale nie z tymi co swoje posty kopiują po horror onlajanch i innych.


Czyli np. Mesjaszem i Mauzem? Chcesz przykłady?
Jak widać, kolejny urażony się znalazł :-| . Ze swojego kopiowania się już kiedyś tłumaczyłem, i nie mam zamiaru powtarzać. Co do HO, to sam tam kiedyś pisałeś, do dziś pisze tam posty kilka osób z tego forum, i jakoś do nich nie żywisz podobnych urazów. Ponadto DM nie jest również i jedynym forum na którym się udzielasz, więc ja też nie wiem o co tańczy. Trochę to hipokryzją zalatuje. Ale dobrze, od dziś możemy sobie per "proszę pana" pisać, zwłaszcza żeśmy jeszcze wódki razem nie pili...

grzEGOrz - Pon 19 Paź, 2009

Ślepy, a Ciebie co ugryzło? pax, do biurwy nędzy!
bub - Pon 19 Paź, 2009

Kamikadze napisał/a:
Szkoda tylko, że Carpenter nie jest reżyserem w pełni oryginalnym. No, ale taka dola twórców późnych lat 70. wzwyż :wacky:



hmmmm....

Cabal - Pon 02 Lis, 2009

Dreamscape
Całkiem zgrabna, choć niezbyt głęboka fabularnie historia z pogranicza sensacji i fantastyki. Klimatem zbliżona szczególnie do Strefy śmierci i w mniejszym stopniu Podpalaczki Kinga, z motywem rządowej ingerencji w kwestie badań nad ponadnaturalnymi zdolnościami ludzi. Dużo akcji, intryga z udziałem prezydenta USA pragnącego zaprowadzenia pokoju na świecie (a jakże!) oraz kilka pamiętnych „sennych” sekwencji, będących niejako sednem filmu Josepha Rubena (późniejszego autora Ojczyma). Zwłaszcza ponura wizja zagłady nuklearnej oraz walka głównego bohatera z człowiekiem-wężem pozostają w pamięci widza. Niezła rola Dennisa Quaida i powabnej Kate Capshaw, solidna Christophera Plummera, ale zawiódł z kolei bezbarwny i zagubiony w takiej „futurze” Max von Sydow. Filmowi zaszkodziła nieco niefortunna data premiery – w roku zarówno Koszmaru z ulicy Wiązów (wiadoma analogia), jak i Poszukiwaczy zaginionej Arki (również z udziałem Capshaw, później już pani Spielberg ;-) ), na podobieństwo którego to upozorowano okładkę wydania DVD. Po 16 latach, do tematyki powrócił Tarsem w dużo lepszej wizualnie Celi.

bub - Nie 08 Lis, 2009

(500) Days of Summer - pozytywne zaskoczenie, fajnie zrobiona, slodko-gorzka komedia romantyczna. Polecam szczegolnie w kontekscie kiepskiego Once ;) Do Days of Heaven troche jednak brakuje, jakkolwiek historia prawdopodobnie jest bardziej prawdopodobna ;)
grzEGOrz - Nie 08 Lis, 2009

a tu się zgodzę - "(500) Days of Summer" baardzo do przodu!
Kinson - Nie 08 Lis, 2009

A ja się właśnie zastanawiałem co to za dziwny film się pojawił wśród moich nieobejrzanych z IMDB top 250.
bub - Pon 09 Lis, 2009

Kinson napisał/a:
A ja się właśnie zastanawiałem co to za dziwny film się pojawił wśród moich nieobejrzanych z IMDB top 250.



a ten cie nie zdziwil http://www.imdb.com/title/tt1171701/ ? :)

Kinson - Pon 09 Lis, 2009

bub napisał/a:
Kinson napisał/a:
A ja się właśnie zastanawiałem co to za dziwny film się pojawił wśród moich nieobejrzanych z IMDB top 250.



a ten cie nie zdziwil http://www.imdb.com/title/tt1171701/ ? :)




Ehhh, kababy swój film wepchnęli, ale niech no się tylko Grecy o tym dowiedzą to ich zdałn wotują.

Kod:
This is the best perfect movie i have ever seen since "Saving Private Ryan". I compare with "Private Ryan" because Ryan has a real subject and also Nefes "eng: Breath" has a real and important subject for Turkey and also whole world which is about terrorizm.


:co:


Dobrze żę mam w wordzie liste top 250 z 2005 roku :-)

Tristan Tzara - Pon 09 Lis, 2009

wklej :) choc i tak na liscie imdb nie ma takich pokladow gowna jak na tej z filmwebu.
Kinson - Pon 09 Lis, 2009

No niestety jednak ta lista jest z 2006 :-)

http://www.scribd.com/doc/22325949/Filmy - na czerwono to co widziałem :P

Tristan Tzara - Pon 09 Lis, 2009

Kinsi, ale masz fajnie. przed toba jeszcze takie wspaniale dziela jak Sunset Blvd, Dotyk Zla, Rififi, M, Podwojne Ubezpieczenie itd !! naprawde bedziesz mial fajnie, bo kazdy z nich to duza przyjemnosc :D
Kinson - Sob 14 Lis, 2009

M (1931)
On the Waterfront (1954)
La battaglia di Algeri (1966)
Das Leben der Anderen (2006)
Zombieland (2009)

Najlepszy oczywiście Zombieland.

Tristan Tzara - Sob 14 Lis, 2009

kinsi, za Bulwar sie zabierz wreszcie! ;)
Kinson - Sob 14 Lis, 2009

Kiedy indziej , teraz Spirited Away, chociaż pewnie kupa to będzie.
Kamikadze - Sob 14 Lis, 2009

Spirited fajne!
A propos Rififi - wcześniej jakoś nie miałam okazji obejrzeć, ale wreszcie mnie Franc uraczył seansem i nie żałuję! Jeden z absolutnych klasyków :spoko: Świetne postaci, wspaniała fabuła, scena w salonie Webba (żeby nie spojlerować) - miszczostwo! Nie przypadkiem podobna była w Le cercle rouge. Piękne kino, za jakim tęsknię, oglądając czasem dzisiejsze gniociki :sad:
A porażką z kolei okazał się Pandorum - sci-fi-horror z tego roku. Film w całości nieoryginalny, ale, paradoksalnie, nie to jest jego największą wadą, lecz raczej zmarnowane obietnice. Zaczyna się bowiem obiecująco - gość wybudza się przedwcześnie z hibernacji. Jej skutkiem ubocznym jest krótkotrwała amnezja. Facet orientuje się że znajduje się na statku kosmicznym, który jest wszystkim, co ocalało z zagłady Ziemi w XXII w. Jego docelowym miejscem jest planeta łudząco podobna do Ziemi, na której Ziemianie mogliby od nowa budować cywilizację. Niestety, zasilanie statku siadło. Gość, sterowany przez jeszcze jednego odnalezionego członka załogi, musi dotrzeć do reaktora statku. Okazuje się, że statek kryje również niepożądanych pasażerów - krwiożercze, łyse, człekokształtne bestie polujące na "mięsko".
Mamy więc patenty z Obcego, potwory o wyglądzie tych z Descent, nawiązania do mitologii, Dantego, wizualna strona filmu to też naśladownictwo Gigerowskiej scenografii, a do tego kino akcji. Co z tego, kiedy najbardziej fascynujące rzeczy się MÓWI, czyli wykłada kawę na ławę (np. skąd potwory), skoro inteligentny widz nie miałby z tym problemów. Co z tego, gdy tytułowy efekt uboczny hibernacji jest potraktowany po macoszemu i też jakoś tak łopatolgicznie. No i końcówka z wodospadem - litości... a szkoda. Film miał szansę być naprawdę fajną rozrywką i czymś więcej nawet. Pomysł przerósł twórców.

Kinson - Nie 15 Lis, 2009

Cytat:
Spirited fajne!


Sprawdziłem, potwierdzam.

Kinson - Pon 16 Lis, 2009

Wizard of Oz i Double Indemnity. Ten drugi lepszy. Pierwszy trochę mnie zawiódł.
Kamikadze - Pon 16 Lis, 2009

Kinson napisał/a:
Double Indemnity
:spoko:
ślepy51 - Pon 16 Lis, 2009

Ja też obejrzałem wczoraj "Double", ale "Impact" z Żan Klodem, którego było dwóch. Film oczywiście znakomity :-)
Kinson - Pon 16 Lis, 2009

Kamikadze napisał/a:
Kinson napisał/a:
Double Indemnity
:spoko:


W sumie to był chyba film z jednymi z najgenialniejszych dialogów jakie dane było mi słyszeć. Także polecam choćby i Ślepemu :-)

Snejk - Pon 16 Lis, 2009

to czarno biały stary film bez potworow. Slepy nie obejrzy:)
Kinson - Pon 16 Lis, 2009

Ale się strzelają :!:
Tristan Tzara - Wto 17 Lis, 2009

Zombieland - radosnie zabawna rozwalka zombich, ale za duzo gadaja. Woody jest mistrz oczywiscie i w sumie on sam moglby tam byc. ideal by zostal osiagniety jakby byl drugi twardziel i by sie razem ciagle klocili!
Cabal - Sro 18 Lis, 2009

Świat się kończy! Messi napisał więcej niż 2 słowa o jakimś filmie :roll: . I to takim, co go jeszcze nie ma w cudeńkowej, metalowej edycji specjalnej 5 DVD z autografami całej obsady i 300 stronicową książką :mrgreen: .
Kamikadze - Sob 21 Lis, 2009

Ostatnio oglądam sporo filmów, jedne robią na mnie większe, inne zaś - mniejsze wrażenie, ale dziś obejrzałam Night and the City Julesa Dassina z 1950r. i jestem zmiażdżona!
Co za wspaniały film!
W zasadzie wszystko w nim mnie porwało - rewelacyjnie poprowadzona fabuła wg wyśmienitego scenariusza, ge-nial-ne kreacje aktorskie, poczynając od Richarda Widmarka w roli megalo- i mitomana (wypisz-wymaluj taki jeden mój znajomy), który z zadufanego dupka w końcu przeobraża się w szczura w pułapce (co pasuje do jego szczurzej fizys), aż do wspaniałych zapaśników, Zbyszko Cyganiewicza i Mike Mazurki'ego - ta niezwykła dwójka udowadnia, jak bardzo różnił się świat zapasów z tamtych lat od współczesnego; obaj panowie byli zaskakująco inteligentni i po prostu mądrzy, w przeciwieństwie do TV pajaców w stylu Hulka Hogana. W tym filmie również pokazano odchodzący świat klasycznych zapasów i jego następcę - wulgarny wrestling, który znają chyba, niestety, wszyscy.
Więc mamy: historię gnojka, który mia 1000 pomysłów na to, jak wykreować samego siebie, nocny świat Londynu (prawie cała akcja dzieje się w nocy, od pierwszej sceny zmierzchu do rozwiązania bladym świtem) ze wspaniale przedstawionym życiem półświatka, mimochodem poznajemy bowiem metody prowadzenia lokalu z alkoholem, pracę "cechu" żebraków, przemytników, no i, oczywiście, wspomniany świat zapasów.
Dochodzą do tego świetne zdjęcia, o których książkę by można napisać.
Nie mogę dojść do siebie. Kino w stanie czystym, arcydzieło :grin:

Tristan Tzara - Sob 21 Lis, 2009

lepiej odkryc Dassina pozno niz wcale. dla mnie jeden z mistrzow. w nastepnej kolejnosci polecam zobaczyc Brute Force i Naked City!
Kamikadze - Nie 22 Lis, 2009

Czemu uważasz, że późno? Człowiek uczy się i poznaje przez całe życie :wacky: Nawet lepiej, że teraz, niż gdy miałam np. 15 lat, bo wtedy takie filmy mnie nie pociągały raczej, choć horrory i owszem :wacky:
bub - Nie 22 Lis, 2009

Cytat:
Kino w stanie czystym, arcydzieło


Hollywood \m/

Cytat:
lepiej odkryc Dassina pozno niz wcale. dla mnie jeden z mistrzow. w nastepnej kolejnosci polecam zobaczyc Brute Force i Naked City!


Lepiej Thieves Highway !

Kinson - Nie 22 Lis, 2009

The Adventures of Robin Hood (1938) - 8/10 - Bardzo żwawy film łotrzykowski, ale momentami zbyt gejowski jednak.


Tristan Tzara - Nie 22 Lis, 2009

bub napisał/a:
Lepiej Thieves Highway !

a tego jeszcze nie widzialem :)
Kinson napisał/a:
The Adventures of Robin Hood (1938) - 8/10 - Bardzo żwawy film łotrzykowski, ale momentami zbyt gejowski jednak.

no to w koncu Robin Hood, raczej nie da sie tego zrobic bez gejowatosci ;)

Kamikadze - Pon 23 Lis, 2009

Nie zapominajmy, że drużyna Robina to sami (prawie) faceci, do tego w rajtuzach :wacky:
Marion/Marian to jakaś przykrywka i tyle.

Cabal - Czw 26 Lis, 2009

An American Werewolf in London - Mimo 28 lat od premiery, film Johna Landisa nadal sprawia bardzo dobre wrażenie. Odpowiednio wyważona mieszanka humoru i miejscami dosłownej grozy. Lekko satyryczne przedstawienie Brytyjczyków, sporo udanych dialogów okraszonych czarnym humorem, a nade wszystko przełomowe w roku powstania efekty specjalne Ricka Bakera, nagrodzone zasłużonym Oscarem. I do tego „księżycowa” ścieżka dźwiękowa – ot, prosty zabieg, ale też zapadający w pamięć. To bardzo dobry pokaz tego, co można zrobić z motywami znanymi w kinie już od lat 40tych (np. cytowanego w filmie Wolf Mana) i jak je zaadaptować do potrzeb widza początku lat 80tych. Humor, odrobina seksu, groza doprawiona szczyptą gore, nieco koszmarów głównego bohatera i pamiętna sekwencja pościgu w londyńskim metrze. Tak się właśnie miesza horror i komedię bez popadania w groteskowe przerysowanie i celuloidowy absurd.
Kinson - Nie 29 Lis, 2009

Bulwar zachodzącego słońca, co polecał Mesjasz, 7/10
Skarb Sierra Madre 8,5/10
Bękarty wojny 7,5/10

Tristan Tzara - Pon 30 Lis, 2009

Kinson napisał/a:
Bulwar zachodzącego słońca, co polecał Mesjasz, 7/10

co tak nisko? :(

Snejk - Pon 30 Lis, 2009

Wesele - 2004 - Tragikomedia. Niech Pan Buk broni przed takim weselem O_O
7/10

Kinson - Pon 30 Lis, 2009

Tristan Tzara napisał/a:
Kinson napisał/a:
Bulwar zachodzącego słońca, co polecał Mesjasz, 7/10

co tak nisko? :(


No bo szału ni ma. Dobre aktorstwo, dwa dobre teksty i to tyle w zasadzie. Satyra niby cięta na Hollywood, ale mnie tam w sumie zwisa jak Hollywood funkcjonuje, filmy ciekawsze.

Zapomniana - Czw 03 Gru, 2009

Obejrzałam wczoraj serowatego 'Władcę dusz' (Rumpelstiltskin) Mark'a Jones'a. To co się mu zarzuca czyli kiczowatość , naiwność , niedorzeczność , beznadziejna charakteryzacja, badziewne efekty i wylewająca się zewsząd głupota, działają w moim subiektywnym odczuciu tylko i wyłącznie na korzyść filmu :mrgreen: Jones nawiązując do bajki Braci Grimm 'Titelitury'(o karle 'żywiącym się' duszami pierworodnych dzieci), osadził swą historię we współczesności. Jest to film klasy B, czysto rozrywkowy, w vhsowym klimacie z przyjemnym serowym posmakiem. Taka mieszanka czarnej komedii ze wstawkami ala 'Terminator'. Grozy niestety trochę mało ale przynajmniej film nie jest nudny.

PS Dla zainteresowanych- 'Władca dusz' dziś o 23.05 na TVN7 :wacky:

bub - Pią 04 Gru, 2009

Keoma - mistrzowski jak wiadomo, jeden z najlepszych spagetti! No i przekonalem sie wreszcie do tego choru, w sumie to troche mi on Comusem zajezdza!!!! Te szalone, smutne wokalizy. Piekna peruka Nero i piekny film!
http://www.youtube.com/watch?v=uJp0rr54OU0 :*

bub - Nie 06 Gru, 2009

Infestation - nieskobudzetowe, mordercze robale, moze byc !

Law Abiding Citizen - ze tez takie filmy daja do kin. Czysta groteska - butler w zemscie za zabicie i zgwalcenie zony i coreczki postanawia zabic WSZYSTKICH, przy tym wyglaszajac rozne zabawne kwestie. O dziwo w rolach glownych nie Seagal i Dolph... A wg. imdb rezyserowac mial m.in Darabont

Snejk - Nie 06 Gru, 2009

bub napisał/a:
Law Abiding Citizen

to pewnego momentu jest dobry:)

bub - Pon 07 Gru, 2009

No generalnie da sie obejrzec jak ktos lubi tego rodzaju ser ;)
Embalmer - Czw 10 Gru, 2009

Po obejrzeniu „Sombre” sięgnąłem po „La Vie Nouvelle” (2002), drugi film pełnometrażowy francuskiego eksperymentatora Philippe Grandrieuxa. Jego akcja toczy się w ‘podziemnym’ klubie striptizu gdzieś w postapokaliptycznej Europie, w którym dają o sobie znać niemożliwe do zahamowania psychoseksualne impulsy. Pełen zamazanych tracking shotów, repetytywnych ujęć, mrocznej czerwieni, ze scenami seksu i przemocy kręconymi w ciemnościach bądź w podczerwieni. Dialog znowu ograniczony do minimum, zero jasności, pozytywnych barw, kolory skrajnie wyprane, zero nadziei, brzydki elektroniczny soundtrack, rozpacz, twarze w agonii, rozwrzeszczane, deformowane, ciała pokryte brudem, kontrola i seksulana degradacja, pustka, tęsknota za uczuciem...

Ekstremalne kino.

Kamikadze - Sob 12 Gru, 2009

Ostatnio modne jest u nas kino rosyjskie i radzieckie, a to za sprawą dwóch serii DVD, które przybliżają nam perełki kinematografii naszych wschodnich sąsiadów.
Natomiast chyba troszkę mniej mówi się o kinie czeskim i słowackim, dostępnym w Polsce również na DVD w serii Złote lata kina czeskiego Agencji Artystycznej MTJ, choć jakość wydania filmów pozostawia wiele do życzenia, zarówno obrazu, jak i wyboru dźwięku (wgrany na stałe lektor, łaskawie dodano napisy, ale nie można wyłączyć lektora, zagłuszającego piękne brzmienie języka czeskiego i słowackiego, w zależności od filmu). Niemniej, mamy tego wreszcie ładny wybór, choć moim marzeniem wciąż jeszcze pozostaje niezwykłe arcydzieło Juraja Herza pt. Palacz zwłok, czyli Spalovac mrtvol z niezapomnianym Rudolfem Hrusinskym. Ale może nie w tej serii ;-)
Ale, żeby nie odchodzić od tematu: w owej lektorowej serii wyszedł u nas również Sklep przy głównej ulicy w reż. Jana Kadara i Elmara Klosa, dzieło zdecydowanie słowackie, łącznie z językiem. Opowiada historię, która dzieje się w małym słowackim miasteczku w 1942 r. Prosty cieśla, Tono, który za żonę ma pazerną heterę, stawiającą mu za wzór szwagra - słowackiego nazistowskiego karierowicza, nagle, na skutek wielkopańskiego gestu szwagra i nowych, aryjskich rozporządzeń, przejmuje pasmanterię, należącą do starej Żydówki, przygłuchej pani Lautmann. Żonka jest wniebowzięta, bowiem w ten właśnie sposób można się szybko dorobić, jednak Tono, człek prostolinijny i dobroduszny wcale nie zamierza egzekwować swych "aryjskich" praw, a znajomy, który współpracuje z gminą żydowską, prosi go o opiekę nad starszą panią. Tono chętnie podejmuje się tego zadania, tym bardziej, że dostaje za to pieniądze od Żydów. Obca jest mu jednak postawa żony, domagającej się złota, które, jej zdaniem, pani Lautmann ukrywa. Tym bardziej, że coraz bardziej zżywa się ze staruszką i jej sąsiadami.
Tymczasem wielkimi krokami nadchodzi dzień, w którym społeczność żydowska ma zostać wywieziona do "obozu pracy". Tono postanawia za wszelką cenę ochronić panią Lautmann przed strasznym losem, którego się domyśla. Lecz czy jest to możliwe?
Rozpisałam się okrutnie, ale też jest to film z gatunku takich, które przeżywa się długo. Prostota i surowość formy (czarno-białe zdjęcia) współgra z małą, lecz wielką w wymowie historią, którą przedstawia. Dzieło przejmujące, drastyczne w wymowie i zdecydowanie lepsze od wielu nowszych filmów podejmujących tematykę Holokaustu.

Zapomniana - Nie 13 Gru, 2009

Po dobrych kilku latach odświeżyłam sobie wreszcie rosyjski dramat niemy z 1917 r. 'Umierający łabędź' ('Umirayushchii lebed') w reżyserii Y. Bauera. I po raz kolejny stwierdzam: co za wspaniały film! Niema dziewczyna, nieszczęśliwie zakochana, zostaje cenioną baleriną. Jej talent wyrażania głębi smutku poprzez taniec dostrzega pewien artysta, który nosi się z zamiarem namalowania czegoś na kształt śmierci. Młoda Giselle ma mu pomóc w zobrazowaniu jego najmroczniejszych wizji... Niezwykła prostota, wspaniała muzyka i urzekająca swą ekspresją Vera Karalli pozostawia nam mistrzowskie wręcz dzieło. Poszczególne sceny pomimo skromnych środków, dzięki zastosowaniu gry świateł i cieni są niebywale plastyczne. 'Umierający łabędź' choć nie jest horrorem, może mierzyć się z takimi klasykami jak 'Vampyr', 'Gabinet dr Caligari' czy ówczesnym 'Nosferatu'.
grzEGOrz - Nie 13 Gru, 2009

Embalmer napisał/a:
„La Vie Nouvelle” (2002


a co to robi w tym wątku? :ysz:

bub - Sro 16 Gru, 2009

Biala wstazka - top 3
Snejk - Czw 17 Gru, 2009

dom zly. bardzo fajny film. osiem/10
Embalmer - Czw 17 Gru, 2009

„The Bad Lieutenant: Port of Call – New Orleans” (2009. Werner Herzog) – Nicolas Cage, za którym nie przepadam, w roli skorumpowanego gliniarza narkomana, który co rusz widzi iguany, których nie ma i tropi sprawców egzekucji czwórki imigrantów z Senegalu. Film niniejszy nie ma praktycznie nic wspólnego ze „Złym porucznikiem” (1992) Abla Ferrary (no może poza skorumpowaniem stróża prawa). Bardziej przypomina mi obrazy braci Coen za sprawą pokaźnej dawki czarnego humoru i absurdu. Muszę przyznać, iż Herzog wycisnął z Cage’a kawał solidnej gry aktorskiej. Zajebista jest scena widziana z perspektywy krokodyla (?). Do przytłaczającej brudem atmosfery oryginału wprawdzie daleko, ale seans nad wyraz przyjemny.
Kamikadze - Sob 19 Gru, 2009

Tylko, czy można mówić w tym przypadku o "oryginale"? Zakłada to, że film Herzoga jest kopią, a tak chyba jednak nie jest? Jakiś czas temu była na forum na ten temat dyskusja.

A ja obejrzałam dziś, nareszcie, Żegnaj, moja konkubino Chena Kaige. Przymierzałam się nie raz i nie dwa, ale dziś to Franc zaordynował seans, czemu nie byłam przeciwna.
W zasadzie żałuję tylko jednego - że tak późno obejrzałam :smile: Przepiękny wizualnie, wartościowy fabularnie, oszałamiający od pierwszej do ostatniej sceny film, łączący najszlachetniejsze cechy dramatu i filmu miłosnego, w tle zaś historia Chin XX w. Ale czy nie sztuka jest tu, obok miłości, najważniejszym tematem? Oglądamy, jak na przestrzeni dekad dwóch chłopców ze szkoły dla artystów występujących w chińskiej operze staje się gwiazdami. W zasadzie jednego przeboju - opery opowiadającej o królu i jego ostatniej konkubinie, popełniającej dla niego samobójstwo. Obdarzony delikatną urodą Dieyi odgrywa rolę konkubiny, skrycie darząc prawdziwym uczuciem Xiaolou. Nie akceptuje żony tegoż i czuje się zraniony. W ich sztukę z czasem wkrada się polityka, która sporo miesza. Chińska opera również przechodzi niekorzystny czas w komunistycznym Pekinie. Zdrada, kłamstwo, zranione uczucia i sztuka, która stała się ucieczką i prawdziwym światem, w którym żyje i umiera Dieyi. Niesamowity i smutny film.

Tristan Tzara - Nie 20 Gru, 2009

jestem przerazony i zaskoczony! nowy film Jarmusha "Limits of Control" jest naprawde dobry!!
ślepy51 - Nie 20 Gru, 2009

Lepszy niż "Duch pies"?
Tristan Tzara - Nie 20 Gru, 2009

o wiele. duch pies byl to przecie szrot byl. Limits of Control to pierwszy b.dobry film od tego pana. wczesniej nie bylo nawet dobrych, co najwyzej sredniaki. no i muzyke robi Boris, ktory to zespol uwielbiam. jest tez fajna pani z widocznie niesymetrycznymi cyckami(znakomitosc!!) i leniwy styl przypominajacy Melvilla, glowny bohater bardzo Samurajowy!!!
MauZ - Nie 20 Gru, 2009

Tristan Tzara napisał/a:
o wiele. duch pies byl to przecie szrot byl.

masz szczęście, że nie mam na tym forum władzy!

ślepy51 - Nie 20 Gru, 2009

E tam, "Duch pies" dobry był, z mega dobrą rolą Whitakera. W ogóle bardzo lubię tego typa, a za rolę agenta Jona Kavanaugh w "The Shield" to mu powinni jakąś dużą i ciężką nagrodę dać!
Kamikadze - Nie 20 Gru, 2009

Nie wiem, jak ten nowy, ale Duch pies był ok :spoko:

A ja obejrzałam dziś Odd Man Out Carola Reeda z 1947r., u nas znany jako Niepotrzebni mogą odejść. Johnny, przywódca Organizacji (w domyśle IRA), który, osadzony w więzieniu za napady i akty terrorystyczne, zbiegł i ukrywa się pół roku w zaprzyjaźnionym domu w Belfaście, podejmuje się starannie zaplanowanego napadu na fabrykę, by pozyskać pieniądze na działalność Organizacji. Lekceważy przy tym rady, dawane mu przez najbliższych współpracowników oraz zakochaną w nim Kathleen, którzy ostrzegają go przed nieprzewidywalnymi skutkami tak długiej izolacji organizmu w zamkniętym pomieszczeniu.
Pewien swoich sił, wyrusza w wyznaczone miejsce. Wszystko idzie jak z płatka, do momentu, gdy organizm Johnny'ego nie reaguje tak, jak powinien. Przez zbyt długie dochodzenie do siebie, bohatera dopada kasjer z fabryki i wynika szamotanina, w której Johnny zabija (o czym nie wie) kasjera i sam zostaje postrzelony w lewe ramię. Kompanom nie udaje się wciągnąć Johnny'ego do samochodu i gubią go po drodze. On sam doczołguje się do jakiejś kryjówki, ale już wkrótce zaczyna być poszukiwany, zarówno przez współtowarzyszy, jak i policję.
Cholera, że też człowiek wcześniej nie znał tego filmu! Wynika to może z przytłaczającej popularności amerykańskich noirów, z którymi, jak widać, dziś trochę przegrywa, zupełnie niesłusznie, bowiem wiele filmów noir to dziś takie sobie, mało znaczące kawałki kina, zaś ten jest błyszczącą gwiazdą. Film Reeda to majstersztyk pod każdym względem. Niesamowicie napisany, sfotografowany i zagrany, z arcyciekawymi postaciami, nieprzewidywalnymi zwrotami akcji, po prostu rewelacja! Do tego akcja rozgrywa się w ciekawie pokazanych miejscach i niesamowitych momentami wnętrzach (dom malarza i hodowcy ptaków). Piękny i mądry, z zapadającym w pamięć zakończeniem. Miód dla każdego kinomana!

bub - Pon 21 Gru, 2009

Kamikadze napisał/a:
Nie wiem, jak ten nowy, ale Duch pies był ok :spoko:

A ja obejrzałam dziś Odd Man Out Carola Reeda z 1947r., u nas znany jako Niepotrzebni mogą odejść. Johnny, przywódca Organizacji (w domyśle IRA), który, osadzony w więzieniu za napady i akty terrorystyczne, zbiegł i ukrywa się pół roku w zaprzyjaźnionym domu w Belfaście, podejmuje się starannie zaplanowanego napadu na fabrykę, by pozyskać pieniądze na działalność Organizacji. Lekceważy przy tym rady, dawane mu przez najbliższych współpracowników oraz zakochaną w nim Kathleen, którzy ostrzegają go przed nieprzewidywalnymi skutkami tak długiej izolacji organizmu w zamkniętym pomieszczeniu.
Pewien swoich sił, wyrusza w wyznaczone miejsce. Wszystko idzie jak z płatka, do momentu, gdy organizm Johnny'ego nie reaguje tak, jak powinien. Przez zbyt długie dochodzenie do siebie, bohatera dopada kasjer z fabryki i wynika szamotanina, w której Johnny zabija (o czym nie wie) kasjera i sam zostaje postrzelony w lewe ramię. Kompanom nie udaje się wciągnąć Johnny'ego do samochodu i gubią go po drodze. On sam doczołguje się do jakiejś kryjówki, ale już wkrótce zaczyna być poszukiwany, zarówno przez współtowarzyszy, jak i policję.
Cholera, że też człowiek wcześniej nie znał tego filmu! Wynika to może z przytłaczającej popularności amerykańskich noirów, z którymi, jak widać, dziś trochę przegrywa, zupełnie niesłusznie, bowiem wiele filmów noir to dziś takie sobie, mało znaczące kawałki kina, zaś ten jest błyszczącą gwiazdą. Film Reeda to majstersztyk pod każdym względem. Niesamowicie napisany, sfotografowany i zagrany, z arcyciekawymi postaciami, nieprzewidywalnymi zwrotami akcji, po prostu rewelacja! Do tego akcja rozgrywa się w ciekawie pokazanych miejscach i niesamowitych momentami wnętrzach (dom malarza i hodowcy ptaków). Piękny i mądry, z zapadającym w pamięć zakończeniem. Miód dla każdego kinomana!


!!!

Jeszcze obczaj The Fallen Idol.

Kino pedofilskie!

“Superior, I think, to The Third Man. What really grabbed me at sixteen was the heavy atmosphere that hangs over everybody in the town. I still consider it one of the best movies I’ve ever seen, and a film which made me want to pursue this career more than anything else. It’s still fabulous, probably James Mason’s best picture. No film made me happier than Odd Man Out.”
– Roman Polanski

Kamikadze - Pon 21 Gru, 2009

Co za czasy, teraz cokolwiek zachwalane przez Romka zaraz będzie podejrzane :lol2: a ten film niewinny, jak lelija. Czego, oczywiście, o Romku nie da się powiedzieć, ale też nie sądzę, żeby był pedofilem :wacky:
A dziś obejrzałam sobie 39 kroków, ale tę nowszą adaptację powieści Johna Buchana, nie tę Hitcha. Kino postmodernistycznej rozrywki, pełne umownych znaków, sceny jak z Hitcha, jak z niemych filmów z Haroldem Lloydem (efektowny zwis ze wskazówki Big Bena), sporo dobrego humoru w brytyjskim wydaniu, ale też napięcia! Kino szpiegowskie, sensacyjne, z historią w tle i nutką romansu. Godziwa rozrywka, w sam raz na poniedziałkowy podwieczorek :spoko:

bub - Wto 22 Gru, 2009

Kamikadze napisał/a:
Co za czasy, teraz cokolwiek zachwalane przez Romka zaraz będzie podejrzane :lol2: a ten film niewinny, jak lelija. Czego, oczywiście, o Romku nie da się powiedzieć, ale też nie sądzę, żeby był pedofilem :wacky:
A dziś obejrzałam sobie 39 kroków, ale tę nowszą adaptację powieści Johna Buchana, nie tę Hitcha. Kino postmodernistycznej rozrywki, pełne umownych znaków, sceny jak z Hitcha, jak z niemych filmów z Haroldem Lloydem (efektowny zwis ze wskazówki Big Bena), sporo dobrego humoru w brytyjskim wydaniu, ale też napięcia! Kino szpiegowskie, sensacyjne, z historią w tle i nutką romansu. Godziwa rozrywka, w sam raz na poniedziałkowy podwieczorek :spoko:




Ten jeden obrazek mowi wszystko na temat zamilowania Romana do Reeda!

Embalmer - Wto 22 Gru, 2009

„Millennium Vol. 1 – Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” (2009. Niels Arden Oplev) – Ekranizacja bestesellerowej powieści Stiega Larssona o duecie dziennikarza i 24-letniej wytatuowanej emo hakerki na tropie serii seryjnych morderstw dziewczynek sprzed lat powiązanej z wpływową familią korporacyjną i kultywowaniem nazizmu. Solidne aktorstwo znanych twarzy szwedzkiego kina, mroczna atmosfera, precyzyjnie skonstruowana intryga kryminalna i wielość fałszywych tropów. Dwie i pół godziny obcowania z „Mężczyznami, którzy nienawidzą kobiet” minęło mi jak z bicza strzelił.
ślepy51 - Wto 22 Gru, 2009

Seans sado-maso?

Nowy "Star Trek" - może nie aż dobry, ale prawie dobry!

Snejk - Wto 22 Gru, 2009

milenium bardzo fajny film:)
star trek nie

Kinson - Nie 27 Gru, 2009

The General (1926)
Dracula's Daughter (1936)
The Great Dictator (1940)
Notorious (1946)
To Kill a Mockingbird (1962)
Stand by Me (1986)
Amores perros (2000)

Takie obejrzałem.

Critters - Pon 28 Gru, 2009

Jungle Warriors - rzadko wypowiadam się w tym temacie, ale ten filmik bardzo pozytywnie mnie zaskoczył a to co odpierdziela w nim Paul 'James Gandolfini' Smith to jest istna masakra, do tego Woody Strode naparzający z łuku i włoska mafia oraz grupa modelek próbująca wydostać się z fortecy, w której trwa pojedynek handlarzy narkotyków. Piękny film...brak mi słów...
MauZ - Pią 01 Sty, 2010


myślałem, że będzie nieco bardziej wciągający i wyciskający, ale oglądało się przyjemnie, a i na emocjach w końcówce potrafi zagrać.

koreański melodramat podobny do "Moment To Remember". na maxa naturalny, szczery i prawdziwy. amerykańcy nie nauczą się kręcić takich filmów już chyba nigdy, a o Polsce to nie ma nawet co wspominać skoro koreańscy reżyserzy potrafią w dramacie zmieścić więcej romantycznego humoru niż we wszystkich komediach w Polsce od kilkudziesięciu lat.

rzecz o związku byłego więźnia z kobietą cierpiącą na porażenie mózgowe. scena gwałtu na tejże dosyć szokująca. ogólnie bardzo dobry film, dotykający poważnej tematyki, dający do myślenia i wspaniale nakręcony.

Cabal - Pon 04 Sty, 2010

To ja może podciągnę następny wyjątkowo udany dramat - My life without me. Rzecz o wyborze drogi umierania, niełatwych decyzjach i gorzkie spojrzenie na otaczający nas świat "plastikowego optymizmu". To film generacji "grunge", ale spóźniony o jakieś 10 lat - i o wiele lepszy od przereklamowanych "Samotników". Ludzie z krwi i kości, zmęczeni, żyjący w przyczepach na podwórkach domów. Borykający z codziennością, tworzący nowe historie i opowiadający inne, zasłyszane. Przepełnieni emocjami. A wszystko poparte wiarygodnym aktorstwem, zwłaszcza Sarah Polley jako główna bohaterka (Anna) i Mark Ruffalo tworzą wyjątkowo pełne kreacje. I plus dla Debbie Harry, zupełnie różnej od pamiętnej Blondie i aktorki "Videodrome" Cronenberga. Choć chwilami blisko MLWM do sentymentalizmu opery mydlanej, to jednak Isabel Coixet do końca trzyma historię w ryzach, udawadniając, że w Barcelonie patent na kreatywność mają nie tylko Xavi i Messi :zadowolony: .
Kamikadze - Pią 08 Sty, 2010

Jakiś czas temu pisałam z niesmakiem o papce, jaką jest nowy Sleuth. Skoro takie zdanie wyrobiłam sobie, nie obejrzawszy oryginału, musi być tragicznie źle :mrgreen: Dziś obejrzałam wreszcie wersję z 1972 roku i dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak wielka przepaść dzieli oba filmy.
Dzieło Mankiewicza na podstawie sztuki A. Schaffera to perełka. Dowcipne, manieryczne, groteskowe i wiele mówiące o naturze ludzkiej , ze znakomitymi rolami zarówno Oliviera, jak i Caine'a. I ten motyw labiryntu, genialny.
Przy nim nowy Sleuth Branagha to męczący, wypierdziany z wysiłkiem, powiedziałabym, gniot pozbawiony trującej, zabójczej wprost finezji oryginału, z kiepskimi rolami tegoż samego Caine'a i Lawa. Naprawdę w scenariuszu maczał place Pinter? W zasadzie cieszę się, że obejrzałam te filmy w tej właśnie kolejności, bo przynajmniej dotrwałam do końca tego pośledniej jakości remake'u. Zaprawdę, trzeba mieć wybujałe ego, jak Branagh, żeby porywać się na "własną wizję" czegoś, co od samego początku nie potrzebowało ani poprawek, ani ulepszeń.

Kamikadze - Nie 10 Sty, 2010

Kontynuując tradycję wpisywania się pod sobą, pochwalę się obejrzeniem najnowszego filmu Michaela Haneke, czyli Białej wstążki.
Film uważam za najlepsze z dotychczas widzianych przeze mnie dokonań Hanekego. Funny games nie lubię (nie odpowiada mi przede wszystkim forma), Pianistkę oceniam bardzo dobrze, Ukryte muszę jeszcze przynajmniej raz obejrzeć. Biała wstążka, moim zdaniem, bije je wszystkie.
Nie będę się tutaj rozdrabniała w interpretacjach, napiszę krótko: film jest niesamowity, celny, bezlitosny i przejmuje prawdziwą zgrozą. Do tego dech w piersiach zaparło mi drobiazgowo realistyczne podejście do tematu życia w pruskiej wiosce w przededniu I wojny. Rewelacja.

bub - Nie 10 Sty, 2010

Kamikadze napisał/a:
Kontynuując tradycję wpisywania się pod sobą, pochwalę się obejrzeniem najnowszego filmu Michaela Haneke, czyli Białej wstążki.
Film uważam za najlepsze z dotychczas widzianych przeze mnie dokonań Hanekego. Funny games nie lubię (nie odpowiada mi przede wszystkim forma), Pianistkę oceniam bardzo dobrze, Ukryte muszę jeszcze przynajmniej raz obejrzeć. Biała wstążka, moim zdaniem, bije je wszystkie.
Nie będę się tutaj rozdrabniała w interpretacjach, napiszę krótko: film jest niesamowity, celny, bezlitosny i przejmuje prawdziwą zgrozą. Do tego dech w piersiach zaparło mi drobiazgowo realistyczne podejście do tematu życia w pruskiej wiosce w przededniu I wojny. Rewelacja.


Pisalem juz tutaj ze top3 tego roku. Generalnie to wlasciwie wiekszosc jego filmow w swoim czasie zrobila mi niezle kuku (lacznie z telwizyjnym Kafka). Tylko Pianistka i Czas wilka moim zdaniem odstaja od bardzo wyrownanego poziomu!

Obejrzalem tez wychwalony przez Mesziego Limits of control - i nie podobalo mi sie!

Tristan Tzara - Nie 10 Sty, 2010

bub napisał/a:
Obejrzalem tez wychwalony przez Mesziego Limits of control - i nie podobalo mi sie!

:(

MauZ - Nie 10 Sty, 2010

a to nic nowego, że filmy wychwalane przez Mesjasza są słabe ;-)
Tristan Tzara - Nie 10 Sty, 2010

przyklady!
bub - Nie 10 Sty, 2010

Tristan Tzara napisał/a:
bub napisał/a:
Obejrzalem tez wychwalony przez Mesziego Limits of control - i nie podobalo mi sie!

:(


W sumie to taki esencjonalny jego film ;( Nudy nic sie nie dzieje, troche wiecej cytowania niz zwykle, cos tam niby ze Samuraj (ale to juz bylo bardziej nawet w GD), troche belkotu - no chyba ze traktowac ten film jako nasmiewnie sie z jego wczesniejszych dziel to wtedy moze byc ok. Jako, ze nie bylem nigdy ani jego zagorzalym przeciwnikiem, ani zwolennikiem to nie potrafie docenic tej polemiki ze samym soba ;)

MauZ - Nie 10 Sty, 2010

Tristan Tzara napisał/a:
przyklady!

wystarczy, że lubisz Monty Pythona!

Kamikadze - Nie 10 Sty, 2010

A co, Ty nie lubisz? :shock:
Tristan Tzara - Pon 11 Sty, 2010

no to ja juz nie musze nic odpisywac, zadnego zgryzliwego komenta dawac... Mauz sam sie zalatwil ;)
bub - Pon 11 Sty, 2010

Tristan Tzara napisał/a:
no to ja juz nie musze nic odpisywac, zadnego zgryzliwego komenta dawac... Mauz sam sie zalatwil ;)


No w sumie to troche racji chlopak ma ;)

Chociaz z drugiej strony musialbym poznac jego dossier zeby go poprzec :)

A apropo rzniecia z Melvilla to lepiej obczaj sobie zeszloroczna "Zemste". Na moje oko widac, ze zolty jednak bardziej czuje Melvilla niz Jarmusz.







Skubany! W sumie to nawet ironia tego nie mozna nazwac ;) Bo kto mialby sie lepiej znac na samurajach! Zreszta koles o ile plotki sa prawdziwe przygotowuje remake "W kregu zla" i generalnie co by nie mowili jakas tam szanse ma moim zdaniem! Kciuki trzymam by sie nie zapedzi siel zbytnio w Johna Woo!!

KZ - Pon 11 Sty, 2010

Co to za koleś :?:
bub - Pon 11 Sty, 2010

Kultowy aktor od Clouzota ;)



I przy okazji odtworca roli Costello ;)


Kamikadze - Pon 11 Sty, 2010

Johnny Hallyday, francuska gwiazda pieśni i filmu ;-)
MauZ - Wto 12 Sty, 2010

Tristan Tzara napisał/a:
no to ja juz nie musze nic odpisywac, zadnego zgryzliwego komenta dawac... Mauz sam sie zalatwil ;)


MP jest dla tych, co to lubią lansować się mega alternatywnym poczuciem humoru i snobować się na to co ich śmieszy :spoko:

Tristan Tzara - Wto 12 Sty, 2010

no sory chlopaku, ale MP to ja od polowy lat 90 ogladam na co mam dowody. wiec zadne chodzenie za moda nie wchodzi w gre :)
ślepy51 - Wto 12 Sty, 2010

Tristan Tzara napisał/a:
mam dowody

:lol2:

Ja mam jeden, osobisty. Kartę rowerową gdzieś zgubiłem :-(

grzEGOrz - Wto 12 Sty, 2010

MauZ napisał/a:
MP jest dla tych, co to lubią lansować się mega alternatywnym poczuciem humoru


dobrze się czujesz? ić pooglądaj Benny Hilla :wacky:

bub - Wto 12 Sty, 2010

grzEGOrz napisał/a:
MauZ napisał/a:
MP jest dla tych, co to lubią lansować się mega alternatywnym poczuciem humoru


dobrze się czujesz? ić pooglądaj Benny Hilla :wacky:


MauZ napisał/a:
Obrazek
myślałem, że będzie nieco bardziej wciągający i wyciskający, ale oglądało się przyjemnie, a i na emocjach w końcówce potrafi zagrać.
Obrazek
koreański melodramat podobny do "Moment To Remember". na maxa naturalny, szczery i prawdziwy. amerykańcy nie nauczą się kręcić takich filmów już chyba nigdy, a o Polsce to nie ma nawet co wspominać skoro koreańscy reżyserzy potrafią w dramacie zmieścić więcej romantycznego humoru niż we wszystkich komediach w Polsce od kilkudziesięciu lat.
Obrazek
rzecz o związku byłego więźnia z kobietą cierpiącą na porażenie mózgowe. scena gwałtu na tejże dosyć szokująca. ogólnie bardzo dobry film, dotykający poważnej tematyki, dający do myślenia i wspaniale nakręcony.


Nie obrazaj Benny Hilla!






Snejk - Wto 12 Sty, 2010

bub napisał/a:
Nie obrazaj Benny Hilla!

Malignus - Wto 12 Sty, 2010

MauZ napisał/a:
MP jest dla tych, co to lubią lansować się mega alternatywnym poczuciem humoru i snobować się na to co ich śmieszy :spoko:


:roll:

Dorabiasz teorie do swojego braku zrozumienia.

Inna sprawa, że nie każdy lubi absurdalny humor, tak jak nie każdy lubi czarny humor. Ja tam nikogo nie zamierzam do niczego przekonywać.

MauZ - Wto 12 Sty, 2010

możesz mi wierzyć na słowo, że absurdalne poczucie humoru potrafi mnie rozbawić.
dorabiaj sobie dalej teorie o tych, których nie bawi MP.

Tristan Tzara - Wto 12 Sty, 2010

jedyna teorie ty tutaj roztaczasz. wytlumaczylbys normalnie o co tobie chodzi, bo masz jakies przyczepki, niczym nie uargumentowane. placzesz sie czlowieku i nie wiem co chcesz udowodnic.
MauZ - Wto 12 Sty, 2010

jakie przyczepki? tak ciężko Wam zrozumieć, że MP może mnie nie śmieszyć i że po prostu nie lubię? nie każdy absurdalny humor mnie bawi, nie każdy czarny humor mnie bawi, nie każdy humor o sraniu/ruchaniu/downach/żydach itd mnie bawi.
zresztą jak ktoś trafnie określił na innym forum "jest taka tendencja do snobowania sie bo lubi sie mp, bo humor dla inteligentnych ludzi i takie tam"
robicie z tego problem podobnie jak różne ciekawe osobistości na różnych forach jak sie nabluzga na Helołin Carpentera, na Świt Romero itd.

Kamikadze - Wto 12 Sty, 2010

Nam nie chodzi o to, żebyś lubił, bo nie musisz, ale żebyś nie pisał, ze się snobujemy. Ja tam lubię MP od kilkunastu lat, kiedy to puścili w pierwszej połowie lat 90. w tłumaczeniu śp. Beksińskiego. Od tamtej pory mam z najbliższymi osobami ulubione skecze i powiedzonka, które weszły do naszego języka codziennego. Np. kiedy kogoś nie lubimy to "śmierdzi skisłymi jagodami" i takie tam :wacky: Może i jest grono jakichś ludzi, którzy nie czają bazy, ale usiłują pozować na znawców i miłośników MP, lecz nie warto wszystkich o to podejrzewać :mrgreen:

A wracając do tematu:

obejrzałam tego Jarmuscha i jakoś mnie nie zachwycił. Ładne zdjęcia, ale jakoś tak...
Obejrzałam też Wrzesień Allena, wyraźnie inspirowany psychologicznymi szwedzkimi klimatami :zeby: podobał mi się. A dziś - Bob le flambeur Melville'a - kolejny świetny film tego reżysera (francuska odpowiedź na noiry), który dane mi było obejrzeć.

MauZ - Wto 12 Sty, 2010

ja nikogo konkretnie nie nazywam ani snobem, ani znawcą czy pozerem. zresztą Mesjasz sam ma na koncie kilka pozycji, które określa filmami dla studentów filmówki, dla studentów kulturoznawstwa. nie każdy kto lubi MP musi być zaraz snobem, bo ja tak napisałem. tak samo nie każdy lubiący tytuł z "czarnej listy Mesjasza" nie musi być filmoznawcą na studiach ;-)
ślepy51 - Wto 12 Sty, 2010



Fajna fota, nie? :-)

Skaras - Wto 12 Sty, 2010

MauZ napisał/a:
na Świt Romero


To ja :smile:

Kamikadze napisał/a:
"śmierdzi skisłymi jagodami"


Kultowy tekst! W podstawówce jeden z częściej używanych.

Cabal - Sob 16 Sty, 2010

W skrócie:

Assault on precinct 13 (1976) – „wczesny” Carpenter w hołdzie dla Howarda Hawksa pokazuje, jak „odczytuje się na nowo” klasyczne filmy. W drugiej części ten hołd momentami aż nazbyt jaskrawy, ale i tak mimo 33 lat od premiery to nadal KULT. 9.5/10

They Live! (1988)tough Canadian lumberjack Roddy Piper w mieszance Orwella i pastiszu kina sci-fi lat 50tych. Bez tego filmu nie byłoby zapewne gry Duke Nukem 3D – a na pewno nie w znanym powszechnie stylu (rzadka sprawa, film inspirujący powstanie gry – najczęściej jest odwrotnie i to z miernym skutkiem). Ostatni z naprawdę dobrych filmów Carpentera. 8/10

Virus (1980) – międzynarodowa koprodukcja post-apo z doborową obsadą. Taki nieco mniej znany kuzyn Andromeda Strain Crichtona. Solidne wykonanie (choć rzecz jasna bez komputerowych bajerów, jakimi „szczycą” się współczesne produkcje nurtu) i weterani horroru: George Kennedy i Henry Silva. Może aktualne blisko 30 lat temu zagrożenie nuklearne nie jest już obecnie tak nagłośnione, jednak ujęcia wyludnionych przez morderczego wirusa (to z kolei nadal powszechna kwestia) światowych metropolii robią wrażenie. 7/10 (film do znalezienia na archive.org)

Day of the Locust (1975) – mniej znana strona Hollywood w mroczno-satyrycznym ujęciu. Pozostający na długo w pamięci finał. W moim osobistym rankingu, o pół punkta więcej od Bulwaru zachodzącego słońca (8/10).

The Willies (1990) – młodzieżowy horrorek, nie taki znowuż zły, jak wskazywałby na to ranking IMDb. Owszem, pojawia się łebek w okularach „grając” na poziomie Trolla 2, ale mamy też kilka godnych uwagi smaczków – Sean Austin żartujący z The Goonies, epizod harleyowca z Twin Peaks, małe role Clu Gulagera i Jamesa Karena i nieźle wykonany ET-podobny stwór w pierwszej historii. Druga, jak i początkowe krótkie historyjki zanadto przerysowana i buńczucznie groteskowa. Ot, ciekawostka. 5/10

Dread (2009) – seks, przemoc i powrót splattera podrasowane terrorem psychologicznym. Najbardziej udana adaptacja tekstu Barkera w ostatniej dekadzie. 7.5/10

Good long Friday (1980)don’t mess with IRA, even when you are Bob Hoskins :zadowolony: . 8.5/10

Nadja (1994) – przeintelektualizowany i nieco zbyt nachalnie postmodernistyczny (dekoracje na choince plus pająki plus filmy z Lugosi w TV plus Van Helsing na rowerze – OK, starczy, już wiadomo, o co kaman :zadowolony: ). Jego klimat najlepiej oddaje scena z epizodycznym udziałem Davida Lyncha – oniryczny świat, gdzie ludzie niczemu się nie dziwią, nie okazują silnych emocji itp. Ma nieco ciekawych ujęć i momentów, choć generalnie bliżej mu nawet do obrazów Jarmuscha niż twórcy Twin Peaks. Nowatorskie spojrzenie na temat, ale nieco chybione. 6.5/10

Zombieland (2009) – spodziewałem się Bóg wie czego po tych wszystkich peanach i wysokich ocenach, a tu jednak lekkie rozczarowanie. Nie wszystkie żarty udane (ten z poszukiwaniem ciastek przez Woody’ego równie przydługi jak biadolenie Willisa o cappucino w Hudson Hawku ), do tego klasyczne dla USA nielogiczności. Do tego główna postać (i narrator) równie neurotyczny, co irytujący. A fabularnie – palimpsest napisany na bazie Dawn of the dead połączony z kinem dla nastolatków i wariacją na temat Zombie Survival Guide. I sceną rodem z gry komputerowej w klimacie zombie shooter (ta z kolejką w wesołym miasteczku). Nie zrozumcie mnie źle – poza tym to dobra rozrywka, Murray i żart o „Anakondzie” plus fajnie wykonane pierwszych pięć minut, ale reszta już niestety na niższym poziomie. Shaun… zatem wciąż na 1 miejscu. 7/10

Tristan Tzara - Nie 17 Sty, 2010

Cabal napisał/a:
Nadja (1994) – przeintelektualizowany i nieco zbyt nachalnie postmodernistyczny (dekoracje na choince plus pająki plus filmy z Lugosi w TV plus Van Helsing na rowerze – OK, starczy, już wiadomo, o co kaman ). Jego klimat najlepiej oddaje scena z epizodycznym udziałem Davida Lyncha – oniryczny świat, gdzie ludzie niczemu się nie dziwią, nie okazują silnych emocji itp. Ma nieco ciekawych ujęć i momentów, choć generalnie bliżej mu nawet do obrazów Jarmuscha niż twórcy Twin Peaks. Nowatorskie spojrzenie na temat, ale nieco chybione. 6.5/10

to jest ekranizacja ksiazki Andre Bretona?

Cabal - Nie 17 Sty, 2010

Nie. Rimejk (dość luźny) Córki Draculi.
KZ - Pon 18 Sty, 2010

Nadja - debilny film, byłem w kinie. żal.pl
Embalmer - Pią 22 Sty, 2010

“Wake in Fright” (1971. Ted Kotcheff) – Mocne męskie kino rozgrywające się w piekle australijskiej prowincji. Początek “Wake in Fright” kojarzy mi się ze spaghetti westernami Sergio Leone: kamera pokazująca potworny bezmiar pustynnej pustki i samotne budynki pośrodku tej gigantycznej połaci piasku. Nauczyciel John Grant (Gary Bond) zostaje uwięziony w podłym prowincjonalnym miasteczku Bundanyabba, w odizolowanym świecie skrajnego alkoholizmu, hazardu, brutalnych polowań na kangury, moralnej zgnilizny i pijackiej destrukcji. Świecie, z którego nie ma ucieczki... Liryczny i brutalny film – mroczna inspiracja dla późniejszych dokonań Petera Weira. Prymitywni miejscowi pijący piwo za piwem, spoceni, rozebrani, zabijający dla zabawy kangury, bijatyki i suto zakrapiana orgia zniszczenia... Donald Pleasence rewelacyjny w roli kompletnego alkoholika – jedna z jego najbardziej wyrazistych ról. Polecam szczególnie flaggowi i ślepemu, LOBO już zna.

Jako tło muzyczne perfekcyjnie nadaje się Swans “God Damn the Sun”

http://www.youtube.com/watch?v=hQO5C4jXsVk

ślepy51 - Pią 22 Sty, 2010

Embalmer napisał/a:
Polecam szczególnie flaggowi i ślepemu

No właśnie się już zaciekawiłem jakiś czas temu, mam jakiś chujowy rip na dysku ale trochę mnie rozbawiła napierdalanka typa z kangurem w zwiastunie - tam dużo jest takich "wesołych" wiks, czy może ta scena ma jakieś głębsze uzasadnienie a ja po prostu jestem głupi i uprzedzony do takich akcji? :-)

Ostatnio widziałem:

"Sherlock Holmes" - fajne nawet, chociaż CGI obróbka denerwuje mnie z filmu na film w tych dzisiejszych superprodukcjach coraz bardziej. Najpierw mega kiepskie "The Lovely Bones" Jacksona z CGI na poziomie połowy lat 90-tych i średnich budżetów, teraz to. No ale główna dwójka trzyma film w ryzach - akcyjki są fajne, dialogi też, kuleje za to główna intryga i żenujący, nomen omen, BAD guy. No ale ogólnie ładne, miłe i takie naciągane 7/10 spoko mi się wydaje.

"(500) Days Of Summer" - bardzo fajny film. Wczoraj sobie zapuściłem jakoś o 3 w nocy i o dziwo nie usnąłem! Nawet ciekawe fabularnie (dupa rzuca typa i dowiadujemy się w trakcie filmu dlaczego), świetnie zagrane i niegłupie. W dodatku w ciul bezpretensjonalne, lekkie i ze spoko puentą - niby typowy Hollywood, ale idzie wyczuć oczko puszczane do widza ze strony pana reżysera. Taka słodko-gorzka komedia, ale naprawdę warta zobaczenia. 8/10

Aha - nowa "Piła" - wyłączyłem po 5 minutach :lol:

Kamikadze - Sob 23 Sty, 2010

ślepy51 napisał/a:
dupa rzuca typa

Że kto, przepraszam? :ysz:
Nienawidzę tego!!! :evil:

Critters - Sob 23 Sty, 2010

Kamikadze napisał/a:
Że kto, przepraszam?


Kamikadze napisał/a:
Nienawidzę tego!!!


Skoro wiesz, to czemu pytasz? ;-)

Critters - Sob 23 Sty, 2010

ślepy51 napisał/a:
ale trochę mnie rozbawiła napierdalanka typa z kangurem w zwiastunie - tam dużo jest takich "wesołych" wiks, czy może ta scena ma jakieś głębsze uzasadnienie a ja po prostu jestem głupi i uprzedzony do takich akcji?


No 'zabawna' wiksa to raczej nie jest bo to prawdziwe polowanie, prawdziwa walka i prawdziwe zabicie kangura, więc choćby się to najśmiejszniejsze z możliwych wydawało, to mega realistyczne bo prawdziwe.

Osobiście wiążę z filmem duże nadzieje i czekam na wspomnianą przez LOBO Australijską dwupłytówkę żeby obejrzeć film jak biały człowiek.

ślepy51 - Sob 23 Sty, 2010

Kamikadze napisał/a:
Że kto, przepraszam?

No dupa rzuca typa, lub jak kto woli - może być też tak, że dziewczyna (kobieta) zrywa z chłopakiem (mężczyzną). Nie widziałaś filmu? :lol:

Critters napisał/a:
No 'zabawna' wiksa to raczej nie jest bo to prawdziwe polowanie, prawdziwa walka i prawdziwe zabicie kangura, więc choćby się to najśmiejszniejsze z możliwych wydawało, to mega realistyczne bo prawdziwe.

No to tym bardziej słabo skoro to naprawdę było i zabili tego kangura kręcąc jego autentyczną walkę o przeżycie. Żeby jeszcze na kotlety go zatłukli albo na farsz do pierogów na australijskie święta bożego narodzenia to bym zrozumiał, ale tak... ;-) No ale film z chęcią zobaczę, skoro taki brud i survival w Australii.

grzEGOrz - Sob 23 Sty, 2010

ślepy51 napisał/a:
No dupa rzuca typa, lub jak kto woli - może być też tak, że dziewczyna (kobieta) zrywa z chłopakiem (mężczyzną). Nie widziałaś filmu?


tej, dziewczyna Cię upomina, to warto jednak powiedzieć "sorasy. zapomniałem, że nie jestem u siebie pod budką z Kasztelexem", a nie w jakieś chujowe przycinki pogrywać. get it?

Critters - Sob 23 Sty, 2010

grzEGOrz napisał/a:
tej, dziewczyna Cię upomina, to warto jednak powiedzieć "sorasy. zapomniałem, że nie jestem u siebie pod budką z Kasztelexem", a nie w jakieś chujowe przycinki pogrywać


Tej a może ci przypomnieć jak Ty żeś się zachował wobec tej samej 'dziewczyny' w pewnym temacie zapominając o zasadach kultury? :zeby:

Święty się znalazł :lol2:

ślepy51 - Sob 23 Sty, 2010

Critt - :spoko:

grzEGOrz napisał/a:
tej, dziewczyna Cię upomina, to warto jednak powiedzieć "sorasy. zapomniałem, że nie jestem u siebie pod budką z Kasztelexem", a nie w jakieś chujowe przycinki pogrywać. get it?

Nie, nie get it, bo kompletnie nie rozumiem pretensji. Get it, panie "chujowa przycinka"?

MauZ - Sob 23 Sty, 2010

Pan administrator chyba zapomniał jakim to swawolnym żartem potrafił strzelić u siebie na forum.
Cytat:
taka baśn dla nastoletnich onanistów - któż mając taką nauczycielkę jak Famke Janssen, nie chciałby jej puknąć?

:lol:

Critters - Sob 23 Sty, 2010

MauZ napisał/a:
Cytat:
taka baśn dla nastoletnich onanistów - któż mając taką nauczycielkę jak Famke Janssen, nie chciałby jej puknąć?



:lol: :lol: A odnośnie tegoż pytania. Ja bym nie chciał :wacky:

Tristan Tzara - Sob 23 Sty, 2010

a ja nie rozumiem, dlaczego wypomina sie Grzesiowi jakas niekonsekwencje, jesli kogos pogoni za obrazliwe okreslanie kobiet a wczesniej napisal cos o pukaniu(co obrazliwe nie jest w zadnym stopniu). nie rozumiem o co wam chodzi, chyba tylko dla zasady to robicie, w stylu "bo grzesiu napisal wiec jedziemy". to dosyc czeste tutaj, choc zazwyczaj te niekonsekwencje sa tak naciagane ze nawet sie nie lacza.
Critters - Sob 23 Sty, 2010

Ja tutaj żadnej kobiety nie uraziłem, zwracam jeno uwagę, że jeśli już to 'Przyganiał kocioł garnkowi' i nie rozbawiaj mnie Mesi, że określenie w stosunku do kobiety per pukać nie jest obraźliwe ;-)
Kinson - Sob 23 Sty, 2010

Protestuję przeciwko mówieniu o mężczyznach per 'typ' :!:

:lol2:

A ostatnio z dobrych obejrzałem:

Modern Times (1936)
To Have and Have Not (1944)
Rear Window (1954)
Rio Bravo (1959)

Dziękuję za uwagę.

Snejk - Sob 23 Sty, 2010

a ja obejrzalem horror Case 39. Taki no sredni

tez dziekuje

MauZ - Sob 23 Sty, 2010

Tristan Tzara napisał/a:
a ja nie rozumiem, dlaczego wypomina sie Grzesiowi jakas niekonsekwencje, jesli kogos pogoni za obrazliwe okreslanie kobiet a wczesniej napisal cos o pukaniu(co obrazliwe nie jest w zadnym stopniu). nie rozumiem o co wam chodzi, chyba tylko dla zasady to robicie, w stylu "bo grzesiu napisal wiec jedziemy". to dosyc czeste tutaj, choc zazwyczaj te niekonsekwencje sa tak naciagane ze nawet sie nie lacza.


jak pisanie o uprawianiu seksu z kobietą "pukanie" nie jest obraźliwe to weź Ty sie Mesjasz puknij, ale w łeb.

KrOOlik - Nie 24 Sty, 2010

http://www.youtube.com/watch?v=rgFrl8r_tsQ
Kamikadze - Nie 24 Sty, 2010

No ładne kwiatki tu rosną pod moją nieobecność.
Co do Ślepego i Crittersa - doskonale wiem, o co chodzi w zdaniu "dupa rzuca typa", ale chciałam swoim retorycznym pytaniem podkreślić obrzydliwość tego określenia i moje niezadowolenie z jego użycia. "Typ" jeszcze ujdzie, bo nie zawiera negatywnych treści, ale "dupa" jest słowem skrajnie dla kobiety obraźliwym ze względu na skojarzenie jej z wulgarnym określeniem części ciała związanej z wydalaniem. Chcielibyście, żeby na Was, facetów, mówić w luźnych rozmowach "fiut"? Zwróćcie uwagę, że jeżeli mówicie o kimś "ten fiut zrobił to czy tamto", od razu podkreślacie Wasz negatywny stosunek do osobnika płci męskiej kryjący się za tym określeniem. Jednak "dupa" w Waszym mniemaniu jest równoznaczna jakiejkolwiek kobiecie, dziewczynie. A dla mnie to to samo, co "fiut" w odniesieniu do jakiegoś gościa. Apeluję zatem o nieużywanie tego określenia, przynajmniej na tym forum i w mojej obecności, bo nie ręczę za siebie :ysz:
A co do EGO - to już teraz sprawa jego i moja. Zapewne zauważyliście, że nie ostrzymy na siebie zębów.

Snejk - Nie 24 Sty, 2010

tak w ogole to przypomnial mi sie śmieszny zarcik:
Zamażę go na czarno bo byc moze komus moze wydac sie niesmaczny. Ostrzegam:)

jak się nazywa męska dziura w dupie?
- Anus
a żeńska?
- Bonus


:rotfl:


Jako, ze nie jestem spamerem, obejrzalem:

Eyes Wide Shut z Tomkiem Krusem i bardzo mi sie podobal. Swietny klimat. No i ten caly bal. Z jednej strony mamy tam nawałnice cyckow, a z drugiej to co tam sie dzieje jest cholernie niepokojace. Zapada w pamiec!
8/10

ślepy51 - Nie 24 Sty, 2010

Snejk napisał/a:
tak w ogole to przypomnial mi sie śmieszny zarcik

Dobre, nie znałem :lol2:

Kamikadze napisał/a:
Chcielibyście, żeby na Was, facetów, mówić w luźnych rozmowach "fiut"?

Nie widzę zbieżności. Nie napisałem przecież o dziewczynie z filmu per "cipa", chociaż w sumie mógłbym takiego określenia użyć wobec osoby filmowego Toma :lol:

Kamikadze napisał/a:
Zwróćcie uwagę, że jeżeli mówicie o kimś "ten fiut zrobił to czy tamto", od razu podkreślacie Wasz negatywny stosunek do osobnika płci męskiej kryjący się za tym określeniem. Jednak "dupa" w Waszym mniemaniu jest równoznaczna jakiejkolwiek kobiecie, dziewczynie.

Nie jest - określenie to odnosiło się tutaj akurat do tej konkretnej, filmowej "dupy" z "(500) Days of Summer", dlatego pytałem, czy w ogóle widziałaś ten film. Ale ok, nie ciągnijmy już tego głupkowatego wątku - jeśli kogoś uraziłem (choć absolutnie nie miałem takiego zamiaru) to przepraszam i postaram się w przyszłości tego typu określeń nie stosować ;-)

Natomiast grzEGOrz i jego mega "subtelne" osobiste pojazdy, czy to w kierunku moim czy AA i osób tę stronę tworzących (shoutbox) to już temat na oddzielną dyskusję, w którą jednak nie mam zamiaru się wdawać, bo by się mogło zrobić nieprzyjemnie. Jak na strażnika granic dobrego smaku strasznie to wszystko prostackie i zwyczajnie chamskie panie administratorze. Ale powiedzmy, że mam to, nomen omen, w dupie, stąd z mojej strony EOT.

Wracając do tematu:

"Funny People" Apatowa - pierwszy dobry film z Sandlerem jaki widziałem. Długi (coś pod 2,5 godziny) ale ogląda się bez chwili nudy. Film z głupkowatymi komediami produkowanymi obecnie taśmowo w Stanach nie ma praktycznie nic wspólnego, ba, to bardziej komediodramat aniżeli zwyczajny "śmiechacz". A to co wyprawia w tym filmie Eric Bana to już trzeba zobaczyć na własne oczy - koncert normalnie, kulałem się ze śmiechu jak głupi. 8/10 i bardzo polecam.

Kamikadze - Nie 24 Sty, 2010

ślepy51 napisał/a:
Nie widzę zbieżności.

Tja. Załóż bryle :ysz:

ślepy51 napisał/a:
Jednak "dupa" w Waszym mniemaniu jest równoznaczna jakiejkolwiek kobiecie, dziewczynie.

Nie jest - określenie to odnosiło się tutaj akurat do tej konkretnej, filmowej "dupy" z "(500) Days of Summer", dlatego pytałem, czy w ogóle widziałaś ten film


Szczerze mówiąc, to nie ma znaczenia, o jaki film chodzi, kiedy pisze się o bohaterce per "dupa". To po prostu jest niekulturalne i wulgarne w ogóle.

ślepy51 napisał/a:
Ale ok, nie ciągnijmy już tego głupkowatego wątku - jeśli kogoś uraziłem (choć absolutnie nie miałem takiego zamiaru) to przepraszam i postaram się w przyszłości tego typu określeń nie stosować ;-)


Przyjmuję ;-)

Ad rem:

Kena Russella film z 1972 r. pt. Dziki Mesjasz, o Henri Gaudierze-Brzeska ;-) , niezwykłym i niezwykle utalentowanym rzeźbiarzu, którego nader krótki żywot (przeżył 23 lata) zakończył udział w I wojnie światowej. Świetnie nakręcony film z doskonałymi rolami głównych bohaterów, zwł. Dorothy Tutin w roli Sophie Brzeskiej, pisarki z Polski, której nazwisko dołączył artysta do swego. Jest miejsce również na przedni angielski humor. Końcówka, kiedy pokazano prawdziwe rzeźby artysty, bardzo mnie wzruszyła, musiałam powstrzymywać łzy, choć zazwyczaj siedzę niewzruszona, niczym głaz :wacky: Ale ten cel został osiągnięty bez jakichś patetycznych chwytów rodem wiadomo, skąd ;-) Amerykańce nie potrafiliby nakręcić tak lekkiego i jednocześnie tak przejmującego filmu biograficznego.
W zasadzie trochę przesadziłam z ta biograficznością: jest to film przede wszystkim o niezwykłym związku Sophie (starszej od swego ukochanego 20 lat) i Henri'ego, związku, co niezwykłe, pozbawionym seksu, a mimo to niezwykle trwałym i bliskim.

ślepy51 - Nie 24 Sty, 2010

Kamikadze napisał/a:
Tja. Załóż bryle

Kiedy ja właśnie w brylach :lol:

Kamikadze napisał/a:
To po prostu jest niekulturalne i wulgarne w ogóle.

Widocznie jestem cham i prostak ;-)

flagg - Pon 25 Sty, 2010

Sherlock Holmes (2009) - bardzo przyjemna niespodzianka! Ogląda się świetnie, mroczna, klimatyczna sceneria, a Robert Downey Jr. w roli Sherlocka mistrz (Zloty Glob absolutnie zaslużony)!
Lord Blackwood jako czarny charakter sprawdza się co prawda średnio, ale pozostaje nadzieja, że Moriarty w sequelu nadrobi braki.

The Hurt Locker (2009) - Bigelow po średniawym K-19 i 7 latach przerwy wraca w wielkim stylu! Koledzy z podwórka mogą jej tylko pozazdrosić formy. Trudno mi bylo uwierzyć, że film o saperach na irackim froncie można oglądać nieustannie wstrzymując oddech z napięcia, a tu proszę - od sceny otwierającej po ostatnią Bigelow trzyma widza za gardlo. Wojenne kino akcji z prawdziwego zdarzenia, które na glowę bije wszystkie pozostale filmy o konflikcie w Iraku
A zrealizowana w westernowym stylu sekwencja na pustyni to istne arcydzielo!

ślepy51 - Wto 26 Sty, 2010

flagg napisał/a:
Wojenne kino akcji z prawdziwego zdarzenia, które na glowę bije wszystkie pozostale filmy o konflikcie w Iraku

Nieprawda. "Generation Kill" lepsze.

bub - Wto 26 Sty, 2010

ślepy51 napisał/a:
flagg napisał/a:
Wojenne kino akcji z prawdziwego zdarzenia, które na glowę bije wszystkie pozostale filmy o konflikcie w Iraku

Nieprawda. "Generation Kill" lepsze.


Generalnie prawie wszystkie lepsze jakby sie zastanowic ;) Jaki film mialby trzymac w napieciu jak nie film o saperach? A faktem jest, ze potencjal nawet to ma, w sumie to kiedys Biegelow jakas bardziej byla odwazna i nie bala sie odlozyc lopaty na chwile .

flagg - Wto 26 Sty, 2010

ślepy51 napisał/a:
Nieprawda. "Generation Kill" lepsze.

Akurat produkcji tv unikam, więc nie mam w tym względzie rozeznania. Ale z Generation Kill chętnie się zapoznam.

bub napisał/a:
Jaki film mialby trzymac w napieciu jak nie film o saperach?

Oczywiście, że filmy o bezpośredniej wojskowej konfrontacji. Film o saperach ma akurat potencjal marny - oglądać przez dwie godziny, jak saperzy detonują miny? Jestem przekonany, że w 95 proc. przypadków wyszedlby knot straszny.

ślepy51 - Wto 26 Sty, 2010

flagg napisał/a:
Akurat produkcji tv unikam

Szkoda. Nie wiesz co tracisz :-|

flagg napisał/a:
Oczywiście, że filmy o bezpośredniej wojskowej konfrontacji.

W "Generation Kill" też praktycznie nie ma bezpośredniej konfrontacji ;-)

Ja oczywiście nie mówię, że "The Hurt Locker" to film słaby, bo mnie też bardzo się podobał, wspomniana scenka z saperami świetna, rozbrajanie bomb i inne akcyjki też nie gorsze ale nie ma co ukrywać, że HBO mając do dyspozycji 120 milionów zielonych na produkcję miniserialu opartego na powieści pana dziennikarza, który był i widział nie mogło zrobić czegoś słabego. No i oczywiście nie zrobiło, tym bardziej, że producentem był David Simon, który ma na swoim koncie genialny "The Wire". O ile film pani Bigelow oceniłbym gdzieś w okolicach 8/10, tak "Generation Kill" na te ponad 7 godzin wciągnęło mnie doszczętnie, że nie może być mowy o innej ocenie niż dycha.

Co do pani byłej żony Jamesa - "Strange Days" to też lepszy film niż "The Hurt Locker" ;-)

Snejk - Wto 26 Sty, 2010

Dirty Harry - Dzielo!
Critters - Wto 26 Sty, 2010

ślepy51 napisał/a:
Szkoda. Nie wiesz co tracisz


Póki co obejrzalem pierwszy odcinek 'Generation Kill' i jakoś specjalnie mnie nie wciągnęło. Może dalej się rozkręci.

Za to obejrzałem sobie wczoraj 'Barbarians at the Gate' - rewelacyjny film, świetna obsada, fajne dialogi, wciągająca fabuła pomimo tego, że za filmami tego typu raczej nie przepadam, oglądałem z zapartym tchem. Myślałem, że będzie to film do jednorazowego obejrzenia, ze względu na Leilani, ale już widzę, że nie tylko z tego powodu będę do filmu często wracać. No i jak się okazało film od HBO, więc nie mogło być źle, było genialnie!

bub - Wto 26 Sty, 2010

bub napisał/a:
Jaki film mialby trzymac w napieciu jak nie film o saperach?

Oczywiście, że filmy o bezpośredniej wojskowej konfrontacji. Film o saperach ma akurat potencjal marny - oglądać przez dwie godziny, jak saperzy detonują miny? Jestem przekonany, że w 95 proc. przypadków wyszedlby knot straszny.[/quote]

1) Eeee, bym powiedzial ze bomby to niemal temat samograj jezeli chodzi o budowanie suspensu ;) Nie zeby to jakies arcydzielo bylo pod tym wzgledem. Daleko mu brakuje do okolobombowej Ceny strachu!

2) Ostatnio wszystkie filmy "wojenne" nie maja scen konfrontacji !


3) "Strange days" to w ogole inne kategoria. Bym powiedzial ze sie Hurt Locker ma miejsce gdzies tak za Near Dark! Oczywiscie nie oznacza to, ze mi sie nie podobal - ma sporo bardzo dobrych momentow, ale tak jak pisze za duzo lopaty.

4) Jak juz jestesmy przy kobiecych dokonaniach to odswiezylem sobie Revenous i nic sie nie zestarzal. W sumie to jeden z lepszych filmow grozy lat 90tych!

5) Jezeli chodzi o telewizje i produkcje HBO musze stwierdzic, ze wszystkie szeroko reklamowane hity od czasu Kompanii Braci, jednak sa duzo ponizej oczekiwan. Kiedys tam sprawdze GK pewnie, ale rewelacji sie nie spodziewam!

6) Wracajac do tematu tematu to obejrzalem tez nowy film Joela Schumachera - o nazi-zombi, nekromancie ;) )))) W sumie to, lepszy od tych wszystkich rozreklamowanych francuskich gniotow z nazistami w tle! Taka b-klasa z poznych osiemdziesiątych.

Snejk - Wto 26 Sty, 2010

Critters napisał/a:
Póki co obejrzalem pierwszy odcinek 'Generation Kill' i jakoś specjalnie mnie nie wciągnęło. Może dalej się rozkręci.

nie rozkreci. Jezeli oczekujesz wybuchow i akcji to sie troche zawiedziesz:)

Critters - Wto 26 Sty, 2010

Snejk napisał/a:
nie rozkreci. Jezeli oczekujesz wybuchow i akcji to sie troche zawiedziesz:)


Nie oczekuję strzelanin i wybuchów, oczekuję, że zrobi się ciekawiej. Po 'Soprano' nie oczekiwałem, że się będą strzelać w każdym odcinku i się nie zawiodłem. Zobaczymy jak będzie dalej z GK ;-)

Snejk - Wto 26 Sty, 2010

no trudno po serialu gangsterskim oczekiwac strzelanin w każdym epie:) Dennie sie konczy, c'nie?
ślepy51 - Wto 26 Sty, 2010

Snejk napisał/a:
Jezeli oczekujesz wybuchow i akcji to sie troche zawiedziesz:)

Ale dlaczego? Przecież strzelaniny i wybuchy jak najbardziej są, i to bardzo zajebiste zresztą - jak choćby ten na początku 5 epa - totalnie niespodziewany, albo nocna przejażdżka przez most. Ogólnie wiadomo, że serial opiera się raczej na dialogach i relacjach pomiędzy bohaterami jakie mają miejsce w tej konkretnej jednostce marines z naciskiem na ekipę w humvee, którym podróżuje pan dziennikarz i nie o akcyjkę w nim chodzi, choć ta jak pisałem także jest. Serialowi marines nie są wysyłani na pierwszy front, bo to z założenia jest jednostka rozpoznawcza, jednak podczas tej misji wypełniają też i niespodziewane dla nich samych, całkiem inne zadania, ale to już trzeba obejrzeć całość i tak ten miniserial traktować - jako jeden, ponad 7 godzinny film. Jak dla mnie "Generation Kill" to czysta rewelacja, a tak zajebiście napisanych dialogów nie widziałem w żadnym filmie/serialu od czasu "Deadwood".

bub napisał/a:
Jezeli chodzi o telewizje i produkcje HBO musze stwierdzic, ze wszystkie szeroko reklamowane hity od czasu Kompanii Braci, jednak sa duzo ponizej oczekiwan.

Jak dla mnie to takie "Generation Kill", "The Wire", "Deadwood" czy "Rome" zjadają "Kompanię braci" na śniadanie.

Critters - Wto 26 Sty, 2010

Snejk napisał/a:
Dennie sie konczy, c'nie?


Mogłoby być bardziej łopatologicznie zakończone, ale ja przyjmuję z dobrodziejstwem inwentarza to co się tam wydarzyło i mam (jak chyba każdy widz tego serialu?) swoja własną teorię.

grzEGOrz - Wto 26 Sty, 2010

hmm... parę spraw do ogarnięcia po nader udanych kilku dniach na Malcie.

MauZ napisał/a:
Pan administrator chyba zapomniał jakim to swawolnym żartem potrafił strzelić u siebie na forum.
Cytat:
taka baśn dla nastoletnich onanistów - któż mając taką nauczycielkę jak Famke Janssen, nie chciałby jej puknąć?

:lol:


oj MauZ, ja wiem, że Ty bardzo się starasz być emo, ale trochę Ci nie idzie. zgrepuj jakiegoś mądrzejszego kolegę, który Ci wytłumaczy co znaczy termin "obraźliwy". może wtedy uda Ci się pojąć różnicę między tekstem stosowanym wobec obojga płci (pukać), a wulgarnym i lekko deprecjonującym określeniem jednej tylko płci. jak już to sobie przyswoisz to może wróć i spróbuj jeszcze raz, ok?

Critters napisał/a:
Tej a może ci przypomnieć jak Ty żeś się zachował wobec tej samej 'dziewczyny' w pewnym temacie zapominając o zasadach kultury


o kufa, następny się znalazł, co to myśli że coś znalazł, gdzieś może szpilę wbić, a okazuje się, że kompletnie kuleje na poziomie budowania analogii.

i ogólnie podsumowująco, bo nie chce mi się wdawać w dyskusję - Ślepy, ja naprawdę nie mam przyjemności czytać Twoich smętnych tekstów, które produkujesz pod wpływem alkoholu na Tym forum. jak Ci moderatorka zwraca uwagę, że takie czy śmakie teksty jej się nie podobają to się mówi "a sorasy, to nie budka z piwem, zapomniało mi się", a nie brnie. to naprawdę nie jest forum AA. a jak Ci to nie wystarcza, to poczytaj sobie regulamin tego forum.

MauZ - Sro 27 Sty, 2010

no tak, bo pisanie o kobiecie, która jest atrakcyjna i się podoba, jak o obiekcie do "pukania" jest jak najbardziej ok i nieprymitywne.
poza tym pukać to możesz sobie w drzwi, a nie (w) kobietę. jak pojmiesz różnicę między pukającym a pukanym to może pogadamy.

grzEGOrz - Sro 27 Sty, 2010

nie chciałem, ale Twoja jakże celna riposta utwierdziła mnie w jednym takim spostrzeżeniu:

Mauz napisał/a:
jak pisanie o uprawianiu seksu z kobietą "pukanie" nie jest obraźliwe to weź Ty sie Mesjasz puknij, ale w łeb


polecałbym najpierw zapoznać się z komentowanym zjawiskiem, zanim weźmiesz się za klepanie w klawier.

MauZ - Sro 27 Sty, 2010

użyj tego sformułowania w rzeczywistości mówiąc do jakiejś kobiety, a potem wklej na forum swoje zdjęcie z czerwonym odciskiem dłoni na twarzy... zobaczymy czy to takie neutralne słówko jak się Tobie wydaje.
ślepy51 - Sro 27 Sty, 2010

grEGOrz napisał/a:
Ślepy, ja naprawdę nie mam przyjemności czytać Twoich smętnych tekstów, które produkujesz pod wpływem alkoholu na Tym forum

? :lol:

flagg - Sro 27 Sty, 2010

bub napisał/a:
1) Eeee, bym powiedzial ze bomby to niemal temat samograj jezeli chodzi o budowanie suspensu ;) Nie zeby to jakies arcydzielo bylo pod tym wzgledem. Daleko mu brakuje do okolobombowej Ceny strachu!

2) Ostatnio wszystkie filmy "wojenne" nie maja scen konfrontacji !

1) Ok, choć oparcie całego filmu na rozwiązywaniu kolejnych dylematów typu: "to przeciąć niebieski czy czerwony kabelek?" wydaje mi się niezbyt zajmujące. Choć pewnie masz rację - Bigelow udowodnila, że może to być świetny dramaturgiczny punkt wyjscia. Nadal jednak wydaje mi się, że w rękach wielu innych reżyserów zabieg ten szybko okazalby się nużący..

2) Hmm, a w których nie ma? Bo są nawet w Hurt Locker (jak chocby owa wymiana ognia na pustyni), o filmach pokroju Defiance nawet nie wspominam. Może są niekiedy na drugim planie, ale są jednak ;)

ślepy51 - Sro 27 Sty, 2010

flagg napisał/a:
jak chocby owa wymiana ognia na pustyni

No ta scenka plus prolog i wyjmowanie bomby z dzieciaka to zdecydowanie najlepsze momenty filmu.

bub - Sro 27 Sty, 2010

Cytat:
bub napisał/a:
Jezeli chodzi o telewizje i produkcje HBO musze stwierdzic, ze wszystkie szeroko reklamowane hity od czasu Kompanii Braci, jednak sa duzo ponizej oczekiwan.

Jak dla mnie to takie "Generation Kill", "The Wire", "Deadwood" czy "Rome" zjadają "Kompanię braci" na śniadanie.


Akurat zadnego z tych nie widzialem, ale np. True Blood i Carnivale to raczej mocno 2 liga, a tez sa wychwalane ;)

Cytat:
1) Ok, choć oparcie całego filmu na rozwiązywaniu kolejnych dylematów typu: "to przeciąć niebieski czy czerwony kabelek?" wydaje mi się niezbyt zajmujące. Choć pewnie masz rację - Bigelow udowodnila, że może to być świetny dramaturgiczny punkt wyjscia. Nadal jednak wydaje mi się, że w rękach wielu innych reżyserów zabieg ten szybko okazalby się nużący..


Na pewno u kogos bylby nuzacy. Natomiast mysle, ze akurat tym filmem niczego specjalnie nie udowadnia.

Cytat:
2) Hmm, a w których nie ma? Bo są nawet w Hurt Locker (jak chocby owa wymiana ognia na pustyni), o filmach pokroju Defiance nawet nie wspominam. Może są niekiedy na drugim planie, ale są jednak ;)


Konfrontacja nie jest tu najlepszych slowem, raczej trzeba by tu uzyc pojecia sceny batalistycznej.

ślepy51 - Sro 27 Sty, 2010

bub napisał/a:
ale np. True Blood i Carnivale to raczej mocno 2 liga, a tez sa wychwalane

No tutaj zgoda - "True Blood" to w porównaniu z przeze mnie wymienionymi serial mocno przeciętny i skierowany raczej do młodszej widowni, a "Carnivale" obejrzałem tylko pół pierwszego odcinka, takie dobre było :lol:

bub - Czw 28 Sty, 2010

Cytat:
Cytat:
bub napisał/a:
Jezeli chodzi o telewizje i produkcje HBO musze stwierdzic, ze wszystkie szeroko reklamowane hity od czasu Kompanii Braci, jednak sa duzo ponizej oczekiwan.

Jak dla mnie to takie "Generation Kill", "The Wire", "Deadwood" czy "Rome" zjadają "Kompanię braci" na śniadanie.


Akurat zadnego z tych nie widzialem, ale np. True Blood i Carnivale to raczej mocno 2 liga, a tez sa wychwalane ;)


Obejrzalem pierwsze odcinki Deadwood i nie jestem zachwycony! Tragedii oczywiscie nie ma, zagrane nakrecone sprawnie, kostiumy i scenografia ok. ale ciasno to wszystko filmowane jak na western. Wlasciwie bardzo podobnie jest to budowane pod wzgledem postaci i siania nutki tajemnicy jak Carnivale. Najwiekszy plus to na razie w porownaniu z np. True Blood to to ze w ostatniej minucie nie zawsze musi sie cos stac na sile .Jednak BoB na wyzszym poziomie stoi, tam jednak pierwszy i trzeci odcinek niszczyly, drugi moze troche slabiej pewnie ze wzgledu na budzet. Moze jako calosc Deadwood lepiej sie broni... ciezko w tym momencie stwierdzic Jezeli chodzi o seriale westernowe to swojego czasu wieksze wrazenie zrobil na mnie chocby Lonsome Dove ;) Jako milosnik kinowego westernu musze stwierdzic, ze "bez podzialu na film i serial" to gdzies tak pewnie w koncu 2 setki westernow by sie zmiescilo (stan na dzis, po pierwszych odcinkach) ;) )) Na razie to brak mi tutaj jakiejs magii kina, poezji westernow ;) Brak nawet w tych odcinkach nawet jednej takiej sceny jak pobudka stada z Rzeki Czerwonej, zaden Bogdanovich nie wrzuci fragmentu tego do swojego filmu z takim efektem jak w Last picture show ;) W BoB jednak wiecej kina bylo! Tutaj na razie to prawie literatura!

Snejk - Czw 28 Sty, 2010

no, obejrzyj cale:) Deadwood to najbardziej realistyczna westernowa rzecz bez podzialu:) Sprawdzilem to info. Reszta to bajeczki o wspaniałych rewolwerowcach, dobrych szeryfach i pięknych kobietach ;)

aha, oberzalem sobie nowy film Millą, cos u ufo. Takie ło. troche paradokumentu, troche klasycznej narracji. TAKIE ŁO/10

bub - Czw 28 Sty, 2010

Snejk napisał/a:
no, obejrzyj cale:) Deadwood to najbardziej realistyczna westernowa rzecz bez podzialu:) Sprawdzilem to info. Reszta to bajeczki o wspaniałych rewolwerowcach, dobrych szeryfach i pięknych kobietach ;)

aha, oberzalem sobie nowy film Millą, cos u ufo. Takie ło. troche paradokumentu, troche klasycznej narracji. TAKIE ŁO/10



To dziki zachod a nie klan.



Nie zalezy mi na realizmie. Zreszta na razie nie widze tam specjalnie nic realistycznego!

Snejk - Czw 28 Sty, 2010

ojtam ojtam
Cabal - Czw 04 Lut, 2010

Get Smart (2008) - spodziewałem się kolejnej średniej parodii zmagań agenta 007 ze złem wszelkim świata, tymczasem niniejsza komedia jest nową wersją wątków serialu TV z 1965 roku, do którego scenariusz napisał sam Mel Brooks. I to komedią nad wyraz udaną, z wieloma udanymi gagami i błyskotliwymi łan-lajnerami ;-) - więcej tu ducha serii Naga Broń niż Bonda . Doborowa obsada, wartka akcja i unowocześnienie tła fabularnego (terroryzm, broń masowej zagłady). 8/10 plus nowa świecka tradycja - epizod Billa Murraya :zadowolony: :zadowolony: .
Snejk - Pią 12 Lut, 2010

Total Recall - Verhoeven + Arnie + karlica + trójcyckowa dziwka + efekty + swiat przedstawiony = !!!/10

Hallow Man - Czyli niewidzialny ludzik miętosi cycki! Lubie ten film. Co prawda im dalej tym gorzej ale kit z tym. No i fantastyczne efekty! 7/10

Sedzia Dredd - Fajny film. Wartka akcja, przemoc, mega robot, smieszny Sly i jego teksty. 7/10

Anakonda - w HD!!! Najlepszy film o morderczym wezu. Co prawda gad nie wyglada do konca jak tytulowy waz i wydaje rozne dźwięki ale oglada sie to znakomicie. Nawet obsada daje rade, z Voightem na czele. 7/10

Tango i Kesz - No co za fajny i przezabawny film. Kurt biega w sukience, Sly drwi z Ramba. Zawsze dostarcza mi duzo beki dodatniej. 7/10

Papa_Galad - Pią 12 Lut, 2010

Snejk napisał/a:

Hallow Man - Czyli niewidzialny ludzik miętosi cycki! Lubie ten film. Co prawda im dalej tym gorzej ale kit z tym. No i fantastyczne efekty!


No i swietna scena gwaltu na tej lasce od zmietolonych cyckow; wycieta w oficjalnej wersji filmu.

ślepy51 - Pią 12 Lut, 2010

Zmiętolonego cycka miała Kim Dickens, pani lekkich obyczajów z "Deadwood", wycięty gwałt był na Rhonie Mitrze. Film oczywiście bardzo dobry.
Papa_Galad - Pią 12 Lut, 2010

Cytat:
Zmiętolonego cycka miała Kim Dickens, pani lekkich obyczajów z "Deadwood", wycięty gwałt był na Rhonie Mitrze. Film oczywiście bardzo dobry


True, true. Acz wydawalo mi sie, ze obydwie panie mialy mietolone cycki :ysz:

Snejk - Pią 12 Lut, 2010

ja tak samo:) Alez marnotrawstwo:)
Kamikadze - Sob 13 Lut, 2010

Rzeczywiście, im dalej, tym gorzej. Dla mnie kiepski był ten film :zadowolony:
Skaras - Sob 13 Lut, 2010

W Entity były też dobre miętolone cycki i to lepsze niż w Holołmenie.
Kamikadze - Sob 13 Lut, 2010

Jakoś nikt jeszcze nie wpadł na to, żeby duch albo niewidzialny człek był homo. Ciekawe, co by wtedy miętolił? :zeby:
grzEGOrz - Sob 13 Lut, 2010

zdaje się, że David DeCoteau takie filmy kręci ;-)
Snejk - Sob 13 Lut, 2010

hehe:)

Se7en - milion na 10. Ale mi dzis serducho walilo na koncowce:)

Kamikadze - Nie 14 Lut, 2010

A ja obejrzałam wczoraj The Quiller Memorandum Michaela Andersona z 1966r. Solidne kino szpiegowskie - tytułowy Quiller, brytyjski agent, jedzie do Berlina Zachodniego, by rozpracować organizację faszystowską, coraz prężniej działającą i mordującą kolejno wysyłanych agentów.
Scenariusz napisał Harold Pinter i ponoć tak w ogóle nie chodzi o nazistów, a KGB, czego, z oczywistych względów, nie podawano na tacy. Tak, czy owak, film ogląda się bardzo dobrze, co ułatwiają świetni aktorzy: George Segal, Alec Guinness (wyborny w roli Pola, agenta-dandysa o specyficznej osobowości), Max von Sydow (świetny Oktober) oraz śliczna Senta Berger, Austriaczka która wystąpiła m.in. w L'uomo senza memoria Duccio Tessariego.
Polecam, w moim odczuciu lepsze od np. Rozdartej kurtyny Hitchcocka z tego samego roku.

Cabal - Nie 07 Mar, 2010

Ćma - pamiętny polski dramat obyczajowy, który dla części forumowiczów będzie na wstępie posiadał już dwa atuty: brak Leona Niemczyka i postaci „brodatego docenta” w obsadzie :mrgreen: . O roli Romana Wilhelmiego i kreacji obrazu przez Tomasza Zygadło (który w demokratycznej Polsce jako reżyser praktycznie zamilkł :roll: ) napisano już pewnie wszystko. A przecież losy zmagającego się z własnymi nocnymi „demonami” i postępującą nerwicą Jana to nie jedyny mocny punkt Ćmy. Znakomita, choć niewielka rola Grzegorza Heromińskiego (lepiej znanego jako „hejkum tejkum Olo ratuj Cafe Biba bekonik” :zadowolony: ). Nastrojowa, uzupełniająca wymowę filmu muzyka Jana Kantego Pawluśkiewicza. I wszechobecny duch mistrza Bergmana, dramatu zza zamkniętych drzwi i zaciśniętych ust, wobec których znikąd widać pomocy. A skoro Bergman, to i tragiczne postaci kobiecie, kreowane tutaj przez Iwonę Bielską i Annę Seniuk. Najlepiej oglądać w środku nocy, przy pełnym skupieniu…
Cabal - Nie 21 Mar, 2010

Requiem dla snu - z czterech filmów jakie widziałem, a w których stworzenie był zaangażowany Darren Aronofsky, w zasadzie każdy balansuje na krawędzi między arcydziełem i pretensjonalnością. Pi, Below, The Fountain i chyba najsłynniejsze – Requiem dla snu. Wybitna rola Ellen Burstyn (najlepsza w jej karierze), budowanie napięcia niczym w antycznej tragedii (z wyraźnie zaznaczonymi częściami składowymi), pozostające na długo w pamięci zdjęcia, nieco teledyskowy montaż i defetystyczny nastrój. A niczym wisienka na czubku tortu znakomita muzyka, z wszechobecnym od czasów premiery filmu motywem Lux Aeterna. A zarazem, jedynie cienka warstwa dzieląca tą produkcję od bycia wysokonakładowym filmem kampanii antynarkotykowej. Tym razem moralitet Darrenowi się udał, ale już Źródło pokazało, że nawet najzdolniejsi miewają bolesne upadki :roll: .
KrOOlik - Wto 23 Mar, 2010

Ja tam nie widzę związków pomiędzy konstrukcją requiem a antyczną tragedią ;) Sam film świetny z każdej strony i cholernie dołujący. Bardzo lubię.

"Źródło" nie było złe, tylko forma przerosła zdecydowanie treść, co widać szczególnie w drugiej połowie, gdzie dla efektów wizualnych cały sens filmu został zatracony i dzieją się rzeczy patetyczne, ale zupełnie bez sensu. Natomiast świetny morał płynący z historyjki o lekarzu i jego chorej żonie. Ogólnie film dobry, ale przesadzony.

Ostatnio widziałem "Leona Zawodowca"- bardzo dobry dramat/akcja od Bessona. Świetnie zagrany, cudownie sfilmowany- gdyby nie totalna rozpierducha na końcu, której nigdy nie lubiłem, byłoby ekstra. Poza tym, 5/6 ode mnie bo to bardzo dobry film.

Kamikadze - Wto 23 Mar, 2010

Dla mnie Źródło to fantazja Aronofsky'ego na temat Zmęczonej Śmierci Fritza Langa. Podejrzewam, ze gdyby Lang miał podobne możliwości wizualne, też by je w podobny sposób wykorzystał. Arcydzieło to może nie jest, ale przyjemnie się to ogląda, zwłaszcza jako odniesienie do Zmęczonej Śmierci.
Kamikadze - Czw 25 Mar, 2010

Dziś obadawszy Imaginarium Doktora Parnassusa Terry'ego Gilliama. W Polszcze krytyka z dziełkiem tym obeszła się dość chłodno, zarzucając Gilliamowi chaos i skupiając się na śmierci Ledgera, ale dla mnie to po prostu kolejny udany film amerykańskiego Pythona. Uwielbiam wprost wyobraźnię tego gościa, jego umiejętność panowania nad POZORNYM chaosem zdarzeń i treści. To jeden z niewielu naprawdę kreatywnych reżyserów-oryginałów i wolę go od np. bardziej reklamowanego Tima Burtona. Muszę przyznać, że dzielnie poradził sobie ze stratą jednej z głównych postaci (sprzyjał temu scenariusz) i że ma oko do nowych twarzy, tutaj Lily Cole, na co dzień modelki. Cole ma bardzo interesującą buzię porcelanowej lalki, która koresponduje z lamusem Parnassusa i upodobaniem Gilliama do stylu starych rycin wynajdywanych w jakichś archiwach (czego dowodem były animowane wstawki w skeczach MP).
Nie rozczarował mnie więc ten seans, a Plummer był doskonały. Nie podobała mi się jedynie obecność Colina-Bachledy-Farrella, ale na szczęście, nie było go zbyt wiele na ekranie.

Cabal - Pią 26 Mar, 2010

Kamikadze napisał/a:
To jeden z niewielu naprawdę kreatywnych reżyserów-oryginałów i wolę go od np. bardziej reklamowanego Tima Burtona.


Ja w sumie też, głównie dlatego że Burton zdaje się od lat kręcić jeden i ten sam film, tylko zmieniając jego nastrój (od kosmitów przez planetę pełną małp po "batmaniadę"). Ale Parnassus do pięt nie dorasta niestety "Przygodom barona Munchausena" - brakuje tamtej magii, której żadne fikuśne efekty komputerowe nie zastąpią. Szerzej się rozpisałem na KinieOku miesiące temu, ale teraz nie będę tego powtarzał, bo znowu mr Blindowi51 gul skoczy :mrgreen: .

Zmieniając nastrój: Bronson (2008) - Film Duńczyka Nicolasa Refna, twórcy trylogii Pusher i Fear X, będący swoistą wariacją na temat zaprezentowany w Mechanicznej pomarańczy. Notoryczny przestępca, mający problemy z niepohamowaną agresją przyjmuje jako swoje emploi postać słynnego aktora, mając wizje samego siebie jako gwiazdy sceny, występującej przed wyimaginowaną publicznością. Przemoc pomieszana z groteską, kontrasty towarzyszące wielu scenom (agresja Charliego na tle muzyki klasycznej i galerii rzeźb) oraz ukazanie wpływu „gwiazd” na zwyczajnych ludzi, pragnących podświadomie im dorównać. Znakomita rola Toma Hardy’ego i dobrze dopasowana ścieżka dźwiękowa to nie jedyne atuty filmu. Ma szansę stania się kultowym za kilka lat, pomimo jawnych podobieństw do obrazu Kubricka.

Kamikadze - Pią 26 Mar, 2010

Cabal napisał/a:
Ale Parnassus do pięt nie dorasta niestety "Przygodom barona Munchausena" - brakuje tamtej magii, której żadne fikuśne efekty komputerowe nie zastąpią.

A wiesz, ja współczesnych efektów nie znoszę, Baron miał wspaniałe, ale tutaj gładko je przełknęłam, jako że nie trąciły one tandetą na kilometr. Pewnie, że byłoby JESZCZE lepiej, gdyby użyto starych technik, ale...

ślepy51 - Pią 26 Mar, 2010

Cabal napisał/a:
ale teraz nie będę tego powtarzał, bo znowu mr Blindowi51 gul skoczy


Cabal - Czw 01 Kwi, 2010

16 przecznic (2006) - Stary wyga kina akcji i dużych spluw Richard Donner we współpracy z drugim rutyniarzem gatunku – Bruce’em Willisem plus energiczny Mos Def w roli oskarżonego i domieszka klimatu „Serpico” (korupcja w policji jako tło intrygi). Brzmi obiecująco, choć w sumie dzieło jedynie dobre, rzemieślniczo poprawne i utrzymane w stylu podobnych opowieści znanych z lat 70tych.
Cabal - Sro 05 Maj, 2010

Troll (1986) -
Film zapamiętany w historii kina jako ekranowy debiut słów "Harry Potter" oraz wobec bycia prekursorem dla sławetnego "Trolla 2". Na IMDb oceniony szalenie nisko - i zupełnie niesłusznie. To baaardzo specyficzne połączenie baśni, komedii i kina młodzieżowego, błędnie posądzane o koneksje z horrorem. Owszem, zawiera wiele aburdów i niedorzeczności, ale posiada unikalny urok - wystarczyło mi ujrzenie w pierwszych scenach obrazu Michaela Moriarty'ego w kapelusiku Realu Betis Sevilla aby zgadnąć, że to nie kolejny klasyk ze stajnii Jima Hensona. Sporo pamiętnych momentów i dobra praca speców od charakteryzacji i twórców wyglądu trolli - taki sentymentalny symbol lat 80tych.

Cabal - Pią 14 Maj, 2010

Goya's Ghosts (2006) - od premiery tego filmu Milosa Formana minęły już 4 lata – wystarczająco dużo abym był zdziwionym faktem, iż jego premiera przeszła w zasadzie bez echa. Zabrakło widocznie hollywoodzkiej pompy i podmiotu jakie miały miejsce w Man on the moon, ale to już gruba przesada. Gdyż mamy tu do czynienia z powrotem do stylistyki i klimatu Amadeusza: tragizm wybitnej jednostki, a w tle wielka historia i polityka. Wbrew pozorom, Goya nie znajduje się tutaj w absolutnym centrum uwagi (jak miało to miejsce w „Goi w Bordeaux” Carlosa Saury), jest obserwatorem i współuczestnikiem akcji – losów młodej dziewczyny niesłusznie oskarżonej przez Inkwizycję i starającego się jej pomóc zakonnika. Świetne kostiumy i wystrój wnętrz oraz sceny będące filmowym odzwierciedleniem mrocznych obrazów Hiszpana. Ale nade wszystko bardzo dobre aktorstwo trójki głównych postaci, nadającej wyrazistości i życia fabule (choć w życiu nie spodziewałbym się ujrzeć Randy Quaida w roli króla Hiszpanii ;-) ). Film, który nie znika z pamięci w 5 minut po zakończeniu seansu…
flagg - Pon 17 Maj, 2010

Halloween 2 (2009) - zmiot totalny! Freak movie bez zahamowań po brzegi nasączony wyobraźnią i osobowością Roba Zombie. Zombie zmasakrował konwencję, którą ślepo począwszy od oryginału podążały kolejne odsłony cyklu (remake included), a rezultaty tej rzezi są imponujące. Miał być konwencjonalny banał, a otrzymaliśmy wizyjne kino autorskie w najlepszym tego slowa znaczeniu! Wciąż nie mogę uwierzyć, że bracia Weinstein zezwolili na coś takiego... Jeśli tak mają wyglądać - jak twierdzą niektórzy - najgorsze horrory roku, to pozostaje sobie tylko winszować.
Embalmer - Wto 18 Maj, 2010

Zatem może versus?
Mort - Sro 19 Maj, 2010

E tam, kolega flagg to sobie pewnie jaja robi :)
Cabal - Pon 31 Maj, 2010

Religulous – niepokorny Bill Maher zadaje trudne pytania na temat wiary i religii. Niebanalny dokument. Zabawny, a zarazem skłaniający do refleksji i zatrzymania nad przedstawionym tematem. Prezenter najwyraźniej stara się potraktować swych rozmówców serio, choć momentami… przychodzi mu to ze sporym trudem (że przytoczę tylko analogię Boga i Świętego Mikołaja – kto widział, ten zakuma ;-) ). Co ciekawe, większość interlokutorów wykazuje się wobec Mahera większą cierpliwością niż zapewne uświadczyłby od obywateli „RydzykLandu” i ich moherowej mentalności :zadowolony: . A całość zmontowana w stylu znanym z filmów Michaela Moore’a. Film nie tylko dla sceptyków.

Dirty Harry – niepomny jeszcze dzisiejszej rocznicy urodzin Clinta, odświeżyłem sobie znajomość tego klasyka. Mało które filmy po 35 latach od premiery starzeją się z taką godnością, wciąż zarazem prezentując poziom zawstydzający wiele współczesnych produkcji kryminalnych. Mroczna strona San Francisco, epokowa muzyka i dynamiczna akcja, podparta kultowymi już dialogami (i monologami Harry’ego). I intensywnie ukazana przemoc oraz bezwzględność niejednoznacznego policjanta, daleka od przerysowania „torczure porn”. Plus pamiętna rola Andrew Robinsona, który chyba jest ekranowym masochistą (wszak w "Hellraiserze" też nie miał spokoju...).

Kamikadze - Sro 02 Cze, 2010

Oglądam sporo dobrych filmów, bo złych nie lubię :lol2:
Ostatnio np. Woody'ego Allena Whatever Works (tym razem nie dam szansy polskiemu tytułowi, bo jest wprost beznadziejnie głupi :evil: ). Woody wraca do NYC, ale swojemu odwiecznemu bohaterowi-gawędziarzowi nadaje rysy innego komika Larry'ego Davida. Lekka, mocno zabawna i inteligentna rozrywka (tekst: Czy twoja matka jest kobietą kierowany do geja rozkłada na łopatki :rotfl: ) - czy można chcieć więcej? :spoko:
A poza tym cała masa innych. Tak sobie myślę czasem, że kiedyś ludzie przeżywali miesiącami jeden film, który obejrzeli w przepełnionym kinie, a teraz człowiek ogląda ich kilka w tygodniu, wybierając porę seansu, a zapomina bardzo szybko, nawet te lepsze :roll:
Czasem tęsknię do czasów, kiedy obejrzany film żył własnym życiem w umyśle; wtedy każda mina aktora, kolor scenografii, przedmioty czy gesty pamiętało się, a raczej - rozpamiętywało bardzo długo i intensywnie. Teraz wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, ale też skraca się nasza emocja...

Embalmer - Sob 05 Cze, 2010

"The Sailor Who Fell from Grace with the Sea" aka "Żeglarz, który utracił łaski morza" (1976. Lewis John Carlino) - Mroczny, przejmujący dramat - adaptacja noweli Yukio Mishimy przeniesiona na brytyjski grunt. Na pierwszym planie romans samotnej wdowy (Sarah Miles) z marynarzem (Kris Kristofferson), który schodzi z pokładu statku w Dover opuszczając morze. Nieco z boku jej popadający w coraz większy obłęd syn, który trzyma sztamę z gangiem okrutnych chłopców, którym przewodzi wściekły mały nihilista. W jednej ze scen dzieci mordują kota i przeprowadzają na jego ciele sekcję. Skojarzenia z "Władcą much" jak najbardziej na miejscu. Film przypomina mi także głośny dramat "Last Summer" z 1969 roku. Urzekająca nadmorska sceneria, śmiałe sceny erotyczne, dobra obsada i tragiczny finał kompletują całość. Szkoda tylko, iż DVD Image jest ocenzurowane, wersja VHS jest natomiast uncut.
grzEGOrz - Nie 06 Cze, 2010

Cabal napisał/a:
Religulous – niepokorny Bill Maher zadaje trudne pytania na temat wiary i religii. Niebanalny dokument. Zabawny, a zarazem skłaniający do refleksji i zatrzymania nad przedstawionym tematem


eee tam. wybrał sobie jakichś mało kumatych ziomków i zgrywa wielkiego cynika. nie jest wielkim wyzwaniem ośmieszyć wiarę kolesia typu - nienachalnie mądry kierowca ciężarówki, gdzieś z pipidówki na południu Stanów. swoją drogą Maher to trochę gupek w innych kwestiach (szczepionki).

Embalmer - Czw 10 Cze, 2010

"Krakatoa: East of Java" (1969. Bernard L. Kowalski) - Nie będę się rozpisywał na temat erupcji indonezyjskiego Krakatau w sierpniu 1883 roku, wspomnę tylko, że był to jeden z największych kataklizmόw wulkanicznych czasόw historycznych. Erupcja wulkanu rozerwała wyspę Krakatau na strzępy powodując wysokie na 30 metrόw fale tsunami, ktόre z ogromną prędkością dotarły na wybrzeża Jawy i Sumatry. Zmiecionych zostało z powierzchni ziemi wiele wiosek, zginęło 36 000 ludzi. Huk eksplozji słyszano w odległości 4800 kilometrόw (np. w Alice Springs, Australia). Naturalnie musiałem zobaczyć film przygodowy Bernarda L. Kowalskiego (reżysera horroru „SSSSSSS” z 1973 roku) „Krakatoa” – wysokobudżetową jak na tamte czasy (koniec lat 60-tych) produkcję bardzo luźno opartą na katastrofalnym wybuchu z 1883 roku. Mamy zatem parowiec „Queen Batavia” płynący w pobliże wulkanicznej wysepki, dzielnego kapitana, ktόry nim dowodzi i sporo perypetii po drodze. Na pokładzie malownicza galeria postaci: absolwent Oxfordu, ktόry bawi się w XIX-wiecznego wulkanologa, cztery smukłe Filipinki, nadużywający alkoholu stary wyga morski/ płetwonurek i jego rozśpiewana żona plus trzydziestu więźniόw, ktόrzy przy wyspie wulkanicznej wywołują bunt, w czym przeszkodzi im samotny wojownik z pistoletem czyli kapitan. Dwόch naukowcόw wlatuje do krateru wybuchającego wulkanu balonem i... wychodzą cało z opresji. Ręce opadają na taki realizm. Szkoda spalonego balonu. Efekty specjalne trącą trochę myszką, ale podobało mi się wykonanie fal tsunami. Wulkan grzmi i huczy, wyrzuca z siebie płomienie, iskry i bomby wulkaniczne i choć znowu można się przyczepić do braku realizmu „Krakatoa” to jednak te 131 minut projekcji spędziłem bez poczucia straty czasu. Ot, rozrywkowy film przygodowy z niezłymi kreacjami aktorskimi, pięknymi kobietami i wybuchającym modelem wulkanu w tle.
Cabal - Nie 13 Cze, 2010

Quel maledetto treno blindato (1978) – czyli oryginalny „Inglorious Bastards” w reżyserii Enzo G. Castellariego. Od pierwszych minut widać, że Włoch chciał nakręcić swoją wersję „Parszywej dwunastki” z elementami chociażby „Złota dla zuchwałych”. Szybkie tempo, akcja praktycznie nie zwalnia na dłużej niż kilka minut. Dużo brawurowych akcji, strzelanin, specyficznego humoru (przednie sceny z udziałem Michaela Pergolaniego), a nawet kilka nagich niewiast ;-) . Także do epickiej muzyki i udanych zdjęć nie można mieć zarzutów. Te mogą paść wobec niezbyt udanie doczepionego wątku miłosnego oraz efektów specjalnych w finale obrazu (chyba twórcom do tego czasu zabrakło już funduszy…). Kawałek niezłej rozrywki w „starym dobrym stylu”.
PS: Nie widziałem jeszcze ubiegłorocznej produkcji Tarantino, zatem pytanie do znających oba filmy: na ile Quentin się „zainspirował” Castellarim? Bo IMDb wzmiankuje tylko parafrazę tytułu, ja jednak przypuszczam że łączy je coś więcej – jak w przypadku „Dead Proof” i wiadomego filmu Russa Meyera.

The Stunt Man (1980) – bardzo specyficzne połączenie dramatu i komedii, z domieszką „filmu w filmie” i hołdu dla epickich produkcji i sławnych reżyserów. Zwłaszcza jednego – Davida Leana, na którym wzorowana była postać odtwarzana znakomicie przez Petera O’Toole. Klasowo wtórują mu też Barbara Hershey jako gwiazda produkcji oraz neurotyczny Steve Railsback – ścigany kryminalista przypadkiem dostający angaż jako kaskader. To jeden z takich obrazów, w którym decydującym było uwiarygodnienie scenariusza, i wyszło to bardzo dobrze, bez „położenia” żadnego z aspektów produkcji. Aż dziw bierze wobec tego, że reżyser Richard Rush artystycznie zamilkł na 14 lat, powracając dopiero kiepskimi „Barwami nocy” z Bruce’em Willisem :ysz:

Kamikadze - Pon 14 Cze, 2010

W zasadzie nie jest to jakiś bardzo dobry film ostatnio obejrzany przeze mnie, ale też nie z kategorii Weź to wyłącz, więc w rezultacie ląduje tutaj. Mowa o Heartless Philipa Ridleya z zeszłego roku. Jest to opowieść o chłopaku z ogromnymi naczyniakami na twarzy i ciele, które powodują jego zakompleksienie i wyobcowanie. Chłopak ten interesuje się fotografią, w poszukiwaniu tematów do zdjęć zwiedza różne zakamarki miasta. Podczas jednej z takich wypraw widzi, jak grupa młodych osobników w kapturach pali kogoś żywcem. Wydają oni przerażające dźwięki i mają upiorne, gadzie oblicza. Wkrótce ich ofiarą pada ukochana matka chłopaka. Młodzian dochodzi do wniosku, że są to demoniczne istoty, przed którymi trudno jest mu się obronić Właśnie wtedy w jego życiu zjawia się tajemniczy Nieznajomy, proponujący mu układ w zamian za drobną przysługę.
Film ten, jakkolwiek ciekawy w założeniu i zawierający pewien haczyk, jest zdecydowanie kierowany do nastoletniej publiczności. Służą temu przeróżne chwyty, jak np. ilustracyjne stosowanie modnej, "młodzieżowej" muzyki (chłopakowi jest źle, potwierdzają to słowa piosenki, itp.). Poza tym całość jest dość naiwna, mimo haka, którego znaczenia łatwo się w pewnym momencie domyślić. Nie jest to totalny szrot, ale też wyrobionemu widzowi niewiele ma do zaoferowania. Można obejrzeć, zwłaszcza z młodszym rodzeństwem :-)

Cabal - Czw 22 Lip, 2010

The Magus (1968), reż. Guy Green - Woody Allen ongiś wyraził się bardzo cierpko o filmowej adaptacji słynnej powieści Johna Fowlesa. Zakładam, że pewnie faktycznie sporo brakuje jej do literackiego oryginału (którego lektura jeszcze przede mną), jednak pomimo tego i tak jest to obraz wart zobaczenia. Czy to z ciekawości, czy w ramach porównania – to już według własnej motywacji. Wolne tempo, sporo kuglarskich sztuczek „maga” i fantazyjnych wizji oraz ponadczasowe, humanitarne przesłanie. Wiarygodne role tria Caine – Quinn – Candice Bergen (bardziej znanej z serialu „Murphy Brown”). Po latach echa konceptu „gry jako życia / życia jako gry” pojawiły się u Davida Finchera w jego „Grze” właśnie, tyle że już pozbawione głębszej wymowy.
Embalmer - Sob 21 Sie, 2010

"La Soufriere" (1977. Werner Herzog)

W 1977 roku wulkanolodzy przewidzieli ogromny wybuch wulkanu Soufriere na Gwadelupie. Stolica wyspy Basse Terre została ewakuowana. Pozostali jedynie najubożsi. Niemiecki filmowiec Werneg Herzog, znany chociażby ze swojej owocnej współpracy z Klausem Kinskim przy "Nosferatu wampir" (1979) czy "Aguirre, gniew boży" (1972) wraz z dwójką kamerzystów udał się na Gwadelupę, by odszukać tych, co czekali na śmierć. W wymarłym Basse Terre zapalają się jedynie drogowe światła. Po ulicach snują się zagłodzone psy, martwe psie ścierwa są toczone przez muchy. Panuje dojmująca cisza i widmo zbliżającej się zagłady. W końcu na sąsiadującej z Gwadelupą Martynice doszło w 1902 roku do potwornego kataklizmu: z wulkanu Mount Pelee zeszły gorejące chmury, które zrównały z ziemią miasteczko Saint Pierre i zabiły ponad 30 000 ludzi, co obrazują mroczne czarno-białe fotografie. Herzog jako narrator stwierdza, iż znalazł się w świecie science fiction, świecie, w którym wszyscy ludzie nagle zniknęli, a działają jedynie urządzenia elektryczne, radio odbiorniki i telewizory. Węże w obawie przed wybuchem uciekły topiąc się w wodach oceanu, jedynie trzech ubogich mężczyzn pozostało w mieście oczekując na śmierć. Bo taka jest wola boża. Bo wszyscy kiedyś umrzemy. Bo procesu biologicznego obumierania komórek nie da się zatrzymać. Zdjęcia w "La Soufriere" przypominają beznamiętne kadry obozów koncentracyjnych i fabryk rozkładu we wstrząsającym "Night and Fog" (1955) Alaina Resnaisa. Do erupcji jednak nie dochodzi...

Poruszający i niepokojący dokument.

Do obejrzenia tutaj:

http://video.google.com/v...77691067019968#

Cabal - Nie 29 Sie, 2010

Rescue Dawn (2006) - czyli znowu Werner Herzog, tyle że w innej tonacji ;-) . Film oparty na autentycznej historii niemieckiego lotnika, Dietera Denglera, zestrzelonego nad Laosem i wziętego do niewoli, tuż przed początkiem wojny w Wietnamie. Doświadczony reżyser postawił (po raz n-ty) na siłę opowiadanej historii i portret człowieka, a nie typowo amerykańską widowiskowość. Widać w „Rescue Dawn” nie tylko mistrzowską reżyserię, ale i doskonałe wykorzystanie autentycznych plenerów (z nutą afirmacji natury) oraz świetnie dobraną muzykę. Nie zawiedli też aktorzy, przy czym Bale został wręcz przyćmiony przez kreacje Stevena Zahna i Jeremy’ego Davisa. Herzog po prostu kolejny raz nie zawodzi, zatem miłośnicy jego kina mogą chwytać tę produkcję w ciemno.
Embalmer - Pon 13 Wrz, 2010

"St. Helens" (1981. Ernest Pintoff) - Od dawna chciałem zobaczyć ten film. W końcu dotyczy jednej z najsłynniejszych i najlepiej poznanych erupcji wulkanicznych XX wieku. 18 maja 1980 roku Mount Saint Helens w stanie Waszyngton eksplodował. Wskutek erupcji zginęło 57 ludzi, w tym Harry Truman, który odmówił opuszczenia swojego miejsca zamieszkania oraz wulkanolog David Johnson. Akcja "St. Helens" (1981) toczy się w dniach 20 marca do 18 maja 1980 roku, gdy doszło do ogromnej erupcji wulkanu o sile 500 bomb atomowych. 20 marca pierwszy wstrząs sejsmiczny sygnalizuje przebudzenie się wulkanu. Na miejsce przybywa przysłany przez US Geological Survey wulkanolog David Jackson (David Huffman), aby monitorować jego aktywność. David zakochuje się w miejscowej kobiecie i styka się z drwalami. Prowadzi badania wulkanu. Poznajemy także Harry'ego Trumana (Art Carney), 83-letniego właściciela Mount Saint Helens Lodge, który odmawia opuszczenia swojego miejsca zamieszkania. 18 maja 1980 roku rozpoczyna się piekło... Film jest porządnie zagrany i nieźle zrealizowany. Postać zagrana przez Davida Huffmana wzoruje się na autentycznym wulkanologu Davidzie Johnsonie, który zginął w trakcie erupcji. Mount Saint Helens udaje przez większą część czasu trwania filmu wygasły wulkan Mount Bachelor w stanie Oregon. Plusem "St. Helens" są jednak archiwalne filmy o erupcji z 18 maja z ABC News, KOMO-TV i KATU-TV, w tym słynne zdjęcia Garry'ego Rosenquista wielokrotnie używane potem przez geologów do badania erupcji. Wywierają one kolosalne wrażenie pokazując niesamowity żywioł kataklizmu.

Odtwórca głównej roli (pamiętny choćby ze znakomitego survival thrillera "Wolf Lake" z 1978 roku) David Huffman został w 1985 roku zamordowany w trakcie pościgu za 16-letnim złodziejem. Sprawca ugodził go śmiertelnie śrubokrętem w czasie szamotaniny.

Do "St. Helens" muzykę przygotowała włoska grupa Goblins - znana ze współpracy z mistrzem stylowego horroru Dario Argento ("Suspiria", "Tenebre", "Phenomena", "Dawn of the Dead", "Deep Red"), co było dla mnie sporym zaskoczeniem.

Cabal - Pon 20 Wrz, 2010

Kamikadze napisał/a:
W zasadzie nie jest to jakiś bardzo dobry film ostatnio obejrzany przeze mnie, ale też nie z kategorii Weź to wyłącz, więc w rezultacie ląduje tutaj. Mowa o Heartless Philipa Ridleya z zeszłego roku.


Obejrzałem ostatnio i w sumie też muszę go umieścić w tej kategorii. Nie wiedzieć czemu, nieco trącił mi słynnym "Donnie Darko". Kami wspomniała o muzyce stanowiącej ilustracje emocji głównego bohatera, do tego jego koszmarne wizje demonów i przygnębiająca atmosfera - wszystko wydaje się znajome. Opowiedziana na nowo historia Fausta, ale - co warto nadmienić - z kilkoma brutalnymi i krwawymi scenami, logicznie wpasowanymi jednak w fabułę. Warto zobaczyć, choćby z powodu, że jest na pęczki gorszych "dobrych" filmów...

Embalmer - Sro 06 Paź, 2010

"The Siege of Firebase Gloria" (1989. Brian Trenchard Smith) - Mocne kino wojenne z Wietnamu. Oblężenie amerykańskiej bazy przez wojska wietnamskie, heroiczna walka o przetrwanie, szybka akcja, setki zabitych, zdekapitowane przez Vietcong ciała, rozstrzelane dzieci, jatka w szpitalu polowym, R. Lee Ermey i pamiętny z "Vice Squad" i "Mutant" Wings Hauser w rolach przyjaciół z frontu i twardych żołnierzy. Obok "Polowania na indyki" Trencharda Smitha chyba jego najlepszy film z tych które widziałem.

http://www.imdb.com/title/tt0098328/

Przemo - Czw 07 Paź, 2010

Obejrzałem wczoraj BAD DREAMS i film jest w jakichś 70% powtórką z rozrywki w stosunku do III części Koszmaru z Elm Street. Mamy Jennifer Rubin w głównej roli (która grała w Dream Warriors), szpital psychiatryczny i postać-mordercę pojawiającą się w wizjach, pod której „wpływem” pacjenci popełniają samobójstwa (no, powiedzmy że tak było). Generalnie film mi się nawet podobał, końcówka trochę dziwna ale do całości większych zastrzeżeń nie mam. Po prostu dobrze się to oglądało.
Cabal - Sro 13 Paź, 2010

Przemo napisał/a:
Obejrzałem wczoraj BAD DREAMS i film jest w jakichś 70% powtórką z rozrywki w stosunku do III części Koszmaru z Elm Street.


Niezłe, choć jak przyznałeś - wtórne. Plus Richard Lynch w mocnej roli ;-) .

"Na Srebrnym Globie"
Nawet w tak niekompletnej wersji, pozbawionej 1/5 oryginalnego obrazu, widać ogromny potencjał i rozmach. Niespotykane w polskim kinie kostiumy, bardzo dobra oprawa muzyczna (komuś jeszcze skojarzyła się z muzyką filmową Petera Gabriela?) i solidna podstawa fabularna. Unikalna atmosfera, pomieszanie mistycyzmu z szamanizmem oraz filozofowanie na temat bytu, religii, naszego pochodzenia… Nic dziwnego, że większość widzów ocenia „Na srebrnym…” jako film trudny. Wręcz niestrawny, zwłaszcza wobec takiego zagęszczenia ambitnych treści w 157 minutach produkcji filmowej. Ale z drugiej strony, czy Andrzej Żuławski kiedykolwiek zrealizował prosty i przystępny film „dla mas” ? Przesycenie to jedno, mnie bardziej raziły wstawki rodem z kroniki ulic Warszawy lat 80tych. Rozumiem – brakujące fragmenty, toteż trzeba było te luki jakoś wypełnić. Preferowałbym jednak narrację na tle ciemnego ekranu :) . Druga sprawa, to momentami nadto teatralna gra aktorów. Bez tego, ze skończoną i odpowiednio zedytowaną wersją, była szansa na autentyczne arcydzieło polskiego kina.

"Serpico"

Stare, ale jare. Z czasów, kiedy jeszcze „dramat kryminalny” nie był tylko sklejką ze stereotypów i dobrze znanych wątków i motywów. A Al Pacino nie był przemęczonym, wypalonym weteranem, dorzucającym tylko kolejne tytuły do swej filmografii. Świetna kreacja postaci o ideałach i zasadach jakże różnych od Willa Dormera z „Bezsenności” czy David Fisk z „Righteous Kill”. Ponadczasowy moralitet.

Przemo - Sro 13 Paź, 2010

Cabal napisał/a:
"Na Srebrnym Globie"


Niestety do tej pory nie obejrzałem filmu do końca, pomimo dwóch podejść. Film istotnie jest trudny a po połowie seansu zwykle musiałem sobie zrobić przerwę i następnie czułem się na tyle wyczerpany, że po dziś dzień nie podjąłem trudu związanego z przyswojeniem tego dzieła. Czeka na odpowiedni moment.

Natomiast właśnie obejrzałem Windą Na Szafot, z genialną ścieżką dźwiękową Miles'a Davis'a, którą słuchałem wielokrotnie przed przystąpieniem do Ascenseur pour l'échafaud i to bezpośrednio OST zachęcił mnie do sięgnięcia po tenże film. Ogólnie fabuła ciekawa i oglądało się dość przyjemnie.

Jeszcze niedawno miałem przyjemność zapoznać się z filmem pt. Szpital Przemienienia z '78 roku. II wojna światowa, szpital psychiatryczny i świetny Gustaw Holubek. Zachęcam.

edkrak - Sro 13 Paź, 2010

Cabal napisał/a:


"Na Srebrnym Globie"


Czy tak jak w innych filmach Żuławskiego wszyscy aktorzy przez cały czas rzucają się i wrzeszczą bez ładu i składu? Bo o ile w jego filmach jest trochę ciekawych motywów, to po obejrzeniu 4 mam już dość aktorstwa w jego filmach i jeśli to kolejny raz to samo, to pewnie podaruje sobie oglądanie.

Przemo - Sro 13 Paź, 2010

edkrak napisał/a:
Czy tak jak w innych filmach Żuławskiego wszyscy aktorzy przez cały czas rzucają się i wrzeszczą bez ładu i składu? Bo o ile w jego filmach jest trochę ciekawych motywów, to po obejrzeniu 4 mam już dość aktorstwa w jego filmach i jeśli to kolejny raz to samo, to pewnie podaruje sobie oglądanie.


Tak czy inaczej możesz darować sobie oglądanie.

Cabal - Pią 29 Paź, 2010

Niezwykła podróż Baltazara Kobera – ostatni film Wojciecha Jerzego Hasa, do dziś (z tego co wiem) nie wydany na żadnym nośniku w Polsce. Typowe :zadowolony: . Do rzeczy: mieszanka fantazji, poezji i filozofii, jakiej naprawdę ze świecą szukać. Mit o Orfeuszu, średniowieczne peregrynacje, zgoła szekspirowskie rozmowy ze zmarłymi – czego tu nie ma? Głównie – autorskiego serca, pasji. Wiem, że kiedyś popsioczyłem trochę na „Rękopis…”, teraz jednak jak na dłoni widzę jego atuty – najwyraźniejsze właśnie w porównaniu z innym filmem tego samego twórcy. Piękna muzyka, pyszne kostiumy, dekoracje i plenery. W warstwie narracyjnej jednak, nieco za dużo poetyckości monologów Baltazara, aktorsko zaś strasznie nierówno: niektórzy najwyraźniej na planie postanowili jeno odklepać kwestie i iść do domu. Szkoda. Bo pomimo wszystkiego, to dobry film z dużym potencjałem. Ale tylko dobry.
Kamikadze - Sob 30 Paź, 2010

Podczepię się do Baltazara - dla mnie ten film był jednak totalnym nieporozumieniem. Fabuła kompletnie rozjechana, rozwleczona, klimatu brak (!), fajnie było tylko zobaczyć niesamowitego Emilforka, bezlitośnie zdubbingowanego, z tego, co pamiętam. Ogólnie zmęczył mnie ten film, zwłaszcza, jeżeli porównać go z arcydziełami tego reżysera, jak np. Sanatorium pod Klepsydrą, gdzie niby fabuła nie była linearna, gdzie Has uchwycił oniryczny klimat Schulza. No, ale, jak widać, czasem każdemu artyście zdarza się zrobić coś mniej udanego ;-)
Cabal - Nie 31 Paź, 2010

Kamikadze napisał/a:
Podczepię się do Baltazara - dla mnie ten film był jednak totalnym nieporozumieniem. Fabuła kompletnie rozjechana, rozwleczona, klimatu brak (!), fajnie było tylko zobaczyć niesamowitego Emilforka, bezlitośnie zdubbingowanego, z tego, co pamiętam


Zdubbingowany został też w tym filmie Michael Lonsdale (znany z dziesiątek lepszych produkcji) - i to miernie, bo rusza ustami jak ryba, a tu słyszę kwieciste sentencje w rodzimym języku :rotfl: :roll: . Ten brak klimatu i rozwleczenie to właśnie ten brak serca autora - widocznie Has był już zbyt zmęczonym i schorowanym, żeby wykrzesać magię. Ale doceniłem przede wszystkim warstwę wizualną i to, że nie silił się na jakieś bzdetne pseudo-efekty specjalne, jakie położyły "Alchemika" Koprowicza. I nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale przez cały seans w głowie dudniło mi nazwisko Terry'ego Gilliama, jako reżysera który tą peregrynację zrobiły należycie.

Cabal - Nie 12 Gru, 2010

The Passion of Darkly Noon - chciałoby się napisać "jak to u Ridleya" :zeby: . Lekko baśniowa atmosfera, będąca podłożem dla wolno rozwijającego się dramatu (o niestety przewidywalnym finale). Odniesienia do religii, a dokładniej: fanatyzmu religijnego (jest to cecha wpojona przez surowych rodziców głównemu bohaterowi o imieniu Darkly). Freudowskie fascynacje seksualne i błądzenie w lesie. Surrealistyczny obraz wielkiego, płonącego buta dryfującego po rzece. Nietypowa, nieco wycofana rola Viggo Mortensena. Dobre kreacje kobiece: femme fatale Ashley Judd i ekscentryczna Grace Zabriskie (to chyba mały ridleyowski ukłon dla Lyncha?). Brendan Fraser jakże inny przez wszystkimi "Mumiami" i produkcjami dla młodzieży, ale w sumie też dał radę. Film niejednoznaczny, nie każdemu przypadnie do gustu taka mieszanka nastrojów i stylów, jednak stanowi dobrą przeciwwagę dla megabudżetowej papki...
Mort - Nie 12 Gru, 2010

Hmm zaintrygowałeś mnie Cablu, trzeba sprawdzić co tym razem przygotował Scott. Thx za namiar.
Cabal - Nie 12 Gru, 2010

Mort napisał/a:
Hmm zaintrygowałeś mnie Cablu, trzeba sprawdzić co tym razem przygotował Scott. Thx za namiar.


Eeee, gwoli ścisłości: myślałeś chyba o Ridleyu Scotcie, a ja pisałem o Phillipie Ridleyu, autorze m.in. dobrze znanego "Reflecting Skin" i "Heartless", które opisała tu kiedyś Kamikadze ;-) . Stąd moje odniesienia do innych filmów tego Anglika. Poza tym, to produkcja względnie nienowa, z 1995 roku (cała trójka głównych aktorów zatem miała dopiero podbić Hollywood).

Kamikadze - Nie 19 Gru, 2010

Ja dziś obejrzałam sobie debiutancki film pełnometrażowy brytyjskiego reżysera, Daniela Barbera - Harry Brown - z Michaelem Cainem w roli tytułowej.
Harry Brown to emerytowany żołnierz, weteran walk w Irlandii Północnej. Obecnie mieszka w blokowisku, którym rządzi gang młodych dresiarzy i ćpunów, zawłaszczających podziemne przejście. Kiedy Harry'emu umiera żona, jego jedyną podporą jest stary przyjaciel, Len. Len zwierza się Harry'emu, że jest zastraszany i szykanowany przez drecholstwo i że jest na skraju załamania nerwowego. Pewnego dnia Brown dowiaduje się że w podziemnym przejściu znaleziono zmasakrowane zwłoki Lena.
Harry Brown to rasowe, bezkompromisowe kino, pełne realistycznie ukazanej przemocy, prezentujące degrengoladę moralną dzisiejszych blokersów. Choć pokazuje również przyczyny tego stanu rzeczy, unika modnego obecnie "pochylania się" nad "biednymi ofiarami" modelu życia rodzinnego i wszelakiej patologii. No i film nieraz zaskakuje, bowiem odległy jest od operowania schematami, znanymi z amerykańskich filmów. Jak na duet: debiutujący reżyser + scenarzysta o jeszcze małym dorobku (Gary Young), to naprawdę mocna rzecz :spoko:
Jednocześnie jest to przygnębiające kino, bowiem mam świadomość, że i u nas zaczyna się podobnie dziać, a drecholstwo osiedlowe w niektórych miejscach niczym nie różni się od pokazanego w filmie. Świetne role, na marginesie, ręka aż szuka noża, żeby takiemu zatopić go w czarnym sercu.

Mort - Pon 20 Gru, 2010

Cabal napisał/a:
Mort napisał/a:
Hmm zaintrygowałeś mnie Cablu, trzeba sprawdzić co tym razem przygotował Scott. Thx za namiar.


Eeee, gwoli ścisłości: myślałeś chyba o Ridleyu Scotcie, a ja pisałem o Phillipie Ridleyu, autorze m.in. dobrze znanego "Reflecting Skin" i "Heartless", które opisała tu kiedyś Kamikadze ;-) . Stąd moje odniesienia do innych filmów tego Anglika. Poza tym, to produkcja względnie nienowa, z 1995 roku (cała trójka głównych aktorów zatem miała dopiero podbić Hollywood).


W rzeczy samej tak pomyślałem :zawstydzony: :sciana: Ridley kojarzy mi się jednoznacznie ze Scottem :mrgreen:

Embalmer - Sob 25 Gru, 2010

"Roma Violenta" (1976. Marino Girolami) - Maurizio Merli jako inspektor Betti zwalczający kryminalistów w Rzymie bez litości i skrupułów. Napady, wyrywanie torebek, strzelaniny, morderstwa, gwałty, rewelacyjna sekwencja pościgu - wszystkie składniki znakomitego Eurocrime na miejscu. Dobra reżyseria Marino "Zombi Holocaust" Girolami. Scena napadu na supermarket świetna. Szkoda, że Merli zmarł w 1989 roku - obok Henry Silvy był jednym z najbardziej charakterystycznych twarzy polizioteschi. Warto obejrzeć po "Almost Human" Lenziego czy "Rabid Dogs" Mario Bavy
Cabal - Nie 02 Sty, 2011

Odświeżyłem sobie znajomość Gorączki Michaela Manna. Najlepszy rimejk w historii kina (tak, tak - Mann rozszerzył i przerobił na tę okoliczność swój telewizyjny "LA Takedown" z 1989 roku). Jeden z najlepszych filmów w ogóle, tym bardziej dziwi fakt, że na serwisie IMDb nie łapie się nawet w pierwszej setce. O braku jakichkolwiek nominacji do Oscara nie wspominając... Świetne kreacje aktorskie, nie tylko dwóch ikon współczesnego kina, ale i odtwórców ról drugoplanowych (a wśród nich przecież i Jon Voight, niedoceniany Kevin Gage, Ashley Judd oraz młodziutka Natalie Portman). Zapadające w pamięć zdjęcia i muzyka. Obok bardzo dobrze zrealizowanych sekwencji akcji, pościgów i strzelanin - kameralny dramat, rozgrywający się w rodzinach tak ścigających, jak i ściganych. Od momentu premiery, wzorzec dramatu kryminalnego.
Embalmer - Sob 09 Kwi, 2011

"Hardcore" (1979. Paul Schrader) - George C. Scott w roli religijnego biznesmena, który w poszukiwaniu zaginionej córki wstępuje do świata filmów porno i snuff. Wybitna rola George'a C. Scotta, bardzo wyrazista i naładowana emocjami, gwałtowne zakończenie, sporo golizny i brudna atmosfera Los Angeles końca lat 70-tych. "Hardcore" żywo przypomina "8 MM" (1999) z Nicolasem Cagem - w zasadzie można powiedzieć, iż jest jego (o wiele ciekawszym) prekursorem. Mocne kino do zapamiętania.

RIP Sidney Lumet.

Kamikadze - Pon 03 Paź, 2011

Black Death z 2010r. Christophera Smitha (Creep, Triangle).
Film opowiada historię rozgrywająca się podczas straszliwej epidemii dżumy, która wybiła 1/3 populacji średniowiecznej Europy. Młody mnich korzysta z okazji i opuszcza klasztor jako przewodnik grupy inkwizytorów, poszukujących wioski na bagnach, gdzie, jak wieść niesie, żyją heretycy, dopuszczający się bezbożnych praktyk, by ocalić się przed zarazą. Mniszek ma zresztą w tym swój interes - potajemnie kocha dziewczynę, z którą się umawia.
Film mnie zaskoczył swoją solidnością i brakiem tandety oraz efekciarstwa. Mamy tu efektowne zdjęcia i ujęcia, ale nie jako sztukę dla sztuki ani wypełniacz mizernej akcji. Przeciwnie, ta płynie warto, historia jest ciekawa i, co najważniejsze, NIEJEDNOZNACZNA, w rezultacie nie można wskazać wygranych i przegranych, dobrych i złych. Wszystko, co pokazano, jest po prostu ludzkie w całym tego słowa bogactwie znaczeniowym. Aktorzy są świetnie obsadzeni (m.in. Sean Bean, Carice van Houten, David Warner, doskonały też Eddie Redmayne w roli młodzieńca z klasztoru).
Jest też trochę mocnych scen walki i zadawania przemocy, ale nie ma w nich nic z epatowania, raczej tylko ukazanie tego, jak jest, kiedy robi się to, czy tamto ;-)
Polecam serdecznie, dla mnie bomba.

grzEGOrz - Wto 18 Paź, 2011

film faktycznie bdb. echa Witchfinder General, The Wicker Man, Name of the Rose i tak dalej. solidnie zrobione, z poważnym zamysłem dobrze zagrane z małym wyjątkiem - van Houten to żena po całej linii. ale naprawdę warto.

a Smith to również Severance, choć nie sądzę, że to Twoje klimaty Karolino.

edkrak - Pon 28 Lis, 2011

Imperium namiętności - film co prawda grzeczniejszy, niż bardziej znane "Imperium zmysłów" Oshimy, ale za to moim zdaniem lepiej zrealizowany. Piękne zdjęcia, całkiem klimatyczne sceny z rikszarzem-duchem i do tego w drugoplanowej roli jeden z moich ulubionych aktorów - Takuzo Kawatani (znany chociażby z "Shogun's Sadism"), który jest świetny jak zwykle. SPOILER: Miło też jest go w końcu zobaczyć w roli, w której to nie on jest torturowany, tylko sam bierze się za wymierzanie kary.
Z tym że z pewnością nie należy nastawiać się na jakiegoś exploita, to głównie thriller/romans z lekką domieszką horroru.

grzEGOrz - Nie 18 Mar, 2012

kontynuując moje strumienioświadomościowe wpisy...

Drive - po 10 minutach miałem ochotę przestać oglądać, bo tak mnie irytował Gosling z jego miną, ale się przemogłem i warto było. co więcej, okazało się, że to wszystko ma swój cel (scena, gdzie przepięknie kontrapunktowany jest ten wizerunek spokojengo, cichego chłopaka, który dziewczynie pomoże, z dzieciakiem się pobawi - ugh, te oczy!). bardzo ciekawe ćwiczenie formalne w hołdzie dla kina noir oraz gangsterki z lat '70. film o kaskaderze, który dorabia sobie jako kierowca podczas napadów powienien mieć tempo jak filmy majkela beja albo nie daj bosz, Transporter jakiś, ajt? Refn pokazuje przyzywczajeniom widza środkowy palec i opowiada swoją historię w powolnym rytmie, który jednak hipnotyzuje i uwodzi. zwłaszcza że zdjęcia i muzyka świetnie to wszystko dopełniają (College - Real Hero to mój absolutny faworyt).

Shame - powtórna kolaboracja McQueena z Fassbenderem. mi się jednak Hunger bardziej podobał. nie do końca rozumiem cały zachwyt krytyczny nad tym obrazem, choć faktycznie raczej przygnębiającą wizję kreśli. być może zabrakło mi kogoś, jakiegoś bohatera w tym filmie, na którym mógłbym oprzeć mój odbiór. ale na pewno ciekawe doświadczenie.

Cabal - Sob 25 Sie, 2012

Nightbreed: Cabal Cut - wow, nie sądziłem, że kiedyś dożyję premiery tej "zaginionej" wersji jednego z moich ulubionych filmów ;-) oczywiście (dla kogoś, komu znane są szczegóły odkrycia tej wersji) cudów nie ma - brakujące sceny mają jakość obrazu pirackiego VHS po 10tym skopiowaniu, czasem nie widać praktycznie nic, do tego pojawiający się od czasu do czasu na górze obrazu napis "Copyright 89". Dużo lepiej jest z dźwiękiem, czasem użyto w tych nowo odkrytych scenach muzyki z innych sekwencji filmu - plus, Doug Bradley nagrał na nowo wszystkie swoje kwestie, stąd jego Lylesburg nie mówi już z niemieckim akcentem :zadowolony: . Choć, głos Rachel z oryginalnej wersji brzmi także inaczej... Czy warto poznać? Zdecydowanie, TAK, pomimo wspomnianych mankamentów. Więcej midianowskich stworów, brakujące w oryginale sceny śmierci kilku kluczowych bohaterów, niemal parodystyczna "reklama" zbrojowni "Sons of the Free" (policjantów i wieśniaków z Shere Neck, atakujących Midian). Choć oczywiście wątpię, czy kiedyś dojdzie do wznowienia "Nightbreed' na DVD /BR z tą "director's cut" jako bonusem - chyba ani studio, ani sam Barker (ostatnio ciężko schorowany :-| ) tego zbytnio nie chcą...
Cabal - Wto 06 Lis, 2012

Koń turyński - nowy film węgierskiego weterana reżyserii, Beli Tarra. Skrajnie dołujący, minimalistyczny, czarno-biały obraz inspirowany filozofią Nietzschego. Ponad 2 godziny wymagającego, acz przejmującego kina, dającego widzowi do myślenia.
simian raticus - Czw 08 Lis, 2012

Deadly Prey
TCM 3
Braindead
Terminator 2
The Blob (1988) - leciał se w TV kilka miesięcy temu po 20-stej w wiosenny jasny wieczór!

grzEGOrz - Pon 18 Lut, 2013

El Cuerpo (The Body) - hiszpański thriller z panią co występowała w Oczach Julii (reżyseruje scenarzysta tegoż), Orphanage i Mar ardento. ja to się nabieram na takie filmy jak kto gupi - skoro wiadomo, że film "gdzie nic nie jest tym co się wydaje", to człowiek myślałby że rozkmini zagadkę, domyśli się co i jak. no cóż, ja jestem widzem naiwnym i każdy kolejny twist łykam jak pelikan.sprawnie nakręcone, zagrane i momentami trzymające w napięciu. chyba polecam dosyć. choć kołek od zawieszania neiwiary i prawdopodobieństwo wydarzeń lekko teges...
Embalmer - Sob 09 Mar, 2013

"Day of Wrath" / "Dzień gniewu" (1943. Carl Theodor Dreyer) - Akcja filmu toczy się w XVIII wiecznej protestanckiej Danii. Anna zamieszkuje ze swoim o wiele lat starszym mężem pastorem Absalomem oraz jego okrutną, knującą matką w sanktuarium. W międzyczasie płoną stosy z czarownicami, a motłoch domaga się krwi i cierpienia. Do sanktuarium przybywa syn Absaloma z poprzedniego małżeństwa, Martin. Schronienia w nim szuka także oskarżona o czarostwo Marte, którą Anna ukrywa na strychu. Ale stara wiedźma zostaje odkryta i trafia przed Świętobliwy Trybunał. Jest torturowana, prosi Absaloma o wstawiennictwo grożąc mu, że ujawni, iż przed laty pozwolił żyć matce Anne (obecnie zmarłej), która ongiś została oskarżona o konszachty z Diabłem i przyznała się do winy. Na nic to się zdaje, stos z Marte i tak zapłonie... ale Absalom zaczyna miewać poczucie winy. Spalenie Marte zbliża do siebie Annę i syna Absaloma, ale ich potajemny związek, religijny owoc zakazany jest z góry skazany na porażkę...

"Dzień gniewu". Dies Irae. Mimo natchnionej atmosfery religijnej oraz bogactwa ornamentyki modlitewnej film Dreyera jest antyklerykalny. Akcentuje ciasnotę umysłową i barbarzyństwo Inkwizytorów zadających ból i cierpienie w imię Boga. W trakcie palenia na stosie Marte grupa dzieci śpiewa Dies Irae - podobny chwyt zastosował w 1968 roku Michael Reeves w "Matthew Hopkins: The Witchfinder General". Pierwsza połowa filmu jest naprawdę znakomita, pełna psychologicznych i spirytualnych niuansów, druga jest nieco gorsza (ale nadal dobra) - zbyt mocno koncentruje się na potajemnym romansie Anny i Martina. Długie ujęcia akcentują rozterki emocjonalne bohaterów, a oświetlenie rzuca złowrogie cienie w sanktuarium klaustrofobii... Zazdrość. Hipokryzja. Poczucie winy. Paranoiczne podejrzenia. Wszystkie te uczucia stanowiące paliwo napędowe do działań Inkwizycji są ukazane w "Dniu gniewu" w wyrazisty sposób. A wizualnie - symfonia kompozycji kadrów...

Wszyscy w tym filmie spłoną. Na stosie bądź mniej dosłownie - emocjonalnie nękani przez przeszłość.

Widziany na seansie kinowym.


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group